Anne Applebaum: Nie, to nie jest powrót do normalności, 18.02.2026


Nie, to nie jest powrót do normalności

Marco Rubio był bardziej uprzejmy niż JD Vance, ale przesłanie do wieloletnich sojuszników było takie samo.

Autorstwa Anne Applebaum 

17 lutego 2026


Podobnie jak w zeszłym roku, oglądałem najważniejsze amerykańskie przemówienie na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w sali przepełnionej, siedząc na podłodze pod głośnikami. To najlepsze miejsce zarówno do słuchania przemówienia (w przeciwnym razie w sali byłoby zbyt głośno), jak i do obserwowania twarzy ludzi zgromadzonych wokół ekranów. Premierzy i prezydenci zasiadają w głównej sali, ale w konferencji uczestniczy wiele innych osób: analitycy bezpieczeństwa, podpułkownicy, inżynierowie dronów, wiceministrowie obrony, parlamentarzyści i setki innych osób, których życie zawodowe poświęcone jest zakończeniu wojny na Ukrainie, zaprowadzeniu pokoju w Europie i budowaniu bezpieczeństwa na świecie.

Podobnie jak w zeszłym roku, grupa liczyła na to, że dowie się, w jaki sposób administracja USA planuje wesprzeć te projekty. I tak jak w zeszłym roku , publiczność była rozczarowana.

Sekretarz stanu USA Marco Rubio, główny mówca sobotniego spotkania, był bardziej kulturalny niż wiceprezydent J.D. Vance, który w 2025 roku zaatakował i obraził wiele europejskich rządów reprezentowanych na sali. Jednak przemówienie Rubia miało wiele z tych samych celów. Nie wspomniał o wojnie ani nie zasugerował, że Ameryka pomoże Europie ją wygrać. Nie wyraził przekonania, że ​​Rosję można pokonać. Nie odniósł się do wartości demokratycznych i wspólnej wiary w wolność, które kiedyś motywowały sojusz NATO i nadal motywują jego europejskich członków. Zamiast tego przedstawił wizję jedności opartą na mglistej idei odziedziczonej „cywilizacji zachodniej” – Dantego, Szekspira, Kaplicy Sykstyńskiej, Beatlesów – która miałaby walczyć z prawdziwymi wrogami: nie Rosją, nie Chinami, ale migracją, „kultem klimatycznym” i innymi formami współczesnej degeneracji.

Przemówienie działało jak test Rorschacha. Jeśli chciałeś usłyszeć jakieś pozytywne wieści, to zapewne zadowoliły cię emocjonalne wyrazy jedności. Ale jeden z moich niemieckich przyjaciół wyraźnie usłyszał „gwizdek” dla niemieckiej skrajnej prawicy. Rozmawiałem z kilkoma Polakami, którzy zauważyli, że na liście wielkich ludzi i wielkich dzieł sztuki nie znalazło się nikogo ani niczego z ich połowy kontynentu europejskiego. Kolega z Indii był zaniepokojony pochwałami kolonializmu . W wielokrotnych odniesieniach Rubia do chrześcijaństwa wielu Amerykanów usłyszało okrzyk na cześć chrześcijańskich nacjonalistów. I wiele, wiele osób zauważyło osobliwość ataku na migrację, pochodzącego od syna migrantów.

W kolejnych godzinach i dniach nie spotkałem ani jednej osoby, bez względu na narodowość, która uważałaby, że stosunki amerykańsko-europejskie wracają do normy. Rubio tego nie powiedział i najwyraźniej nie chciał, żeby ktokolwiek w to uwierzył. Podobnie jak Elbridge Colby, podsekretarz obrony USA ds. polityki, który również pojawił się w Monachium. Colby, przemawiając na publicznym wydarzeniu, promował raczej powstanie „zeuropeizowanego NATO”, które może bronić się samo, z Ameryką oferującą teoretyczny parasol atomowy. Odrzucił „abstrakcyjną koncepcję zamku z chmur opartego na zasadach porządku międzynarodowego”. Powiedział, że nikt nie powinien „opierać sojuszy wyłącznie na sentymentach”. To przesłanie, które administracja Trumpa wysyłała przez cały rok i które się nie zmieniło.

Ta wiadomość zawiera w sobie głębokie sprzeczności. Tuż po Monachium Rubio poleciał do Bratysławy i Budapesztu, gdzie obsypywał pochwałami Viktora Orbána, premiera Węgier. Prezydent Trump, jak powiedział Orbánowi, jest „głęboko zaangażowany w wasz sukces”, co stanowi wyraźne nawiązanie do nadchodzących wyborów na Węgrzech, które Orbán najprawdopodobniej przegra, jeśli głosowanie zostanie przeprowadzone uczciwie. Wielu zauważyło, że Orbán ma na koncie korupcję i manipulacje wyborcze, że wywiera presję na sędziów i niezależnych dziennikarzy ( tych ostatnich na Węgrzech prawie nie ma), a sam Rubio podpisał w 2019 roku list potępiający premiera Węgier za „erozję demokracji”.

Jednak w świetle amerykańskiego przesłania przekazanego w Monachium, wizyta ta była również niespójna. Orbán, podobnie jak skrajnie prawicowi liderzy w Niemczech i Francji, mający bliskie powiązania z Vance'em i establishmentem MAGA, sprzeciwia się remilitaryzacji Europy. Orbán nie tylko dąży do zablokowania powstania „zeuropeizowanego NATO”, ale działa de facto jako rzecznik Rosji w Unii Europejskiej.

W praktyce Węgry Orbána stwarzają ogromne problemy bezpieczeństwa dla wszystkich. Rosjanie prowadzą straszliwą, szkodliwą i kosztowną wojnę z Ukrainą. Wysyłają drony do Europy, regularnie przeprowadzają cyberataki i przecinają podmorskie kable na Morzu Bałtyckim. Czy Stany Zjednoczone naprawdę chcą, aby Europa zjednoczyła się i wspólnie walczyła z tymi zagrożeniami? Jeśli tak, to dlaczego administracja Trumpa wspiera kogoś, kto sprzeciwia się temu projektowi? Europejczycy nie mogą powstrzymać się od pytania, czy celem Ameryki nie jest raczej podsycanie podzielonej Europy, która nie jest w stanie obronić się przed nikim.

Wiele osób usłyszało zarówno otwarte, jak i subtelne przesłania, przynoszące nieoczekiwane rezultaty. Wczoraj rano newsletter Politico „Brussel Playbook” doniósł , że ministrowie finansów sześciu państw europejskich spotkali się w Brukseli, aby omówić integrację europejskich systemów finansowych w ramach unii rynków kapitałowych. Celem jest pobudzenie gospodarki. Ale jak mawia mój niemiecki znajomy, nikt nie lubi kapitału, nikt nie lubi rynków i nikt nie lubi unii, co jest jednym z powodów, dla których ta długo dyskutowana idea nigdy nie spotkała się z dużym entuzjazmem społecznym. Niektóre mniejsze instytucje finansowe mogą na tym stracić i nigdy nie wahały się tego przyznać.

Administracja Trumpa zmieniła charakter tej dyskusji. Jeśli Europa ma się uniezależnić od Stanów Zjednoczonych i być gotowa na pokonanie Rosji, europejskie firmy zbrojeniowe i technologiczne muszą rozwijać się znacznie szybciej i pozyskiwać znacznie więcej pieniędzy niż obecnie. Zamiast inwestować w Ameryce, Europejczycy będą musieli zatrzymać więcej pieniędzy u siebie. W Monachium słyszałem wiele determinacji w dążeniu do tego celu. Ale to też nie jest nic w stylu business as usual.

Anne Applebaum jest etatową dziennikarką w The Atlantic .

theatlantic


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz