Chciałabym, żeby prezydent Nawrocki czytał nie tylko Dmowskiego, ale także to, co zalecają lekarze [KOMENTARZ], 09.01.2026



Chciałabym, żeby prezydent Nawrocki czytał nie tylko Dmowskiego, ale także to, co zalecają lekarze [KOMENTARZ]

 8 stycznia 2026

Anna DurandRedaktorka Onet Lifestyle i Kultura

Jeśli dziś ginekolog pisze do prezydenta o historii, to nie dlatego, że pomylił specjalizacje. Tylko dlatego, że zbyt dobrze wie, jak kończą państwa, które przedkładają mit nad prawdę, a ideologię nad zdrowie i szczęście jednostki, a tym przypadku — kobiety.

Finał stawiania ideologii na pierwszym miejscu — niezależnie od epoki — jest zawsze taki sam.

"Historia nie jest narzędziem budowania bieżącej tożsamości politycznej. Jest przestrzenią odpowiedzialności" — pisze w otwartym liście do prezydenta Nawrockiego dr Maciej Jędrzejko.

I to zdanie mogłoby wisieć nad każdym gabinetem polityka znajdującego się obecnie u władzy.

Kilka dni temu prezydent Karol Nawrocki opublikował w mediach społecznościowych pochwalny komentarz poświęcony Romanowi Dmowskiemu. Narracja była jednoznaczna: Dmowski jako twórca "ponadczasowego realizmu politycznego", symbol rozsądnej, obowiązkowej, narodowej polskości, stawiającej interes wspólnoty ponad wszystko inne.

Prezydent Nawrocki podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim (7 stycznia 2026)PAP/Paweł Supernak
Prezydent Nawrocki podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim (7 stycznia 2026)

To właśnie na ten wpis odpowiedział dr Maciej Jędrzejko — ginekolog i położnik — listem otwartym do prezydenta, który umieścił w swoich social mediach.

I "się zaczęło": kilka tysięcy reakcji, blisko tysiąc komentarzy.

List Jędrzejki nie jest wyłącznie polemiką historyczną. Jest sprzeciwem wobec pewnego sposobu myślenia o państwie i obywatelach, który w Polsce ostatnich lat szczególnie dotyka kobiety.

Lekarz w swoim wpisie zauważa, że Roman Dmowski był myślicielem konsekwentnym. Postrzegał naród jako organizm nadrzędny wobec jednostki, a państwo jako narzędzie kształtowania obywatela. Interes narodowy — definiowany przez elity — miał pierwszeństwo przed prawami jednostki. Antysemityzm nie był u niego "błędem epoki", lecz centralnym elementem doktryny politycznej. To fakty, które w oficjalnym wpisie prezydenta nie wybrzmiały ani razu.

Problem polega na tym, że taka selektywna narracja nie jest dziś niewinna.

Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji państwo bardzo wyraźnie pokazało, że w konflikcie między ideologią a autonomią kobiet gotowe jest poświęcić zdrowie, bezpieczeństwo i życie pacjentek. Lekarze znaleźli się pod presją, kobiety — w sytuacji strachu i niepewności, a prawa reprodukcyjne stały się polem politycznej wojny.

Choć list ginekologa pozornie wykracza poza obszar medycyny, w rzeczywistości dotyka jej fundamentów — bo pokazuje, jak idee polityczne przenikają do praktyki lekarskiej.

Dr Jędrzejko pisze jako lekarz, który od ponad 20 lat pracuje z kobietami w momentach granicznych: w chorobie, ciąży, po stracie, w bólu i lęku. Widzi, jak idee o "interesie narodowym" schodzą z poziomu akademickich koncepcji wprost do gabinetów lekarskich. Jak autonomia pacjentki bywa ograniczana w imię doktryny. Jak lekarz bywa zmuszany do roli strażnika ideologii, zamiast rzecznika zdrowia.

"Widzę stygmatyzację kobiet po poronieniach, którym zamiast wsparcia oferuje się podejrzliwość i ocenę moralną. Widzę pacjentki z endometriozą, chorobą przewlekłą i wyniszczającą, które przez lata słyszą, że »taka ich uroda« albo że powinny »skupić się na macierzyństwie«" — wylicza.

Dr Maciej Jędrzejko (fot. Facebook/Dr Maciej Jędrzejko Tata Ginekolog)New Africa / Shutterstock
Dr Maciej Jędrzejko (fot. Facebook/Dr Maciej Jędrzejko Tata Ginekolog)

Pisze też jako mężczyzna, który — co dziś w Polsce wcale nie jest oczywiste — staje po stronie kobiet.

To ważne, bo po wyroku Trybunału Konstytucyjnego solidarność z kobietami ma swoją cenę. Lekarze, aktywiści, influencerzy i twórcy internetowi, którzy publicznie mówią o prawach kobiet, są systematycznie hejtowani, zastraszani, oskarżani o "ideologizację", "lewactwo" czy "atak na tradycję". Głos w obronie kobiet bywa w Polsce przedstawiany jako... prowokacja.

Stawianie Romana Dmowskiego za wzór to nie jest tylko "niewinna historyczna preferencja". To sygnał, który realnie uderza w kobiety — zwłaszcza dziś, gdy jego idee są przywoływane i reinterpretowane przez środowiska narodowo-konserwatywne i skrajną prawicę. To z tych nurtów płynie presja, która najczęściej spada właśnie na kobiece ciała i wybory.

Nie godzę się na państwo, w którym interes wspólnoty zostaje wyniesiony ponad wszystko inne. Zbyt wiele razy ja i moje redakcyjne koleżanki opisywałyśmy historie kobiet, które zapłaciły zdrowiem, a czasem życiem, bo ideologia została postawiona wyżej niż doświadczenie jednostki i jej prawo do ochrony.

W komentarzach pod listem Jędrzejki szybko pojawiła się fala emocji: od wdzięczności i ulgi po złość i kpiny. Wielu internautów pisało, że to rzadki przykład męskiego głosu, który "szanuje kobiety" i rozumie również ich problemy emocjonalne. Inni kwestionowali kompetencje prezydenta jako historyka: "Wypowiada się tak, jakby tej historii nie znał". Komentujący zwracali uwagę na to, że politykom zawsze marzy się państwo "na ich obraz". Padło też pytanie, które streszcza stawkę sporu: "Jakiej Polski on [prezydent] dla nas chce?". I dalej: "Adresat tego nie przeczyta, a nawet jeśli — czy zrozumie". Pojawiły się też głosy krytyczne wobec samego listu oraz typowe próby uciszania autora w stylu: "niech lekarze leczą" (w domyśle — a nie "politykują").

A przecież dr Jędrzejko nie kwestionuje historii. On kwestionuje mit. Mit wygodny, uproszczony. Mit, który pozwala mówić o narodzie jako całości, ale nie mówi nic o odpowiedzialności za los jednostek — zwłaszcza tych najsłabszych.

Dlatego polemika ginekologa z prezydentem nie jest sporem o Romana Dmowskiego sprzed 100 lat. Jest sporem o to, jakiej Polski chcemy dziś. Polski, w której państwo chroni obywatela, czy takiej, w której obywatel — a zwłaszcza obywatelka — ma się podporządkować "wyższym celom".

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Ginekolog dr Maciej Jędrzejko wysłał list otwarty do prezydenta Karola Nawrockiego, krytykując jego pochwałę Romana Dmowskiego, wskazując, że ideologia nie powinna stać ponad zdrowiem i bezpieczeństwem kobiet.
  • Jędrzejko, jako lekarz, zauważa, jak ideologie wpływają na praktykę medyczną oraz ograniczają autonomię pacjentek.
  • W liście stwierdza, że Dmowski był myślicielem, który stawiał interes narodowy ponad dobro jednostki, co obecnie wpływa na sytuację kobiet w Polsce.
  • Reakcje na list były skrajne, od wdzięczności po krytykę, z pytaniami o wizję Polski, jaką ma prezydent.
  • Jędrzejko podkreśla, że jego polemika to nie tylko spór historyczny, ale także ważna kwestia dotycząca przyszłości Polski i praw obywatelskich.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz