Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do Rzeczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Do Rzeczy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 października 2014

Sekta gender, głupcze! Jak dziennikarka „Do Rzeczy” przeniknęła do „sekty polskich feministek”

Anna J. Dudek
20.10.2014
Reporterka "Do Rzeczy" rozwala system od środka.
Reporterka „Do Rzeczy” rozwala system od środka. • dorzeczy.pl
Jestem wstrząśnięta. Reporterka „Do Rzeczy” tajnym, sobie tylko znanym sposobem przeniknęła do środowiska polskich feministek. Jak wiadomo, jest to jedna z tych pilnie strzeżonych twierdz, do których dostęp mają tylko nieliczni. Ale udało się po niebezpiecznej misji zapisywania się na studia w dziekanacie. Przeprowadziła półroczne śledztwo (sic!) na studiach genderowych, a jego wstrząsające wyniki o inwigilacji „Sekty Gender” (tytuł z okładki) opisuje na sześciu stronach. Co odkryła?
Ano że feministki wcale nie są brzydkie, stare i nieszczęśliwe. Niektóre, o zgrozo, nawet mają dzieci! Mało tego, czasem do tych dzieci dzwonią! Teraz ich sabat będzie musiał je wykluczyć za niesubordynację, być może odbędzie się też specjalny sąd kapturowy, w którym zasiądą prof. Małgorzta Fuszara i prof. Magdalena Środa. Że na studiach genderowych są też panowie, że w polskim środowisku feministycznym dużo mówi się o macierzyństwie, że „gender to dziedzina obciążona wieloma stereotypami nie tylko związanymi z rolą kobiet i mężczyzn w sferze seksualnej, ale także dotyczącymi orientacji seksualnej, wpływu kultury na nasze zachowania”. Co tam Woodward, co tam Bernstein! Co tam Wallraff! Niewińska, głupcze!
Gender na wysokich obcasachJestem też rozczarowana. Miałam nadzieję, że ktoś w końcu obnaży tego genderowego szatana, a tu nawet nie ma porządnie domalowanej gęby. Ot, wytarte argumenty bez większego polotu. Orgii – nie było, palenia barchanów – nie było, instrukcji, jak demoralizować młodych – nie było. Mamy za to takie obserwacje:
AGNIESZKA NIEWIŃSKA, „PRAWDZIWA TWARZ GENDER”
Kto uważa, że zwolenniczki i propagatorki gender to smutne panie ubrane w zgrzebne wory bez makijażu, dobrej fryzury i najmniejszych oznak atrakcyjności, jest w błędzie. Studentki to przeważnie ładne, młode dziewczyny. Nie stronią od kobiecych dodatków i drobiazgowo dobranych elementów garderoby. Noszą spódnice, korale, kolczyki, szale, buty na obcasach. Żadne sfrustrowane singielki, często żony, czasem nawet matki, które w przerwie między zajęciami dzwonią do domu, by porozmawiać z dzieckiem.
Szok!
„Warto też w sobotę przed przyjściem na zajęcia zajrzeć do kiosku i zaopatrzyć się w nowy numer ‚Wysokich Obcasów’” – pisze autorka o tym, co jest w dobrym tonie wśród studentów gender. Niegłupie.
AGNIESZKA NIEWIŃSKA, „PRAWDZIWA TWARZ GENDER”
W programie semestru są prawo i ekonomia w genderowym ujęciu, a także zajęcia o nieco bardziej rozbudowanych nazwach: Performatyka wizualności w perspektywie gender, Psychoanaliza po Freudzie, Polityka płci: teoria i praktyka ‚gender’ w naukach społecznych, prawie międzynarodowym i praktyce życia, Polityka równości w Polsce – możliwości i ograniczenia.
I znowu – trzęsienie ziemi, że w kraju, w którym kobiety wciąż zarabiają o 17 proc. mniej niż mężczyźni, ktoś się chce tych wymysłów uczyć i zrozumieć mechanizmy, które do tych nierówności doprowadziły.
Feministki o macierzyństwie. Niepojęte.Dowiadujemy się też, że „podczas wielu genderowych imprez eksploatowany jest temat seksu i seksualności”. To jest odkrycie na miarę Pulitzera.
„Gender studies na macierzyństwo patrzą dość podejrzliwie” – czytamy. Otóż nic bardziej mylnego. Dla polskiego feminizmu kwestia macierzyństwa, zwłaszcza w ostatnich latach, jest bardzo istotna, co nie znaczy, że wszystkie polskie feministki mają do niej jednakowe podejście. Bo, niespodzianka, w feminizmie jest kilka nurtów, o czym szpieg „Do Rzeczy” najwyraźniej nie wie. Wyrabianie sobie na ten temat zdania i próby ferowania wyroków ostatecznych po kilku wykładach są w najlepszym razie zabawne.
Zdjęcie użytkownika DoRzeczy.
DoRzeczy dodał(a) nowe zdjęcie.
Strona internetowa · 8 825 osób lubi to
A Aleksandra Magryta z Feminioteki, która była koleżanką red. Niwińskiej na roku na owych studiach, mówi tak: – Agnieszka Niewińska faktycznie była studentką na Gender Studies w poprzednim roku akademickim, ale była osobą zupełnie nieaktywną – typ „szarej myszki”. Jej reportaż jest tak naprawdę nudnawym tekstem. A szkoda, bo liczyłam, że Niewińska choć trochę odważy się na analityczne smaczki. A tu nic. Jest to suchy reportaż, chwilami trochę żenujący ze względu na nieetyczne zachowanie autorki. Artykuł trochę mnie zniesmaczył, bo autorka cytuje wypowiedzi moje i innych ludzi z roku bez zgody.
Właściwie reportażyk powinien wszystkich tych, którzy gender się tak boją, uspokoić. Bo okazuje się, że nie ma się czego bać. W tekście autorka sporo pisze o zajęciach „Oblicza polskiego backlashu”. Backlash to nic innego, jak odrzut związany z oddaniem strzału z broni. Tutaj mamy do czynienia raczej z rykoszetem.

Spada sprzedaż prawicowych tygodników. Najwięcej straciło „Do Rzeczy”

Anna Siek, 20.10.2014
Okładki tygodników - sierpień 2014 rokOkładki tygodników – sierpień 2014 rok (Źródło: Gazeta.pl)
Wakacje skończyły się spadkami sprzedaży tygodników opinii. Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, jedynymi, którzy zanotowali wzrost sprzedaży, były „Gość Niedzielny” i „Tygodnik Powszechny”. Największy spadek sprzedaży zanotował tygodnik „Do Rzeczy” – blisko 27 proc.
Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl. w sierpniu większość tygodników opinii zanotowała spadki sprzedaży. Najwięcej straciły „Do Rzeczy”, „Gazeta Polska” i „W Sieci”. Sprzedaż „Do Rzeczy” spadła o 26,59 proc., a tygodnika „w Sieci” o prawie 21 proc.Nie jest wykluczone, że bardzo duży wpływ na spadki sprzedaży miała podwyżka, bo obie gazety kosztują więcej niż w 2013 roku.

Niezmiennie liderem sprzedaży tygodników jest „Gość Niedzielny”. W sierpniu średnia sprzedaż wyniosła 136 003 egzemplarze. I było to o 1,83 proc. więcej niż przed rokiem. Drugim tygodnikiem, który w sierpniu zanotował wzrost sprzedaży – o 5,36 proc. – był „Tygodnik Powszechny”. Ale mimo to zajmuje ostatnie – dziewiąte – miejsce w zestawieniu tygodników opinii.
Dane dotyczące sprzedaży tygodników opinii przygotował Związek Kontroli Dystrybucji Prasy.

poniedziałek, 6 października 2014

Ziemkiewicz jako kaszalot patriotyzmu tudzież psiapsiółek profesor Pawłowicz


Rafał Ziemkiewicz uczciwie zapracował na przydomek Kaszalot. Autor sążnistych wypocin może się nie zgodzić, że to przydomek, a ksywka. Niech mu będzie ten szemrany synonim.

Kaszalot Ziemkiewicz to marny kaszalot publicystyczny, szemrany publicysta, jeszcze gorszy pisarz nurtu patrityzmu kaszalotów, jak "Myśli nowoczesnego kaszalota". Ale na prawicowym bezrybiu kaszalot też ryba, choć pisanie do rzeczy idzie mu z trudem.

Psiapsiółek Pawła Lisieckiego, wcześniej psiapsiółek Korwin-Mikkego wyznaje takie wartości macho, że tylko od rzeczy można je nazwać, iż mają cokolwiek wspólnego z rozumem.

Jakie wyniósł Kaszalot Ziemkiewicz kompleksy freudowskie z łoża swego, można tylko się domyślać po wpisach na Twitterze, tudzież gdyby ktoś chciał zabawić się w pielęgniarza i przeczytać jakąś pozycję z cyklu "myśli nowoczesnego kaszalota". Bo siostra Ratched wysłałaby go z mety na elektrowstrząsy.

I tak psiapsiółek Korwin-Mikkego i Lisickiego doliczył się w rządzie Ewy Kopacz za dużo kobiet, jakoby przyjaciółek Donalda Tuska. A to ci don Juan ten były premier. Pewnie Kaszalotowi tak wyszło z porównania z psiapsiółkową partią PiS, gdzie dla Jarosława Kaczyńskiego nie jest równoważna profesor Krystyna Pawłowicz.

Słabość publicystyki prawicowej polega na tym, że ma tylko takich kaszalotów jak Ziemkiewicz, który zwykle pisze od rzeczy do tygodnika nazywającego się na wyrost "Do Rzeczy".

Ta publicystyka i lietratura uprawiana przez Ziemkiewicza to po prostu szajs, a nie jak delikatnie Dominika Wielowieyska nazwała: "Nie spodziewałam się po Ziemkiewiczu tak głupiego tekstu".

Czy autor tego głupiego tekstu ma na koncie mądrzejsze? Bo na pewno nie należą do mądrzejszych "Myśli nowoczesnego kaszalota".

Ziemkiewicz z patriotyzmu zrobił kaszalocizm, ale cóż - na bezrybiu patriotyzmu kaszalot też patriota.

Więcej >>>

Wielowieyska: Nie spodziewałam się po Ziemkiewiczu tak głupiego tekstu

Anna Siek
"Na pewno mamy w polityce za dużo kobiet "parytetowych", "psiapsiółek", niekompetentnych, często wręcz głupich, zawdzięczających kariery idiotycznej manii promowania kobiet za wszelką cenę" - ocenił Rafał Ziemkiewicz w "Do Rzeczy". - Nie spodziewałam się po Ziemkiewiczu tak głupiego tekstu - mówiła w TOK FM Dominika Wielowieyska.

Dominika Wielowieyska nie zostawia suchej nitki na artykule Rafała Ziemkiewicza dotyczącym kobiet w rządach Platformy Obywatelskiej. "Wspinając się do Brukseli, pozostawił więc Tusk po partii i urzędach państwowych gromadę oddanych sobie kobiet, których jedynym tytułem do obecności w polityce jest bycie kobietą. Teraz Tusk odchodzi, a "psiapsiółki" zostają. Niestety, na nasza szkodę" - napisał publicysta w najnowszym numerze "Do Rzeczy".

"Na pewno mamy w polityce za dużo kobiet "parytetowych", Tuskowych, "psiapsiółek", niekompetentnych, często wręcz głupich, bezwolnych, zawdzięczających kariery idiotycznej manii promowania kobiet za wszelką cenę i szermowania przez rządowy agitprop oskarżeniami o seksizm wobec każdego, kto odważy się dostrzec oczywisty fakt, że pani kobieta poza byciem kobietą nie ma żadnego tytułu do sprawowania funkcji" - ocenił Ziemkiewicz.
Jak podkreślił, "wprowadzenie do głównego nurtu polszczyzny niszowego określenia - psiapsiółki - paplających przy kawce niezbyt mądrych pań, będzie chyba jedyną godną uwagi spuścizną po Ewie Kopacz".

- Ten tekst jest tak głupi... Nie spodziewałam się po Rafale Ziemkiewiczu tak głupiego tekstu - oceniła publicystka "Gazety Wyborczej" w "Poranku Radia TOK FM".

Kompetentne tylko panie z prawicy

Jedynymi paniami aktywnymi w polityce chwalonymi w artykule publicysty "Do Rzeczy" są kobiety związane z prawicą. To m.in. była minister finansów - Zyta Gilowska, była prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej - Anna Streżyńska i była szefowa Urzędu Antymonopolowego - Anna Fornalczyk.

- Bardzo szanuję tę panie, ale dziś Zyta Gilowska żyje głównie z nienawiści do Donalda Tuska. Mówienie, że kobiety w obecnym rządzie są nic niewarte, pokazuje, iż Ziemkiewicz nie odrobił lekcji. Nie pamięta, że Ewa Kopacz była odpowiedzialna za dwa bardzo ważne projekty. A inne z pań w rządzie mają na koncie poważne dokonania - stwierdziła Dominika Wielowieyska. 
Zobacz także





Tok FM

niedziela, 20 października 2013

Do Rzeczy nr 39.: jak hartuje się Sojusz


Wśród zwycięzców referendalnego starcia w Warszawie wymienia się różne partie, ale najrzadziej Sojusz Lewicy Demokratycznej. A przecież to wyborcy SLD zostając w domu, zadecydowali o tym, że referendum okazało się nieważne. W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” – jak hartuje się sojusz PO z SLD.
Ponadto w „Do Rzeczy”: prokuratura w Kompanii Węglowej, czyli nowe otwarcie w spółkach Skarbu Państwa, eksperci Macierewicza kontra zespół Laska, czyli kto bada katastrofę smoleńską, dlaczego NIK bada fotoradary i jak wyglądało życie erotyczne księcia Józefa Poniatowskiego.
1. Kiedy pojawiają się sugestie, że ktoś może odejść z Platformy, pojawia się również problem: To jak zbudujecie większość? I wtedy naturalne staje się pytanie o SLD, bo Palikot ustawił się jakby poza granicą racjonalnej polityki, na marginesie. Jeszcze w czerwcu Donald Tusk prognozował w wywiadzie, że do 2015 r. PO i PSL będą wciąż dysponować niedużą większością i „nie będzie potrzebny żaden polityczny manewr”, ale dodał, że w 2015 r. „może być różnie”. Jak na zimnego gracza polityki Tusk był w stosunku do Leszka Millera nad wyraz kurtuazyjny. Nic dziwnego – spadające od wielu miesięcy sondaże Platformy musiały uświadomić Tuskowi, że trzeba poszukać mocniejszego koalicjanta niż PSL. Trwająca od 2007 r. koalicja z ludowcami dawno się już Tuskowi przejadła, a na dodatek PSL balansuje na granicy progu wyborczego. Co innego SLD, który utrzymuje swoje solidne 8–10 proc., a czasami nawet 15 proc. i w rachubach Leszka Millera ma jeszcze przejąć elektorat Janusza Palikota. Jedna, jak to w narzeczeństwie bywa – Donald Tusk zażądał jeszcze przed ślubem dowodu miłości. Idealną okazją do sprawdzenia stałości uczuć okazało się referendum warszawskie – pisze w „Do Rzeczy” Piotr Semka.
2. A Rafał A. Ziemkiewicz ocenia, że gra lidera SLD jest ryzykowna. Nawet jeśli długofalowo daje szansę na sukces, to na razie ustawia postkomunistów w roli przystawki. Od miesięcy plotkowano w politycznym światku, że Leszek Miller zostanie w końcu wicepremierem przy Tusku. Na razie jednak można odnieść wrażenie, że został tylko jego rzecznikiem. Od kilku tygodni pojawia się w mediach wyłącznie po to, by bronić polityki rządu, wobec którego teoretycznie jest w opozycji. I chociaż Miller ma opinię twardego gracza, Donald Tusk pokazał wielokrotnie, że potrafi być bezwzględny i brutalny. Grając z nim, łatwo stracić cnotę, a rubla nie zarobić. Co więcej, jeśli Miller ocenił sytuację błędnie (…), to SLD przytraczany właśnie do Platformy pójdzie na dno razem z nią – komentuje Ziemkiewicz.
3. Na łamach „Do Rzeczy” również o nowym otwarciu w historii polskich spółek Skarbu Państwa. Wszystko, co dotychczas pisaliśmy o prezesach nieponoszących żadnej odpowiedzialności, właśnie trafił szlag. Teraz odpowiedzialni będą za błędy osób, które wydają im polecenia – pisze w „Do Rzeczy” Tomasz Wróblewski. Do tej pory prezesi spółek skarbu byli klasą sami w sobie. Potężni dzięki spółkom, którymi kierowali, ale słabi w tym, co robili. Wpływowi politycznie, ale z umiarkowanym wpływem na spółki, którymi – trochę z przypadku – zarządzali. Przychodzili i odchodzili razem z rządami, a czasem nawet z ministrami, którzy ich tam skierowali. Tak przynajmniej było do tej jesieni. Teraz coś w tym idyllicznym świecie tąpnęło. Prokuratura podjęła czynności sprawdzające wobec zarządu Kompanii Węglowej. Podejrzenie: firma działała na szkodę spółki. A konkretnie zawarła umowę z inną spółką kontrolowaną przez państwo na dostawy węgla. Niekoniecznie korzystną dla spółki. Wartość kontraktu to 22 mld zł. Prokuratura nie postawiła jeszcze nikomu zarzutów, ale rzecz już powinna skłaniać prezesów innych spółek do głębszych refleksji – zauważa w „Do Rzeczy” Wróblewski.
4. Z kolei Bronisław Wildstein sprawdza kompetencje ekspertów badających przyczyny katastrofy smoleńskiej. Zespół ekspertów Antoniego Macierewicza grupuje uznanych fachowców. To zaś, że członkowie prorządowej ekipy Macieja Laska mogą funkcjonować jako „zespół naukowy”, zawdzięczają tylko wsparciu mediów głównego nurtu, które w sprawie smoleńskiej odrzuciły już jakiekolwiek pozory – zauważa. I podkreśla kompetencje członków zespołu Macierewicza, w którym znaleźli się profesor Wiesław Binienda, dziekan Wydziału Inżynierii Cywilnej na Uniwersytecie Akron, specjalista od wytrzymałości materiałów kompozytowych, profesor Jacek Rońda zajmujący się termodynamiką wybuchów, dr Wacław Berczyński, konstruktor kadłubów i skrzydeł samolotów, czy dr Grzegorz Szuladziński, pracownik kilku uczelni wyższych Azji i Pacyfiku, specjalista od wybuchów. Ich prace nadzoruje i koordynuje dr inż. Bogdan Gajewski, który pracuje w kanadyjskiej agencji certyfikacji lotnictwa i badał wiele katastrof dużych samolotów pasażerskich. Jakie są kompetencje członków zespołu dr. Macieja Laska powołanego przez premiera – o tym na łamach najnowszego wydania „Do Rzeczy”.
5. Na łamach tygodnika również rozmowa z Krzysztofem Kwiatkowskim. Absolutnie nie brakuje mi emocji politycznych rozumianych często w Polsce jako walka z przeciwnikami. Taki sposób uprawiania polityki był mi zawsze daleki. W NIK jest potencjał, żeby zrobić dużo dobrego dla państwa – mówi były minister sprawiedliwości. I podkreśla, że dla niego instytucje państwowe nie mieszczą się w kategorii partyjnych łupów. Każdy szef NIK jest wybierany przez Sejm przez jakąś większość parlamentarną. Proponuję, by każdego – także mnie – oceniać po tym, co zrobił w Izbie, a nie po tym, kto go rekomendował na stanowisko. (…) Kieruję instytucją, której znakiem szczególnym ma być bezstronność – dodaje w rozmowie z „Do Rzeczy” Kwiatkowski. Wyjaśnia też m.in., dlaczego Izba zajęła się badaniem lokalizacji radarów. Rozmowa z byłym ministrem sprawiedliwości, szefem Najwyższej Izby Kontroli – w nowym „Do Rzeczy”.
6. W „Do Rzeczy” także ekskluzywna rozmowa z byłym tajnym agentem, Raymondem „Redem” Reddingtonem. To jeden z najbardziej poszukiwanych przestępców w USA, który niespodziewanie oddaje się w ręce FBI. Oferuje swą pomoc w schwytaniu groźnego terrorysty, ma jednak jeden warunek: zrobi to tylko wtedy, jeżeli do pomocy otrzyma młodą profilerkę Elizabeth „Liz” Keen (Megan Boone). Tak rozpoczyna się jedna z najciekawszych serii telewizyjnych tej jesieni – „Czarna lista” Jona Bokenkampa. Na łamach „Do Rzeczy” rozmowa z Jamesem Spaderem, odtwórcą głównej roli. A w niej m.in. o tym co wspólnego ma jego bohater z Hannibalem Lecterem z „Milczenia owiec” i dlaczego jednak się od niego różni.

7. „Do Rzeczy” przypomina także o 200. rocznicy bohaterskiej śmierci wodza, który dzisiaj siedzi spiżowo przed Pałacem Prezydenckim, czyli księcia Józefa Poniatowskiego. Był on niewątpliwie wzorem wszelakich cnót żołnierskich, wszelakich cnót patriotycznych i wszelakich cnót męskich. Te pierwsze mogliby zaświadczyć świadkowie licznych bitew ery napoleońskiej, te drugie — świadkowie jego służby państwowej (był ministrem i nieskazitelnym „sumieniem narodu” ), a te trzecie — grono najpiękniejszych pań (Polek oraz cudzoziemek) późnego Rokoka, Neoklasycyzmu, Preromantyzmu i Empire’u – pisze Waldemar Łysiak. I dodaje, że owszem, biografowie księcia napomykali o różnych damach, które zaszczycił swym junactwem, lecz nie rozpisywali się o tym. On postanowił się rozpisać, a efektem tego rozpisania jest książka pt.: „Życie erotyczne księcia Józefa”. O tym, co w książce – w najnowszym „Do Rzeczy” pisze sam autor.
Źródło: Do Rzeczy.pl

poniedziałek, 29 lipca 2013

Do Rzeczy - 27

nr 27.: minister samo zło

Dzięki komu PiS zdobędzie władzę? Takie pytanie słychać w PO. I coraz częściej pada odpowiedź: dzięki Jackowi Rostowskiemu. W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” – „Minister samo zło”, czyli o tym, jak Jacek Rostowski wyspecjalizował się w wyciąganiu pieniędzy z kieszeni podatników.
Ponadto w najnowszym „Do Rzeczy”: czy premier obetnie finansowanie partii, polska polityka plemienna w pojedynku Terlikowskiego z Michałem Kamińskim, „Profesor Palikota” – Ziemkiewicz o Hartmanie, „Papież bez piedestału” oraz „Portrety komediantek”. Nowe wydanie „Do Rzeczy” jest dostępne również z książka „Objawienia maryjne w Polsce”.
1. Minister finansów Jacek Rostowski miał być gwarantem liberalnego kursu rządu i uzdrowicielem finansów publicznych. Po sześciu latach rządów PO stał się specjalistą od wyciągania pieniędzy z kieszeni podatników. Podatki od kilku lat rosną, a ponieważ rząd unika systemowych reform, sytuacja budżetu i tak się pogarsza. Finanse publiczne są w tak złym stanie, że ministerstwo ratunku szuka w zaostrzonych kontrolach skarbówki w przedsiębiorstwach. Projekt zmian w ordynacji podatkowej przewiduje m.in., że urzędnicy dostaną dodatkowe uprawnienia do blokowania na trzy miesiące rachunków bankowych i niezapowiedzianych kontroli podatkowych w firmach. Dla większości firm trzymiesięczna blokada rachunków bankowych będzie oznaczać bankructwo – mówi „Do Rzeczy” dr Grzegorz Szczodrowski, ekonomista z Instytutu Sobieskiego. W rankingu Banku Światowego Polska pod względem przejrzystości zajmuje 114. miejsce na 183 państwa. I niestety, nie zanosi się na to, by ten stan rzeczy miał się w najbliższym czasie poprawić. Jak wyglądają polskie finanse publiczne pod rządami ministra finansów w „Do Rzeczy” pisze Adam Tycner.
Dezynwoltury ministra finansów mają dosyć nawet niektórzy posłowie PO. Uważają, że jego polityka – szczególnie podatkowa – prowadzi ich partię do katastrofy. Na razie się nie buntują, bo czekają z nadzieją na jesień. Ich marzeniem jest to, aby zapowiedziana rekonstrukcja rządu oznaczała przede wszystkim odwołanie Rostowskiego. Czy Donald Tusk odwoła ze stanowiska człowieka, który stał się jego prawą ręką?
Sam minister stanem polskich finansów specjalnie nie musi się przejmować. Ma pięć mieszkań, dwa domy w Wielkiej Brytanii i jeden we Francji. Wartość jednego z nich wycenił na 3 mln funtów, pozostałe mogą kosztować po kilkaset tysięcy. Jedno z mieszkań ma powierzchnię prawie 100 mkw. i wycenione zostało na 1 mln zł, inne na 700 tys. funtów. Ma także wysoką brytyjską emeryturę wypłacaną przez komercyjny fundusz emerytalny. Oprócz pensji ministerialnej zarobił w zeszłym roku z innych źródeł 45 tys. funtów. Co w polskim rządzie robi bogaty brytyjski emeryt – w „Do Rzeczy” pisze Piotr Gursztyn.
2. W „Do Rzeczy” także temat finansów… partyjnych. Początkowo mało kto wierzył, że premier Donald Tusk na serio mówił, że obetnie partiom finansowanie z budżetu. Tymczasem gotowy projekt ustawy na początku lipca znalazł się w Sejmie. Ten ma się nim zająć tuż po wakacjach. I politycy od lewa do prawa są niemal pewni, że premier zrobi wszystko, aby ten projekt przegłosować. Sama Platforma straci na tym najmniej. Mając na koncie ponad 60 mln zł oszczędności, znajduje się w uprzywilejowanej sytuacji. Dla porównania PiS ma odłożone 10 mln, a SLD – około 3 mln. Tymczasem w najbliższym czasie szykują się kolejne kampanie wyborcze, które będą wymagały nakładów finansowych… Czy premier sięgnie po broń ostateczną?
3. – Mnie nie bawi samo tkwienie w polityce dla zdobycia mandatu i płynących z niego apanaży. Żeby czuć się dobrze, muszę uprawiać politykę, w którą wierzę. A dzisiaj w żadnej z istniejących partii politycznych nie mógłbym tego robić – mówi Tomaszowi Terlikowskiemu Michał Kamiński. To kolejny pojedynek publicysty „Do Rzeczy”. Tym razem jego „sparing partnerem” jest były spin doktor Prawa i Sprawiedliwości, Michał Kamiński. W rozmowie dodaje, że z ostrej krytyki PiS nie musi wynikać chęć przystąpienia do PO. – Już samo takie formułowanie pytania ilustruje niedobrą dla polskiej polityki i dla Polski w ogóle sytuację z plemiennym podziałem, w którym każdy musi grać swoją rolę i nie ma miejsca na jakiekolwiek odstępstwa od reguły – mówi. I podkreśla, że PiS popełnił kolosalny błąd, wycofując się z taktyki i strategii niepodnoszenia sprawy smoleńskiej na sztandary. A przecież dzisiaj politycy PiS sami nieoficjalnie przyznają, że sprawa Smoleńska omawiana przez Macierewicza szkodzi ich partii, a ja to mówiłem już kilka lat temu – mówi Kamiński.
4. Na łamach „Do Rzeczy” również… prof. Jan Hartman. Jest żywym dowodem na to, że można być jednocześnie ateistą i fanatykiem religijnym oraz profesorem nauk humanistycznych i prymitywnym agitatorem. Pierwotnie profesor zaistniał w mediach jako wyrazisty reprezentant lewicowego punktu widzenia w sprawach bioetycznych. Zasłynął między innymi żarliwą obroną prawa do eutanazji, nazywając w programie telewizyjnym chorych podtrzymywanych w stanie śpiączki „żywymi grobami”. Dzisiaj Jan Hartman jest koordynatorem małopolskich struktur Europy Plus i murowanym kandydatem na krakowską „jedynkę” w wyborach do Parlamentu Europejskiego. O profesorze od Palikota pisze w „Do Rzeczy” Rafał A. Ziemkiewicz.
5. „Do Rzeczy” pisze też o papieżu Franciszku. Po Światowych Dniach Młodzieży nie da się ni zauważyć, że kiedy papież mówi o Chrystusie jako o jedynej drodze zbawienia czy o ochronie życia nienarodzonych, dziennikarze nie mają odwagi go krytykować. Franciszek jest uwielbiany przez miliony katolików i przez media na całym świecie, bo jest bardziej „ludzki” od na pozór chłodnego oraz staroświeckiego poprzednika. Dziennikarze porównują go niekiedy do Jana Pawła II. Franciszek przemawia prostszym językiem niż Benedykt XVI, nie wdaje się w rozwlekłe rozważania teologiczne, operuje skrótem, metaforą, nie stroni od anegdot. Gdy amerykański „Time” umieścił niedawno na okładce jego zdjęcie, okrasił je znamiennym tytułem: „The People’s Pope” („Papież ludu”). Czy to efekt „zaczarowania” mediów przez Franciszka? A może mamy po prostu do czynienia z jakimś skomplikowanym, boskim planem, którego do końca nie rozumiemy – pyta w „Do Rzeczy” Marek Magierowski.
6. W „Do Rzeczy” także obszerne fragmenty drugiego tomu historii dawnego malarstwa polskiego napisanej przez Waldemara Łysiaka. Czas i kobieta to dwaj naj zawziętsi przeciwnicy. On niszczy jej skarb (urodę, młodość), ona chciałaby go unicestwić — zatrzymać mijanie czasu. Portret uwieczniający hożość dawał kobiecie namiastkę zwycięstwa. I to właśnie o portretach kobiet zatrzymanych pędzlem malarzy pisze Łysiak. „Wybór (spośród kilkudziesięciu znakomitych) ledwie trzech żeńskich polskich konterfektów do szerszego omówienia to horror. Trzeba było sięgnąć po jakiś wytrych. Sięgnąłem. Zaprezentuję jedynie portrety aktorek — aktorek rodzimych, tych bardzo znanych, sławnych, gwiazd” – pisze Łysiak i prezentuje malarskie podobizny Heleny Modrzejewskiej, Poli Negri i Jadwigi Smosarskiej. „Portrety komediantek” – w najnowszym „Do Rzeczy”.
7. A w dodatku „Lato Do Rzeczy” – Moskwa widziana z literackiej perspektywy. Z książką „Moskwa – Pietuszki” Wieniedikta Jerofiejewa Moskwę zwiedza Krzysztof Masłoń.
Nowy numer „Do Rzeczy” w kioskach już w poniedziałek, 29 lipca. Do części nakładu dołączona jest książka „Objawienia maryjne w Polsce”. Wydanie z książką będzie w sprzedaży do 18 sierpnia.
Źródło: dorzeczy.pl

wtorek, 16 lipca 2013

Trybunał dla rządu Tuska


W Polsce mamy szereg spraw, w których umoczone są osoby z obozu władzy i które kwalifikują się do rzetelnego procesu sądowego. W sprawach gospodarczych jest tego mnóstwo, ale wystarczy to, co wiemy o kłamstwach, nadużyciach i zaniechaniach dotyczących śledztwa smoleńskiego. Tolerancja Polaków dla bylejakości i tandety, jakie nam serwuje władza, jest niestety zbyt duża – twierdzi Jan Pospieszalski. W najnowszym „Do Rzeczy” – wywiad z publicystą.
Ponadto w nowym „Do Rzeczy”: euforia w Prawie i Sprawiedliwości, pięć minut sławy proboszcza z Jasienicy, naród czy elektorat – rozmowa Terlikowskiego z Robertem Winnickim z Ruchu Narodowego oraz pierwszy rekord igrzysk olimpijskich w Soczi. W dodatku „Lato Do Rzeczy” – Kamieniec Podolski.
1. – Tusk zachowuje się jak syndyk masy upadłościowej. Podobnie jest w przemyśle. Bydgoski Zachem z rewelacyjną technologią – sprzedany! Azoty zagrożone. (…) A co z ochroną polskiej własności rolnej na ziemiach zachodnich? Brzmi to strasznie, ale powtarzam: ten rząd to syndyk masy upadłościowej. Wiele spraw przebiega według scenariusza ordynarnego przekrętu – mówi w rozmowie z „Do Rzeczy” Jan Pospieszalski.
Przypomina, że w czasie kampanii wyborczej premier obiecywał tanie państwo. Ale to, co ludzie widzą na co dzień, to demontaż instytucji dobra publicznego: likwidacja połączeń kolejowych, urzędów pocztowych, zamykanie często dobrze funkcjonujących szkół, niedługo pewnie upadłość i sprzedaż LOT, nieodpowiedzialna krytyka abonamentu, która pośrednio wpędziła w kłopoty TVP, likwidacja posterunków policji. – Ludzie są tym zmęczeni. Znieczuleni. Nie nadążają z rejestrowaniem wszystkich afer Tuska. To spływa jak woda w tunelu H.G.-W. – zauważa publicysta. Rozmowa z Janem Pospieszalskim w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.
2. Na łamach „Do Rzeczy” także o euforii w Prawie i Sprawiedliwości. W przededniu lokalnych wyborów w Elblągu Jarosław Kaczyński, w ramach objazdu po Polsce, gościł w 12-tysięcznym Węgrowie na Mazowszu. Upał, brak klimatyzacji, sobotnie popołudnie, a mimo to kilkaset osób kłębiło się w oczekiwaniu na prezesa PiS. Dzień wcześniej TVN opublikował sondaż, w którym PiS osiągnął najlepszy od 2010 r. wynik (35 proc. poparcia, o 9 pkt proc. więcej niż Platforma). Rzeczywiście, PiS ma powody do satysfakcji. Wygrana w Elblągu, gdzie od 2001 r. wybory wygrywały SLD albo PO, to spory wyczyn. Politycy PiS popadli w lekką euforię. „Dziś Elbląg, jutro Warszawa. Idziemy po Hannę Gronkiewicz-Waltz” – triumfował Adam Hofman. Czy sukcesy w wyborach lokalnych przełożą się na sukces krajowy PiS w kolejnych wyborach? Czy lokalne porażki zapowiadają klęskę PO – o tym w „Do Rzeczy”.
3. W tygodniku również rozmowa z Adamem Hofmanem, który zapowiada marsz mieszkańców po Hannę Gronkiewicz-Waltz. – Idziemy po dobrą zmianę dla warszawiaków. (…) To nie tryumfalizm, lecz raczej zapowiedź, że jesteśmy gotowi na kolejną ciężką batalię. Kolejną trudną kampanię – zapowiada rzecznik PiS. I dodaje, że kampania w Elblągu była brutalna i brudna. Drużyna, która wygrywa tak ciężką kampanię, ma prawo do zatknięcia sztandaru i chwili tryumfu. To było potrzebne naszym ludziom. Jesteśmy pełni pokory i dalej ciężko pracujemy – mówi Hofman i opowiada o szczegółach kampanii w Elblągu, a także o możliwych scenariuszach dla Warszawy. Rozmowa z rzecznikiem Prawa i Sprawiedliwości w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.
4. W „Do Rzeczy” także sprawa, którą za pośrednictwem mediów od kilku dni żyje cała Polska. Lewicowe i liberalne media prześcigają się w cytowaniu kolejnych oskarżeń ks. Wojciecha Lemańskiego rzucanych pod adresem abp. Henryka Hosera. Jeśli uwierzyć wszystkim słowom zbuntowanego proboszcza, metropolita warszawsko-praski musi być potworem – odpowiada za ludobójstwo, rasizm i do tego jest lubieżnikiem. Sprawa ks. Lemańskiego to praktyczny przykład, jak media liberalne próbują zyskać status wielkiego kadrowego Kościoła katolickiego – komentuje Piotr Semka, pisząc o pięciu minutach sławy proboszcza z Jasienicy.
W konflikcie ksiądz – biskup, zakonnik – przełożony, syn – ojciec zawsze jest jakieś „drugie dno”, inny, ważniejszy fundament. Zwłaszcza jeśli trudności w ich wzajemnych relacjach są dłuższe. W wypadku konfliktu księdza z biskupem najczęściej problem tyczy wiary, mającej realne powiązanie z życiem lub oderwanej od sumienia – komentuje konflikt abp Józef Michalik w rozmowie z Ewą Czaczkowską. W jego ocenie, argumenty, które podaje prasa tzw. życzliwa ks. Lemańskiemu, obciążają jego. Są takie charaktery ludzi, którzy kochają być przed mikrofonem, na pierwszych stronach gazet i w telewizji. (…) To jest nie tylko nietakt, ale przekroczenie praktyki Kościoła. Ksiądz Lemański dobrze wie, jak powinien się zachować, bo Kościół reguluje tego rodzaju konflikty – mówi abp Michalik. Cała rozmowa – w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.
5. W „Do Rzeczy” również Robert Winnicki, jeden z liderów Ruch Narodowego, w rozmowie z Tomaszem Terlikowskim. Jak podkreśla, nie interesują go wyborcze notowania RN. Te nie są wysokie. Ale Winnicki się nie zraża. – 1–2 proc.? Świetnie! Ja chcę mieć 1, może 2 proc. aktywnych Polaków, którzy stworzą masę krytyczną. I to dzięki niej będzie można coś w Polsce zmieniać. Zorganizowany naród, a nie bierny elektorat – to nas interesuje – mówi Winnicki.
Komentując sytuację na Bliskim Wschodzie i w Europie, krytykuje politykę Izraela i przyznaje, ze w niektórych kwestiach bliżej mu do Arabów. Ale w Europie by ich nie chciał. Bo nie chciałbym, żeby Europa poszła drogą Rzymu, który upadł, bo pozwolił na masowe wtargnięcie hord ludzi z zupełnie innego świata. My żyjemy w okresie, gdy muzułmanie już są w Europie bardzo liczni i szykują się do zniszczenia naszej cywilizacji – mówi. Rozmowa z Robertem Winnickim – w najnowszym „Do Rzeczy”.
6. W „Do Rzeczy” także o tym, że czeczeńscy rebelianci grożą, iż udaremnią zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi. To oznacza, że olimpiada będzie jeszcze droższa, niż planowano. A już teraz szacuje się, że Rosja wyda na nią aż 51 mld dolarów. Paradoksalnie sprawa zagrożenia terrorystycznego jest – przynajmniej na razie – korzystna dla władz. Przyćmiła bowiem nieco kwestię przekrętów wokół olimpiady, o których mówiono wcześniej. Autorzy opublikowanego kilka tygodni temu opozycyjnego raportu twierdzą, że podczas przygotowań do igrzysk znikają ogromne pieniądze. Swój dokument oparli na dwóch prostych założeniach. Pierwsze: skoro koszty przygotowań do olimpiady są co najmniej dwa razy wyższe niż przy podobnych imprezach w innych krajach, to oznacza, że co najmniej połowa środków zapewne została po prostu ukradziona. I drugie: główni inwestorzy, budujący stadiony i inne obiekty oraz wioski olimpijskie, to znajomi Putina – czyli to właśnie oni ukradli te pieniądze. A chodzi o 25–30 mld dolarów! O olimpijskim rekordzie przed igrzyskami – w najnowszym „Do Rzeczy”.

7. A w dodatku „Lato Do Rzeczy” – Kamieniec Podolski. Gdyby nie Henryk Sienkiewicz, a także Jerzy Hoffman, mało kto w Polsce słyszałby o tym mieście. I tak zresztą „Pan Wołodyjowski” – tak książka, jak i film – uchodzi teraz za ramotę, więc zanika i ta motywacja do zainteresowania się miastem na dalekim Podolu. Szkoda, bo każdy, kto tam pierwszy raz przyjeżdża, przeżywa osłupienie na widok zamku i miasta. O twierdzy Małego Rycerza pisze Piotr Gursztyn.
Źródło: dorzeczy.pl