Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Duda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Duda. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 listopada 2013

Kilka tysięcy związkowców przemaszerowało ulicami Gdańska


Manifestacja trzech central związkowych - OPZZ, Forum Związków Zawodowych oraz Solidarności w Gdańsku (fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta)
Około 5 tysięcy związkowców z trzech central związkowych wzięło udział w manifestacji w Gdańsku. Domagali się m.in. wycofania projektów uelastycznienia czasu pracy, ograniczenia stosowania tzw. umów śmieciowych oraz zaprzestania likwidacji szkół. - Manifestujemy razem, w imieniu tych wszystkich, którzy czują się w Polsce lekceważeni, bo tylko razem możemy się przeciwstawić tej liberalnej zarazie! Domagamy się rzeczywistego dialogu z rządem, a nie udawanego - grzmiał Piotr Duda, na Długim Targu w Gdańsku.


Manifestacja związkowców ruszyła o godz. 12. Przeszła przez centrum Gdańska - spod pomnika Poległych Stoczniowców pod Zieloną Bramę. Na czele szli... szczudlarze, a za nimi przewodniczący trzech największych związków - OPZZ, Forum Związków Zawodowych oraz "Solidarności". O 12.30 ogromny pochód rozciągał się od Zieleniaka, aż po Bramę Wyżynną.


Po godz. 13 związkowcy dotarli na ul. Długą, a pod Zieloną Bramą odbył się związkowy wiec. Najpierw przemawiali przewodniczący trzech związków - Tadeusz Chwałka z Forum Związków Zawodowych, Jan Guz z OPZZ oraz Piotr Duda z "Solidarności".

- Mamy dość takiego rządzenia, odetniemy tę bandę od koryta - nawoływał Tadeusz Chwałka z FZZ. - Dość mamy udawania, że w tym kraju przestrzega się prawa. Albo ten rząd zacznie z nami rozmawiać, albo mu podziękujemy na dobre.

- Wyszliśmy razem na ulicę, aby bić się o kodeks pracy, o jego ludzką twarz - krzyczał z kolei Jan Guz, przewodniczący OPZZ. - Jesteśmy tu razem, aby w Polsce nie było obozów pracy! W całej Europie związki zawodowe domagają się godnego wynagradzania, ale tam się ich słucha. Z kolei my cały czas słyszymy, że nie możemy domagać się godnej płacy, bo jesteśmy za biedni, na dorobku, albo, że jest kryzys. Tymczasem w Polsce panuje bieda i ubóstwo! Dlatego wołamy razem - dość lekceważenie społeczeństwa! Jesteśmy tu, aby walczyć o godną emeryturę uzależnioną od przepracowanych lat - 35 lat w przypadku kobiet i 40 lat w przypadku mężczyzn. Walczymy o godną płacę - co najmniej 11 zł za godzinę dla każdego. To związki mają dzisiaj rację. Związki razem! Związki razem! - krzyczał Guz, a tłum mu odpowiadał.

Później przemawiał Piotr Duda, przewodniczący Solidarności:

- Manifestujemy znowu razem, wszystkie trzy największe związki, żeby uzmysłowić społeczeństwu, że nie ma na co czekać bo lepiej już nie będzie - przemawiał Duda. - Manifestujemy razem, w imieniu tych wszystkich, którzy czują się w Polsce lekceważeni, bo tylko razem możemy się przeciwstawić tej liberalnej zarazie! Domagamy się rzeczywistego dialogu z rządem, a nie udawanego. Dlatego nie wrócimy do komisji trójstronnej, bo nie zamierzamy robić PR premierowi. Chcemy rozmów dwustronnych z rządem! Ten rząd nie ma polityki przemysłowej. Zamiast tego buduje się przemysł pogardy, przemysł obłudy. I nie chodzi tu tylko o Platformę, nie zapominajmy też o PSL czy Palikocie. Jeszcze dwa lata temu nikt nie wiedział co to są umowy śmieciowe, a teraz młodzi ludzie zaczepiają mnie na ulicy i dziękują, że walczymy w ich imieniu ze "śmieciówkami". Rozpoczęliśmy długi marsz i jest nas co raz więcej!

Przemówienie Piotra Dudy kilkakrotnie przerywane było oklaskami.

- Mówią o nas, że jesteśmy wypasione koty - kontynuował Duda. - Wypasione na spółkach skarbu państwa. Tak mówił m.in. europoseł Protasiewicz czy poseł Jaros, który załatwiał pracę kolegom w KGHM. Jak my jesteśmy koty, to oni są tygrysy bengalskie z nadwagą!

Odpowiedziały mu śmiechy i wiwaty.

- Mamy czarną listę posłów, którzy działają wbrew prawom pracowniczym, przed wyborami ją wyciągniemy i zapytamy - co draniu zrobiłeś dla społeczeństwa? Nam chodzi tylko o to, aby ten wspólny majątek wypracowywany przez pracodawców i pracowników, był dzielony po równo - powiedział na koniec Piotr Duda.

Wiec na Długim Targu trwał półtorej godziny. Oprócz liderów trzech central związkowych, przemawiali także przewodniczący regionalni oraz poszczególnych branż m.in. oświaty i energetyki. Wystąpienia przerywane były utworami muzycznymi w wykonaniu Elizy Banasik, stypendystki "Solidarności".

Czego chcą związkowcy

Związkowcy z trzech największych central związkowych - "Solidarności", OPZZ i Forum Związków Zawodowych domagają się m.in.:

* wycofania projektów nowelizacji Kodeksu pracy dotyczących uelastycznienia czasu pracy;

* uchwalenia przez Sejm ustaw ograniczających stosowanie tzw. umów śmieciowych;

*zaprzestania likwidacji szkół i zaprzestania przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorządy;

* stworzenia osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw utrzymujących zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcyjnego;

*podwyższenia wysokości płacy minimalnej.

Swoje postulaty wyślą do wszystkich polskich parlamentarzystów, prezydenta, a także instytucji Unii Europejskiej - przewodniczącego Komisji Europejskiej oraz poszczególnych komisarzy.

"Złoty Donek" na czele kolejnych protestów

W najbliższych miesiącach podobne związkowe manifestacje mają się odbyć w największych polskich miastach. Harmonogram nie jest jeszcze znany. Każdej z nich ma towarzyszyć objazd pomnika premiera Donalda Tuska. Pomnik, tzw. "Złoty Donek", był już atrakcją związkowych protestów w Warszawie we wrześniu. Został wykonany ze styropianu. To karykatura pomnika Kim Ir Sena, ojca Korei Północnej. Tusk podobnie jak on wyciąga wysoko rękę, ale pod pachą trzyma piłkę, a na głowie ma peruwiańską czapkę. Pomnik w ostatnich tygodniach objeżdżał różne miejscowości w Polsce i wszędzie budził zainteresowanie przechodniów - ludzie składali pod nim kwiaty, robili sobie zdjęcia na jego tle. Podczas manifestacji w Gdańsku, pomnik Tuska stanął na Długim Targu niedaleko słynnego Neptuna. Wkrótce odwiedzić ma kolejne miasta.

Zobacz także


Źródło: trojmiasto.gazeta.pl

czwartek, 19 września 2013

DUDA: RZĄD SKOMPROMITOWAŁ IDEĘ KOMISJI TRÓJSTRONNEJ

Zaufanie związków do rządu jest wynikiem doświadczeń, a te niestety są złe. Pracuje się na nie latami, traci bardzo szybko
Cezary Michalski: Jak ocenia pan reakcje na związkowe protesty w Warszawie ze strony ich adresatów, czyli premiera, Platformy Obywatelskiej, koalicji rządzącej?

Piotr Duda: Nie jestem nią zaskoczony. Władza od dawna jest oderwana od rzeczywistości. Od problemów zwykłych ludzi, których my reprezentujemy. Walcząc z wydłużeniem wieku emerytalnego, zmianami w kodeksie pracy, umowami śmieciowymi czy zabiegając o większy udział obywateli w sprawowaniu władzy, np. w drodze referendów obywatelskich, już dawno zdefiniowaliśmy tę ekipę jako antypracowniczą, antyspołeczną i antyobywatelską. Po nich nie spodziewam się niczego dobrego.

Rozumiem te sformułowania jako kontynuację ulicznych protestów, ale jak konkretnie interpretuje pan wyraźną zmianę języka premiera w czasie trwania protestów? Podczas gdy część mediów sprzyjających pracodawcom w sporze z pracownikami oraz część polityków Platformy pozostały przy retoryce „trzeba nam nowej pani Thatcher, żeby zmiażdżyć związki”, Donald Tusk niespodziewanie – tym bardziej niespodziewanie, że wcześniej jego ministrowie nie spotkali się z delegacjami protestujących – powiedział, że protesty były dobrze zorganizowane i w pełni kontrolowane przez liderów związku, związki zawodowe mają pełne prawo przedstawiać postulaty zrozumiałe w czasach kryzysu, on sam „rozumie te postulaty, choć im nie ulegnie”. To jest jednak różnica w porównaniu z „pętakiem” czy ustawą antyzwiązkową przygotowywaną przez polityków PO (rząd nagle zaczął się wobec niej dystansować). Czy ta zmiana języka może prowadzić do odbudowy dialogu społecznego w Polsce, czy to tylko PR spowodowany sondażami przychylnymi dla związków oraz skalą protestów?

Niestety to drugie. Skala protestu, jego przebieg i poparcie społeczne bardzo Donalda Tuska zaskoczyły. I stąd zmiana. W sposobie rządzenia poszedł za daleko. Tak ważne sprawy jak wydłużenie wieku i elastyczne zmiany w kodeksie pracy przepchnął kolanem w ekspresowym tempie bez konsultacji społecznych. Przecież żadna z tych spraw nie stanęła nawet na plenarnym posiedzeniu komisji trójstronnej. Przecież zmiany w kodeksie pracy, dotyczące czasu pracy, wydłużenie i zrównanie wieku emerytalnego, patologiczna skala stosowania umów na czas określony i umów śmieciowych, żenująco niski poziom płacy minimalnej – generują negatywne skutki tak dla gospodarki, jak i dla obywateli. Tworzą coraz większe obszary biedy i wykluczenia. Z kolei brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, szczególnie ludzi młodych, przekłada się na niespotykaną dotąd zapaść demograficzną. Nie wolno też zapominać o tak bulwersujących zjawiskach jak niedożywienie dzieci, rosnące rozwarstwienie społeczne, ubóstwo pracujących. To są realne, nierozwiązywane od lat problemy, którymi żyje coraz więcej Polaków i są one przyczyną naszych protestów. Z żądania ich rozwiązania nigdy nie zrezygnujemy. I obawiam się, że można to odwrócić tylko po zmianie rządu. Tusk też to chyba czuje.

Jakie są minimalne warunki powrotu do dialogu z obecnym rządem ze strony „Solidarności” i innych związków zawodowych? Minimalne, czyli nie oznaczające spełnienia głównych postulatów, ale pozwalające związkom rozpocząć negocjacje na rzecz ich spełnienia w komisji trójstronnej albo w jakimś innym reprezentatywnym gronie?

Drogą do rozwiązywania najtrudniejszych polskich spraw rzeczywiście musi być dialog. Jednak dotychczasowa formuła dialogu społecznego w ramach Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych się wyczerpała. Niestety, nie przyczyniała się ona do rozwiązywania najważniejszych problemów pracowniczych, społecznych i gospodarczych. I nie wystarczy tu żadna kreska. Ani gruba, ani czarna. Zaufanie, które jest podstawą dialogu, jest wynikiem doświadczeń, a te niestety są złe. Pracuje się na nie latami, a traci bardzo szybko.

To wszystko prawda, ale jak z tego wyjść?

Dzisiaj nikt nikomu nie ufa. Tak się nie da. Trzeba poszukać czegoś wspólnego, co to zaufanie będzie odbudowywało. Aby dialog społeczny wypełniał konstytucyjnie przypisaną mu rolę, musi zostać na nowo zdefiniowany. I do dialogu o dialogu społecznym, o jego warunkach minimalnych, warunkach brzegowych, jesteśmy oczywiście gotowi. Jak ten dialog miałby wyglądać?

Oczekujemy, że najważniejsze zmiany dotyczące spraw społecznych i pracowniczych zawsze będą przedmiotem negocjacji i uzgodnień, a nie – jak to miało miejsce do tej pory – jedynie informowania o nich.

Takie podejście oznacza ciągły konflikt, a dla naszej gospodarki tylko dryf rozwojowy, którego największym przegranym są polscy pracownicy, a w szczególności młode pokolenie. Często nazywane straconym pokoleniem.

Gdyby uporządkować postulaty związków wedle ich ważności dla związków i dla pracowników, to jaki byłby postulat na dzisiaj najważniejszy, także pod względem realności jego w miarę szybkiej realizacji?

Wycofanie ostatniej nowelizacji kodeksu pracy. Ostrzegaliśmy jaka będzie nasza reakcja, gdy rząd przeforsuje wydłużenie okresu rozliczeniowego i elastyczne formy czasu pracy bez naszej zgody. Mówiliśmy, że w tej sprawie już nie tylko będziemy walczyć, ale wręcz toczyć wojnę. I to się dzieje.

Jaki typ protestów przewiduje związek w przypadku, gdyby w najbliższych miesiącach nie doszło do odtworzenia dialogu na linii związki zawodowe-rząd?

Jakiego dialogu? W dotychczasowej formie nie ma on sensu. Zmiany w kodeksie pracy nie zostały nawet postawione na plenarnym posiedzeniu komisji trójstronnej. A więc nie mieliśmy szansy na negocjacje.

Jednak albo prowadzi się walkę o rozpoczęcie dialogu, o jego warunki wstępne, albo nie wiadomo, o co jest ta walka.

O dalszych formach zdecydujemy wspólnie z pozostałymi centralami – Forum i OPZZ. Działamy wspólnie. Nie wykluczamy żadnej akcji, ze strajkiem generalnym włącznie, ale o tym będziemy decydować w najbliższym czasie. Będziemy prowadzić też akcję zbierania podpisów pod petycją o skrócenie kadencji Sejmu. Oczywiście taki dokument nie ma mocy prawnej, ale jeśli podpisze się pod nim kilka milionów obywateli, nie będzie mógł być ot tak zignorowany przez rządzących. Chociaż kto ich tam wie?

Pan powtarza postulat „odwołania tego rządu” w związku z jego niezdolnością do prowadzenia dialogu społecznego. Odwołanie rządu oznacza wiarę w to, że na dzisiejszej polskiej scenie politycznej istnieje alternatywa dla tej koalicji/rządu bardziej gwarantująca prowadzenie dialogu społecznego, realizację postulatów pracowniczych i bezpieczne rządzenie państwem. Biorąc pod uwagę to, że z większych ugrupowań mogących dziś zastąpić koalicję PO-PSL mamy na polskiej scenie politycznej PiS, Solidarną Polskę, SLD, Ruch Palikota – jak widziałby pan taką alternatywę? Z jakich sił złożoną?

To nas nie interesuje. My nie prowadzimy takich kalkulacji. O tym zdecydują wyborcy, a nie związki zawodowe. Jedno wiem na pewno. Jeśli dzisiejsza opozycja, która deklaruje, że wyrzuci do kosza ustawę 67 i nowelizację kodeksu, dojdzie do władzy i nie wywiąże się ze swoich deklaracji, to będziemy z nimi walczyć tak samo jak dzisiaj z rządem Tuska. Mam nadzieję, że to, co się dzieje, dzisiaj będzie dla nich nauczką. Naszą polityką są prawa pracownicze i społeczne.

A czy związek tej skali, co „Solidarność”, w kraju o tak specyficznej tradycji, gdzie związki zawodowe uczestniczyły w przemianach politycznych albo nawet formalnie współrządziły, jak w czasach AWS, może mieć własne instrumenty polityczne (jeśli tak, to jakie), czy też powinien zawsze trzymać się wyłącznie zasady oddziaływania – w formie negocjacji lub protestów – na partie polityczne, od których powinien zachowywać „równy dystans”?

Póki ja jestem przewodniczącym, polityka na Wiejskiej mnie nie interesuje. Związek jest niezależny i jeśli z kimś współpracuje lub kogoś popiera, to dla realizacji naszych postulatów, a nie partyjnych. Dla nas wystarczy, jeśli zmieniona zostanie konstytucja w zakresie referendów obywatelskich, tak aby wnioski obywatelskie musiały być poddane głosowaniu.

Zatem to referendum miałoby być politycznym instrumentem związku?

Dzisiaj to politycy i partie decydują. A takie narzędzie demokracji bezpośredniej pozwoli przeciwdziałać tym decyzjom polityków, które są dla społeczeństwa najbardziej szkodliwe, jak np. wydłużenie wieku emerytalnego. To co zrobiono z 2,5 miliona naszych podpisów – to skandal. Dlatego tworzymy własną nowelizację prawa o referendach. Niedługo ogłosimy jej główne tezy i poddamy publicznej debacie.


Piotr Duda, ur. 1962. Od roku 1980 pracownik Huty Gliwice, działacz NSZZ „Solidarność” i Ruchu Społecznego AWS. W 2002 roku wybrany przewodniczącym Regionu Śląsko-Dąbrowskiego „Solidarności”. W 2010 roku wygrał wybory na przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” pokonując Janusza Śniadka.

Źródło: Dziennik Opinii KP

Piotr Duda: rozmawiajmy, ale na innych zasadach

Lider ,,Solidarności" zapowiedział w czwartek, że będzie gotowy do rozmów w Komisji Trójstronnej. Ale nie w piątek i nie na dotychczasowych zasadach.
Czwartkowe oświadczenie przewodniczącego "Solidarności" może stanowić przełom w bojkotowaniu Komisji Trójstronnej. Przypomnijmy, od czerwca Komisja jest martwym tworem. Związkowcy wyszli ze spotkania z pracodawcami i premierem Donaldem Tuskiem. Powód? Wbrew ustaleniom z kwietnia nie zwołano w maju posiedzenia, na którym omawiane miały być zmiany w kodeksie pracy, tzw. elastyczny czas pracy.

A czerwcowe posiedzenie odbyło się już po głosowaniu w Sejmie. Związkowcy od czerwca bojkotują posiedzenia TK. Po protestach sprzed tygodnia także potwierdzili dalsze trwanie bojkotu. Stało się tak pomimo zaproszeń kierowanych pod ich kierunkiem przez rząd i pracodawców. Liderzy OPZZ, FZZ i ,,Solidarności" uzależnili dalsze rozmowy od wycofania przepisów o elastycznym czasie pracy i odwołania ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza.

Jednak prowadzenie bojkotu nie wszystkim organizacjom związkowym się podobało. Do kierownictwa OPZZ oficjalnie zwrócili się nauczyciele ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Chcą, aby reprezentacja związków powróciła do rozmów w KT . Na wystąpienie nauczycieli natychmiast zareagował... Piotr Duda, lider "Solidarności". Potwierdził bojkot piątkowego spotkania, ale jednocześnie zapowiedział powrót do prac w komisji. Tylko, że zreformowanej.

- Dziś nie wystarczy już żadna kreska: ani gruba, ani czarna! Zaufanie, które jest podstawą dialogu, to wynik doświadczeń, a te niestety są złe - napisał Duda w oświadczeniu. - Aby dialog społeczny wypełniał konstytucyjnie przypisaną mu rolę, musi zostać na nowo zdefiniowany.

Nie sprecyzował, jakie zmiany musiałyby zostać wprowadzone, ograniczył się do stwierdzenia, że rządzący muszą realnie rozmawiać, a nie tylko informować o planowanych zmianach, ignorując pozostałych uczestników dialogu społecznego.

Duda potwierdził, że postulaty związków pozostają w mocy, ale nie domagał się ponownie odwołania ministra pracy.

Jednocześnie wykonał gest w stronę przedsiębiorców pisząc... o ich problemach.

"Rażącym przejawem takiej polityki jest utrzymywanie w niezmienionym od lat kształcie prawa zamówień publicznych. Stosowanie jako podstawowego, kryterium najniższej ceny doprowadza do sytuacji niskiej opłacalności prowadzenia działalności gospodarczej, promuje w realizacji zamówień publicznych przedsiębiorców bazujących na pracownikach z "szarej strefy" lub zatrudnianych na tzw. umowach śmieciowych, którzy uchylają się od przestrzegania prawa pracy oraz norm jej bezpieczeństwa" - napisał Duda. Takich samych argumentów od lat używają przedsiębiorcy, skarżąc się na nieuczciwą konkurencję firm wbrew prawu zaniżających swoje koszty.

Duda przypomniał także, że tworzą coraz większe obszary biedy i wykluczenia. Z kolei brak stabilizacji i poczucia bezpieczeństwa, szczególnie ludzi młodych, przekłada się na niespotykaną dotąd zapaść demograficzną. "Nie wolno też zapominać o tak bulwersujących zjawiskach jak niedożywienie dzieci, rosnące rozwarstwienie społeczne, ubóstwo pracujących" - napisał lider "S". 

Źródło: Wyborcza.pl

Rozłam wśród związków? Celiński: "Dla Dudy to próba sił z rządem, dla ZNP - poważna sprawa"


- Związki nauczycielskie nie mogą dopuścić do sytuacji, w której władza zarzuci im brak gotowości do rozmów. Oni są w szczególnej sytuacji - tak Andrzej Celiński komentuje zamieszanie wokół Komisji Trójstronnej. ZNP zadeklarowało gotowość do rozmów z rządem.
Związkowcy z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych i NSZZ "Solidarność" deklarują gotowość do rozmów, ale domagają się zmiany formy i przewodniczącego Komisji Trójstronnej. Natomiast Związek Nauczycielstwa Polskiego, mimo członkostwa w OPZZ, zdecydował się na udział w obradach komisji i w liście do przewodniczącego Jana Guza domaga się ich powrotu do stołu rozmów.

Celiński uważa, że nie da się jednoznacznie ocenić ich decyzji o udziale w Komisji Trójstronnej. - Rozumiem, że są w szczególnej sytuacji, bo w oświacie są duże redukcje. One są uzasadnione ekonomicznie, ale nieuzasadnione, jeśli chodzi o jakość serwisów edukacyjnych. Rozumiem, że związki nauczycielskie nie mogą dopuścić do sytuacji, w której władza zarzuci im brak gotowości do rozmów. To jest poważniejsza sprawa. Tworzy się okazja, żeby w sposób zasadniczy podnieść jakość usług edukacyjnych, więc ZNP chce rozmawiać - mówił polityk.

"Duda ma silne karty"

- Tu nie chodzi o Kosiniak-Kamysza, którego zmiany domaga się Duda. To jest próba sił. Duda domaga się tego, bo nie chce rozmawiać - stwierdził w rozmowie z nami Celiński. Według niego gdyby Donald Tusk uległ tym naciskom, okazałby swoją słabość. Kosiniak-Kamysz jest odpowiedzialny w rządzie za rozmowy ze związkowcami w Komisji Trójstronnej. - Duda ma bardzo silne karty. Tusk nie rozliczył się ze swoich decyzji. Nie można w polityce gospodarczej zadłużać się na koszt przyszłych pokoleń, a Tusk zbyt często to robi - mówił Celiński.

"Guz wykorzystał swój moment"

Były minister mówił też o konkurencji między Janem Guzem i Piotrem Dudą, o której mówi się, że może podzielić związkowców. - Guz wykorzystał swój moment, ale to nie zmienia w radykalny sposób jego pozycji. To jest dobry organizator, ma w swojej centrali dobrze zorganizowane związki. Ważne jest to, że pokazał swoją decyzję o uczestnictwie w działaniach strajkowych - podkreślał. Celiński. Uważa on jednak, że warto odnotować sam fakt dopuszczenia Guza do głosu. - Guz w rzeczywistości przed 1980 rokiem był drobnym działaczem związkowym. Nie miał wysokiej pozycji politycznej. Przełamuje się więc ten anachroniczny podział na korzenie tkwiące w PRL-u - zauważył.

Źródło: TOK FM

sobota, 14 września 2013

"Związkowcy odnieśli sukces - zmobilizowali naprawdę wielu ludzi" [KOMENTARZE]


- Związkowcy odnieśli sukces, ponieważ zmobilizowali tak dużą liczbę demonstrantów, do tej pory to się nie zdarzało" - ocenił prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. - To pierwsze tego typu wydarzenie na polskiej scenie politycznej - ocenił.
Szacunki co do liczby demonstrujących są różne. Jak podał stołeczny ratusz, w manifestacjach wWarszawie mogło wziąć udział nawet 100 tys. ludzi. Szacunki organizatorów to prawie 200 tys. osób. Z kolei służby porządkowe podają nieoficjalnie, że demonstrowało ok. 70 tys. osób.

Jak przebiegała demonstracja? [NA ŻYWO]
"Demonstracje miały duże poparcie społeczne"

- Były różne grupy społeczne, reprezentowane różne kategorie, z różnych szczebli hierarchii społecznych, co świadczy o dość dużym poparciu społecznym dla tych demonstracji - mówił prof. Domański. - W zachowaniach manifestantów było widać świadomość tego, że rząd musi się liczyć z oporem społecznym i to jest dobry element demokracji - dodał.

Jak podkreślił, "to będzie dobrze działało na funkcjonowanie naszej sceny politycznej". Jednocześnie zastrzegł, że "żądania związkowe są nieracjonalne". - Mam nadzieję, że rząd nie ustąpi - dodał.

Protesty były dobrze zorganizowane, spokojne

Ponadto według prof. Domańskiego pozytywnie należy ocenić także to, że "manifestacja miała bardzo dobry, cywilizowany przebieg, co świadczy o instytucjonalizacji tego typu konfliktów". Zgodził się z tym politolog prof. Andrzej Smolar.

- Związkowcy potrafili zorganizować demonstrację, która jest wydarzeniem. To, co obserwowałem, było spokojne i godne. Były co prawda śpiewy i skandowanie haseł, ale jest to z zasady część kultury demonstracji. W porównaniu do zachodnich demonstracji, które obserwowałem, sobotnie manifestacje w Warszawie były jednak dość monotonne - powiedział Smolar.

Jak dodał, dzisiejsze protesty są "otwarciem sezonu" trudnych dla rządu zdarzeń.

Duda pokazał niezależność

Powodzenie demonstracji związkowej może prowadzić jednak do antagonizowania części związkowców - uważa politolog. Prof. Smolar podkreślił, że przy okazji akcji protestacyjnej niezależność zademonstrował bowiem szef NSZZ "Solidarność" Piotr Duda, który - jak mówił politolog - był "oskarżany ostatnio o to, że za bardzo utożsamił się z PiS".

- On w ten sposób pokazał swoją niezależność, że jest w stanie rozmawiać z każdym - i z każdym przeciwko władzy demonstrować, w tym wypadku również z OPZZ i z ludźmi z SLD - zaznaczył Smolar. 

Źródło: TOK FM