Jedwabne po raz kolejny zamieniło się w miejsce, gdzie oprócz obchodów i skupienia można było usłyszeć krzyki skrajnie prawicowych kontrmanifestantów. A to wszystko w 85. rocznicę pogromu Żydów w tej miejscowości. — Mam nadzieję, że ludzie się opamiętają i przestaną robić z tego miejsca cyrk. Przecież tu zostali zamordowani ludzie. To miejsce wymaga ciszy, skupienia i godności — mówi mi pani Barbara, uczestniczka uroczystości.
Jedwabne. Niewielkie miasteczko w powiecie łomżyńskim, ok. 180 km od Warszawy. Zamieszkuje je niespełna 2 tys. osób. Nad miastem góruje zabytkowy kościół parafialny św. Jakuba Apostoła. Znajduje się tu również zespół dworski z XVIII w., a pod ochroną pozostaje także młyn motorowo-elektryczny. To jednak nie z historycznych zabytków znane jest to miasto.
Lech Kaczyński wśród "kłamców jedwabieńskich"
10 lipca 1941 r. doszło tu do masowego mordu Żydów. Dokonała tego, z inspiracji niemieckich okupantów, grupa miejscowej polskiej ludności cywilnej. Według opublikowanych w 2003 r. wyników śledztwa IPN zginęło wówczas "nie mniej niż 340 Żydów". Większość z ofiar została spalona żywcem w stodole jednego z mieszkańców. W tym miejscu 25 lat temu wzniesiono pomnik-mogiłę, ze wkomponowanym weń fragmentem spalonego drewna.
Dziś nad monumentem ustawiony został wielki namiot. To właśnie tu przebiegają główne obchody 85. rocznicy pogromu, organizowane przez Gminę Wyznaniową Żydowską w Warszawie i naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha.
PAP/Artur Reszko
85. rocznica mordu w Jedwabnem
Biorą w nich udział także rodziny ofiar i przedstawiciele władz. W trakcie uroczystości zebrani odmawiają modlitwę za zmarłych, na obelisku kładą symboliczne kamienie i kwiaty, zapalają znicze. Odczytywane są nazwiska wszystkich zamordowanych osób, co wzbudza duże emocje, a w oczach zebranych pojawiają się łzy.
Przed namiotem stoją barierki oraz kilkudziesięciu policjantów. Wszystko dlatego, że swoje wydarzenia, związane z rocznicą, zapowiedzieli tu politycy oraz organizacje związane ze skrajną prawicą i środowiskami nacjonalistycznymi. Przy drodze do pomnika, tuż przed nim, rozłożone jest "miasteczko" zwolenników Grzegorza Brauna, znanego z antysemickich wypowiedzi, i Konfederacji Korony Polskiej, którzy kwestionują udział Polaków w mordzie w Jedwabnem.
Już z daleka moją uwagę zwraca pięć makiet postaci, które — zdaniem organizatorów tego politycznego happeningu — są "kłamcami jedwabieńskimi". Wśród nich Michael Schudrich, historyk Jan T. Gross, byli prezydenci Bronisław Komorowski, Aleksander Kwaśniewski oraz — tu zaskoczenie — Lech Kaczyński. Wszak zmarły brat prezesa PiS również był reprezentantem prawicy. Zwolennicy Grzegorza Brauna uznali jednak, że powinien znaleźć się w tym gronie, bo — jak głosi napis na jego makiecie — "zablokował ekshumację w Jedwabnem".
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne. "Miasteczko" Grzegorza Brauna
Krzyż i tablica z kontrowersyjnym napisem. "Boże, dokąd zmierzamy?"
Potem jest jeszcze bardziej kontrowersyjnie. Kilka metrów dalej zwolennicy Brauna ustawili wielki krzyż z odsłoniętą uroczyście przez niego samego tablicą o treści: "Przechodniu, wesprzyj w modlitwie za dusze prześladowanych, pomordowanych, więzionych, torturowanych i wywiezionych z tej okolicy w latach II wojny światowej i po jej zakończeniu — ofiar dwóch zbrodniczych totalitaryzmów niemieckiego nazizmu i rosyjsko-żydowskiego sowietyzmu".
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne. "Miasteczko" Grzegorza Brauna
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne. Napis na krzyżu Grzegorza Brauna
Wokół pojawiło się też mnóstwo innych transparentów. "Dokończmy ekshumację… a prawda nas wyzwoli" — głosi jeden z nich. — A co? Wtedy się okaże, że to nie Polacy, tylko Niemcy dokonali tych mordów. Jestem tu po to, żeby doprowadzić do ujawnienia prawdy — słyszę od jednego z uczestników tego happeningu.
Zwracam uwagę, że już historycy i śledztwo IPN ujawniły tę prawdę. — A idź pan stąd! Słuchaj tych kłamców, którzy chcą zniszczyć Polskę. Nie damy im tego zrobić! Niedoczekanie! Wiadomo, kto im płaci. Idź pan stąd — mój rozmówca wymachuje rękoma.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne. "Miasteczko" Grzegorza Brauna
— Boże, dokąd my zmierzamy? — załamuje ręce pani Barbara, którą zagaduję, gdy przygląda się temu happeningowi. — Nie rozumiem, dlaczego ta brunatna zaraza zatruwa umysły tylu rodaków. Mam nadzieję, że ludzie się opamiętają i przestaną robić z tego miejsca cyrk. Przecież tu zostali zamordowani ludzie. To miejsce wymaga ciszy, skupienia i godności. A to? To jest zaprzeczenie tego — wskazuje na "miasteczko" zwolenników Grzegorza Brauna.
"Nie wstyd panu? To takie żenujące"
Przechodzę bliżej pomnika upamiętniającego ofiary pogromu. Tu rzeczywiście atmosfera jest bardziej podniosła. Choć są i tacy, którzy próbują ją psuć. Zwłaszcza gdy przez bramki przechodzą kolejni goście, w tym marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty i marszałek Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska.
— O! Widzisz ich? Zdrajcy narodu. Tfu! — pomstuje mężczyzna z sumiastym wąsem w czerwonej koszulce z białym orłem. — Cicho. Nie wstyd panu? To takie żenujące. Jak nie umie się pan zachować, to nie musi pan tu być — odpowiada mu starsza pani, a mężczyzna odchodzi, mamrocząc coś pod nosem.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
Kolejne zaskoczenie wzbudzają dwaj panowie owinięci w unijne flagi. Trudno mi znaleźć ich związek z uroczystościami. Pytam o powody, dla których akurat te flagi przynieśli.
— Jesteśmy w Unii Europejskiej, utożsamiamy się z nią. Mamy poczucie odpowiedzialności za wszystkich, także za to miejsce, dlatego tu przyjeżdżamy. Natomiast duża część społeczeństwa, która się tu dzisiaj pojawia, jest nastawiona negatywnie do Unii i wykorzystuje miejsce kaźni naszych braci i sióstr Żydów, wobec których nasze poprzednie pokolenia dopuściły się zbrodni. I próbują odwrócić sytuację, twierdząc, że to nie Polacy zrobili. Warto uderzyć się we własne piersi i zrozumieć swoje grzechy, żeby następne pokolenia mogły żyć w zgodzie — mówi Longin Skrzypiński.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
— Przyjeżdżam tu od kilku lat i mam wrażenie, że agresja środowisk antyunijnych narasta. W zeszłym roku byliśmy popychani, ja zostałem uderzony, a policja nie reagowała. Zrobiliśmy dużo przez ten rok, żeby policja tu była i żeby to miejsce było zauważalne przez nasze władze, bo wcześniej przedstawicieli rządu tu nie było. My, wraz z naszą Fundacją Wspólnie dla Demokracji, uważamy, że to miejsce jest papierem lakmusowym nadchodzących wyborów — czy pójdziemy na wschód czy na zachód, czy będzie demokracja czy będzie nas faszyzować skrajna prawica, czy upadniemy czy nie. Musimy pokazać w tym właśnie miejscu śmierci, z flagą UE, że to jest nasz dom i tego domu trzeba bronić — podkreśla.
— Unia łączy kraje, które kiedyś miały historię konfliktową. Postaramy się to w przyszłości naprawić. Nie chodzi o to, żeby zostało to zapomniane, ale by wyciągnąć wnioski, żebyśmy zjednoczyli się we wspólnej Europie, ze świadomością błędów, by już nigdy się nie powtórzyły. Co jest szczególnie ważne dla młodych pokoleń — dodaje jego kolega Jerzy Orłoś.
"Moje życie nie może być prowokacją dla kogoś innego"
Obok widzę kilka osób z kolei z flagami tęczowymi, z gwiazdą Dawida w takich właśnie barwach. Pytam, czy nie boją się, że może zostać to odebrane jako manifestacja bądź prowokacja.
— To wyraz naszej solidarności z narodem żydowskim i setkami pomordowanych ofiar. To naturalne, że wśród nich są — zarówno teraz, jak i wtedy były — osoby homoseksualne. Moje życie nie może być prowokacją dla kogoś innego. To ci ludzie ze skrajnej prawicy mają z tym problem — mówi mężczyzna z kolorowymi włosami, który chce zachować anonimowość.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
— Jestem tu przede wszystkim po to, żeby upamiętnić ofiary pogromu. Ale jest też druga sprawa — widzimy próbę zagarnięcia tej przestrzeni i zmiany narracji, co jest paranoją. Chcemy się więc też temu przeciwstawić na tyle, na ile jesteśmy w stanie — dodaje jego kolega Karol.
Naprzeciwko namiotu, w którym odbywają się uroczystości, zauważam mężczyznę z tabliczką w ręku. "Żądamy prawdy o Jedwabnem! Przeproście za zbrodnie na narodzie polskim" — głosi napis na niej.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
— Jestem pewien, że to Niemcy zabili tych Żydów. Pochodzę z Jedwabnego, mój ojciec miał tu sklep i wiem to z jego opowieści. On co prawda nie był naocznym świadkiem, bo był wtedy na froncie i walczył, ale on wie to wszystko od swoich sąsiadów, którzy przychodzili do niego do sklepu. Dlatego nie chcą teraz tej ekshumacji — uważa Jerzy Karwowski, który obecnie mieszka w USA i przyjechał do Polski specjalnie na tę rocznicę.
"Godność ludzka wymaga pochowku"
Tuż za wielkim namiotem, w którym odbywają się główne uroczystości, z jego drugiej strony, jest kolejne "miasteczko". Zbudowali je z kolei przedstawiciele środowisk prawicowych skupionych wokół Wojciecha Sumlińskiego, prawicowego publicysty, współautora trylogii "Powrót do Jedwabnego", w której również neguje on rolę Polaków w zbrodni.
— W tym małym miasteczku toczy się walka o przeszłość naszych przodków — słychać przemówienie ze sceny, kiedy się do niej zbliżam.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
Wokół niej rozłożyły się różne organizacje. Jest m.in. namiot Stowarzyszenia Wizna 1939, Ruchu Obrony Granic, a w kolejnym trwa zbieranie podpisów poparcia dla wspomnianego Sumlińskiego. Tu atmosfera jest jeszcze bardziej piknikowa. Leci muzyka, jest większa scena niż u "braunistów" — ludzie robią sobie zdjęcia. Są też członkowie grup rekonstrukcyjnych, a nawet kobiety w ludowych strojach. Zagaduję jedną z nich.
— To jest tradycyjny wełniak mazowiecki, tradycyjny strój z okolic Tomaszowa Mazowieckiego. Tak jak mundur podnosi rangę i uświetnia nasze wydarzenie. Jestem dumna, że go noszę, zwłaszcza że ma prawie 100 lat — mówi mi Bogusława Sieroszewska.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
— Przyjechałam do Jedwabnego, żeby bronić prawdy o Polakach. Mówi się, że są dwie, ale tak naprawdę jest tylko jedna. Trzeba ją bronić, bo sama się nie obroni. Musimy pamiętać, że kiedy doszło do tego mordu, byliśmy państwem okupowanym przez hitlerowskie Niemcy. Polacy nie mieli tu nic do gadania. Polacy byli takimi samymi ofiarami, jak Żydzi. Niemcy mordowali jednych i drugich. Niektórzy wybitni archeolodzy wskazują, że ci pomordowani zostali zastrzeleni po tym, jak wykopali sobie dół, a dopiero potem spaleni — dodaje.
— My ubolewamy nad tym, że ci Żydzi zostali zamordowani, a ich ciała tam leżą i są niepochowane. Godność ludzka wymaga pochowku, nieważne, czy z rytuałem katolickim czy żydowskim. Jeżeli unormuje się te sprawy, to może dojdzie do jakiegoś porozumienia między Polakami — dodaje jej koleżanka Anna Dąbrowska.
Piotr Halicki / Onet
Jedwabne
Uroczystości w Jedwabnem przebiegły bardzo spokojnie. Wbrew przewidywaniom nie doszło do żadnych incydentów czy fizycznych przepychanek. Skończyło się na słownych. Duża w tym zasługa policjantów, którzy zachowywali się spokojnie, acz stanowczo, nie reagując na zaczepki i oddzielali kordonami uczestników uroczystości od wspomnianych zgromadzeń.
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Uroczystości związane z 85. rocznicą pogromu Żydów w Jedwabnem zorganizowane były w atmosferze kontrowersji, z obecnością skrajnie prawicowych kontrmanifestantów.
Obchody, w których uczestniczyły rodziny ofiar i przedstawiciele władz, odbyły się pod dużym namiotem przy pomniku upamiętniającym ofiary.
Grupa zwolenników Grzegorza Brauna organizowała manifestację, kwestionującą odpowiedzialność Polaków za zbrodnię w Jedwabnem.
Uczestnicy obchodów zwracali uwagę na potrzebę godności oraz ciszy w miejscu pamięci, wyrażając smutek z powodu obecności skrajnych idei.
Policja skutecznie oddzielała uczestników uroczystości od kontrmanifestacji, co przyczyniło się do spokojnego przebiegu wydarzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz