Nie ma już wątpliwości, że ministrem obrony zostanie Antoni Macierewicz, a nie Jarosław Gowin.
Beata Szydło zaczyna od oszustwa. Czego innego po pisiarze można było się spodziewać?
Wszak PiS to wytwórnia kłamstwa, przemysł pogardy do narodu.
O tym, że Macierewicz może objąć jedno z ministerialnych stanowisk, mówił także Jarosław Kurski. - To zasłużony polityk (…) chciałbym, żeby sprawował jak najwyższe funkcje - powiedział polityk w programie Kropka nad i w TVN24.
"Wyborcza" pisze o bezkarności pedofila, który w Sopocie wabi dziewczynki pod szkołami, w centrach handlowych, w internecie.
Śledztwa przeciw niemu były dziwnie umarzane. Aż matka 14-letniej samobójczyni poprosiła na Facebooku inne ofiary Krystiana W., by się do niej zgłaszały. Odpowiedziało ponad 40 skrzywdzonych dziewcząt, ich matek i nauczycielek.
Powyższe przykłady to zło w najczystszej postaci. Zło polityczne - Macierewicz i inne zło - społeczne (Krysian W.).
Ten pierszy nie poczuwa się do żadnej winy, rżnie Polskę równo, jak jego prezes Kaczyński. Taki Polacy kroja sobie los. Samobójców.
---
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Gowin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jarosław Gowin. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 1 listopada 2015
piątek, 10 października 2014
"Każde dziecko, nawet z gwałtu jest na wagę złota". Oksiuta kandyduje do Sejmiku z list Polski Razem
geb
Na Twitterze znów zawrzało. Tym razem ciśnienie użytkownikom podniósł Krzysztof Oksiuta. Były poseł PO poinformował bowiem, że rozpoczyna spotkania z wyborcami, którzy są zainteresowani wyborami do Sejmiku w okręgu podwarszawskim. Na spotkaniu w Brwinowie poparcie dla jego kandydatury wyraził Jarosław Gowin, szef Polski Razem, który przystąpił do wyborczej koalicji z PiS-em.
Cztery lata po porażce Krzysztof Oksiuta postanowił znowu zawalczyć o mandat radnego sejmiku województwa mazowieckiego. I choć nigdy nie należał do polityków z pierwszych stron gazet zdołał wyrobić sobie swoją markę.
Homofobiczne wpisy
W ostatnim czasie zasłynął głównie swoimi wypowiedziami na Twitterze, gdzie np. składał specyficzne życzenia świąteczne: "Gejom z okazji świąt życzę znalezienia ładnych kobiet, które odczarują ich zagubienie seksualne". Polityk wykazał się również wiedzą z zakresu chemii:
"Antykoncepcja to chemia trująca organizm, a w konsekwencji przyszły płód, ale przede wszystkim eliminująca możliwość narodzin dzieci". Wymyślił też sposób, żeby polski naród nie wymierał: "Tylko wprowadzenie zakazu sprzedaży i stosowania medycznych środków antykoncepcyjnych uratuje Naród przed zagładą". Największym echem odbiły się jednak wpisy: "Mamy tak mały przyrost naturalny spowodowany przez kulturę feminizmu, że każde dziecko, nawet z gwałtu, jest na wagęzłota. Jeśli mamy 200 gwałtów dziennie to nie oznacza, że tyle kobiet zostało zapłodnionych. Zostały zgwałcone często w wyniku własnej głupoty, a czasem na własne życzenie".
Homofobiczne wpisy
W ostatnim czasie zasłynął głównie swoimi wypowiedziami na Twitterze, gdzie np. składał specyficzne życzenia świąteczne: "Gejom z okazji świąt życzę znalezienia ładnych kobiet, które odczarują ich zagubienie seksualne". Polityk wykazał się również wiedzą z zakresu chemii:
http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16783054,_Kazde_dziecko__nawet_z_gwaltu_jest_na_wage_zlota__.html
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
Jarosław Gowin - O potrzebie partii republikańskiej
Kończące się wybory na przewodniczącego Platformy Obywatelskiej ujawniły deficyt demokracji. Jest to bolączka nie tylko partii, o której przywództwo się ubiegam, ale polskiego systemu partyjnego jako całości. Przywrócenie PO jej obywatelskiego charakteru będzie możliwe, gdy wprowadzimy mechanizmy wewnętrznej demokracji, rozpoczniemy prace nad zmianą sposobu finansowania partii politycznych i wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych oraz z szacunkiem będziemy odnosić się do obywatelskich inicjatyw ustawodawczych i referendalnych.
„Platforma Obywatelska chce przywrócić blask tradycyjnym ideałom republikańskim. Ideałowi państwa jako dobra wspólnego i skutecznego strażnika sprawiedliwości oraz bezpieczeństwa. Ideałowi obywatela – jako osoby wolnej i odpowiedzialnej za los swój i swojej rodziny” – stanowi deklaracja ideowa Platformy Obywatelskiej uchwalona przez jej Klub Poselski 21 grudnia 2001 roku. Czy Platforma Obywatelska AD 2013 jest partią republikańską?
Centroprawicowa, a nie centrowa
Platforma Obywatelska powstawała jako szeroka formacja centroprawicowa. Przywiązanie do wolnego rynku i przekonanie o potrzebie rozwoju przedsiębiorczości stawiało PO w kontrze do formacji nominalnie prawicowych, które jednak – z przyczyn historycznych i aksjologicznych – szukały poparcia w szeregach związków zawodowych. Poszanowanie tradycji i mądry patriotyzm odróżniały Platformę od funkcjonujących w latach 90. formacji liberalnych, które polskie dziedzictwo narodowe traktowały niejednokrotnie jako balast. Wreszcie otwartość na inicjatywę obywateli spoza partii, demokracja wewnętrzna i wielonurtowość miały różnić ją od reszty polskiej sceny politycznej. PO miała być polską Partią Republikańską zarówno w wymiarze programowym, jak i organizacyjnym.
W ciągu minionych trzech tygodni przejechałem ponad 5000 kilometrów, odwiedziłem 50 miast, spotkałem się z tysiącami osób, w tym z członkami partii i naszymi rozczarowanymi wyborcami. Wysłuchałem setek rozgoryczonych głosów ludzi, którzy mają nam za złe odejście od odwagi reformowania państwa, poparcia dla wolnego rynku i wspierania przedsiębiorczości. Wielu naszych partyjnych kolegów wspominało, że przystępowali do partii umiarkowania i zdrowego rozsądku, a nie socjaldemokratycznej formacji, która próbuje stać się awangardą obyczajowej rewolucji.
W tych kilku województwach, gdzie umożliwiono mi spotkanie z regionalnymi działaczami (reszta zarządów regionalnych nie zareagowała na moją prośbę umożliwienia mi spotkań w biurach regionu – choć wszystkie zarządy angażowały się w organizację spotkań z Donaldem Tuskiem) usłyszałem wiele gorzkich słów na temat deficytu demokracji wewnętrznej, partyjniactwa i braku poważnej dyskusji o naszym programie i Polsce. Zakończona kampania wyborcza pokazała, że Platforma od republikańskich ideałów odeszła bardzo daleko.
Dezercja konkurenta
Kiedy Donald Tusk zaproponował bezpośrednie wybory przewodniczącego, pomyślałem, że to krok w dobrą stroną – w stronę naszych korzeni. Zdecydowałem się na udział w nich z realistycznym przekonaniem, że moje szanse są niewielkie. Większość kandydatów w amerykańskich prawyborach nie startuje przecież po to, aby otrzymać nominację w wyścigu do Białego Domu, lecz żeby zagwarantować uwzględnienie istotnych dla nich postulatów programowych w ostatecznym programie prezydenckim. Temu służą debaty kontrkandydatów, regionalne konwencje i programowe przemówienia kierowane do obywateli.
Donald Tusk chyba szybko przestraszył się wizji rywalizacji, którą zaproponował. Stąd dziwaczna decyzja, by wybory odbywały się w wakacje i rezygnacja z konwencji regionalnych, podczas których kandydaci mogliby przedstawiać swoje programy. Premier wycofał się nawet z danego Młodym Demokratom słowa o gotowości do udziału w debacie kandydatów. Wielu szeregowych członków, którzy zaprosili mnie na spotkania w różnych częściach Polski, zaczęto poddawać naciskowi (na szczęście nie zawsze skutecznemu), by się z tych zaproszeń wycofali.
Po pierwszym dniu głosowania przez Internet premier i jego otoczenie przypuścili atak na mnie, zarzucając mi, że buduję inną partię. Widząc zaś Donalda Tuska, który zamyka się w rządowych ośrodkach i unika jak ognia spotkania ze zwykłymi ludźmi, zrozumiałem, że dziś kieruje nim już przede wszystkim strach przez utratą władzy. To jego postawa sprawiła, że nie miałem innego wyjścia, jak prowadzić kampanię opartą na komunikacji internetowej i bezpośrednim kontakcie z wyborcami, a nie debacie wśród partyjnych kolegów. Przed taką debatą zdezerterował mój konkurent.
Obywatelska Tylko z Nazwy
W Stanach Zjednoczonych funkcjonują dość popularne określenia RINO i DINO. Akronimy oznaczają tych polityków dwóch wielkich partii, którzy nie podzielają sztandarowych wartości ugrupowań, do których należą – lewicujących polityków Partii Republikańskiej nazywa się Republikanami Tylko z Nazwy (Republicans In Name Only), a konserwatywno-liberalnych działaczy związanych z Partią Demokratyczną – Demokratami Tylko z Nazwy (Democrats In Name Only).
Mam dziś nieodparte wrażenie, że obecne kierownictwo PO robi wszystko, by Platforma stała się Obywatelska tylko z nazwy. I nie chodzi tu wyłącznie o lekceważenie, jakie aparat partyjny okazuje dziś szeregowym działaczom czy środowiskom, które stanowiły nasze zaplecze. Nie rozumiem tych moich kolegów, którzy z pogardą wypowiadają się o obywatelskim wysiłku inicjatorów kolejnych referendów. Wreszcie nie potrafię zrozumieć, dlaczego mimo sześciu lat rządów nie zagwarantowaliśmy kluczowych dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego zmian.
Kontynuacja kursu antyobywatelskiego jest najprostszą drogą do wyborczej katastrofy w 2015 roku. Polityk zapominający o obywatelach jest skazany na porażkę, jakkolwiek nie byłby potężny. Duch pyszny poprzedza wszak upadek.
Każda władza deprawuje
Mam świadomość, że każda władza deprawuje. Deficyt demokracji jest bolączką polskiego systemu politycznego jako całości. Jedynym zabezpieczeniem przez degeneracją polityków i oligarchizacją partii politycznych jest wzmocnienie obywatelskich mechanizmów kontroli nad władzą. Szereg rozwiązań, które zwiększą wpływ obywateli na życie publiczne i zlikwidują największe patologie w partiach politycznych, przedstawiłem w czasie ostatnich kilkunastu tygodni. W pierwszej kolejności powinniśmy doprowadzić do zasadniczych zmian w funkcjonowaniu naszej partii. Dlatego w czasie czerwcowej konwencji złożyłem propozycje takich zmian w statucie, które pozwolą na prawdziwe upodmiotowienie szeregowych członków Platformy.
Po pierwsze, uważam, że analogicznie do wyborów przewodniczącego powinny odbywać się bezpośrednie, powszechne wybory szefów regionów i powiatów. Po drugie, partyjne pieniądze pochodzące ze środków publicznych powinny być rozdysponowywane tak, by mogły być wykorzystywane nie tylko przez centralny i regionalny aparat, ale też szeregowych członków na poziomie kół. Wreszcie zaś w fundamentalnych sprawach – takich jak chociażby rządowe propozycje likwidacji OFE, zawieszenie progu ostrożnościowego czy potencjalna koalicja z SLD – wśród członków partii powinny odbywać się powszechne referenda. Dla pokonania partyjnej oligarchii konieczne są jednak dużo poważniejsze zmiany systemowe.
W ostatnich tygodniach mieliśmy okazję przekonać się, że patologie partii politycznych zbudowane są na fundamencie wadliwego systemu publicznych dotacji i subwencji. Donald Tusk ogłosił, że wrócimy do dawnego postulatu całkowitej likwidacji finansowania partii z pieniędzy publicznych. Niestety, zbudowanie sejmowej większości popierającej taką zmianę jest dziś niemożliwe. Odpowiedzialność przed wyborcami wymaga, by przedstawiciele wszystkich partii parlamentarnych nie poprzestali na populistycznym przekrzykiwaniu się argumentami za i przeciw subwencjom, lecz zbudowali taki kompromis, który zlikwiduje istniejące patologie i wpłynie na ich demokratyzację.
Nowy system powinien nakładać na partie obowiązek umieszczania rachunków i faktur w Biuletynie Informacji Publicznej. Wysokość otrzymywanej subwencji powinna być częściowo uzależniona od ilości aktywnych, tj. opłacających składki członków partii, co otworzy je na obywateli. Celowe wydaje się dzielenie środków również na podstawie wyników wyborów innych niż parlamentarne, i obniżenie progu uprawniającego do finansowania.
Wreszcie część subwencji budżetowej powinna być związana z liczbą wprowadzonych do Sejmu lub Senatu reprezentantów. W przypadku odejścia z ugrupowania, partia traciłaby część funduszy otrzymywanych z tytułu wprowadzenia danego przedstawiciela. Zwiększyłoby to podmiotowość parlamentarzystów i zmniejszyło ich zależność od centrali partyjnych.
Z powyższym wiąże się też kwestia ordynacji wyborczej. „Chciałbym, abyście państwo raz na zawsze przyjęli do wiadomości, że okręgi jednomandatowe staną się faktem” – deklarował w 2005 roku z mównicy sejmowej Donald Tusk. Niestety, wprowadzenie wyborów większościowych w 460 okręgach wymaga zmiany konstytucji. Niemniej już dziś Platforma Obywatelska mogłaby zbudować większość, która wprowadzi – wzorem Niemiec, Szkocji czy Nowej Zelandii – tak zwaną ordynację mieszaną. Zwiększa ona wpływ obywateli, a zmniejsza rolę aparatu partyjnego.
Nic tak nie podcina skrzydeł obywatelskości, jak aroganckie „zmielenie” przez władzę olbrzymiego wysiłku włożonego w społeczną inicjatywę. Sejm nie powinien móc odrzucać obywatelskich projektów ustaw w pierwszym czytaniu. Wzmocnienia wymaga instytucja referendum. Po zebraniu określonej liczby podpisów (na przykład miliona) powszechne głosowanie powinno odbywać się obowiązkowo, bez możliwości odrzucenia tak popieranego wniosku przez Sejm. Większość parlamentarna powinna mieć odwagę obrony własnego stanowiska w takiej sytuacji. Zmian wymagają też przepisy o referendach lokalnych. Z uznaniem przyjmuję propozycję prezydenta Bronisława Komorowskiego, by referenda lokalne co do zasady były ważne bez względu na liczbę ich uczestników. Nie przekonuje mnie natomiast zaproponowany wyjątek od tej reguły, by podwyższyć frekwencję pozwalającą na odwołanie lokalnych władz.
Czas dobrych zmian
Podczas kampanii spotkałem wielu rozczarowanych wyborców Platformy. Szczególnie bolesne jest to, że odwraca się od nas dotychczasowy żelazny elektorat: przedsiębiorcy (pod koniec 2011 roku popierała nas połowa spośród nich, dziś – 15 proc.), młodzież, samorządowcy, ludzie skupieni w organizacjach pozarządowych – a więc te grupy społeczne, które wszędzie są zaczynem klasy średniej i nośnikiem wartości republikańskich.
Wśród Polaków powszechne staje się oczekiwanie na zmiany. Kontynuacja polityki ciepłej wody w kranie, narastającego fiskalizmu i etatyzmu nieuchronnie doprowadzą w 2015 roku do zwycięstwa PiS.
Polacy wciąż oczekują nowej politycznej jakości, którą obiecała im Platforma Obywatelska. Jestem przekonany, że w Polsce wiodącą partią może być rozsądna, wolnorynkowa formacja centroprawicowa, która przywróci polityce republikański etos. Bez względu na wynik wyborów jestem zdeterminowany, by działać na rzecz przedstawionego w kampanii programu dobrych zmian, szukając dla niego poparcia wśród organizacji pozarządowych, środowisk samorządowych i zrzeszeń przedsiębiorców. Wiem, że program oparty na wartościach, którym hołdowała niegdyś PO, jest najlepszym programem dla Polski.
Nie zapomnę rozmowy z 40-letnim przedsiębiorcą, który opowiedział mi swoją historię. Jako dziecko wyjechał za granicę. Wychowywał się w różnych krajach europejskich, cały czas marząc o powrocie do Polski. Zrobił to już jako dorosły, zamożny człowiek. Dzisiaj prowadzi interesy na skalę globalną. Mówi: „Moje firmy działają w całej Europie i Afryce Wschodniej. I tylko w Polsce mam poczucie, że jestem zniewolony przez państwo. Urzędnicy zniszczyli mi już dwie firmy. Ale nie wypchną mnie stąd. Bo ja kocham ten kraj”.
Dla takich ludzi – łączących gorący patriotyzm, przedsiębiorczość i chęć działania na rzecz przebudowy państwa – warto być w polityce. Wcześniej czy później wartości republikańskie, obywatelski etos pracy dla Polski i duch przedsiębiorczości zwyciężą na scenie politycznej.
niedziela, 28 lipca 2013
Gowin ma swój program. Ujawnia pomysły
Zmianę zasad przeprowadzania referendum ogólnokrajowego i postępowania z projektami obywatelskimi, upowszechnienie budżetu obywatelskiego, wprowadzenie okręgów jednomandatowych proponuje Jarosław Gowin. Rzucił wyzwanie Donaldowi Tuskowi i wezwał go do spontanicznej debaty.
Ubiegający się o przywództwo w PO, Jarosław Gowin podczas konferencji prasowej w Giżycku zapowiedział, żebędzie namawiał koleżanki i kolegów z Platformy do poparcia czterech rozwiązań. Jak mówił, zgłosił je, bobardzo mu zależy na tym, żeby przywrócić w pełni obywatelski charakter Platformy Obywatelskiej.
Gowin wyjaśnił, że jego propozycje dotyczą zasad przeprowadzenia referendum ogólnokrajowego i procedowania nad projektami ustaw obywatelskich, a także wprowadzenia w szerszym zakresie budżetów obywatelskich (mieszkańcy decydują o przeznaczeniu części środków z lokalnego budżetu) i starego sztandarowego postulatu Platformy tj. okręgów jednomandatowych.
Mówiąc o referendum, Gowin przypomniał, że dziś wniosek o jego przeprowadzenie może wylądować w koszu nawet wtedy, gdy jak w przypadku sześciolatków w szkołach, podpisało się pod nim milion osób.
CZYTAJ WIĘCEJ
Są lepsze pomysły niż zniesienie progówJarosław Gowin idzie na otwartą wojnę z Donaldem Tuskiem, ale nadal chce zostać w PO.
Moja propozycja brzmi: w przypadku, gdy organizatorzy zbiorą pod wnioskiem ponad milion głosów, to referendum odbywa się obligatoryjnie; nie byłoby wówczas uzależnione od woli posłów. Głosowanie odbywałoby się przy okazji najbliższych wyborów powszechnych - powiedział Gowin.
Gowin chce ponadto, by obywatelskie projekty ustaw (muszą mieć poparcie co najmniej 100 tys. obywateli ) obowiązkowo trafiały do sejmowej komisji. Jak mówił, powinna się nad nimi odbywać rzetelna, uczciwa debata parlamentarna.
Uważa też, że obywatele powinni mieć prawo inicjatywy uchwałodawczej w samorządach lokalnych. Miałoby to się odbywać w ramach tzw. budżetów obywatelskich, w których pewna część budżetu jest zarezerwowana na realizację projektów zgłaszanych przez mieszkańców.
Mówiąc o okręgach jednomandatowych, Gowin przyznał, że w tej kadencji nie ma szans na wprowadzenie zmian w ordynacji wyborczej. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, by rozpocząć prace nad wprowadzeniem ordynacji mieszanej. Chodzi o to, by połowa okręgów rzeczywiście była obsadzana według ordynacji proporcjonalnej, a w drugiej byłyby okręgi jednomandatowe. Takie rozwiązanie jest w pełni zgodne z konstytucją - mówił Gowin i podkreślał, że o tym, które okręgi byłyby objęte ordynacją jednomandatową decydowaliby eksperci.
- Liderzy partyjni musieliby w tych okręgach obsadzić silne niezależne osobowości, a takich osobowości polska polityka potrzebuje. Kłopot w tym, że liderzy partyjni nie przepadają za takimi osobowościami - mówił Gowin.
CZYTAJ WIĘCEJ
Tusk udaje łagodnego, ale jeszcze pokaże wilcze zębyPoseł Gowin dostanie srogą karę - przewiduje Bartosz Wawryszuk.
Jarosław Gowin spacerował po giżyckim porcie Dalba i rozdawał gazety wyborcze pt. Super Lider z dużym swoim zdjęciem na froncie, a na ostatniej stronie z przepisem na poselski chłodnik. Gowin wyjaśniał, że powodem jego objazdu po kraju jest to, że chce przywrócić Polakom wiarę w to, że jest sens angażowania się w sprawy publiczne, że ich głosy mają znaczenie.
- Donald Tusk wiele miesięcy temu obiecał, że tuskobuem będzie objeżdżał Polskę i spotykał się z normalnymi Polakami, rozmawiał o tym, co Polaków boli, ale tak samo jak unika debaty ze mną, tak samo unika spotkań z obywatelami, spotyka się jedynie z aparatem partyjnym na zamkniętych spotkaniach - mówił Gowin, czyniąc tym samym aluzję do popołudniowego spotkania premiera z działaczami PO z Warmii i Mazur w zamkniętym ośrodku w Łańsku pod Olsztynem. Gowin zapytany, czy się wybiera do Łańska, odparł, że nie ma zaproszenia i dodał, że w niedzielę będzie jeszcze w Mrągowie i Olsztynie.
Wczoraj Jarosław Gowin zadeklarował, że jest gotowy do debaty z premierem już teraz. Jeżeli Donald Tusk wierzy w siłę swoich argumentów, niech stanie do konfrontacji, a nie chowa się za plecami swoich zwolenników - powiedział w Suwałkach. Według Gowina Tusk w niedzielę w Olsztynie spotka się z działaczami Platformy. Jak zapowiedział, jest gotowy do spotkania i spontanicznej debaty z liderem PO.
czwartek, 27 czerwca 2013
Jarosław Gowin - Chcę być premierem
Wszyscy w Platformie lubimy porównywać politykę do piłki nożnej. Wygraliśmy pierwszą połowę. Nasz kapitan strzelał efektownie bramki. Ale w drugiej połowie rywale ruszyli do natarcia. Wyszli na prowadzenie. Mija 60 minuta spotkania. Naszego kapitana opuściły siły, a w dodatku jest wyraźnie kontuzjowany. Doping słabnie, a drużyna traci wiarę w zwycięstwo. Każdy, kto zna się na piłce, wie, że to ostatni czas na zmianę. W polskiej polityce także nadszedł czas na zmiany!
Dziś chcę ogłosić, że będę kandydował na stanowisko przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Chcę jednocześnie poprosić o wsparcie tych wszystkich, którzy podobnie jak ja uważają, że Polska obecnie potrzebuje nowych propozycji i odważnych reform.
Od tego, jaka będzie Platforma i od reform, które przeprowadzimy zależy jaka w najbliższych latach będzie Polska. Chcę zostać szefem Platformy, bo wierzę, że wciąż możemy wygrywać wybory i zmieniać Polskę na lepsze. Podejmuję tym samym walkę o Polskę i o najbardziej zaszczytną dla polityka funkcję premiera Rzeczypospolitej.
Ubiegam się o stanowisko szefa PO, bo, po pierwsze, wierzę w gospodarkę opartą na uczciwej konkurencji, swobodnej przedsiębiorczości i prywatnej własności. Wiem, że sukces gospodarczy Polski zależy od tego, czy znajdziemy odwagę, by obniżać podatki i ograniczać przerośniętą biurokrację. Kierując Ministerstwem Sprawiedliwości udowodniłem, że mając odwagę do reform można poszerzać zakres wolności i likwidować bariery, które krępują ambicje Polaków. Kandyduję, bo szanuję ich ciężką pracę i jej efekty, w tym oszczędności, które obywatele zgromadzili na swoich kontach w funduszach emerytalnych. Wiem też, że wsparcia potrzebuje polska rodzina. Dane demograficzne są alarmujące. Nasze społeczeństwo starzeje się i wymiera.
Po drugie, kandyduję, bo pamiętam, jak mówiliśmy, że polityka ma być służbą, a nie szukaniem przywilejów i upartyjnianiem państwa. By zwyciężać musimy od nowa nauczyć się szanować postawy obywatelskie – również, a nawet przede wszystkim wtedy, gdy obywatele nie są przekonani do zmian. Wierzę, że dobra władza musi uważnie słuchać głosu obywateli i potrafić przekonać naród do trudnych reform wówczas, gdy mają one zagwarantować bezpieczeństwo i dobrobyt kolejnym pokoleniom.
Po trzecie, kandyduję, bo chcę bronić wartości, o których mówiła deklaracja ideowa Platformy z 2001 roku i w które nadal wierzą miliony polskich rodzin.
Wreszcie, kandyduję też dlatego, że pamiętam, skąd przyszliśmy. Nasze obywatelskie swobody wzięły się z buntu wolnych obywateli przeciw opresji komunistycznego państwa. Kandyduję ponieważ uważam, że koalicja z partią gloryfikującą gen. Jaruzelskiego i blokująca uchwałę Sejmu z okazji rocznicy zamordowania Grzegorza Przemyka będzie wyparciem się dziedzictwa Solidarności.
Doceniam osiągnięcia Donalda Tuska. W jego słowach i działaniach z ostatnich miesięcy nie dostrzegam jednak programu dla Polski. Nie akceptuję podsuwanych nam przez niego socjaldemokratycznych recept. Nie dostrzegam w nim wiary w nasze kolejne zwycięstwo, widzę natomiast strach przed utratą władzy.
Ja wierzę w nasze zwycięstwo. Aby je odnieść potrzebujemy jednak odnowy Platformy, powrotu do programu partii łączącej przywiązanie do wolnego rynku, tradycyjnych wartości i pojmowania polityki w kategoriach służby. Chcę do niego przekonać wszystkich członków naszej partii. Jestem pewien, że program ten docenią również Polacy.
Wszystkich, którzy chcą wesprzeć moje działania zachęcam do komentowania na blogu, a także zgłaszania swoich pomysłów za pośrednictwem strony internetowej DobreZmiany.org lub na adresinfo@dobrezmiany.org .
Od tego, jaka będzie Platforma i od reform, które przeprowadzimy zależy jaka w najbliższych latach będzie Polska. Chcę zostać szefem Platformy, bo wierzę, że wciąż możemy wygrywać wybory i zmieniać Polskę na lepsze. Podejmuję tym samym walkę o Polskę i o najbardziej zaszczytną dla polityka funkcję premiera Rzeczypospolitej.
Ubiegam się o stanowisko szefa PO, bo, po pierwsze, wierzę w gospodarkę opartą na uczciwej konkurencji, swobodnej przedsiębiorczości i prywatnej własności. Wiem, że sukces gospodarczy Polski zależy od tego, czy znajdziemy odwagę, by obniżać podatki i ograniczać przerośniętą biurokrację. Kierując Ministerstwem Sprawiedliwości udowodniłem, że mając odwagę do reform można poszerzać zakres wolności i likwidować bariery, które krępują ambicje Polaków. Kandyduję, bo szanuję ich ciężką pracę i jej efekty, w tym oszczędności, które obywatele zgromadzili na swoich kontach w funduszach emerytalnych. Wiem też, że wsparcia potrzebuje polska rodzina. Dane demograficzne są alarmujące. Nasze społeczeństwo starzeje się i wymiera.
Po drugie, kandyduję, bo pamiętam, jak mówiliśmy, że polityka ma być służbą, a nie szukaniem przywilejów i upartyjnianiem państwa. By zwyciężać musimy od nowa nauczyć się szanować postawy obywatelskie – również, a nawet przede wszystkim wtedy, gdy obywatele nie są przekonani do zmian. Wierzę, że dobra władza musi uważnie słuchać głosu obywateli i potrafić przekonać naród do trudnych reform wówczas, gdy mają one zagwarantować bezpieczeństwo i dobrobyt kolejnym pokoleniom.
Po trzecie, kandyduję, bo chcę bronić wartości, o których mówiła deklaracja ideowa Platformy z 2001 roku i w które nadal wierzą miliony polskich rodzin.
Wreszcie, kandyduję też dlatego, że pamiętam, skąd przyszliśmy. Nasze obywatelskie swobody wzięły się z buntu wolnych obywateli przeciw opresji komunistycznego państwa. Kandyduję ponieważ uważam, że koalicja z partią gloryfikującą gen. Jaruzelskiego i blokująca uchwałę Sejmu z okazji rocznicy zamordowania Grzegorza Przemyka będzie wyparciem się dziedzictwa Solidarności.
Doceniam osiągnięcia Donalda Tuska. W jego słowach i działaniach z ostatnich miesięcy nie dostrzegam jednak programu dla Polski. Nie akceptuję podsuwanych nam przez niego socjaldemokratycznych recept. Nie dostrzegam w nim wiary w nasze kolejne zwycięstwo, widzę natomiast strach przed utratą władzy.
Ja wierzę w nasze zwycięstwo. Aby je odnieść potrzebujemy jednak odnowy Platformy, powrotu do programu partii łączącej przywiązanie do wolnego rynku, tradycyjnych wartości i pojmowania polityki w kategoriach służby. Chcę do niego przekonać wszystkich członków naszej partii. Jestem pewien, że program ten docenią również Polacy.
Wszystkich, którzy chcą wesprzeć moje działania zachęcam do komentowania na blogu, a także zgłaszania swoich pomysłów za pośrednictwem strony internetowej DobreZmiany.org lub na adresinfo@dobrezmiany.org .
niedziela, 26 maja 2013
List Gowina
Władza to odpowiedzialność. Róbmy dobrą politykę!
List otwarty Jarosława Gowina do członków Platformy Obywatelskiej
Koleżanki i Koledzy, Drodzy Przyjaciele,
Platforma Obywatelska to nasz wspólny projekt. Stajemy właśnie wobec nowych wyzwań. Zbliża się czas wyborów wewnętrznych, a następnie cała seria wyborów powszechnych, które rozstrzygną, dokąd będzie zmierzać Polska w drugiej połowie dekady. By przejść przez te wybory zwycięsko potrzebujemy poważnej dyskusji. Musimy odpowiedzieć sobie na pytania, jaką partią chcemy być i jaki program chcemy zaproponować Polakom. Ten list jest zaproszeniem do takiej dyskusji.
Zmiana reguł i gwałtowne przyśpieszenie wyboru przewodniczącego partii sprawia, że na taką
dyskusję pozostało bardzo mało czasu. Jest ona jednak niezbędna. W lipcu wybierać bowiem
będziemy nie tylko między kandydatami, ale także między istotnie się różniącymi koncepcjami partii,
polityki i wyzwań stojących przed Polską.
SKĄD PRZYCHODZIMY
W Deklaracji Ideowej naszej partii wzywaliśmy do „uwolnienia energii Polaków”. Stwierdzaliśmy, że „wolny rynek jest najbardziej skutecznym narzędziem wykorzystania zasobów i zaspokajania potrzeb”. Zapowiadaliśmy „politykę konkurencji, ochrony własności prywatnej i twardego rozprawienia się przez państwo z przyczynami paraliżu przedsiębiorczości”, spośród których największe to „biurokracja, złe prawo i grupowe interesy związków zawodowych”.
Nasza partia zrodziła się z protestu przeciwko złej polityce. Definiowaliśmy ją jako „ruch otwarty” zapraszający do współpracy stowarzyszenia i organizacje obywatelskie. Chcieliśmy przekazania władzy jak najbliżej obywateli, czyli w ręce samorządu, i zwalczania wszelkich form zawłaszczania państwa przez aparat partyjny.
Deklarowaliśmy też „wspieranie rodziny i tradycyjnych norm obyczajowych, służących jej trwałości i rozwojowi”. Podkreślaliśmy, że „prawo winno ochraniać życie ludzkie, tak jak czyni to obowiązujące dziś w Polsce ustawodawstwo, zakazując również eutanazji i ograniczając badania genetyczne”. Nasze korzenie zatem to: wolny rynek, ograniczanie opresyjności państwa, rozwój społeczeństwa obywatelskiego oraz obrona zdrowego rozsądku i dobrze rozumianej tradycji.
To właśnie dzięki połączeniu wrażliwości liberalnej w sferze gospodarki, republikańskiego etosu
stawiania społeczeństwa przed państwem i zdrowego rozsądku w sferze wartości od wielu lat ufają
nam miliony Polaków.
Z CZEGO MOŻEMY BYĆ DUMNI
Od sześciu lat sprawujemy władzę w Polsce. Odnieśliśmy razem wiele politycznych sukcesów. Wymienię tylko kilka przykładów. W latach 2007-2012 Polska miała najwyższy w Unii Europejskiej wzrost gospodarczy. To wielkie osiągnięcie było efektem ciężkiej pracy milionów Polaków, ale też polityki rządu. Złożyły się na nią skuteczne wykorzystywanie środków unijnych i odważna decyzja z końca roku 2008, by kryzysowi przeciwdziałać nie – jak robiły to inne kraje europejskie – przez dodrukowanie pieniędzy, lecz przez ograniczanie wydatków. Dla bezpieczeństwa przyszłych emerytów zlikwidowaliśmy w poprzedniej kadencji emerytury pomostowe, a w obecnej – podnieśliśmy wiek emerytalny. Rozpoczęliśmy
stopniowe likwidowanie nieuzasadnionych przywilejów emerytalnych. Te trudne reformy zostały przyjęte przez Polaków z budzącą najwyższy szacunek dojrzałością.
Przeprowadzamy deregulację, której nie udało się na poważnie rozpocząć żadnej poprzedniej ekipie rządzącej. Otwarcie dostępu do zamkniętych korporacji zawodowych da tysiącom młodych ludzi możliwość wyboru własnej drogi zawodowej - zgodnej z ich ambicjami i wykształceniem. Wprowadziliśmy też szereg mniejszych zmian, które uprościły życie obywateli i skróciły czas załatwiania formalności w działalności gospodarczej. Dzięki temu w ubiegłym roku Bank Światowy uznał nasz kraj za globalnego lidera, jeśli chodzi o tempo poprawy warunków do prowadzenia działalności gospodarczej.
Wszystkie te osiągnięcia zapewniły Polsce szeroki autorytet w Europie i duże zainteresowanie inwestorów zagranicznych.
To dzięki tym osiągnięciom Platforma Obywatelska odniosła sześć kolejnych zwycięstw wyborczych i jako pierwsza partia w niepodległej Polsce sprawuje władzę drugą kadencję z rzędu.
CZEGO NIE ZROBILIŚMY
Niestety, wszyscy widzimy, że sytuacja wyraźnie się pogarsza. Tempo wzrostu gospodarczego maleje. Szybko rośnie bezrobocie. Ponieśliśmy szereg dotkliwych porażek w różnego rodzaju wyborach lokalnych. Nasze koleżanki i koledzy alarmują, że coraz częściej działania samorządowców Platformy i aparatu partyjnego w regionach zaczyna cechować buta, partyjniactwo i budzące wątpliwości moralne korzystanie z przywilejów władzy. W efekcie tego wszystkiego nasze notowania spadają, a w naszych szeregach pojawia się zaniepokojenie.
Musimy rzetelnie odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd biorą się nasze ostatnie niepowodzenia. Nie można wszystkiego zrzucać na światowy kryzys gospodarczy czy działania opozycji. Potrzebujemy pilnego namysłu nad tym, co możemy robić lepiej.
Zatrzymam się przy kilku przykładach, związanych z naszymi głównymi postulatami programowymi.Platforma miała być partią niskich i prostych podatków. Tymczasem od paru lat podatki podwyższamy! Podwyższyliśmy VAT, podwyższyliśmy akcyzę, zamroziliśmy progi PIT, podnieśliśmy też składkę rentową. Wielu argumentuje, że była to konieczność związana z kryzysem. Ale czy tak jest rzeczywiście? Szwedom udało się obniżyć podatki mimo kryzysu finansowego. Co jednak najważniejsze, my nie tylko podnieśliśmy podatki, ale też nie uprościliśmy ich, a służby skarbowe coraz dotkliwiej ingerują w życie przedsiębiorców! Na skutek złych przepisów podatkowych nasza gospodarka traci rocznie miliardy złotych, a wiele dobrze prowadzonych przedsiębiorstw bankrutuje.
Mimo licznych zapowiedzi nie udało nam się ograniczyć zatrudnienia w administracji publicznej. Co gorsze, zatrudniliśmy tysiące nowych urzędników. Tymczasem w 2007 roku proponowaliśmy, żeby połączyć ZUS z urzędami skarbowymi po to, żeby ograniczyć i uczynić tańszą biurokrację związaną z poborem podatków i danin publicznych. Dlaczego odeszliśmy od tego dobrego pomysłu? Przecież właśnie ograniczanie biurokracji przyniosłoby znaczące oszczędności w budżecie państwa.
3 Obiecywaliśmy powszechny dostęp do internetu szerokopasmowego, a wciąż pod względem internetyzacji zajmujemy ostatnie miejsca w Unii Europejskiej. Wielką szansą dla Polski miał być gaz z łupków, a od paru lat nie jesteśmy w stanie uchwalić przepisów ułatwiających firmom polskim i zagranicznym inwestycje w jego wydobycie. Dopiero w ostatnich dniach, w obliczu wycofywania się kolejnych inwestorów, doczekaliśmy się deklaracji przyśpieszenia prac nad odpowiednimi przepisami.
Dramatycznym wyzwaniem dla Polski jest kryzys demograficzny. Wydłużenie urlopu rodzicielskiego to krok w dobrym kierunku. Brakuje jednak ciągle kompleksowej polityki prorodzinnej. Nasz system podatkowy słusznie przewiduje ulgi dla małżeństw. Jest on jednak tak skonstruowany, że nie jest w stanie z niego korzystać większość rodzin wielodzietnych. Stoją w miejscu prace nad Ogólnopolską Kartą Dużej Rodziny, przyznającej takim rodzinom zniżkowe opłaty za korzystanie ze środków komunikacji, placówek kultury, sportu i rekreacji. Zarzuciliśmy projekt wprowadzenia bonu edukacyjnego, który zwiększyłby wpływ rodziców na placówki oświatowe. Bez echa z naszej strony pozostają słuszne postulaty wprowadzenia bonu wychowawczego, tak by rodzice sami decydowali, czy posyłać dzieci do żłobków i przedszkoli czy też wychowywać je w domu.
Zamiast zajmować się gospodarką i walką z kryzysem demograficznym, wdaliśmy się w niepotrzebne spory światopoglądowe. Jak do naszej Deklaracji Ideowej ma się dążenie do instytucjonalizacji związków homoseksualnych, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem definiowanie płci poprzez role społeczne czy uznawanie poloneza na studniówce za przejaw homofobii? Bezmyślne naśladowanie zagranicznych nowinek ideologicznych zostawmy innym partiom. Sami skupmy się na rozwijaniu tego, co stanowi o unikalności Polski: pielęgnowaniu naszej tradycji jako narodu tolerancyjnego, pluralistycznego, a zarazem dumnego z siebie i przywiązanego do tradycji swoich przodków.
RÓBMY DOBRĄ POLITYKĘ – ODWAŻNĄ!
W mojej ocenie wspomniane porażki i zaniechania nie są przypadkowe. To efekt pewnej filozofii politycznej. Pamiętacie hasło jednej z naszych kampanii: „Nie róbmy polityki. Budujmy drogi”? Ja jestem dumny z tego, że jestem politykiem. Bo polityka to rozumna troska o dobro wspólne, poświęcenie się dla Ojczyzny, wyraz aktywnego patriotyzmu.
Odwracając się od takiego rozumienia polityki, wybraliśmy koncepcję „ciepłej wody w kranie”. To administrowanie bez odważnych reform, bez strategicznych planów, bez niezbędnych, choć niepopularnych decyzji.
Taka koncepcja to przywilej czasów dobrobytu i państw sprawnie urządzonych. Dzisiaj w Polsce ciepła woda w kranie” to za mało. Polacy poradzili sobie z kryzysem finansowym lepiej niż większość narodów europejskich dzięki swojej ambicji, pracowitości i wierze w sukces. Dlatego zasługują na więcej. Dziś potrzebują ambitnego programu, który powinniśmy im zaoferować.
Słyszymy, że do końca kadencji ze względu na spadające notowania, rząd nie powinien podejmować głębszych, ważnych dla Polaków reform. To błąd, którego wyborcy nam nie wybaczą. Nasz mandat – najsilniejszy mandat, jaki kiedykolwiek po 1989 roku otrzymała jakakolwiek formacja polityczna – zobowiązuje nas do podejmowania ambitnych wyzwań i realizowania wielkich projektów.
Mój postulat jest jasny – wróćmy do korzeni. Bądźmy znów partią liberalno-konserwatywną, partią republikańską. Partią wielkich nadziei i poważnych reform. Taką, jaką Platforma była u swoich korzeni:
Platformą odważnej dyskusji o stanie państwa, Platformą zaufania dla obywatela, Platformą mającą strategiczną wizję przebudowy państwa.
Postulat powrotu do korzeni wysuwam od dawna. W ostatnich tygodniach staje się on coraz powszechniejszy. Dobrze, że pojawiły się zapowiedzi powrotu do koncepcji jednomandatowych okręgów wyborczych czy likwidacji finansowania partii z budżetu. Warto je rozszerzyć choćby o wprowadzenie budżetu partycypacyjnego w samorządach czy obowiązek kierowania projektów obywatelskich do komisji. Powstaliśmy jako ruch obywatelski otwarty na społeczeństwo, walczący z partyjniactwem i „klasą próżniaczą”. Przywróćmy ten obywatelski charakter Platformie! Musimy się na nowo otworzyć na społeczeństwo obywatelskie, organizacje
pozarządowe, ośrodki badawcze, na sektor małych i średnich przedsiębiorstw. Zacznijmy ich słuchać! Pamiętajmy, że potrzebujemy programu dla tych, którzy są rozczarowani partiami i politykami nierealizującymi obietnic.
Polityka to nie tylko sztuka zdobywania władzy. Polityka to przede wszystkim umiejętność rozwiązywania problemów Polaków. Tylko taka polityka – podejmowanie trudnych decyzji, często wbrew potężnym grupom interesów, ale w trosce o normalnych, ciężko pracujących obywateli – może przywrócić nam zaufanie wyborców. Głęboko wierzę, że wciąż jesteśmy w stanie wspólnie podjąć trud głębokiej refleksji nad stanem państwa i ciężkiej pracy na rzecz zmiany tego, co utrudnia życie Polakom. Po to tworzyliśmy Platformę Obywatelską, po to walczyliśmy o władzę. Nie zawiedźmy tych, którzy uwierzyli w nasze ideały.
Mam nadzieję, że ten list będzie punktem wyjścia do dyskusji o problemach Platformy w Waszych kołach. Chętnie wezmę udział w takich spotkaniach. Zachęcam gorąco Was wszystkich do udziału w debacie programowej. Wysyłajcie proszę Wasze opinie, komentarze, postulaty programowe i zaproszenia na adres info@dobrezmiany.org.
Z serdecznymi pozdrowieniami,
Jarosław Gowin
Kraków, 26 maja 2013 r.
Gowin rzuca rękawicę Tuskowi. "Dzisiaj w Polsce >>ciepła woda w kranie<< to za mało" - pisze w liście do kolegów z PO
"Polityka to nie tylko sztuka zdobywania władzy. Polityka to przede wszystkim umiejętność rozwiązywania problemów Polaków. Tylko taka polityka - podejmowanie trudnych decyzji, często wbrew potężnym grupom interesów, ale w trosce o normalnych, ciężko pracujących obywateli - może przywrócić nam zaufanie wyborców" - napisał były minister sprawiedliwości
List datowany jest na 26 maja, ujawnił go serwis TVN24.pl. Jak poinformowała telewizja TVN, Gowin odmówił jej komentarza, bo w poniedziałek ma zorganizować konferencję prasową. Od dawna mówi się, że być może wystartuje w wyborach na szefa PO, które zostały przyspieszone przez Donalda Tuska i odbędą się już w sierpniu.
Przeczytaj cały list Jarosława Gowina
Według tygodnika "Wprost" Gowin w zeszłym tygodniu spotkał się z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, który przyjechał do Krakowa na grób Marii i Lecha Kaczyńskiego. - Prezes pytał o dalsze plany polityka PO. Gowin dostał jasny sygnał, że drzwi dla niego nie są zamknięte - twierdzą źródła "Wprost" (cały tekst w poniedziałkowym wydaniu tygodnika).
Odeszliśmy od swoich korzeni
Przywódca konserwatywnego skrzydła PO tak zaczyna list: "Platforma Obywatelska to nasz wspólny projekt. Stajemy właśnie wobec nowych wyzwań. Zbliża się czas wyborów wewnętrznych, a następnie cała seria wyborów powszechnych, które rozstrzygną, dokąd będzie zmierzać Polska w drugiej połowie dekady. By przejść przez te wybory zwycięsko, potrzebujemy poważnej dyskusji. Musimy odpowiedzieć sobie na pytania, jaką partią chcemy być i jaki program chcemy zaproponować Polakom. Ten list jest zaproszeniem do takiej dyskusji. Zmiana reguł i gwałtowne przyśpieszenie wyboru przewodniczącego partii sprawia, że na taką dyskusję pozostało bardzo mało czasu. Jest ona jednak niezbędna. W lipcu wybierać bowiem będziemy nie tylko między kandydatami, ale także między istotnie się różniącymi koncepcjami partii, polityki i wyzwań stojących przed Polską".
Gowin swój list podzielił na kilka części. W rozdziale „Skąd przychodzimy" podkreśla, że „nasza partia zrodziła się z protestu przeciwko złej polityce. Definiowaliśmy ją jako »ruch otwarty « zapraszający do współpracy stowarzyszenia i organizacje obywatelskie. Chcieliśmy przekazania władzy jak najbliżej obywateli, czyli w ręce samorządu, i zwalczania wszelkich form zawłaszczania państwa przez aparat partyjny. Deklarowaliśmy też »wspieranie rodziny i tradycyjnych norm obyczajowych służących jej trwałości i rozwojowi «. Podkreślaliśmy, że »prawo winno ochraniać życie ludzkie, tak jak czyni to obowiązujące dziś w Polsce ustawodawstwo, zakazując również eutanazji i ograniczając badania genetyczne «".
Dodaje: "Nasze korzenie zatem to: wolny rynek, ograniczanie opresyjności państwa, rozwój społeczeństwa obywatelskiego oraz obrona zdrowego rozsądku i dobrze rozumianej tradycji. To właśnie dzięki połączeniu wrażliwości liberalnej w sferze gospodarki, republikańskiego etosu stawiania społeczeństwa przed państwem i zdrowego rozsądku w sferze wartości od wielu lat ufają nam miliony Polaków".
W części "Z czego możemy być dumni" wymienia m.in. przeprowadzoną przez siebie deregulację, ograniczenie przywilejów emerytalnych niektórych grup czy wreszcie to, że w latach "2007-2012 Polska miała najwyższy w Unii Europejskiej wzrost gospodarczy".
Przykłady, gdy złamaliśmy swe obietnice
Najciekawszy jest rozdział "Czego nie zrobiliśmy". Gowin pisze tak: "Niestety, wszyscy widzimy, że sytuacja wyraźnie się pogarsza. Tempo wzrostu gospodarczego maleje. Szybko rośnie bezrobocie. Ponieśliśmy szereg dotkliwych porażek w różnego rodzaju wyborach lokalnych. Nasze koleżanki i koledzy alarmują, że coraz częściej działania samorządowców Platformy i aparatu partyjnego w regionach zaczyna cechować buta, partyjniactwo i budzące wątpliwości moralne korzystanie z przywilejów władzy. W efekcie tego wszystkiego nasze notowania spadają, a w naszych szeregach pojawia się zaniepokojenie. Musimy rzetelnie odpowiedzieć sobie na pytanie, skąd biorą się nasze ostatnie niepowodzenia. Nie można wszystkiego zrzucać na światowy kryzys gospodarczy czy działania opozycji".
Były minister sprawiedliwości wyjaśnia: "Zatrzymam się przy kilku przykładach, związanych z naszymi głównymi postulatami programowymi. Platforma miała być partią niskich i prostych podatków. Tymczasem od paru lat podatki podwyższamy! Podwyższyliśmy VAT, podwyższyliśmy akcyzę, zamroziliśmy progi PIT, podnieśliśmy też składkę rentową. Wielu argumentuje, że była to konieczność związana z kryzysem. Ale czy tak jest rzeczywiście? Szwedom udało się obniżyć podatki mimo kryzysu finansowego. Co jednak najważniejsze, my nie tylko podnieśliśmy podatki, ale też nie uprościliśmy ich, a służby skarbowe coraz dotkliwiej ingerują w życie przedsiębiorców! Na skutek złych przepisów podatkowych nasza gospodarka traci rocznie miliardy złotych, a wiele dobrze prowadzonych przedsiębiorstw bankrutuje. Mimo licznych zapowiedzi nie udało nam się ograniczyć zatrudnienia w administracji publicznej. Co gorsze, zatrudniliśmy tysiące nowych urzędników. Tymczasem w 2007 roku proponowaliśmy, żeby połączyć ZUS z urzędami skarbowymi po to, żeby ograniczyć i uczynić tańszą biurokrację związaną z poborem podatków i danin publicznych. Dlaczego odeszliśmy od tego dobrego pomysłu? Przecież właśnie ograniczanie biurokracji przyniosłoby znaczące oszczędności w budżecie państwa. Obiecywaliśmy powszechny dostęp do internetu szerokopasmowego, a wciąż pod względem internetyzacji zajmujemy ostatnie miejsca w Unii Europejskiej. Wielką szansą dla Polski miał być gaz z łupków, a od paru lat nie jesteśmy w stanie uchwalić przepisów ułatwiających firmom polskim i zagranicznym inwestycje w jego wydobycie. Dopiero w ostatnich dniach, w obliczu wycofywania się kolejnych inwestorów, doczekaliśmy się deklaracji przyśpieszenia prac nad odpowiednimi przepisami".
Gowin podkreśla też: "Zamiast zajmować się gospodarką i walką z kryzysem demograficznym, wdaliśmy się w niepotrzebne spory światopoglądowe. Jak do naszej Deklaracji Ideowej ma się dążenie do instytucjonalizacji związków homoseksualnych, sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem definiowanie płci poprzez role społeczne czy uznawanie poloneza na studniówce za przejaw homofobii? Bezmyślne naśladowanie zagranicznych nowinek ideologicznych zostawmy innym partiom. Sami skupmy się na rozwijaniu tego, co stanowi o unikalności Polski: pielęgnowaniu naszej tradycji jako narodu tolerancyjnego, pluralistycznego, a zarazem dumnego z siebie i przywiązanego do tradycji swoich przodków".
"Czekam na wasze opinie"
W ostatniej części nazwanej „Róbmy dobrą politykę - odważną" Gowin stwierdził: „W mojej ocenie wspomniane porażki i zaniechania nie są przypadkowe. To efekt pewnej filozofii politycznej. Pamiętacie hasło jednej z naszych kampanii: »Nie róbmy polityki. Budujmy drogi «? Ja jestem dumny z tego, że jestem politykiem. Bo polityka to rozumna troska o dobro wspólne, poświęcenie się dla Ojczyzny, wyraz aktywnego patriotyzmu. Odwracając się od takiego rozumienia polityki, wybraliśmy koncepcję »ciepłej wody w kranie «. To administrowanie bez odważnych reform, bez strategicznych planów, bez niezbędnych, choć niepopularnych decyzji".
I dalej: „Dzisiaj w Polsce »ciepła woda w kranie « to za mało. Polacy poradzili sobie z kryzysem finansowym lepiej niż większość narodów europejskich dzięki swojej ambicji, pracowitości i wierze w sukces. Dlatego zasługują na więcej. Dziś potrzebują ambitnego programu, który powinniśmy im zaoferować".
Gowina kończy list słowami: "Mam nadzieję, że ten list będzie punktem wyjścia do dyskusji o problemach Platformy w Waszych kołach. Chętnie wezmę udział w takich spotkaniach. Zachęcam gorąco Was wszystkich do udziału w debacie programowej. Wysyłajcie, proszę, Wasze opinie, komentarze".
Źródło: Wyborcza.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)

