Był bliskim doradcą Donalda Trumpa, teraz przewiduje kolejne kroki Putina i prezydenta USA. Padły też mocne słowa o Polsce
13 lutego 2026
Zapomnijmy o porozumieniu pokojowym, mówi wprost Kurt Volker w rozmowie z Onetem. Były specjalny wysłannik Donalda Trumpa do Ukrainy przekonuje, że w najbliższym czasie prawdopodobnie dojdzie do zawieszenia broni między Ukrainą a Rosją. I to nie jest koniec, a dopiero początek kolejnych wydarzeń. Amerykański analityk ujawnia, czego tak naprawdę obawia się Putin, który mimo wszystko "jest gotowy, by grać dalej". Prognozuje też, co dokładnie zrobi prezydent Rosji i dlaczego właśnie teraz kusi przywódcę USA wielkimi pieniędzmi. W tej wielkiej geopolitycznej grze pierwszoplanową rolę do odegrania ma także Polska. — Wy się nie boicie — ocenia ceniony na świecie ekspert i radzi, na co powinna postawić Warszawa.
Kurt Volker — amerykański dyplomata z 35-letnim doświadczeniem; ambasador USA przy NATO w trakcie kadencji George'a W. Busha w latach 2008-2009, specjalny przedstawiciel Donalda Trumpa do spraw Ukrainy. Z pełnienia funkcji zrezygnował 27 września 2019 r.
Kamil Turecki: Co pan zobaczył w oczach Władimira Putina?
Kurt Volker: Zimno i wyrachowanie. To zdeterminowany i bezwzględny facet. I cyniczny. I teraz proszę sobie wyobrazić, że te wszystkie cechy widzi pan na własne oczy w człowieku, który stoi tuż obok. On bardzo dobrze wie, czego chce. Nie ma żadnych oporów, by kłamać, patrząc prosto na pana. Manipuluje ludźmi, potrafi wywierać presję. To wszystko prowadzi do strasznych rzeczy, których jesteśmy świadkami. Ale żeby takim być, to trzeba być maksymalnie skoncentrowanym. Putin taki jest.
Skoncentrowanym?
Cóż, on wierzy, jak sam powiedział, że upadek Związku Radzieckiego był największą tragedią XX w. Obwinia za to przywódców radzieckich, twierdząc, że mieli wielkie imperium i zniszczyli je, bo nie byli wystarczająco bezwzględni. Co robi Putin? Próbuje przywrócić wielkość imperium rosyjskiego i postrzega siebie jako odpowiednika Katarzyny Wielkiej lub Piotra Wielkiego.
Czy prezydent Trump to rozumie?
Nie.
Jak to? Przecież miał pan wiele okazji, by uświadomić to przywódcy USA.
Prezydent Trump nie zna historii i się nią nie interesuje. Nie interesuje go też, nazwijmy to, kulturowy wymiar kierowania Rosją. Nie rozumie ziemi i ludzi. Dla niego wszystko to jedno i to samo. Kogo obchodzi, kto jest właścicielem? Takimi sprawami się w polityce nie kieruje.
To co go motywuje?
Zarabianie pieniędzy i zawieranie korzystnych umów. Putin potrafi to odczytać i skutecznie tym manipulować.
Dlatego Rosja zaproponowała USA dwustronne porozumienia gospodarcze o wartości 12 bln dol. [42,5 bln zł według obecnego kursu walut] z pominięciem Ukrainy.
I dlatego Moskwa wybrała do tej roboty Kiriłła Dmitriewa, ponieważ zarządza państwowym funduszem majątkowym.
Jak to ma się do Trumpa?
Trump zawsze chciał mieć państwowy fundusz majątkowy, dlatego może to wzbudzać w nim zazdrość. Dmitriew wysyła jasne sygnały — możemy prowadzić wspólne interesy. Jest wykształcony na Harvardzie. To elokwentny facet, który ma pieniądze do wydania. To taki typ człowieka, na którego prezydent USA po prostu zwróci uwagę. I dlatego Trump ma Steve’a Witkoffa u swego boku jako odpowiednika Dmitriewa. Witkoff jest podobnym typem osoby.
Sztuczka z mamieniem pieniędzmi jest przecież przewidywalna…
Putin celowo wykorzystuje tę słabość Trumpa. To jest zabawne. Możemy sobie siedzieć i mówić, że to przewidywalna sytuacja, czyli teoretycznie łatwo uniknąć pułapki. Kreml wybrał jednak bardzo dobry moment, aby informacja o takiej sumie ujrzała światło dzienne. W ogóle mnie to nie dziwi. Gigantyczna suma sprawi, że Trump pomyśli: "O mój Boże, ogromna kwota. To będzie największa transakcja". Tyle że ona nie jest realna, bo to kilka razy więcej niż PKB Rosji. Putin nie może tego zrobić. Ale chodzi o sam pomysł, który jest atrakcyjny dla Trumpa.
Tak Kreml próbuje osaczyć prezydenta USA
Putin ma haki na prezydenta Trumpa?
Nie sądzę, żeby można było Trumpa zawstydzić i żeby istniały jakieś kompromitujące materiały. I nie uważam też, żeby Trump się czegoś obawiał. Myślę raczej, że jego motywacją są pieniądze.
Widzi okazję do zawarcia umowy z Putinem, która przyniesie miliardy dolarów zysku i korzyści The Trump Organization [to amerykański prywatny konglomerat międzynarodowy, z siedzibą w Trump Tower na Manhattanie w Nowym Jorku]. Obejmuje przedsięwzięcia gospodarcze i inwestycje Donalda Trumpa] i Witkoff Group [prywatna, globalna firma inwestycyjna i deweloperska z siedzibą w Nowym Jorku. Specjalizuje się w nabywaniu i renowacji wysokiej klasy nieruchomości — mieszkalnych, hotelowych, biurowych — w istotnych lokalizacjach]. Prezydent zostanie uznany za rozjemcę, może też otrzyma Pokojową Nagrodę Nobla.
Dlaczego po każdej rozmowie Trumpa z Putinem nie brakuje opinii, że prezydent USA łagodzi swoje stanowisko w sprawie wojny Rosji w Ukrainie?
Myślę, że Putin i Dmitriew wciąż powtarzają Trumpowi i Witkoffowi, że chcą zawrzeć porozumienie. Że chcą to zakończyć; że oni też chcą pokoju. "Wiecie, dojdziemy do tego. Po prostu dajcie nam cały Donbas i będzie po wszystkim" — tak sobie to wyobrażam. Amerykanie mają skłonność wierzyć w to, co słyszą od Putina i Dmitriewa, ponieważ tak bardzo chcą tej umowy. Putin mówi im: "tak, jestem z wami, możemy to zrobić, możemy to osiągnąć, jesteśmy już prawie na miejscu, potrzebujemy tylko tego i tego". A Trump w to wierzy.
Jaki jest plan Putina na tę wojnę? Bo wygląda ona na długą inwazję bez jasnego celu. I to jest raczej strategia, a nie opis.
Bardzo ważna obserwacja. My na Zachodzie mamy tendencję do poszukiwania celów, rozstrzygnięć, strategii wyjścia i wciąż się zastanawiamy, jak to się skończy. Putin nie myśli w ten sposób. On uważa, że sama wojna jest korzystna. Myśli, że niestabilność jest lepsza od stabilności w przypadku krajów sąsiednich, ponieważ daje Rosji możliwość wywierania wpływu.
I od razu uprzedzam pytanie. Nie, on nie chce, aby jego żołnierze wrócili do domu. Cieszy się, że nadal walczą. Cieszy się, jeśli zginą, bo nie chce im płacić. Nie chce też bezrobotnych i nie chce niezadowolonych ludzi. Cieszy go, że może kontynuować wojnę. Nie zrezygnował z głównego celu: cały czas liczy, że uda mu się zmienić w Kijowie przywódcę na takiego, który będzie mu podporządkowany. Putin jest gotowy, by grać dalej.
To co nam pozostaje?
Z zachodniej perspektywy musimy więc sprawić, by było to dla niego zbyt kosztowne i żeby stanął przed wyborem: albo kontynuować wojnę tak jak dotychczas i doprowadzić do rozpadu państwa rosyjskiego, albo zaprzestać działań, aby wzmocnić państwo rosyjskie.
Fragmentacja Rosji lub zastąpienie Putina kimś innym może okazać się znacznie gorszym scenariuszem.
Gdyby Rosjanie mieli zastąpić Putina, zastąpiliby go kimś słabszym, ponieważ wszystkie ośrodki władzy, GRU, FSB, przedsiębiorstwa państwowe oraz wojsko są niezadowolone. Wiedzą, że Putin doprowadził ich do ślepego zaułku. Co osłabia Rosję jako taką, ale także ich interesy jako wywiadu, wojska itd. Chcą więc, aby to się skończyło.
Ale mamy do czynienia z systemem scentralizowanym wokół jednej osoby. Tego nie da się zatrzymać, ale gdyby mogli, zastąpiliby go kimś słabym. A jeśli spojrzeć na historię Związku Radzieckiego — za każdym razem silny przywódca był zastępowany kimś słabszym. Schemat będzie znowu ten sam. Nie martwię się więc o zastąpienie Putina.
Jeśli faktycznie ten schemat będzie realizowany, po kimś słabszym znów nadejdzie ktoś silniejszy, być może znacznie silniejszy niż Putin. I to już może martwić. Ewentualny rozpad Rosji wiąże się z niebezpieczeństwem, że broń jądrowa wpadnie w niepowołane ręce.
Rosja nie jest krajem. To wciąż imperium. Jeśli spojrzeć na wszystkie narody i terytoria, to jest to Azja Środkowa, Azja, Kaukaz, muzułmanie, chrześcijanie. Czyli pozostałość po XVIII i XIX w. W pewnym momencie to się zmieni. Myślę, że biali rosyjscy prawosławni chrześcijanie w Moskwie i Sankt Petersburgu wiedzą o tym i po prostu starają się utrzymać imperium w obecnym stanie. Nie chcą, żeby się rozpadło. I oni, i Putin chcieliby je rozszerzyć, ale też przyciągnąć więcej prawosławnych chrześcijan, na przykład z Ukrainy. Dziś jedną czwartą ludności Moskwy stanowią muzułmanie. Moskwa jest największym muzułmańskim miastem poza światem muzułmańskim.
Są też niezadowoleni Dagestańczycy. Czeczeni czekają na śmierć Ramzana Kadyrowa, aby walczyć o sukcesję. W centralnej Rosji mieszkają Tatarzy, którzy byliby bardzo zamożni, gdyby nie Moskwa. Istnieje więc wiele ukrytych źródeł fragmentacji, których Putin się boi.
Gotowa recepta. Europa musi zakasać rękawy, a Rosja oszukać przeznaczenie
Co musi zrobić Zachód?
Wywrzeć na Kremlu presję militarną i finansową na tyle silną, że nie opłaci mu się podróż do różnych regionów kraju, z których pozyskuje żołnierzy. Dopóki są z tego pieniądze, nikt nie narzeka. Możemy jednak zacząć wywierać presję na finanse Kremla i jego zdolność do kontynuowania wojny. Wówczas byśmy mogli postawić Putina przed wyborem, o którym mówiliśmy.
W jaki sposób możemy naciskać na Kreml?
Przekazując nadal Ukrainie środki do szybszego wyczerpywania rosyjskich sił zbrojnych, niż można je odbudować, a także odmawiając Kremlowi dochodów z ropy i gazu, nie tylko poprzez sankcje pierwotne, ale także sankcje wtórne wobec osób prowadzących handel z Rosją.
My, czyli kto? Bo wygląda na to, że dziś Zachód to Zachód minus Stany Zjednoczone. A to już olbrzymia różnica, która może mieć głęboki wpływ na to, o czym mówimy.
Europa może, ale i powinna zrobić więcej. Stany Zjednoczone mogłyby i powinny robić znacznie więcej. Amerykanie powinni przewodzić tym działaniom, ale dobrze wiemy, że tak nie jest. Jeśli chodzi o Stary Kontynent, to moim zdaniem, mógłby szybciej uniezależnić się od rosyjskiej ropy i gazu, odmówić finansowania Kremla oraz wprowadzić dodatkowe sankcje wobec każdego, kto handluje rosyjską ropą i gazem.
Mógłby też przejąć tzw. flotę cieni. Wprawdzie pewne kroki w tym kierunku już zostały podjęte, ale wciąż jest tu duże pole manewru. Wprowadzony też został mechanizm zakupu amerykańskiej broni i amunicji. Zaczyna się, choć bardzo powoli, produkcja większej ilości europejskiego sprzętu obronnego i amunicji. Podoba mi się forma pożyczki w wysokości 90 mld dol. [319 mld zł] dla Ukrainy, ponieważ 60 mld dol. [212,8 mld zł] zostanie wydanych w Ukrainie. Ukraińcy znacznie szybciej rozwiną potencjał wojskowy niż Europejczycy.
Są więc pewne pozytywne aspekty, ale Europa mogłaby zrobić więcej z USA, nawet bez tzw. koalicji chętnych. Należy zacząć zastanawiać się, w jaki sposób zapewnić obecność w zakresie szkolenia, wyposażenia i obrony powietrznej w zachodnich regionach Ukrainy, a nie w Kijowie czy Dnieprze. Europa mogłaby zrobić wiele bez udziału Stanów Zjednoczonych, ale wydaje się sparaliżowana, ponieważ zawsze czeka na Waszyngton.
Poza tym Donald Trump powiedział, że zakończy wojnę w ciągu jednego dnia, później 100 dni, minął rok i teraz mówi się o lecie. W pewnym momencie musi zdać sobie sprawę, że jedynym powodem, dla którego nie osiągnął swoich celów, jest Władimir Putin.
Zapomnijmy o porozumieniu pokojowym
Czas działa na korzyść Rosji? A może nie działa? Jest wiele czynników, które dziś mają olbrzymi wpływ — demografia, przestawienie gospodarki na wojenną, zmęczenie Zachodu.
W większym stopniu działa na niekorzyść Ukrainy niż Rosji, ale w kontekście Kijowa są też pozytywne wiadomości. Putin ma problem z wysoką inflacją. Do tego dochodzą trudności w dostawach energii, wysokie stopy procentowe, słaba gospodarka, nie do utrzymania straty na polu bitwy, upadający sektor naftowy i gazowy, utrata wpływów w Syrii, Wenezueli, na Kubie i w Iranie. Imperium Putina faktycznie się rozpada i sytuacja będzie się pogarszać, a nie poprawiać.
- Rosja zmienia taktykę. "To będzie największe wyzwanie dla Ukrainy w tym roku". Nie pomogą nawet F-16
Ale rozpad może potrwać kilka lat. To będzie bardzo bolesne dla Kijowa. Z drugiej strony, Ukraina stanie się suwerenną, niezależną europejską demokracją, która jest częścią UE i ma gwarancje bezpieczeństwa od europejskich członków NATO, a nawet wsparcie ze strony Stanów Zjednoczonych. Zmierzamy w tym kierunku. Ale droga do tego celu jest bardzo długa i trudna. Jest jeszcze jeden czynnik. Wystarczy spojrzeć na dane. Rosja jest obiektywnie pod każdym względem słabsza niż w lutym 2022 r. Ukraina z kolei jest silniejsza niż w lutym 2022 r.
Mimo alarmujących wieści o ucieczkach z Ukrainy i uchylaniu się od służby?
To poważny problem, ale spójrzmy na liczebność sił zbrojnych Ukrainy, doświadczenie, wyposażenie, przemysł obronny, wydatki na obronność i wsparcie, jakie ten kraj otrzymał od Europy i USA. Morale, spójność narodu ukraińskiego, ożywienie gospodarcze, stabilność inflacji i stóp procentowych — przed inwazją na pełną skalę tego nie było. W związku z tym uważam, że pozycja Kijowa jest dziś silniejsza niż w 2022 r. To nie oznacza, że Ukraińcy są silniejsi od Rosji i że mogą ją łatwo pokonać na polu bitwy.
Patrząc na dzisiejszą wojnę w Ukrainie z perspektywy kogoś, kto negocjował z Rosją — czy świat zmierza w kierunku przełomu, czy też długiej wojny bez zwycięzców?
Moim zdaniem ostatecznie dojdzie do faktycznego zawieszenia broni, ale nie do porozumienia pokojowego.
W czym tkwi problem?
Putin nigdy nie zgodzi się na nic innego niż podporządkowanie Ukrainy Rosji. Ale bez porozumienia pokojowego, jeśli po prostu zakończymy walkę, możemy pracować nad przedłużeniem i pogłębieniem tego zawieszenia broni, tak aby stało się ono bardziej przewidywalne. Następnie możemy zacząć robić wszystko to, o czym mówimy, jeśli chodzi o rozwój Ukrainy.
W tej chwili, dzięki prezydentowi Trumpowi, prawie wszyscy skupiają się na porozumieniu pokojowym, ale takiego nie będzie. Tyle że w tym 20-punktowym planie mamy wszystko, co chcemy. Mamy porozumienie dotyczące minerałów, gwarancje bezpieczeństwa, wsparcie, wybory, przyspieszone członkostwo w UE. To wszystko można zrobić bez zgody Rosji.
Zawieszenie broni może nie przynieść ulgi, a wręcz przeciwnie. W najnowszej grze wojennej przeprowadzonej na zaproszenie niemieckiego dziennika "Die Welt" specjaliści rozważają scenariusz, w którym Ukraina zostaje zmuszona do podpisania porozumienia pokojowego, a to oznacza de facto kapitulację. Niedługo po tym rosyjskie wojska wkraczają na granicę z Litwą. Z kolei politolog prof. Carlo Masala w książce "Jeśli wygra Rosja" opisuje scenariusz, w którym rosyjskie wojska zajmują estońskie miasteczko Narwa i wyspę Hiuma na Morzu Bałtyckim. I podobnych przykładów jest więcej.
Taka będzie intencja Putina, jeśli dojdzie do zawieszenia broni na Ukrainie. Wykorzysta ten czas na odbudowę sił zbrojnych, odbudowę sprzętu obronnego, utrzymanie gospodarki obronnej w stanie gotowości wojennej i poszukiwanie nowych okazji do wywołania konfliktu. Myślę, że granica polsko-litewska jest głównym celem. Interesuje go też Estonia. Czy odniesie sukces, to już inna kwestia.
Wiele zależy od tego, co my zrobimy. Musimy więc zadbać o pogłębienie i przedłużenie zawieszenia broni w Ukrainie. Budujmy potencjał Ukrainy, aby skutecznie powstrzymać wznowienie wojny w tym regionie. Utrzymujmy rozmieszczenie sił obronnych i odstraszających w krajach bałtyckich. Europa nadal musi inwestować we własne siły zbrojne, przeznaczając 5 proc. PKB na obronność. Jednocześnie komunikujmy, że Litwa i Estonia to terytoria NATO, a ich nie wolno naruszać.
Obaj wiemy, że Putin nic sobie z tego nie będzie robił.
