Chaos z żołnierzami USA w Polsce. Trump zastosował sprawdzoną taktykę. Używał jej wielokrotnie. Wielki przekręt w USA. Trump ograbił własny kraj na miliardy. Demokraci wściekli. "Nigdy nie widziałem czegoś takiego", 24.05.2026


Welt TV Logo 2016

Chaos z żołnierzami USA w Polsce. Trump zastosował sprawdzoną taktykę. Używał jej wielokrotnie [KOMENTARZ]

23 maja 2026

W tym tygodniu w Polsce doszło do wielkiego zamieszania. Najpierw Pentagon ogłosił wycofanie wojsk, po czym Trump stwierdził coś zupełnie przeciwnego. — Trump uważa, że jego władza, która przejawia się w eliminowaniu przeciwników politycznych i pomaganiu kandydatom, których popiera, nie powinna ograniczać się do USA — pisze w felietonie Dasha Burns, korespondentka POLITICO w Białym Domu, wyjaśniając, co kryje się za strategią amerykańskiego prezydenta wobec Polski.

Dynamika relacji między Białym Domem, Stanami Zjednoczonymi a sojusznikami na całym świecie nieustannie się zmienia. W tym tygodniu doświadczyła tego Polska.
Po tym, jak Pentagon zarządził wycofanie wojsk, Trump zmienił tę decyzję. "Nie, jednak nie. Wysyłamy wojska do Polski, ponieważ osoba, którą popierałem, wygrała tam wybory prezydenckie" — brzmi przekaz amerykańskiego prezydenta. Pisał o tym we wpisie na mediach społecznościowych.
Wpis Donalda Trumpa na platformie Truth Social, 21 maja 2026r .: "W związku z pomyślnym wyborem obecnego prezydenta Polski, Karola Nawrockiego, którego z dumą poparłem, oraz biorąc pod uwagę nasze relacje z nim, mam przyjemność ogłosić, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5 000 żołnierzy. Dziękuję za uwagę! Prezydent DONALD J. TRUMP"
Wpis Donalda Trumpa na platformie Truth Social, 21 maja 2026r .: "W związku z pomyślnym wyborem obecnego prezydenta Polski, Karola Nawrockiego, którego z dumą poparłem, oraz biorąc pod uwagę nasze relacje z nim, mam przyjemność ogłosić, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5 000 żołnierzy. Dziękuję za uwagę! Prezydent DONALD J. TRUMP"Truth Social
Przebieg wydarzeń pokazuje, jaki wpływ polityczny prezydent USA chce wywierać na całym świecie. W podobny sposób Donald Trump działa w Stanach Zjednoczonych podczas wyborów i prawyborów. Już tłumaczę, na czym polega ten mechanizm.
Władza Donalda Trumpa przejawia się w eliminowaniu przeciwników politycznych i pomaganiu kandydatom, których popiera, w zwycięstwie wyborczym. Prezydent USA najwyraźniej stwierdził, że jego wpływy nie powinny ograniczać się do Stanów Zjednoczonych.

Trump chce, aby ludzie, których popiera na całym świecie, odnosili sukcesy. W sytuacji wygranej popieranego przez niego kandydata, prezydent USA będzie mógł z dumą powiedzieć: "To dzięki mnie osoba X lub Y została wybrana w danym kraju". W wielu przypadkach taka taktyka się jednak nie sprawdziła, m.in. ostatnio na Węgrzech.
Sytuacja z wojskami w USA w Polsce pokazuje jeszcze jedną bardzo ważną rzecz. Trump dał też jasno do zrozumienia sojusznikom, że nie przekaże gwarancji wsparcia ze strony Stanów Zjednoczonych, o ile nie będzie miał poczucia, że inni sojusznicy są gotowi grać zgodnie z jego zasadami.
Z tego powodu szczególnie Ukraińcy zachowują dużą ostrożność w kontaktach z Amerykanami. Ich nadzieja spoczywa na poczynaniach Donalda Trumpa.
W moich rozmowach z ukraińskimi urzędnikami — podobnie jak wcześniej w rozmowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim — wyczułam szczególne napięcie.

Ukraińcy są być bardzo ostrożni, gdy mówią o amerykańskim prezydencie. Starają się omijać debatę polityczną, ponieważ ostatecznie liczy się sytuacja na linii frontu — a konflikt z Amerykanami miałby na nią bezpośredni wpływ.

