Pokazywanie postów oznaczonych etykietą referendum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą referendum. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2013

Elbanowscy – nowy wróg rządu. Kim są ludzie, którzy niemal rozsadzili koalicję?

Głosowanie nad referendum w sprawie 6-latków postawiło na szali koalicję PO-PSL. A wszystko przez małżeństwo, które niestrudzenie walczyło o swoje prawa i o referendum w sprawie sześciolatków do ostatniej chwili. Karolina i Tomasz Elbanowscy podzielili polityków, publicystów, dziennikarzy. Jak to się stało, że zwykłe małżeństwo z dziećmi wywołało taki ferment na scenie politycznej?


W czwartek 7 listopada mówiło się głównie o tym, czy koalicja PO-PSL upadnie po głosowaniu nad referendum w sprawie 6-latków. Istniało duże ryzyko, że w Sejmie przegłosowane zostanie zorganizowanie referendum, czego Platforma Obywatelska – choć inicjatywa pochodziła od obywateli właśnie – bardzo nie chciała. 

PO jednak musiała w tej sprawie zdać się na swojego sojusznika. Tymczasem okazało się, że w PSL-u mogą znaleźć się posłowie, którzy się wyłamią i zagłosują za referendum. Wiele osób przewidywało, że byłby to koniec koalicji, a przynajmniej jej poważny kryzys. A to wszystko w dużej mierze przez państwa Elbanowskich – ludzi, którzy zainicjowali całą akcję i o referendum walczyli do ostatniej chwili. Nie bali się nawet wziąć do Sejmu swoich dzieci. 



Od Legionowa do Sejmu
Mają sześcioro dzieci. Siódme w drodze. Najstarsza z nich, Noemi, niedługo idzie do szkoły. To jeden z głównych powodów, dla których Elbanowscy tak zaangażowali się w walkę o referendum i akcję "Ratuj Maluchy". I wbrew pozorom to nie Karolina, a Tomasz Elbanowski założył stronę ratujmaluchy.pl w 2008 roku i to wtedy małżeństwo rozpoczęło długą drogę do wystąpień w Sejmie i licznych nagłówków w mediach. 

Z początku działali tylko w Legionowie – tam mieszkają. W normalnym bloku, a nie żadnej willi. Nie są, jak wiele osób ich oceniało, bogatym małżeństwem, tylko zwykłymi ludźmi. Oboje pracowali w lokalnym piśmie "To i Owo". Tomasz Elbanowski w swojej dziennikarskiej karierze postanowił walczyć z lokalnymi układami i patrzeć na ręce legionowskiej władzy. 

W swojej pracy odniósł spory sukces: o jego tekstach rozmawia całe Legionowo, bo odkrył kilka lokalnych afer. Już wtedy można było w nim zauważyć zacięcie i zaangażowanie do tego, by pokazywać, że władza nie może z obywatelami robić, czego chce.


Ratuj maluchy!
Karolina Elbanowska nie miała wtedy zapędów do ścigania władzy. Pracowała w szkole językowej i poświęcała się macierzyństwu. W 2008 roku, kiedy mieli już w drodze czwarte dziecko, postanawiają aktywnie walczyć o sprawy edukacji. Wraz z kilkoma znajomymi tworzą stronę ratujmaluchy.pl. Wtedy nikt jeszcze nie podejrzewa, że za kilka lat będą dzielić scenę polityczną i społeczeństwo wokół inicjatywy, którą sami stworzyli. 

Działają na wszystkich frontach, a najbardziej bulwersuje ich przymus posyłania 6-latków do szkół. Piszą listy do MEN, artykuły do mediów, pod skargą do ministerstwa edukacji zbierają 10 tysięcy podpisów niezadowolonych rodziców – to pierwszy masowy sukces ich akcji. Strona staje się coraz bardziej popularna, a Elbanowscy coraz aktywniejsi w mediach. Powołują fundację Rzecznik Praw Rodzica, której Tomasz zostaje prezesem. 

Szkoła to zło?
Wkrótce Elbanowscy rozpętują prawdziwą wojnę przeciwko szkołom i całemu systemowi edukacji. Publikują, jak to nazywają, "raporty" – które jednak w rzeczywistości są zbiorem historii o tym, jak to szkoły gnębią dzieci, jaka młodzież jest w nich nieszczęśliwa. Opowieści mają świadczyć o tym, że podstawówki nie są jeszcze gotowe na przyjęcie 6-latków i że nie można zmuszać rodziców do wysyłania tam swoich pociech. W "raportach" sporo też jest opinii rodziców. Wkrótce fundacja zaczyna wypuszczać filmiki promocyjne – w podobnym tonie. 

MEN z początku bagatelizował sprawę. Wydawało się, że dwoje rodziców może niewiele zdziałać, bo nawet jeśli uda im się zmobilizować mieszkańców Legionowa, to przecież ich idea na pewno nie rozniesie się na całą Polskę. Jeśli ministerstwo tak myślało, był to karygodny błąd. 

Gdy wreszcie MEN zaczął odpowiadać na ataki Elbanowskich, przypominało to walkę Dawida z Goliatem. I wszystko potoczyło się jak w mitologii: wielkie ministerstwo nie było w stanie zniwelować niezadowolenia rodziców, które młode małżeństwo potrafiło kumulować i przetwarzać, a potem pokazywać światu w mediach. 

Jak zarobić na 6-latkach
Doświadczenie dziennikarskie niewątpliwie pomogło Elbanowskim – bo w świecie mediów poruszają się wyjątkowo sprawnie. Są i na Facebooku, i na YouTube. Przyciągają coraz więcej osób, mają coraz większą siłę rażenia. A MEN wciąż patrzy na nich jak sparaliżowany, nie potrafi sensownie odpowiedzieć na "raporty" i akcję promocyjną. 


Wizja dzieci w szkołach, jaką roztacza to młode małżeństwo, jest niemalże apokaliptyczna. Jedynie Dominice Wielowieyskiej z "Gazety Wyborczej" udało się ostatnio sensownie wypunktować "raporty" Elbanowskich. Na dziennikarkę zaraz posypały się z prawicy gromy, chociaż jej tekst był zupełnie obiektywny w ocenie tego, jak wyglądają polskie szkoły. 

Warto przy tym zaznaczyć, że przez cały czas Elbanowscy łączą pracę, wychowanie dzieci i aktywność obywatelską. Zarazem jednak fundacja staje się... źródłem ich utrzymania. Jak podawał "Newsweek", najwięcej pieniędzy fundacja wydawała na wynagrodzenia. Sam Elbanowski dostawał dzięki temu miesięcznie 7,4 tysiąca złotych. To niewątpliwie lepsza pensja niż w lokalnych mediach. 

2013 – rok Elbanowskich
Elbanowscy najbardziej rozkręcili się w 2013 roku. Wtedy cała ich akcja nabrała rozpędu, fundacja zatrudniła kilka osób. Do działań promocyjnych zaprzęgani są celebryci: Marcin Dorociński, Katarzyna Cichopek. Jednocześnie Elbanowscy nie przestają roztaczać mrocznej wizji tego, co dzieje się z 6-latkami, które poszły do szkół w tym wieku. Media próbowały przypisać ich do jakiejś opcji politycznej, ideologii, ale Elbanowscy nie dają się zaszufladkować. Jak deklarują, chcą tylko i wyłącznie walczyć o dobro dzieci. 

KAROLINA ELBANOWSKA
Wypowiedź dla naTemat
To taka bzdura, że ciężko się nawet do tego odnieść . Nam nie chodzi o żadną politykę. Działamy dla naszych dzieci. Ruch jest szeroki. Są w nim czytelnicy "Niedzieli" i tygodnika "Nie", są i dziewczyny z młodzieżówki PO. Jakby pani zapytała, jaka opcja przeważa, odpowiedź jest jasna: przeważają rodzice.CZYTAJ WIĘCEJ

ŁUKASZ ELBANOWSKI
Wypowiedź dla naTemat
Ruch jest szeroki, niezależny od polityki. Łączy rodziców. Bardzo pilnujemy, żeby nasz ruch występował tylko w jednej konkretnej sprawie i nie miał nic wspólnego z partyjnymi sporami, dlatego nie wzięliśmy udziału w Platformie Oburzonych, choć i organizatorzy i dziennikarze koniecznie chcieli nas tam widzieć. CZYTAJ WIĘCEJ

Swoje teksty poświęcają im Wojciech Olejniczak, Krystyna Kofta, Tomasz Lis. Prawica zaczyna uwielbiać Elbanowskich, ich inicjatywę popiera sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Mimo to, małżeństwo cały czas podtrzymuje, że z polityką ani ideologiami nie są związani – i faktycznie, trudno jest znaleźć dowody na to, by było inaczej. 

Oczywiście, niektóre osoby z fundacji miały powiązania polityczne, ale raczej na niskich szczeblach. Trudno też uznać, że Elbanowscy są "tubą katoprawicy", jak niektórzy pisali o nich w komentarzach, bo tematyki Kościoła w ogóle nie poruszają. Naturalne jest, że jeśli w swojej sprawie małżeństwo niejako wojowało z rządem, to opozycja ich poprze – ale niemądre jest zakładanie, że Elbanowscy takiego politycznego poparcia łaknęli. 


Reszta rodziców chce dla swoich dzieci jak najlepiej. Do tej grupy należy najsłynniejsza i najmodniejsza ostatnio para rodzicieli funkcjonująca jak byt zbiorowy, czyli państwo Elbanowscy. Wyróżniają się tym, że mają mnóstwo dzieci, którym trzeba zapewnić wikt i opierunek. Mają tych dzieci tak dużo, bo są Polakami katolikami, jeśli to lubią, to ok, chwała im za wychowanie obywateli, którzy będą pracowali na ich emerytury.

Ponadto z dzieci da się żyć, zwłaszcza gdy założy się fundację w obronie maleństw z krew w żyłach mrożącą nazwą „Ratujmy maluchy!” i wypłaca sobie całkiem niezłą pensję, przeczytałam, że siedem patyków miesięcznie. Któż by nie chciał ratować dzieci? Zwłaszcza maluchów! Stąd wziął się milion podpisów.CZYTAJ WIĘCEJ

Stali się na tyle popularni, że zaczęły się nimi interesować media i politycy. Elbanowscy przemawiali nawet na sejmowej mównicy. Zdaniem niektórych, w sposób uwłaczający godności Sejmu, choć przecież nie takie rzeczy działy się na Sali Obrad. Ci, którzy popierają Elbanowskich, twierdzą jednak, że z obecną władzą inaczej niż ostro się nie da – a co jak co – polityków młode małżeństwo na pewno się nie boi. 

Wielka POrażka
Dzisiaj, 8 listopada, Elbanowscy przegrali swoją główną walkę. Podczas głosowania w Sejmie odrzucono pomysł, by zorganizować referendum w sprawie 6-latków. Małżeństwo w rozmowach z dziennikarzami zapewniało potem jednak, że nie spoczną w swojej działalności. Nic dziwnego – zyskali rozgłos, poparcie i zarabiają na tym pieniądze. I nadal, w przeciwieństwie do wielu fundacji, udaje im się utrzymać pierwotną ideę na wierzchu. 

ŁUKASZ ELBANOWSKI
Wypowiedź dla mediów po głosowaniu w Sejmie 8 listopada
My od 5 lat wykorzystujemy wszystkie narzędzia, jakie daje nam demokracja i będziemy dalej to robić. To, co widzieliśmy dzisiaj, to było lekceważenie demokracji. Nawet posłowie w klubach nie mieli możliwości zagłosować zgodnie ze swoim sumieniem, ze swoją wolą. Część z nich, posłów koalicyjnych, w rozmowach z nami mówiła, że jak nie będzie dyscypliny, to zagłosują za referendum. Premier nie był w stanie dać wolności nawet dwustu osobom. Wszyscy my zostaliśmy dziś pozbawieni prawa wyboru.

Ja przypomnę słowa premiera z przed dwóch tygodni, że "ludzie na końcu zawsze mają rację" i to my na końcu będziemy mieć rację. Premier też powiedział, że tylko czasami potrzeba czasu, żeby to dotarło do takich zakutych łbów jak premiera i ministrów. Widocznie ten czas jeszcze nie nadszedł.


I choć z tą ideą nie każdy się zgadza i nie każdy ich popiera, to Elbanowskim trudno odmówić zacięcia, zaangażowania i sprawności w zdobywaniu poparcia. Dlatego niezależnie od tego, czy się ich popiera, czy nie, trzeba w nich docenić jedno - pokazali, że można zmobilizować Polaków i całkiem skutecznie walczyć o swoje prawa. A o tym, będąc przyzwyczajonymi do bylejakości polityków, chyba zapomnieliśmy.

Źródło: naTemat.pl

wtorek, 15 października 2013

Referendum w Warszawie. Przegrani i wygrani referendum [NASZE TYPY]

14.10.2013
Przegrani i wygrani referendum
Przegrani i wygrani referendum (Agencja Gazeta)
Hanna Gronkiewicz-Waltz zachowała stanowisko, ale czy warszawskie referendum można uznać za jej zwycięstwo? Co wynik głosowania oznacza dla jej konkurentów, a co dla szefów PiS i PO? Nasi dziennikarze wskazali wygranych i przegranych tego referendum.

Hanna Gronkiewicz-Waltz zachowa stanowisko prezydent Warszawy - tak wynika z badania exit poll przeprowadzonego przez TNS Polska dla stacji TVN. Choć ci, którzy wzięli udział w referendum w stolicy, w 95 proc. opowiedzieli się za odwołaniem prezydent, to referendum prawdopodobnie będzie nieważne. Sondażowo wzięło w nim udział tylko 26,8 proc. - do uznania go za wiążące zabrakło niewiele ponad 2 proc. Co to oznacza dla polityków, którzy zaangażowali się z referendum?

Wyniki referendum komentują:





Paweł Stremski: Wygrana. Zachowała stanowisko, mimo że problemy Warszawy ostatnich miesięcy (zamknięty tunel Wisłostrady, potop na trasie AK, porażka wprowadzenia ustawy śmieciowej, opóźnienia w inwestycjach, kontrowersje kadrowe w ratuszu) dały jej przeciwnikom do ręki argumenty mocne jak nigdy wcześniej. Dodatkowo zmagała się też ze spadającymi notowaniami PO. Sukces tym większy.

Monika Margraf: Wygrana. Gdyby przegrała to referendum, warszawiacy najpewniej za rok i tak przywróciliby ją na urząd. Referendum stałoby się jednak największą od 2007 wizerunkową porażką Platformy, a Gronkiewicz-Waltz - twarzą tej porażki. Kampania referendalna pokazała też, że Gronkiewicz-Waltz umie się zmobilizować i wprowadzać zmiany, gdy czuje się zagrożona, przez co mogła zyskać parę punktów wśród warszawiaków.

Michał Protaziuk: Zdecydowanie wygrała. Pozostanie na stanowisku, sondaże oraz wynik wskazują, że ma trzecią kadencję w kieszeni. W czasie kampanii nie wykluł się żaden polityk mogący jej zaszkodzić.

Piotr Markiewicz: Przegrała. Przez ostatnie tygodnie została politycznie przeczołgana przez niemal wszystkich: Guziała, Glińskiego, Kaczyńskiego, zwykłych warszawiaków, komentatorów. I do tego prezydent Warszawy zaczęła ustępować - co pokazało słabość jej dotychczasowej metody sprawowania urzędu.

Michał Wojtczuk: Wygrana. To referendum ewidentnie jest zwycięstwem Gronkiewicz-Waltz. Czy zwycięstwo jest słabe, czy silne - nie ma znaczenia, jeżeli pani prezydent pozostaje przy władzy do końca kadencji.



Paweł Stremski: Mimo wszystko wygrany. Stworzył egzotyczną polityczną koalicję, której prawie udało się odwołać prezydent Warszawy. Z lokalnego działacza w kilka miesięcy stał się rozpoznawalnym politykiem. Mimo że PiS skutecznie podpiął się pod akcję referendalną i odwrócił uwagę od Guziała, to w referendalny wieczór to burmistrz Ursynowa stał się twarzą sprzeciwu wobec Hanny Gronkiewicz-Waltz. Po ogłoszeniu wyników przemawiał jak ktoś, kto wygrał i osiągnął swój cel.

Monika Margraf: Wygrany, choć wciąż jest polityczną wydmuszką. Akcja referendalna miała go wypromować i to się udało, mimo że w ostatnich tygodniach kampanię przejął PiS. Guział, który wcześniej był tylko lokalnym burmistrzem, stał się rozpoznawalny poza Warszawą. Nieźle wykorzystał też moment tuż po ogłoszeniu wyników: gdy prezes PiS zrezygnował z wystąpienia, Guział znów wszedł w rolę głównego organizatora referendum. Pytanie, jak teraz wykorzysta swoją rozpoznawalność.

Michał Protaziuk: Przegrał potrójnie. Po pierwsze najpewniej referendum będzie nieważne. Po drugie w czasie kampanii dał się zepchnąć na drugi plan przez PiS. Po trzecie, wszystko wskazuje na to, że jedna z najgorszych frekwencji była w jego dzielnicy. Wstyd.

Piotr Markiewicz: Przegrany w Warszawie i... wygrany w skali całego kraju. Mieszkańcy stolicy (szczególnie Ursynów) pokazali Guziałowi, że nie jest on realnym konkurentem dla Gronkiewicz-Waltz. Było to widać szczególnie w sondażach przed referendum, gdzie większość pytanych jako najlepszego kandydata na prezydenta stolicy wskazywała... Gronkiewicz-Waltz. Z drugiej strony, dzięki rozpętaniu referendum, niemal wszyscy usłyszeli o Guziale - młodym polityku, otwartym na dialog, niezaszufladkowanym i nieprzyklejonym do Prawa i Sprawiedliwości. To daje mu całkiem niezłą pozycję startową do polityki ogólnokrajowej.

Michał Wojtczuk: Wygrany. Guział niewątpliwie dzięki referendum stał się znany. Nie jestem pewien, czy przypadkiem właśnie to nie było jego zasadniczym celem. Jeżeli tak, może być z siebie zadowolony. Wyrobił sobie pozycję startową przed wyborami 2014 r. Musi tylko zdecydować się, czy chce być kandydatem prawicy, liberałów czy centrolewicy - z wszystkimi w tej kampanii flirtował, i z wszystkimi się skłócił.





Paweł Stremski: Zdecydowanie przegrany. Jako potencjalny kandydat PiS na prezydenta Warszawy tylko wzmocnił swój marionetkowy wizerunek. W trosce o sprawy Warszawy nie był wiarygodny. Jego pozycję najlepiej podsumowuje krążący na Twitterze żart, że jedyna funkcja, na którą nie był jeszcze przymierzany to funkcja prymasa Polski.

Monika Margraf: Przegrany z kretesem. Choć samemu PiS-owi udało się zagrozić Platformie w jej twierdzy, prof. Glińskiemu, mimo intensywnej promocji, idzie coraz gorzej: wg sondaży nie ma szans w wyborach na prezydenta Warszawy nie tylko z obecną prezydent, ale i z Ryszardem Kaliszem. Zaczyna też tracić klasę. Prezes PiS może go wymienić, gdy tylko znajdzie lepszego "technicznego kandydata" na wszelkie możliwe stanowiska.

Michał Protaziuk: Nie wygrana, nie porażka, ale raczej stracona szansa. Miał być kandydatem na prezydenta Warszawy PiS po referendum, a musi poczekać rok. W kampanii nie pokazał niczego szczególnego. Gronkiewicz-Waltz raczej nie musi się go obawiać.
Piotr Markiewicz: Przegrany. Nie odegrał znaczącej roli w tym referendum, a jedynie wyszedł na etatowego kandydata PiS na wszystkie stanowiska, które mogłaby zwolnić Platforma Obywatelska.

Michał Wojtczuk: Przegrany. Profesor Gliński przez nikogo nie był w tej kampanii traktowany poważnie. Na jednej z konferencji na dodatek ośmieszył się, mówiąc, że może być kandydatem na ewentualne przyszłe stanowiska.



Paweł Stremski: Ani wygrany, ani przegrany. Sukces referendum mógłby znacząco pomóc PiSowi w marszu do zwycięstwa w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Tak się nie stało, ale niewątpliwie walka o Warszawę i wielomiesięczna krytyka Gronkiewicz-Waltz miały wpływ na gorsze wyniki PO. Prezydent Warszawy odwołać się nie udało, ale i tak z perspektywy Kaczyńskiego referendum i jego wynik są udaną akcją polityczną.

Monika Margraf: Przegrany, ale okazał się w tej bitwie silniejszy niż Platforma mogła przypuszczać. Gładko pozbawił kontroli nad kampanią jej pomysłodawców i zrobił z niej próbę sił z PO przed kolejnymi wyborami. PiS od początku miało trudniej: Warszawa to twierdza Platformy, ale do odwołania Gronkiewicz-Waltz zabrakło tylko ok. 2 proc. frekwencji. To groźny sygnał dla PO i coś, co prezes i jego partia mogą teraz wykorzystywać propagandowo.

Michał Protaziuk: Jak cały PiS poniósł porażkę. Bardzo włączyli się w kampanię, na finiszu praktycznie całkowicie ją zawłaszczyli, a koniec końców okazało się, że Gronkiewicz-Waltz zostaje. Zwycięska passa wygrywania wyborów samorządowych w trakcie kadencji została przerwana.

Piotr Markiewicz: Przegrał. Zaplątał się. Nie potrafił zawiązać jednoznacznej, silnej koalicji wokół PiS, zdolnej odwołać Gronkiewicz-Waltz. Dodatkowo Kaczyński strzelił sobie w stopę kampanią nawiązującą do Powstania Warszawskiego. Ani to nie było smaczne, ani skuteczne.

Michał Wojtczuk: Wielki przegrany. Żaden polityk nie prowadził w Warszawie tak intensywnej kampanii, jak Kaczyński w ostatnich dwóch tygodniach. I odstraszył od referendum większość ludzi rozczarowanych rządami Gronkiewicz-Waltz, którym nie po drodze z PiS. Radosław Sikorski ironicznie dziękował mu na Twitterze za wygranie referendum dla PO. Miał rację.



Paweł Stremski: Przegrany. Z kilkumiesięcznej kampanii referendalnej zostanie zapamiętany tylko z dwuznacznych żartów na wyjazdowym posiedzeniu PiS nagranych z ukrycia przez paparazzi. Trudno powiedzieć, czy jego ekscesy z Mielca zaszkodziły PiS-owi, ale jeśli któryś z polityków PiS odwrócił uwagę mediów od problemów Gronkiewicz-Waltz, był to właśnie Adam Hofman.

Monika Margraf: Chyba jednak wygrany. Mogło mu pójść dużo gorzej. Hofman koordynował ze strony PiS-u kampanię na trudnym dla jego partii terenie i udało mu się najważniejsze: w ostatnich tygodniach, a szczególnie ostatnich dwóch-trzech, partia Kaczyńskiego przejęła kontrolę nad kampanią i to politycy PiS-u, nie Guział, reprezentowali w mediach organizatorów referendum. Hofman udowodnił swoją skuteczność, dlatego prezes Kaczyński do eurowyborów raczej zostawi go przy swoim uchu. Choć, oczywiście, łaska prezesa na pstrym koniu jeździ.

Michał Protaziuk: Przegrany. Kampania PiS, za którą miał ponoć być odpowiedzialny Adam Hofman, okazała się klapą. Gronkiewicz-Waltz najpewniej pozostanie na stanowisku, a wykorzystanie litery "W" wywołało sporo kontrowersji. Ponoć czekają go teraz ciężkie czasy w PiS.

Piotr Markiewicz: Trudno ocenić. Adam Hofman był... Adamem Hofmanem - tradycyjnie, próbował wyjaśniać wszystkie wpadki na korzyść swojej partii. Nie wyrósł ponad poziom, który zazwyczaj prezentuje.

Michał Wojtczuk: Przegrany. Hofman uważany jest za stratega PiS w warszawskim referendum. To on w takim razie ponosi odpowiedzialność za nieskuteczny brudny chwyt z rzekomym wprowadzaniem opłat za mosty, o którym PiS przekonywał przez kilka ostatnich dni kampanii.



Paweł Stremski: Ani wygrany, ani przegrany. Premier może być zadowolony, że stołeczna posada wiceprzewodniczącej PO została uratowana. Zapewne liczy, że sukces w Warszawie poprawi wynik Platformy w sondażach. Jednak sytuacja jest nadal trudna, notowania Platformy niskie i walka o poparcie w przyszłorocznych eurowyborach i wyborach samorządowych dopiero się zaczyna.

Monika Margraf: Wygrany, a raczej: nieprzegrany. Jemu i Platformie udało mu się przejść najtrudniejszą próbę przed eurowyborami, choć niewiele brakowało do klęski. Wyniki referendum pokazują też, że wyborcy PO w Warszawie w ogromnej większości posłuchali apelu liderów Platformy o pozostanie w domu. Tusk może chwilę odetchnąć: udało się uniknąć katastrofy. Na razie.

Michał Protaziuk: Ani porażka, ani zwycięstwo. On i cała PO ledwo obronili swój bastion, angażując ministrów, posłów, swoich znanych zwolenników. Doszło do tego, że apelowali do bojkotu referendum. Wygrali głosowanie, ale ogromnym kosztem.

Piotr Markiewicz: Przegrał. Przez to, że jego partia stała się ugrupowaniem "tłustych kotów" i nie potrafi (nie stara się?) wyjść z marazmu, opozycji wszelkiej maści udało się poważnie zagrozić PO. Przy okazji premier i Platforma swoim zachowaniem dała przeciwnikom oręż: można ją było oskarżyć o zapędy antydemokratyczne (odwodzenie od udziału w warszawskim referendum), o hipokryzję (namawianie w tym samym czasie do udziału w referendum w Słupsku), a teraz także o słabość (to nie było MIAŻDŻĄCE zwycięstwo nad przeciwnikami Gronkiewicz-Waltz).

Michał Wojtczuk: Wygrany. Tusk może być zadowolony. Jego partia odniosła sukces, którego bardzo już potrzebowała. Może obronienie Warszawy pomoże premierowi natchnąć partyjnych kolegów wiarą, że przy pełnej mobilizacji PO wciąż jeszcze może liczyć na kredyt zaufania u Polaków.
Źródło: TOK FM

poniedziałek, 14 października 2013

Alternatywny profil Hanny Gronkiewicz-Waltz na Facebooku. "Walło, to walło. Na... Po co drążyć temat?" [GRAFIKA]

14.10.2013
Alternatywny profil Hanny Gronkiewicz-Waltz na Facebooku
Alternatywny profil Hanny Gronkiewicz-Waltz na Facebooku (Fot. Gazeta.pl)
Hanna Gronkiewicz-Waltz pozostanie na stanowisku. Warszawskie referendum okazało się nieważne - nie wzięła w nim udziału wymagana liczba mieszkańców. Postanowiliśmy przeprowadzić symulację i pokazać Wam, jak - naszym zdaniem - mógłby wyglądać alternatywny profil na Facebooku pani prezydent. Temat przewodni? Oczywiście referendum.


Źródło: TOK FM

Kaczyński: Być może doszło do złamania prawa przez premiera. W sposób bezpardonowy i bezceremonialny...

14.10.2013
- To było referendum, w którym trzeba było jawnie, pod nazwiskiem, zdeklarować się przeciwko władzy, bo tak to było ustawione - powiedział Jarosław Kaczyński, dziękując wszystkim, którzy zdecydowali się na wzięcie w nim udziału.

- Chciałbym spełnić miły obowiązek, czyli podziękować tym wszystkim, którzy wzięli udział w referendum. W referendum, które przebiegało w specyficznych warunkach można powiedzieć niekonstytucyjnych. To było referendum, w którym trzeba było jawnie, pod nazwiskiem, zdeklarować się przeciwko władzy, bo tak to było ustawione - powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości na konferencji prasowej.

- Tym bardziej chciałem pochylić głowę przed tymi, którzy w niełatwych czasach się na to zdecydowali. Z całego serca im dziękuję, jednocześnie w pełni szanując decyzję tych, którzy nie zechcieli wziąć udziału w tym przedsięwzięciu, w tej demokratycznej procedurze - dodał.


Raport dla Rady Europy? Możliwe

Jak podkreślił Jarosław Kaczyński, przed referendum mogło dojść do naruszenia prawa. PiS złożyło już do prokuratury doniesienie w związku z niewywiązaniem się z obowiązków prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Chodzi o problemy z niewłaściwym informowaniem mieszkańców za pomocą obwieszczeń o referendum i lokalizacji komisji wyborczych. Mariusz Kamiński wspomniał też o trudnościach, z jakimi musiały zmierzyć się osoby zainteresowane dopisaniem się do listy uprawnionych do głosowania.

Kamiński nie wykluczył, że PiS prześle raport o nieprawidłowościach do Rady Europy. - Chcemy tam pokazać, w jaki sposób wyglądało referendum w Polsce, w jaki sposób premier, prezydent naszego kraju ingerowali w przebieg referendum lokalnego. To jest sprzeczne ze standardami, jakie rekomenduje Rada Europy. Tego typu informacje są cały czas gromadzone - powiedział.

Premier łamał prawo?

- Premier w sposób bezpardonowy i bezceremonialny apelował do mieszkańców Warszawy, w tym do dużej grupy urzędników administracji publicznej, o niewzięcie udziału w wyborach. To w sposób oczywisty mogło wpływać na postawy ludzi związanych z sektorem publicznym i zniechęcać ich do wzięcia udziału w wyborach - powiedział Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem mogło tu dojść do złamania prawa, a tego typu apele w znaczący sposób wpłynęły na frekwencję.

- Listy wyborców, którzy wzięli udział w referendum, są z mocy prawa przekazywane prezydentowi miasta Warszawy. To jest dodatkowy element, który biorą pod uwagę urzędnicy. Bo sam akt wzięcia udziału w procedurze referendalnej sytuował jako przeciwnika rządu, przeciwnika prezydenta miasta. Naszym zdaniem była to bardzo silna presja, która zaważyła na wyniku - podsumował Kaczyński.
Źródło: TOK FM

Maciej GDULA: PO REFERENDUM, PRZED WYBORAMI

Partie polityczne zrobiły wiele, żeby referendum przejąć dla siebie i włączyć je w tryby rytualnego sporu.
Najprawdopodobniej zabrakło dwóch procent uprawnionych do głosowania, żeby referendum odwoławcze Hanny Gronkiewicz-Waltz było ważne. Pani prezydent zostaje w ratuszu, a zwolennikom jej odwołania pozostaje zastanowić się, jakie wnioski płyną z kampanii, i oczywiście rozdać sobie nagrody pocieszenia.

To referendum na pewno miało sens i przysłużyło się Warszawie. Owocem mobilizacji obywatelskiej stała się przemiana HGW z aroganckiej polityczki w osobę otwartą i wsłuchaną w głos obywateli. Dzięki referendum między innymi jeździmy wreszcie przez tunel Wisłostrady, mamy nowego dyrektora Biura Kultury i naczelnika Wydziału Estetyki i wciąż możemy pójść do Kulturalnej.

Niejednej i niejednemu z nas przeszła nawet przez głowę anarchistyczna myśl, że warunkiem dobrych rządów jest coroczne organizowanie referendum.

Partie polityczne zrobiły wiele, żeby referendum przejąć dla siebie i włączyć je w tryby rytualnego sporu. PiS zorganizował przestrzeloną kampanię o godzinie W, nawiązując jak zwykle do powstania warszawskiego. Tym zagraniem pokazał, że referendum to dla niego przede wszystkim okazja na  przypomnienie się swojemu twardemu elektoratowi. W psuciu lokalnej demokracji dno przebiło jednak PO. Najpierw premier butnie oznajmił, że i tak zostawi HGW w ratuszu jako komisarza. Gdy okazało się, że mogłoby to rodzić przykre konsekwencje prawne, zaczęła się akcja zniechęcania do referendum. Chęć zabrania głosu na temat prezydent Warszawy zrównana została z polityczną rozróbą i ekstremizmem. Tylko lata praktykowania cynizmu pozwolą wkrótce Donaldowi Tuskowi jak gdyby nigdy nic zachęcać ludzi do pójścia na wybory.

W tej sytuacji postawa wszystkich tych, którzy poszli do referendum, żeby sprzeciwić się odwołaniu HGW, zasługuje na najwyższy szacunek. Około 200 tys. ludzi nie dało się przekonać, że w politycznym interesie warto grać na łamanie reguł i zniechęcanie ludzi do demokracji. Nie obezwładnił ich polityczny leń, do którego apelowała Platforma. Stawili się w lokalach wyborczych chociaż szansa na wygraną wobec strategii Donalda Tuska była zerowa. Wybrali demokrację i w sensie etycznym są zwycięzcami.

Dzięki referendum mogliśmy także dowiedzieć się dużo o SLD. Jeśli ktoś miał jakieś rozterki, czy głosując na partię Leszka Millera nie wspiera przypadkiem PO, dziś nie ma już wątpliwości. Głos na SLD będzie głosem oddanym na Donalda Tuska. To w jego stronę kierują się tęskne spojrzenia polityków Sojuszy, którzy zrobią wszystko, żeby „nie dopuścić do władzy IV RP” i trochę porządzić jako nowy PSL.

Kampania ujawniła też jednak, że aktywni politycznie nie dzielą się wyłącznie wedle partyjnych tożsamości.

Najwięcej emocji budzili zwolennicy referendum, którym nie dało się przypiąć partyjnej łatki. Byli nazywani pożytecznymi idiotami, chłopami z nagonki i słoikami. Gdzie im do polityki, wracać do czworaków, Pcimów albo do szkoły!

Na szczęście chłopi z nagonki nie dali się zahukać starszym, bardzo racjonalnym panom. Pomimo przeważających sił przeciwników dzielnie walczyli o to, żeby ostatnie tygodnie nie zamieniły się w nudne odbijanie piłeczki. Chwała przede wszystkim inicjatywie Miasto Jest Nasze.

Ujawniony przez kampanię potencjał sprzeciwu wobec establishmentu – wśród głosujących 10% nie głosowało w poprzednich wyborach na żadną partię – można wykorzystać w przyszłości. Jeśli niezależny kandydat miałby występować w przyspieszonych wyborach, łatwo byłoby szantażować jego zwolenników i zwolenniczki koniecznością poparcia kogoś, kto zatrzyma PiS. W przyszłorocznych wyborach ten szantaż nie będzie już taki skuteczny, bo PO będzie przegrywała lub wygrywała na swoje własne konto. Kandydat spoza zgranego partyjnego zestawu będzie miał w takich warunkach szansę przyciągnięcia wyborców na nowy program dla Warszawy, a nie tylko na zebranie niezadowolonych.

Jeśli to się uda, warto było w niedzielę nie wygrywać.  

Źródło: Dziennik Opinii KP

"Prezydent wygrała", "obroniona", "lemingi ocaliły stołek" [CZOŁÓWKI GAZET]

 14.10.2013
Okładki dzisiejszych gazet
Okładki dzisiejszych gazet (Fot. fp)
Referendum w Warszawie znalazło się na czołówkach wszystkich polskich dzienników. "Dziennik Gazeta Prawna" zwraca uwagę, że dzięki kampanii referendalnej kilka spraw udało się w stolicy przyspieszyć. "Rzeczpospolita" wieszczy, że to nie koniec kłopotów PO. A tabloid "Fakt" pisze o lemingach, które Hannie Gronkiewicz-Waltz pomogły uciec spod gilotyny.

"Prezydent wygrała" - to tytuł czołówki "Gazety Wyborczej". Poza omówieniem referendalnej batalii dziennik podaje, że zapewne Hanna Gronkiewicz-Waltz powalczy o trzecią kadencję. - Jest naszym murowanym kandydatem. I teraz wie, że nie wystarczy mieć władzę, trzeba się o nią nieustannie starać - mówi "Gazecie" jeden z warszawskich polityków Platformy.




"PO obroniła stolicę" - podaje "Rzeczpospolita". Dziennik podkreśla, że to nie koniec kłopotów Platformy. "Obrona Warszawy nie poprawi ani notowań rządu, ani jego osobiście. Referendum rozpoczyna długą kampanię wyborczą" - czytamy.



Referendum na granicy to tytuł "Dziennika Gazety Prawnej". Dziennik podkreśla, że Gronkiewicz-Walz "ledwo, ledwo utrzymała się przy władzy", ale jednocześnie zwraca uwagę, że najbardziej zyskali mieszkańcy, bo dzięki kampanii kilka spraw udało się przyspieszyć, m.in. przesądzone zostało, że na dokończenie Południowej Obwodnicy Warszawy znajdą się pieniądze".



"Obroniona" - to czołówka dziennika "Polska The Times". Dziennikarze dziennika podają, że "PO zapewnia, że wyciągnie wnioski z referendum. I przypomina, że PiS zarzuca Platformie łamanie zasad demokracji.



"Lemingrad" - to tytuł czołówki tabloidu "Fakt", który pisze, że młodzi wyborcy PO, czyli słynne lemingi, pomogli uciec prezydent spod gilotyny". Tytułowy "Lemingrad to miasteczko Wilanów, gdzie Platforma zawsze miała bardzo wysokie poparcie.



"Wymodliła zwycięstwo" - podaje "Super Express". Tabloid pisze, że Hanna Gronkiewicz-Waltz zamiast na referendum poszła wczoraj do kościoła. "Najwyraźniej jej wysłuchano" - czytamy w "SE".
Źródło: TOK FM

niedziela, 13 października 2013

PiS pokazało, że jest w stanie zwyciężać w każdych warunkach [OPINIE POLITYKÓW]

14.10.2013 00:24
A A A Drukuj
Adam Hofman, rzecznik PiS
Adam Hofman, rzecznik PiS (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)
- Ten wynik pokazuje, że w zasadzie otarliśmy się o możliwość odwołania prezydent Warszawy i wiceszefa Platformy Obywatelskiej - uważa wiceprezes PiS Adam Lipiński.
* Adam Hofman, rzecznik PiS

- Prawo i Sprawiedliwość pokazało, że nawet w tak trudnych warunkach potrafi walczyć i że jest w stanie zwyciężać. Zabrakło zaledwie ponad 20 tysięcy głosów do zwycięstwa i gdyby reszta tych, którzy chcieli odwołać Hannę Gronkiewicz-Waltz, zrobiła swoją pracę, toby tych głosów nie zabrakło. Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu, który mówi, że zaszkodziło włączenie się PiS, przyniósł trzy tysiące podpisów, nie zrobił nic, absolutnie nic w kampanii referendalnej, jedną konferencję prasową pod ratuszem, żadnych środków jego partia nie zaangażowała, więc gdyby lewica zmobilizowała kilkadziesiąt procent w stolicy, to wystarczyłoby, żeby odwołać prezydent Warszawy. Niech on rozlicza siebie, a nie nas. Za rok, gdy będą wybory samorządowe, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby Piotr Gliński był kandydatem PiS na prezydenta. Czy to jest sukces PO? 95 proc. przeciwko Hannie Gronkiewicz-Waltz, bardzo duży kapitał społeczny zmobilizowany, złamane reguły demokracji - to może być sukces, ale tylko taki, w którym ograniczamy demokrację, żeby obronić swoje.


* Adam Lipiński, wiceprezes PiS

- Ten wynik pokazuje, że w zasadzie otarliśmy się o możliwość odwołania prezydent Warszawy i wiceszefa Platformy Obywatelskiej. To znacznie więcej niż kolejna żółta kartka dla PO, chociaż nie osiągnęliśmy tego, co chcieliśmy, nie odwołaliśmy pani prezydent. Uważam, że ta kampania z naszej strony była prowadzona profesjonalnie i to jest zasługa niewielkiej grupy osób, bo przecież nie angażowała się w to cała partia. To były wybory terytorialnie ograniczone do Warszawy. Ocenę musimy pozostawić najbliższym dniom i tygodniom, na pewno taką ocenę zrobimy.

* Rafał Grupiński, szef klubu PO

Koalicji nieudaczników nie udało się wygrać od 2006 r. Nie udało się też teraz przy pomocy wytrychu referendalnego przejąć władzy w Warszawie. Spodziewałem się dość wysokiej frekwencji - między 25 a 27 proc. - przy tak dużej mobilizacji opozycji: od PiS po Ruch Palikota. Sądzę, że popularny Ryszard Kalisz, który zachęcał do udziału w referendum, mógł mieć większy wpływ na wyborców lewicowych niż szef mazowieckiego SLD Włodzimierz Czarzasty. Nawet błąd PiS z Godziną W działał profrekwencyjnie, bo to on najbardziej nagłośnił referendum. To nie było starcie samorządowców, tylko partii politycznych, co świetnie pokazuje frekwencja na Ursynowie. W dzielnicy jednego z inicjatorów - Piotra Guziała - do urn poszło mniej niż 20 proc. wyborców. 


Źródło: Wyborcza.pl

Kto głosował w referendum? Wykształcony 50-latek ze Śródmieścia [WYKRESY]

14.10.2013 00:40
A A A Drukuj
W Śródmieściu frekwencja wyniosła 35,6 proc., na Ursynowie zarządzanym przez Piotr Guziała, inicjatora referendum - zaledwie 19,4 proc. Najczęściej reprezentowana grupa wiekowa w referendum, to 40-59 lat. Oto wyniki na podstawie prognozy TNS OBOP. Czekamy na oficjalne dane PKW.

Aby zobaczyć frekwencję (według TNS Polska) w dzielnicach, najedź na punkty przy ich nazwach.












Wyborcza.pl