Dlatego mamy nadzieję, że w Rosji dojdzie do jakiegoś sprzeciwu wobec Putina za nieudaną wojnę. Tego jednak nie można przewidzieć i na to liczyć. Ale jesteśmy już wówczas w lepszej sytuacji — nie mamy na głowie wojny w Ukrainie i możemy planować powstrzymanie Putina przed atakiem na terytorium NATO.
Były doradca Trumpa radzi, na co powinna postawić Polska
I jak na tej geopolitycznej szachownicy ma się odnaleźć Polska? Jaką rolę Warszawa ma odgrywać? Eksperci z zagranicy chwalą Polskę za proobronną postawę, a analitycy w Polsce ostrzegają przed niespójnością dotyczącą wydatków na obronność.
Polska najwyraźniej mówi o zagrożeniach. Nie boicie się podkreślać, co jest potrzebne, i wskazywać, kto robi to, co powinien, a kto nie. Dziś to bardzo ważne. Administracja Trumpa ceni taką postawę, ponieważ pomaga jej to obwiniać Europę Zachodnią, że przez lata się nie zbroiła.
Po drugie, ze względu na położenie geograficzne, Polska stała się kluczowym punktem logistycznym dla wsparcia obrony wschodnich terytoriów NATO, na przykład państw bałtyckich, a także dla zapewnienia pomocy Ukrainie w zakresie bezpieczeństwa. Warszawa bardzo dobrze się z tego wywiązuje.
Zawsze można też dyskutować o tym, jaki jest najlepszy sposób wydatkowania 5 proc. PKB. A jeśli wydajesz tak duże sumy każdego roku, masz możliwość korygowania i poszerzania swoich horyzontów.
I na co by pan postawił?
Na obronę powietrzną i drony, a zwłaszcza na tanią obronę powietrzną. Polska i Ukraina powinny blisko współpracować m.in. w zakresie stworzenia jednej przestrzeni obrony powietrznej, w której wszyscy mielibyśmy dostęp do tych samych informacji i dzielilibyśmy się tymi samymi danymi wywiadowczymi.
USA w ciągu roku wiele straciły w oczach wielu narodów, szczególnie europejskich, nawet w krajach zwykle bardzo pozytywnie nastawionych wobec Stanów Zjednoczonych. W jaki sposób soft power, ta miękka siła oddziaływania na innych, przez lata budowana z sukcesem, może zostać odbudowana, jeśli sojusznicy nie wiedzą, jaki układ sił będzie w Waszyngtonie w najbliższych kilku latach?
Myślę, że wszyscy Europejczycy będą zaskoczeni tym, jak szybko USA się odbiją, kiedy będziemy mieli nowego przywódcę. Byłem ambasadorem przy NATO. Kiedy George Bush opuszczał urząd, wszyscy byli sfrustrowani i narzekali, mówiąc: "Och, Stany Zjednoczone są inne. Nie możemy już tego znieść". A potem pojawił się Barack Obama i wszyscy zupełnie zapomnieli Bushu i powiedzieli: "OK, Obama jest wspaniały". Pokojowa Nagroda Nobla? Proszę bardzo. Ludzie bardzo szybko wybaczają i zapominają.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Kurt Volker, były doradca Donalda Trumpa, przewiduje, że dojdzie do zawieszenia broni między Ukrainą a Rosją, ale nie będzie porozumienia pokojowego.
- Putin jest postrzegany jako osoba bezwzględna, która manipuluje sytuacją, by osiągnąć swoje cele.
- Trump nie rozumie historycznego kontekstu i strategii Putina, skupiając się raczej na zyskach finansowych.
- Wolter wskazuje na konieczność większej presji ze strony Zachodu na Rosję, aby zmusić ją do zaprzestania działań wojennych.
- Polska jako kluczowy punkt logistyczny powinna inwestować w obronę powietrzną oraz współpracować z Ukrainą w celu zwiększenia bezpieczeństwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz