Z ogromną uwagą, kilkakrotnie wysłuchałam wykładu inauguracyjnego profesora Marcina PAŁYSA, rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Wykład poruszył mnie tak głęboko, że trochę porywając się z motyką na słońce, pozwalam sobie na komentarz do wystąpienia Profesora.
Co oferuje polski system edukacyjny?
Na przykład – dziecku z zacięciem humanistycznym, talentem i biegłą znajomością kilku języków obcych oraz ambicjami w zakresie prawa międzynarodowego? Przyjmijmy, że wspomniany maturzysta wśród ofert edukacyjnych wszystkich uczelni wyższych w Polsce szuka:
1. Kierunków humanistycznych, które rozwiną zdolności językowe i przygotują do specjalizacji w zakresie prawa międzynarodowego.
2. Kierunków studiów, które już po skończeniu 3 roku pozwolą na zdobycie konkretnych uprawnień i zawodu.
3. Kierunków z nowoczesnym programem nauczania i międzynarodową kadrą naukową.
4. Kierunków z dostępem do wykładów gościnnych prowadzonych przez specjalistów z międzynarodową renomą i osiągnięciami.
5. Kierunków w całości prowadzonych w językach obcych i przez Native Speaker’s.
Inaczej mówiąc – szukamy uczelni i kierunku, które nie skazują na bezrobocie.
Niestety, szybko okaże się, że marzenia ambitnego maturzysty rozbijają się o przaśne, polskie realia. Realia, w których nadal istnieją kierunki, na których przez ostatnie niemal 20 lat nic się nie zmieniło. Programy i zakresy nauczania pozostały takie same. Nie ruszono ani nazw ani kadry wykładowców.
Po wstępnej analizie maturzysta, jeszcze niepewny swoich decyzji, zechce zapytać Pana, Szanowny Panie Rektorze:
1. Czy na polskich uczelniach zajęcia językowe są w całości prowadzone przez nauczycieli, dla których język nauczania jest ojczysty?
2. Dlaczego na, uznawanych za najlepsze w Polsce, lingwistykach stosowanych w Poznaniu i Warszawie pracuje tak mało obcokrajowców?
3. Na której z polskich uczelni ambitny student, zainteresowany prawem międzynarodowym, spotka wykładowców-praktyków z Międzynarodowego Trybunału Karnego, Interpolu, NATO lub Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej?
Analiza ofert edukacyjnych uczelni w Polsce okazuje się tym bardziej frustrująca, że tylko pogłębia dysonans pomiędzy samozadowoleniem luminarzy nauki polskiej a stanem faktycznym. Przygnębiające jest zwłaszcza to wrażenie zaściankowości, zamykania się w świecie wielkich słów i przestarzałych idei.
Trudno nie zgodzić się z wygłoszoną przez, Pana Profesora, opinią, że uczelnie wyższe to miejsce wykuwania się nowych idei. Ośmielę się dodać, że nowe idee rodzą się z wymiany myśli, doświadczeń i osiągnięć przedstawicieli różnych narodowości, kultur, wierzeń, stylów życia i przekonań. Bez tego nie tylko po wielokroć powielamy własne osiągnięcia, ale też błędy i pułapki myślowe.
Jedną z takich pułapek jest utożsamianie kształcenia kompetencji zawodowych ze szkoleniem zawodowym.
Dlaczego Rektorowi jednej z najlepszych uczelni w kraju słowo „zawód” kojarzy się „zawodówką”?
Przecież stara Europa i Stany Zjednoczone już od lat obserwują pogłębiające się zjawisko hiperspecjalizacji, która wymaga maksymalnie ukonkretnionych studiów w wąskich obszarach. Dlaczego, wobec powyższego, studia prawnicze w Polsce nie dość, że w pięcioletnim programie obejmują cały przekrój prawa, to jeszcze po ukończeniu nie dają ani zawodu ani specjalizacji?
W oparciu o hiperspecjalizację Komisja Europejska opracowała i opisała zestaw, tzw. kompetencji zatrudnieniowych (employability skills). Kompetencje zatrudnieniowe w takim samym stopniu dotyczą absolwenta szkoły zawodowej, jak studiów uniwersyteckich.
Opracowane przez Komisję Europejską raporty, dane i wytyczne są jak praktyczne przewodniki do powtórnego zweryfikowania zakresów i programów nauczania również na poziomie akademickim.
Nawiasem mówiąc – skoro zgodnie z deklaracjami – polskie uczelnie uczą kompetencji zatrudnieniowych, dlaczego (na przykład) tak niewielu Polaków zdaje arcytrudne testy rekrutacyjne (sprawdzające employability skills) do instytucji UE?
Najlepsze uczelnie wyższe w starej Europie aż tętnią życiem.
Na korytarzach mieszają się języki całego świata. Ludzie o różnych kolorach skóry, przekonaniach i wierzeniach współpracują ze sobą.
Polskie uczelnie są homogeniczne, zadowolone z siebie, często upolitycznione i mało otwarte na międzynarodowy dialog naukowy.
Ta homogeniczność to nasze przekleństwo. Dyskutujemy we własnym gronie, z reguły oczekując poklasku. Może, dlatego, pomimo że uczymy analiz i krytycznego myślenia, tak mało mamy osiągnięć innowacyjnych?
Może, dlatego jesteśmy narodem kopistów? Adaptujemy tylko cudze rozwiązania. Biernie podążamy za sukcesami innych nacji. Może już pora się otworzyć?
Szanowny Panie Rektorze
Edukacja to moja wielka pasja, która z żalem to stwierdzam, nie przerodziła się w zawód. Jestem dumna ze swojego polskiego wykształcenia i bardzo chciałabym, żeby polskie nazwisko nie kojarzyło się w Europie z zawodem hydraulika, pomywacza i sprzątaczki.
Marzę o tym, aby ambitny maturzysta i wszyscy utalentowani Polacy mogli robić międzynarodowe, liczące się kariery bez kompleksu niedouczenia i dyplomu z nikomu nieznanych, polskich uczelni.
Jestem przekonana, że aby to było możliwe uczelnie w kraju muszą zrezygnować ze swoich pseudo-misyjnych wizji i przekonań.
Muszą uczyć zgodnie z międzynarodowymi standardami i oczekiwaniami rynku pracy.
Zrezygnować z wiary w mit, że termin „konkretny zawód” dotyczy wyłącznie zawodów „robotniczych”.
Uczyć praktycznych umiejętności i kompetencji w ramach wąskich specjalizacji.
Przede wszystkim jednak – koniecznie – otworzyć się na świat nauki poza polskimi granicami.
O „bałamutnych argumentach”, do których odnosi się w wykładzie prof. Marcin Pałys pisałam tutaj:
Kto się boi szkół zawodowych?
Rynek pracy kontra wojujący poloniści
Dlaczego Twoje dziecko nie uczyło się do matury?
Odporni na inny punkt widzenia
Ręce precz od edukacji
„Współczesna edukacja to uczenie głupoty i konformizmu”
Czy jesteśmy analfabetami?
Rzecz o słabościach humanistów
Wolno Ci nie znać Kochanowskiego i nie wiedzieć kim był Kościuszko
Leniwi, gnuśni, obrażeni
Wykład inauguracyjny prof. Marcina Pałysa na UW
Źródło: naTemat.pl
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Violetta Rymszewicz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Violetta Rymszewicz. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 października 2013
niedziela, 26 maja 2013
Odporni na inny punkt widzenia
Czy wyobrażacie sobie dzień bez światła elektrycznego? Prawdopodobnie nie. A jeśli zaproponuję – zrezygnujmy z osiągnięć techniki, pochowajmy telewizory, telefony, pralki i komputery? Elektryczność zamieńmy świecami i lampami karbidowymi. Co zrobicie? Otóż – prawdopodobnie uznacie, że oszalałam.
Niedawne dobrego początki...
Pod koniec XVIII wieku w Anglii i Szkocji rozpoczął się wielki proces zmian, z czasem nazwany rewolucją przemysłową (termin pochodzi od Arnolda Toynbee z 1884 roku).
Zaczęło się od przewrotu w przemyśle włókienniczym, potem w hutnictwie i metalurgii. W 1803 roku powstał pierwszy statek parowy. Georg Stephensonstworzył parowóz. Zbudowano kolej żelazną. W latach 50-tych i 60-tych XIX wieku wykopano Kanał Sueski. W roku 1800 Alessandro Volta zbudował ogniwo galwaniczne. Trzydzieści siedem lat później Samuel Morse zbudował telegraf.
Jednak prawdziwe wspaniałości przyniósł przełom XIX i XX wieku. Kuchenka gazowa (1802), silnik elektryczny (1821), zapałki (1826), fotografia (1827), telefon (1876), żarówka (1879), odkurzacz elektryczny (1907) i wreszcie – dynamit i karabin.
Kiedy patrzymy z perspektywy czasu na rewolucję przemysłową jedyne, co przychodzi do głowy to zachwyt nad ludzkim geniuszem i możliwościami Nauk Technicznych przez duże „N” i duże „T”.
A jednak...
Lata 1811/1817 w Anglii przeszły do historii jako jedne z najtrudniejszych w okresie rewolucji przemysłowej. W listopadzie 1811 roku, w Nottingham, po raz pierwszy pojawili się legendarni Luddyści. Ruch Luddystów składał się z wolnych rzemieślników powiązanych z tkactwem. Uważali oni, że wynalezienie maszyn włókienniczych raz na zawsze odbierze im pracę i zmieni styl życia. Luddyści organizowali się w „bandy”, które nocami napadały na tkalnie i niszczyły maszyny. Wystąpienia Luddystów przyniosły rodzącemu się przemysłowi niewyobrażalne straty finansowe sięgające półtora miliona ówczesnych funtów.
Z dzisiejszej perspektywy wystąpienia Luddystów wyglądają jak bunty ciemnych, nieświadomych mas. Współczesny wykształcony użytkownik Internetu z politowaniem pokiwa głową i ucieszy się, że ciemnogród minął.
A tymczasem....
W USA , w kwietniu 1996 roku odbył się drugi Kongres Luddystów. Przedstawiono na nim manifest, który wyjaśnia, co następuje: “[Neo-Luddism is] a leaderless movement of passive resistance to consumerism and the increasingly bizarre and frightening technologies of the Computer Age." (*)
Inaczej mówiąc – Neoluddyści występują przeciwko globalizacji, konsumeryzmowi, informatyzacji i rozwojowi nowych technologii.
Filozoficznie odwołują się do poglądów niemieckiego filozofa Martina Heideggera i jego legendarnej pracy „The Questions Concering Technology” (1953).
Wśród poglądów Neoluddystów znajdziecie następujące tezy:
1. Konieczna jest rezygnacja z nowoczesnych technologii.
2. Konieczna jest rezygnacja z osiągnięć cywilizacji.
3. Konieczne jest surowe karanie odpowiedzialnych za rozwój techniki – naukowców, inżynierów, prezesów korporacji i (uwaga) wszystkich, którzy korzystają ze zdobyczy cywilizacyjnych.
Zastanawiacie się pewnie dokąd zmierzam? Co mają wspólnego Neoluddyści z polskim systemem edukacyjnym? Odpowiedź brzmi:
Kiedy czytam płomienne wypowiedzi polskich obrońców anafor, życiorysów Kochanowskiego i romantycznego pseudo-patriotyzmu mam nieodparte wrażenie, że jesteśmy narodem Neoluddystów. Odporni na „inny punkt widzenia”, do bólu tradycyjni i tacy... bezmyślnie „humanistyczni”.
A przecież można inaczej...
Estonia. Maleńki kraj, skromnie przytulony do wielkiego sąsiada i zarazem najbardziej niesamowite miejsce na ziemi. Kraj najściślej, na świecie, powiązany z Internetem.
Kiedy w 2003 roku estońscy programiści (Ahti Heinla, Pritt Kasesalu, Jaan Tallinn) napisali Skype’a nic nie zapowiadało niewyobrażalnego sukcesu, który odnieśli. Dzisiaj ze Skypa korzysta ponad 600 milionów użytkowników. Jego twórcy zapracowali na sukces. Umowa sprzedaży programu, podpisana z Microsoftem (2011r.) opiewała na ponad osiem miliardów dolarów. Choć sprzedany Amerykanom, Skype nadal ma siedzibę w Tallinie i daje wartościowe miejsca pracy.
Sukces estońskich programistów nie wziął się znikąd. Pod koniec lat 90-tych XX wieku Estonia wprowadziła „rewolucję internetową”. Ten niewielki kraj zaskakuje nowoczesnością i otwartością na nowe technologie. Estonia może pochwalić się systemami typu e-voting; e-health; e-law; e-school.
W sieci są obecne wszystkie agencje rządowe. Od końca lat 90-tych XX wieku wszystkie szkoły w Estonii mają połączone ze sobą systemy zarządzania i nauczania na odległość. Estońskie dziecko, nieobecne w szkole, może nadrobić zaległości, wysłać pracę lub skontaktować się z nauczycielem z domowego komputera. Rodzic może śledzić na ekranie nie tylko postępy dziecka, również sprawdzić ile materiału przerobił nauczyciel oraz jakie są plany nauczania na następne tygodnie.
Estońskie siedmiolatki uczą się programowania komputerowego i równie intensywnie – języków obcych. Dziesięciolatki projektują i programują własne gry komputerowe. Nauczyciele informatyki przechodzą przez specjalny program kursów: „Jak uczyć dzieci programowania komputerowego”.
Dodajmy jeszcze, że 88% trzyletnich Estończyków korzysta z edukacji wczesnoszkolnej, gdzie przygotowuje się dzieci do nauki czytania i pisania. To, co budzi mój absolutny podziw to fakt, że maleńka Estonia zajmuje szczytne piąte miejsce w europejskich rankingach czytelnictwa.
Drodzy Czytelnicy,[
Oczywiście, wolno nam prowadzić erudycyjne dysputy w obronie „humanistycznego” systemu szkolnictwa w Polsce. Wolno grzmieć w obronie naszych praw do pamięciowego zakuwania parabol i życiorysów pisarzy przeciętnych i nieznanych w Europie. Wolno nam. To jednak nie zmieni faktu, że żyjemy w czasach rewolucji porównywalnej z przemysłową. Świat wokół zmienia się nieodwracalnie. Nie zaczeka. Nie obejrzy się na zaściankowy kraj w centrum Europy. Jeszcze mamy wybór. Możemy się przyłączyć. Możemy też – zostać Neoluddolandią.
http://www.bbc.co.uk/news/business-22515406
(*) – Kirkpatrick Sale: America’s new Luddites. Le Monde Diplomatique. February 1997.
_____________________
Do poczytania:
Difference Engine: Luddite legacy. The Economists. November 2011
http://www.economist.com/blogs/babbage/2011/11/artificial-intelligence
Heidegger Martin: Questions Concering Technology.
http://simondon.ocular-witness.com/wp-content/uploads/2008/05/question_concerning_technology.pdf
Tom de Castella: Are you a Luddite? BBC News Magazine. April 2012
http://www.bbc.co.uk/news/magazine-17770171
Źródło: naTemat.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)


