Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dolny Śląsk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 października 2013

PO przejawia skłonności samobójcze

Piotr Stasiński
 Drukuj
Zjazd dolnośląskiej PO w Karpaczu. Bogdan Zdrojewski i Jacek Protasiewicz
Zjazd dolnośląskiej PO w Karpaczu. Bogdan Zdrojewski i Jacek Protasiewicz (Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)
Niepomna tego, że wszystko, co trąci korupcją polityczną - w tym przypadku handel posadami w zamian za poparcie - dewastuje życie publiczne i niejedną już partię czy polityka słusznie skompromitowało.
Poseł PO obiecuje delegatowi na regionalny zjazd partii, że kandydat na stanowisko szefa regionu może mu załatwić pracę w spółce, o ile delegat na niego zagłosuje. Kandydat ten, Jacek Protasiewicz, ostatecznie wygrywa z Grzegorzem Schetyną. I wtedy nagle wychodzi na jaw nagranie, które ten handel przedstawia w całej krasie.

Skandal z nagraniem ukazuje kilka rzeczy, jedną gorszą od drugiej.


Po pierwsze - co nie nowina - że politykę partyjną wielu traktuje jako dostęp do intratnych posad.

Po drugie - że nikogo to nie bulwersuje. Rzecznik rządu z rozbrajającą szczerością wyznaje, że wciąż przychodzą do niego w takich sprawach, ale petenta nie przegania, lecz kieruje do właściwej komórki partyjnej: "Jesteś z Dolnego Śląska. Jeśli szukasz pomocy, masz tam Schetynę, masz Protasiewicza".

Paweł Graś wprawdzie mówi: "Chłopie, to nie jest biuro pośrednictwa pracy", ale w gruncie rzeczy zaświadcza, że tak właśnie jest, tylko że petent przyszedł do niewłaściwego pokoju w tym "biurze".

Po trzecie - że demokratyczny wybór można próbować obalić za pomocą intrygi.

Platformę kompromituje zarówno kupowanie poparcia za przyzwoleniem partyjnych dygnitarzy, jak i prowadzenie walki wewnątrz partii nieczystymi metodami. Nagrywanie chyłkiem demaskuje bowiem nie tylko proceder przypodchlebiania się partyjnym bonzom dla zdobycia posad, ale także - samych szeregowych uczestników tego procederu. Dobrze wiedzą, że sprawa, w której biorą udział, jest śmierdząca. Inaczej by jej nie ujawniali w celu zaszkodzenia przeciwnikowi. A na co dzień takie rzeczy załatwia się pewnie po cichu.

Nawet jeżeli tę aferę sprowokowali przegrani schetynowcy - to i tak obnaża ona polityczne brudy w partii, która się od takich praktyk odżegnywała. Tapla się w nich ochoczo i na własną zgubę. 


Źródło: Wyborcza.pl