Ukraina walczy o uwagę w trudnym momencie

W tym tygodniu rozmawiałam z Olhą Stefaniszyną, ambasadorką Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, o najnowszych wydarzeniach w jej kraju. Ze względu na wojnę z Iranem uwaga USA skupiała się ostatnio głównie na Bliskim Wschodzie, co stanowi wyzwanie dla Kijowa. Na początku roku wciąż odbywały się spotkania i rozmowy telefoniczne dotyczące Ukrainy. W ostatnich tygodniach Waszyngton skupił się na innych kwestiach.
Stefaniszyna powiedziała, że dla jej kraju liczba nagłówków w mediach jest mniej ważna niż konkretny poziom wsparcia i zaangażowania ze strony Waszyngtonu. Zapytałam ją o rzeczywiste zasoby wojskowe udostępniane Ukrainie, ponieważ amerykańskie zapasy [amunicji, sprzętu i broni] zostały mocno nadwyrężone w wyniku wojny z Iranem. Ambasador stwierdziła, że jak dotąd wsparcie nie zostało przerwane, jednak przyszłe dostawy nie są zagwarantowane.
Kolejnym interesującym aspektem jest to, że Ukraina stała się w międzyczasie światowym pionierem w dziedzinie technologii dronów. Wojsko amerykańskie uczy się od Ukrainy, właśnie teraz, podczas wojny z Iranem. Pentagon i Kijów pracują obecnie nad porozumieniem, które pozwoli na testowanie ukraińskiej technologii dronów w USA.
Stefaniszina podkreśliła, że Ukraina przyczynia się obecnie do bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych oraz całej Europy. Wnioski wyciągnięte z walki obronnej przeciwko Rosji mają obecnie znaczenie na całym świecie i mogą być przydatne dla NATO i Stanów Zjednoczonych.
Ukraina nie chce być postrzegana jako kraj, który jest wyłącznie uzależniony od pomocy. Chce być postrzegana jako państwo, który współtworzy rzeczywistość polityczną i jest ważnym graczem na arenie międzynarodowej.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • W Polsce doszło do zamieszania po ogłoszeniu przez Pentagon wycofania wojsk, jednak Trump zmienił decyzję, wysyłając żołnierzy do Polski.
  • Prezydent USA dąży do wpływania na wybory polityków w innych krajach, podobnie jak w USA, co potwierdza jego poparcie dla wygranej danego kandydata.
  • Trump nie obiecuje gwarancji wsparcia sojusznikom, jeśli nie będą postępować zgodnie z jego zasadami, co wpływa na relacje z Ukrainą.
  • Ambasador Ukrainy w USA, Olha Stefaniszyna, wskazuje na zmniejszoną uwagę USA na Ukrainę z powodu konfliktu w Iranie, podkreślając znaczenie konkretnego wsparcia.
  • Ukraina staje się liderem w technologii dronowej, co przykuwa uwagę USA i NATO, a kraj ten chce być postrzegany jako istotny gracz na arenie międzynarodowej.

Wróć do artykułu

Welt TV Logo 2016

Wielki przekręt w USA. Trump ograbił własny kraj na miliardy. Demokraci wściekli. "Nigdy nie widziałem czegoś takiego"

Jan Klauth
Jan Klauth

24 maja 2026

To bezprecedensowy krok. Donald Trump pozwał własną administrację o 10 mld dol. (36,5 mld zł) — i wygrał. Mało tego, zwolnił siebie i swoją rodzinę z kontroli podatkowych oraz utworzył specjalny fundusz, który ma służyć do wypłacania odszkodowań m.in. skazanym przestępcom. Demokraci zapowiadają prawną walkę. — Jeśli na to pozwolimy, nie będzie już odwrotu — ostrzega senator Mitt Romney.

29 stycznia 2026 r. był w USA mroźnym dniem. W wiadomościach ostrzegano przed gwałtownymi burzami śnieżnymi, w Minneapolis nasilały się uliczne protesty przeciwko ICE, a w Waszyngtonie kongresmenów w napięciu trzymał paraliż budżetowy.
Być może właśnie dlatego prawie nikt nie zauważył, że prezydent USA przeprowadził wówczas manewr prawny, który z dzisiejszej perspektywy stanowi bezprecedensowy atak na konstytucję.
Donald Trump zażądał 10 mld dol. (36,5 mld zł) odszkodowania od agencji, które mu podlegają, dokładniej od federalnego urzędu skarbowego (Internal Revenue Service, IRS), do którego każdy mieszkaniec USA musi składać zeznanie podatkowe.
Jak brzmiał zarzut prawników Trumpa? Otóż pracownik IRS miał w 2020 r. przekazać jego zeznania podatkowe magazynowi "The New York Times". Cztery miesiące później pozew został wycofany, ale w rzeczywistości za posunięciem tym kryło się coś innego. Senator Adam Schiff (demokrata z Kalifornii) nazywa to "bezczelnym oszustwem". Renomowana politolog Heather Cox Richardson mówi o "oczywistej korupcji".
W zamian za wycofanie pozwu Trump otrzymał coś znacznie cenniejszego — immunitet przed kontrolami podatkowymi. I to nie tylko dla siebie, ale także dla swoich synów Erica i Donalda Jr., dla swoich firm oraz — jak wynika z dokumentu ugody — wszystkich osób z nimi spokrewnionych. Dodatkowo na mocy porozumienia utworzono fundusz antynaciskowy (Anti-Weaponization Fund) o wartości 1,776 mld dol. (6,5 mld zł), z którego polityczni sojusznicy Trumpa mają otrzymać rekompensatę — z pieniędzy podatników.
— Nigdy czegoś takiego nie widziałem — mówi strateg polityczny Steve Rosenthal z ponadpartyjnego Tax Policy Center w rozmowie z POLITICO. Ekspertka podatkowa Chye-Ching Huang z Center on Budget and Policy Priorities nazywa ten manewr bezprecedensowym. — To podważa podstawy naszego systemu podatkowego — mówi.

Zuchwały przekręt

Konstrukcja prawna tego manewru jest dziwaczna. Trump pozwał bowiem organ, którego szefów sam mianuje. IRS i Departament Skarbu są częścią władzy wykonawczej, którą kontroluje prezydent. Prawnicy Departamentu Sprawiedliwości, którzy mieli bronić IRS, pracują dla niego. A na mocy prezydenckiego dekretu z lutego nie wolno im reprezentować stanowiska prawnego, które "jest sprzeczne z opinią prezydenta".
Sam Trump nie ukrywał tego posunięcia. Dwa dni po wniesieniu pozwu ujął to wprost. Kiedy reporter zapytał go na pokładzie samolotu, jak to ma działać, Trump odpowiedział krótko: — Mam wynegocjować ugodę z samym sobą.
Niedługo później właśnie to się stało.
Sędzia Kathleen Williams z Sądu Okręgowego Stanów Zjednoczonych na Florydzie dostrzegła ten problem już na wczesnym etapie. W kwietniu wyraziła poważne wątpliwości co do tego, czy w ogóle doszło do konstytucyjnego "sporu" — podstawowego warunku postępowania sądowego zgodnie z artykułem III Konstytucji Stanów Zjednoczonych. W oświadczeniu z 14 maja argumentowała: "konstytucyjny wymóg przeciwstawności nie ma zastosowania, jeśli jedna strona faktycznie kontroluje drugą".
Decydująca rozprawa w procesie została wyznaczona na 27 maja, ale nigdy się nie odbyła. 18 maja — dziewięć dni wcześniej — prawnicy Trumpa wycofali pozew. Tuż przed tym, jak sędzia miała podjąć decyzję.
Innymi słowy — za pośrednictwem swojego lojalnego prokuratora generalnego Todda Blanche'a prezydent "rozstrzygnął" sprawę przeciwko własnym organom, bez możliwości interwencji ze strony parlamentu lub niezależnego sądu. Nic dziwnego, że opozycja jest teraz wściekła. Demokratyczny senator i przewodniczący komisji finansów Ron Wyden nazywa porozumienie "atakiem na praworządność". — Demokraci będą walczyć z każdym jego elementem — zapowiada.
Pytanie brzmi — jak? Dokument ugody jest podpisany. Fundusz zostanie utworzony. Wznowienie postępowania wydaje się praktycznie wykluczone. Nawet konserwatywny konstytucjonalista Jonathan Turley z Uniwersytetu George'a Washingtona jest zaniepokojony: "To stwarza niebezpieczny precedens" — pisze. "Jeśli prezydent może pozywać własne agencje, a następnie dyktować warunki ugody, co powstrzyma go przed odrzuceniem każdej niepożądanej kontroli?"

Kontrole podatkowe rodziny Trumpa zakazane

Ciekawym elementem sprawy jest również nowo utworzona pula w wysokości 1,8 mld dol. (6,6 mld zł). Dokument ugody wyjaśnia, kto ma prawo do "odszkodowania" z tych środków: osoby, które rzekomo padły ofiarą "wojny prawnej" i "wykorzystania prawa jako broni". Trump rozumie przez to "wykorzystanie władzy państwowej przez demokratycznych polityków" przeciwko osobom "z powodów politycznych lub ideologicznych".
W dokumencie wymienione są trzy przykładowe grupy: przeciwnicy aborcji, którzy byli ścigani karnie, rodzice, którzy protestowali na posiedzeniach rady szkolnej i zostali sklasyfikowani przez administrację Bidena jako "terroryści" oraz — czego nie ma w dokumencie, ale co dla każdego jest oczywiste — ludzie skazani za szturm na Kapitol z 6 stycznia 2021 r. Są to dokładnie ci ludzie, których Trump ułaskawił już w ramach jednego ze swoich pierwszych działań prezydenckich.

Potencjalna grupa osób uprawnionych do odszkodowania z tej puli jest ogromna. Todd Blanche wyjaśnił przed Senatem, że "każdy, kto z powodów politycznych czuje się prześladowany przez wymiar sprawiedliwości", może złożyć wniosek o finansową rekompensatę. Kto decyduje o przyznaniu pieniędzy? Pięcioosobowa komisja mianowana przez lojalistę Trumpa, Blanche'a, która w każdej chwili może zostać przez prezydenta odwołana. Jakie są kryteria? Komisja ustala je sama i nie musi ich ujawniać. Również nazwiska osób otrzymujących środki mogą pozostać tajne.
Dwóch policjantów, którzy 6 stycznia 2021 r. odnieśli ciężkie obrażenia podczas pacyfikowania szturmu na Kapitol, złożyło pozew przeciwko funduszowi. "To obraza, że pieniądze podatników mają trafić do ludzi, którzy prawie nas zabili" — pisze "Washington Post", cytując funkcjonariusza Daniela Hodgesa.
Dzień po ogłoszeniu utworzenia funduszu Blanche przedstawił drugi dokument, który również ma w sobie coś ciekawego. Zgodnie z nim IRS ma dożywotni zakaz kontrolowania zeznań podatkowych złożonych przez Trumpa i jego rodzinę przed 19 maja 2026 r.
Według badań przeprowadzonych przez "The New York Times" i "ProPublica" kontrola IRS mogłaby wykazać, że Trump jest dłużny ponad 100 mln dol. (365 mln zł). Wszystko przez to, że dwukrotnie zgłosił te same straty związane ze swoim wieżowcem w Chicago — w 2008 r., a następnie ponownie po 2010 r. Uwzględniając 72,9 mln dol. (266 mln zł) zwrotu, odsetki i kary, rachunek mógł przekroczyć 100 mln dol. (365 mln zł). Audyt został jednak umorzony.

Cichy sprzeciw republikanów

Przedmiotem dochodzenia nie mogą być już również interesy synów Trumpa — a przykładowo w 2025 r. fundusz państwowy Zjednoczonych Emiratów Arabskich nabył większość udziałów w firmie Trumpa World Liberty Financial.
Eric i Donald Trump Jr. zainwestowali również w Powerus Corporation, producenta dronów — dokładnie w momencie, gdy ich ojciec przeznaczył miliardy na drony bojowe w wojnie z Iranem. Synowie zyskują więc podwójnie: nie będą już poddawani kontrolom podatkowym, a jednocześnie czerpią zyski z polityki wojennej ojca. Według Białego Domu Eric Trump i Donald Trump Jr. zarządzają majątkiem swojego ojca, którego wartość szacuje się na gigantyczną kwotę 6,5 mld dol. (23,7 mld zł).
Nina Olson, była krajowa rzeczniczka podatników — najwyższa urzędniczka IRS ds. ochrony konsumentów — nazywa to porozumienie "niezgodnym z konstytucją" i ostrzega: zgodnie z paragrafem 7217 przestępstwem jest, gdy prezydent bezpośrednio lub pośrednio nakazuje urzędnikowi IRS zakończenie kontroli podatkowej. — Dokładnie to miało miejsce w tym przypadku — mówi.
Również wśród republikanów narasta sprzeciw wobec prezydenta — choć raczej ze strony posłów z tylnych rzędów. 25 republikańskich senatorów wypowiedziało się przeciwko funduszowi i odroczyło głosowanie nad pakietem środków o wartości 72 mld dol. (263 mld zł). Stwierdzili, że nie chcieli głosować nad "czarną kasą" Trumpa.
Według doniesień medialnych Blanche spędził dwie godziny na spotkaniu z senatorami — nie był jednak w stanie wiarygodnie wyjaśnić, jak fundusz miałby funkcjonować ani jakie ma środki bezpieczeństwa. Senator Mitt Romney, najbardziej znany przedstawiciel buntowników, nazywa porozumienie "nadużyciem władzy wykonawczej". — Jeśli na to pozwolimy, nie będzie już odwrotu — ostrzega.
Lider Demokratów Chuck Schumer ogłosił natomiast, że zablokuje fundusz na drodze prawnej. To, czy mu się to uda, zależy jednak również od wyniku listopadowych wyborów uzupełniających. Do tego czasu Trump ma w dużej mierze wolną rękę w tym, co demokratyczny kongresman Jamie Raskin nazywa "rażącym naruszeniem konstytucji" i "oszustwem".
Według Raskina Trumpowi udało się to, czego nie odważył się zrobić żaden prezydent przed nim: pozwał własne agencje, kazał prawnikom "załatwić" sprawę i stworzył dla sojuszników fundusz wart miliardy — jednocześnie zapewniając swojej rodzinie immunitet podatkowy.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Donald Trump pozwał swoją administrację o 10 miliardów dolarów, wygrywając sprawę i uzyskując immunitet przed kontrolą podatkową dla siebie oraz rodziny.
  • W ramach ugody utworzono fundusz o wartości 1,776 miliarda dolarów dla osób twierdzących, że padły ofiarą "wojny prawnej" ze strony polityków demokratycznych.
  • Kontrole podatkowe dotyczące Trumpa oraz jego synów zostały zakazane do 19 maja 2026 roku, co może oznaczać olbrzymie straty dla Skarbu USA.
  • Sędzia zauważyła niekonstytucyjność sytuacji, w której Trump pozywa agencję, którą kontroluje.
  • W obozie republikańskim rośnie sprzeciw wobec działań Trumpa, a niektórzy senatorowie krytykują fundusz jako nadużycie władzy.

Wróć do artykułu

Potężny zgrzyt między Nawrockim a Kaczyńskim. W tle Wałęsa i sędzia nr 1 w Polsce

24 maja 2026

To jedna z najważniejszych nominacji, jakich dokonuje prezydent. Do Karola Nawrockiego były pielgrzymki, by na nowego I Prezesa Sądu Najwyższego wskazał sędziego Zbigniewa Kapińskiego. Na kilka dni przed upływającym terminem do gry wszedł Jarosław Kaczyński i powiedział twarde "nie". Prezydent i jego ministrowie zostali z ręką w nocniku.

— Posypał się plan — mówi "Newsweekowi" znany polityk PiS. Plan na wybór najważniejszego sędziego w Polsce. To potężny zgrzyt między prezesem PiS a Karolem Nawrockim i szefem Kancelarii Prezydenta Zbigniewem Boguckim.

Prezes nie dał zielonego światła

Ta historia była przykryta przez batalię prezydenta, rządu i generalicji o obecność wojsk USA w Polsce. Ale nie może nikomu umknąć.

Do 26 maja Karol Nawrocki ma powołać nowego prezesa SN. Na podjęcie decyzji miał aż trzy miesiące. Faworyt był jeden: sędzia Zbigniew Kapiński, dziś prezes Izby Karnej SN. I prezes — to w tej historii jest istotne — jest też szefem Trybunału Stanu, który może sądzić najwyższych urzędników w państwie.

Sędziowie SN wskazali prezydentowi pięć kandydatur. W tym Kapińskiego, który miał w SN największe poparcie. Kapińskiego popierała cała plejada ważnych postaci w obozie prawicy. Kto?

Ustępująca I prezes SN Małgorzata Manowska, która — co jest rzeczą bezprecedensową — opublikowała na stronach SN swoje oświadczenie, w którym nie wymieniając Kapińskiego z nazwiska wzięła go w gorącą obronę przed krytykami. Podstawowym zarzutem, publicznie formułowanym na prawicy, jest to, że w 2000 r. Kapiński był w składzie trzech sędziów, którzy orzekli, że Lech Wałęsa nigdy nie był TW "Bolkiem".

Były premier Mateusz Morawiecki też wspierał Kapińskiego. W obozie Prawa i Sprawiedliwości to wsparcie budziło zdziwienie, bo było tak gorące. Na Nowogrodzkiej — mówią nasi rozmówcy z tej partii — stwierdzono, że Morawiecki popiera Kapińskiego dlatego, że I prezes SN jest zarazem przewodniczącym Trybunału Stanu, a ten (choć historia pokazuje, że do tej pory jest to organ prawie martwy) sądzi najważniejszych urzędników w państwie.

Była prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska (bliska Morawieckiemu) — również wspierała Kapińskiego.

Były prezydent Andrzej Duda również sugerował Karolowi Nawrockiemu, że Kapiński jest najlepszym wyborem na nowego prezesa SN. Co istotne: Andrzej Duda jest w bardzo przyjacielskich relacjach z Manowską, więc działał głównie pod jej wpływem. Dzisiaj Manowska jest także w bliskich relacjach z Nawrockim.

Publicznie największym zwolennikiem Kapińskiego był szef Kancelarii Prezydenta RP Zbigniew Bogucki. Szef Kancelarii miał z Kapińskim nawiązać dobre relacje, ponieważ są karnistami i w obecnej polityce wobec wymiaru sprawiedliwości w sumie się zgadzają.

Kilka dni temu udzielił wywiadu w Kanale Zero — opiewał w nim Kapińskiego, chwalił go jako bardzo doświadczonego sędziego i odważnego, propaństwowego, który sądził w trudnych i ważnych sprawach, ale też podkreślał, że Kapiński stanął na stanowisku — w uchwale Izby Karnej SN i potem powtarzał to w wywiadach — że Dariusz Barski (powołany za rządów PiS przez Zbigniewa Ziobro) jest wciąż prokuratorem krajowym. Kapiński dystansuje się też od określenia "neosędzia". Bogucki wychwalał Kapińskiego, bo ten jest — według szefa KPRP — doskonałym i lubianym wykładowcą. Jednocześnie — co ważne — Bogucki bronił sędziego przed krytyką za wyrok oczyszczający Lecha Wałęsę w sprawie lustracyjnej. Ten wywiad szefa KPRP został odnotowany na Nowogrodzkiej.

Co ważne: Jarosław Kaczyński nie dał zielonego światła na takie promowanie sędziego Kapińskiego na I prezesa SN. Prezes PiS — mówią nasze źródła — patrzył, kto jak się zachowuje w tej sprawie i długo nie zajmował stanowiska. Ale termin, w którym prezydent powinien namaścić nowego I prezesa SN, coraz bardziej się zbliżał. Później sytuacje przyspieszyły.

Cenckiewicz prosi Nawrockiego

Kilkanaście dni temu poseł wybrany z listy PiS, ale dziś w marginalnym kole Demokracja Bezpośrednia, Tomasz Rzymkowski napomknął na X (Twitter), że przecież Kapiński w 2000 r. uznał Lecha Wałęsę za czystego w sprawie lustracyjnej przed wyborami prezydenckimi. Rzymkowski publicznie poprosił Sławomira Cenckiewicza o to, aby zabrał głos w sprawie tego procesu lustracyjnego i sędziego Kapińskiego. Cenckiewicz jest autorem książki "SB a Lech Wałęsa" z 2008 r., a historii Wałęsy poświecił kilka książek. Cenckiewicz publicznie zwrócił się do Karola Nawrockiego — prywatnie swojego przyjaciela — aby nie wskazywał Kapińskiego na nowego I prezesa SN, zarzucając sędziemu wydanie haniebnego wyroku. Bez względu na apele Cenckiewicza prezydent i tak się skłaniał ku Kapińskiemu, czego dowodem było obsypywanie Kapińskiego przez Boguckiego superlatywami. Gdyby Nawrocki wskazał Kapińskiego na prezesa SN, to byłby to cios w samo serce Cenckiewicza.

Według naszych informacji w środowiskach twardej prawicy Kapiński nie był akceptowany, ale nie wylewało się to publicznie (oprócz protestów Cenckiewicza), bo Nawrocki wyrósł przecież z takiego środowiska. Nawrocki otrzymywał od osób z obozu twardej prawicy SMS-y ze zdjęciem pierwszej strony wyroku m.in. Kapińskiego z 2000 r., w którym stwierdzono, że ponad wszelką wątpliwość Lech Wałęsa nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa. Kapiński do SN został powołany w 2022 r. — przy udziale Krajowej Rady Sądownictwa. W środowisku tej prawicy Kapiński "przemalował się" na konserwatywnego, prawicowego sędziego.

Cenckiewicz — wywołany publicznie do zajęcia stanowiska — opublikował kilkudziesięciostronicowy raport o przebiegu procesu Wałęsy w 2000 r. i roli sędziego Kapińskiego. Opublikował go też serwis Niezależna.pl — związany z Tomaszem Sakiewiczem i sympatyzujący ze środowiskiem Antoniego Macierewicza. Wnioski Cenckiewicza były takie, że w 2000 r. skład sędziowski z Kapińskim jedne dowody pomijał, a inne źle interpretował, a na końcu skład ten wydał błędny wyrok. Według Cenckiewicza sąd w 2000 r. dysponował bądź mógł mieć dostęp do tych samych materiałów, co on razem z Piotrem Gontarczykiem, pisząc w 2008 r. książkę z wnioskiem, że Wałęsa jednak w latach 1970-76 współpracował z SB. Obrońcy Kapińskiego mówią z kolei, że w procesie z 2000 r. wątpliwości rozstrzygano na korzyść Wałęsy, a dopiero w 2016 r. wdowa po gen. Kiszczaku powiedziała, że ma oryginalną teczkę TW "Bolka" i potem ją upubliczniono.

Opublikowany raport Cenckiewicza dotarł też na Nowogrodzką.

Kaczyński obserwował

Prezes PiS do tej pory nie zdradzał swojego stanowiska w sprawie Kapińskiego, czy to dobry, czy zły kandydat na nowego prezesa SN. Wedle naszych źródeł Kaczyński nie dał jednak nigdy zielonego światła na promowanie Kapińskiego. Bogucki, Manowska, Morawiecki, Duda, Przyłębska promowali Kapińskiego na własną rękę. Prezes PiS z kolei obserwował, kto jak się wobec Kapińskiego zachowuje.

Kaczyński jest w trwałym, ostrym konflikcie z Lechem Wałęsą, więc można było podejrzewać, że będzie krytyczny wobec Kapińskiego. Jednak z drugiej strony Kapiński prezentuje obecnie — choć to pewne uproszczenie — linię bliską PiS. Kaczyński nieraz puszczał w niepamięć jakieś dawne pretensje, jeśli ktoś może być dla niego użyteczny — tak mogło być też z Kapińskim. Ale nie było.

Raport Cenckiewicza dotarł na Nowogrodzką, a prezes PiS uważa Cenckiewicza za bardzo dobrego historyka, a za polityka co najwyżej średniego, niesterowalnego, gotowego wszystko opisywać w książkach, a więc obarczonego ryzykiem nielojalności. Na Nowogrodzkiej Cenckiewicz jest skreślany jako kandydat na ministra, bo Kaczyński obawia się, że historyk potem od razu opisałby w kolejnej książce to, jak wygląda władza PiS od środka.

Gdy już wszystko wskazywało na to, że Karol Nawrocki po weekendzie (23-24 maja) powoła sędziego Kapińskiego na nowego prezesa SN, głos zabrał Jarosław Kaczyński. Na X napisał: "26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 roku, nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego".

Prezes PiS powiedział więc publicznie Nawrockiemu: ani się waż powoływać Kapińskiego. Teraz Karol Nawrocki albo zrezygnuje z tej nominacji, albo otwarcie sprzeciwi się Kaczyńskiemu.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Karol Nawrocki miał powołać nowego prezesa Sądu Najwyższego, lecz Jarosław Kaczyński sprzeciwił się kandydaturze sędziego Zbigniewa Kapińskiego.
  • Kapiński był preferowany przez wiele prominentnych postaci w obozie prawicy, w tym Małgorzatę Manowską oraz Mateusza Morawieckiego.
  • Kaczyński, nie dając zielonego światła na promowanie Kapińskiego, obserwował sytuację i wyraził swoje wątpliwości publicznie.
  • Sławomir Cenckiewicz, bliski współpracownik prawicy, krytycznie ocenił Kapińskiego za wyrok w sprawie Lecha Wałęsy z 2000 roku.
  • Decyzja Nawrockiego, czy powołać Kapińskiego, może prowadzić do jawnego konfliktu z Kaczyńskim.

Wróć do artykułu

Dwa paszporty i wiza. Prawnik o sprawie Ziobry: cała ta historia jest dziwna

Z doniesień medialnych wynika, że Zbigniew Ziobro w czasie podróży do USA mógł posługiwać się nie tylko tzw. paszportem genewskim, ale także tymczasowym węgierskim paszportem. Dlaczego? — Cała ta historia jest dziwna. Tam się pojawiło tak wiele wątków, które nie pasują do regulacji prawnych, że trudno ocenić ją z perspektywy prawa międzynarodowego — mówi w rozmowie z "Faktem" dr hab. Marcin Marcinko z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

9 maja Zbigniew Ziobro opuścił strefę Schengen i z lotniska w Mediolanie wyleciał do USA. Stało się to w dniu zaprzysiężenia nowego węgierskiego rządu.

Gdzie jest Romanowski? "Stamtąd mógł się przedostać, gdzie tylko chciał"

W tym tygodniu Peter Magyar odwiedził Polskę i przekazał nowe informacje w sprawie posła PiS. — Rozważymy możliwość pozbawienia ich statusu uchodźców. Budapeszt i Węgry nie będą miejscem dla międzynarodowych przestępców. Dokładnie przyjrzymy się tej sprawie. Polecę ministrowi spraw wewnętrznych, aby się nią zajął i sprawdził, jakie mamy możliwości — zapowiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".

Z ustaleń Radia ZET wynika, że poseł PiS mógł posługiwać się nie tylko tzw. paszportem genewskim, ale także tymczasowym węgierskim paszportem. — Ten, kto otrzymuje azyl węgierski, jest uprawniony do korzystania z dokumentów węgierskich we wszystkich krajach, z wyjątkiem tego, z którego uciekł. Czyli ten dokument jest ważny we wszystkich krajach, oprócz Polski — powiedział sam Magyar w TVP Info.

Paszporty Ziobry pod lupą. Prawnik: tu jest problem

O najnowszych informacjach "Fakt" rozmawiał prawnikiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego. — Jeżeli status uchodźcy zostanie cofnięty, to automatycznie wiąże się to z utratą paszportu genewskiego, który jest z nim powiązany — wyjaśnia dr hab. Marcin Marcinko.

Zapytaliśmy też eksperta o to, co by się stało, gdyby Zbigniew Ziobro, przebywając na terenie USA, stracił paszport genewski. — Może się okazać, że taka osoba nie ma żadnego dokumentu podróży, więc — najprościej ujmując — mogłoby dojść na przykład do deportacji tej osoby do kraju pochodzenia. Ta osoba mogłaby się oczywiście starać o ochronę w państwie, w którym przebywa, ale trudno byłoby udowodnić, na jakiej podstawie, skoro cofnięto jej status uchodźcy. Więc tutaj jest problem związany z brakiem dokumentu podróży — mówi.

— W tym konkretnym przypadku to wciąż jest obywatel Polski, bo proszę pamiętać, że status uchodźcy nie pozbawia obywatelstwa. Żeby nie komplikować sytuacji i nie wchodzić w jakieś komplikacje dyplomatyczne, najlepiej byłoby przekazać takie osoby do państwa pochodzenia — podkreśla prawnik.

Ziobro w USA. "Cała ta historia jest dziwna"

— Z paszportem tymczasowym jest tak, że to państwo wydaje ten dokument i to państwo może go cofnąć albo unieważnić. Pamiętajmy, że w przypadku USA jest jeszcze wiza, zgoda na wjazd i pobyt dla cudzoziemca. W przypadku pana Ziobry mówiło się o wizie dziennikarskiej. To państwo samo decyduje, komu tę wizę przyznać, dlatego ocena tego działania z perspektywy prawa międzynarodowego jest problematyczna. Mieliśmy wiele takich przypadków, kiedy polscy obywatele starali się o wizę amerykańską i otrzymywali odmowę, bo coś tam się nie spodobało we wniosku wizowym — tłumaczy dr hab. Marcin Marcinko.

— Zresztą cała ta historia jest dziwna. Tam pojawiło się tak wiele wątków, które nie pasują do regulacji prawnych, że trudno ocenić ją z perspektywy prawa międzynarodowego — mówi ekspert.

Po co zatem Zbigniewowi Ziobrze potrzebny był ten paszport tymczasowy? — Możliwe, że chodziło o obawę, iż paszport genewski straci ważność. Wówczas paszport tymczasowy może być tym dokumentem, który pozwoli podróżować poza granice Węgier — podkreśla rozmówca "Faktu".

O to, na jakiej podstawie poseł PiS wyjechał do USA, "Fakt" zapytał Prokuraturę Krajową. "Z uzyskanych przez nas dowodów wynika, że Zbigniew Ziobro wyleciał z Europy w dniu 9 maja z lotniska w Mediolanie samolotem do Newark w USA. Posługiwał się wizą «członka zagranicznych mediów»" — przekazał prok. Przemysław Nowak. Jak dodał, na tym etapie śledczy nie informują o rodzaju dokumentu, którym się posługiwał.

Więcej o paszporcie genewskim w tekście: Polska unieważnia paszporty Ziobry i Romanowskiego. Ekspert: "To nie immunitet"

Wyjazd Ziobry do USA. Dyplomata: zakładam, że Rose nie łgał w żywe oczy

Fakt


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz