Czy Trump będzie bronił Estonii? Ekspert: Zachodzę w głowę, dlaczego NATO nie odpowiada na prowokacje Rosji [WYWIAD], 29.06.2026



 

Czy Trump będzie bronił Estonii? Ekspert: Zachodzę w głowę, dlaczego NATO nie odpowiada na prowokacje Rosji [WYWIAD]

28 czerwca 2026

Martwi mnie zwiększone tempo i dotkliwość ataków hybrydowych, my tak naprawdę nie odpowiedzieliśmy Rosji na te agresje, a przynajmniej nie w jawny sposób – powiedział w rozmowie z "Forbesem" podczas GLOBSEC Forum 2026 Ian Brzezinski, który w administracji George’a W. Busha pełnił funkcję zastępcy asystenta sekretarza obrony USA ds. polityki europejskiej i NATO, a obecnie kieruje firmą doradczą Brzezinski Group.

Forbes: Czy Europa nadal może ufać USA?

Ian Brzezinski: Zasadniczo tak. Bez wątpienia Donald Trump kwestionuje wartość NATO i jest zdania, że USA nie mają żywotnych interesów w Europie. Prawdą jest zarazem, że ma on obecnie dominującą pozycję i szereg prerogatyw w zakresie bezpieczeństwa narodowego USA. Ale jednak prezydent działa w systemie politycznym zwanym demokracją. Jeśli wyjrzymy poza wąski krąg Trumpa, to zobaczymy, że 80-90 proc. albo i więcej ludzi na Kapitolu uważa, że mamy żywotne interesy w Europie i że NATO jest najważniejszym sojuszem. Dotyczy to także zdecydowanej większości amerykańskich obywateli. Trump jest oderwany od opinii publicznej, a nawet od własnego elektoratu.

Jak to?

Pokazują to badania przeprowadzone przez Ronald Reagan Presidential Foundation. W zeszłym roku 73 proc. wyborców MAGA – a więc ludzi noszących czerwone czapki – zgodziło się, że USA powinny angażować się w sprawy międzynarodowe i przejmować inicjatywę. To więcej niż Demokraci i Republikanie, którzy nie należą do MAGA. Chyba ze trzy razy musiałem to przeczytać, żeby się upewnić, że dobrze widzę. Co więcej, większość zwolenników MAGA opowiada się za wolnym handlem z cłami tymczasowymi i selektywnymi niż za protekcjonizmem z cłami szerokimi i długoterminowymi. To inne podejście od tego, które reprezentuje Trump.

Z tego samego sondażu wynika, że łącznie 71 proc. wszystkich Amerykanów poparłoby użycie siły militarnej przez USA w przypadku ataku na sojusznika z NATO w Europie, a więc np. gdyby Rosja zaatakowała Estonię. Dlatego zachęcam moich europejskich przyjaciół, aby postawili na Amerykę w dłuższej perspektywie i uważali, by nie reagować zbyt gwałtownie.

POLECAMY: Amerykanie bogatsi od Europejczyków? Radosław Sikorski: Coś się nie zgadza

Bardziej obawia się pan zbyt emocjonalnej reakcji Europy na działania Trumpa niż działań samego Trumpa?

Tak, Europejczycy powinni pilnować, by nie wyrządzić trwalszych szkód, niż Trump jest w stanie spowodować przez te ostatnie parę lat urzędowania.

Być może Amerykanie byliby gotowi bronić Estonii, pytanie, czy Trump – gdyby naprawdę przyszło co do czego – wysłałby tam amerykańskie wojska?

Sądzę, że tak, a to dlatego, że Trump po prostu myślałby o swoim dziedzictwie.

Czy obecnie istnieje realne zagrożenie rosyjskim atakiem na kraje NATO?

Nie obawiam się takiej inwazji, jakiej dokonali Rosjanie na Ukrainę. Bardziej martwi mnie zwiększone tempo i dotkliwość ataków hybrydowych, my tak naprawdę nie odpowiedzieliśmy Rosji na te agresje, a przynajmniej nie w jawny sposób. Sam zachodzę w głowę, dlaczego NATO nie odpowiedziało bardziej zdecydowanie na wrześniowy atak dronów na Polskę. To był bez wątpienia celowy, prowokacyjny akt, a my nie odpowiedzieliśmy. Oczywiście można powiedzieć, że NATO zareagowało, tworząc Tarczę Wschód, ale czy Putin odczuł jakiekolwiek środki karne? Żadnych.

CZYTAJ: Koszty wojny USA z Iranem zostaną z nami na lata. "Deal" Trumpa burzy status quo

Europa zbroi się na potęgę. Ale czy to tempo wystarczy, aby zniechęcić Putina do ataku?

Europa ma już dziś wystarczające zdolności, by odstraszyć Putina. Nie oznacza to jednak, że nie powinna się dalej zbroić. Powinna – aby to odstraszanie było jeszcze bardziej paraliżujące dla Putina. Ale też dlatego, żeby mogła współpracować z USA w celu ochrony i promowania interesów sojuszniczych poza Europą. To nie może działać w jedną stronę. Trump rozpowszechnia wizję, w której USA zobowiązują się do obrony Europy, a Europa nie robi nic dla USA na pozostałej części globu – taka wizja to gotowy przepis na transatlantycki decoupling. Europa wciąż musi robić więcej, ma do tego potencjał gospodarczy. Budzi konserwację sytuacja, w której Polska wydaje prawie 5 proc. PKB na obronność, a Czechy ok. 2 proc. To po prostu nie jest w porządku.

Przez chwilę Trump planował zmniejszyć liczebność wojsk USA w Polsce. Finalnie się z tego wycofał, ale pozostały wątpliwości, o co właściwie w tym całym zamieszaniu chodziło.

Było to odzwierciedlenie przekonania Trumpa, że nie mamy w Europie żywotnych interesów. Jego administracja dąży do scentralizowania sił w USA i osłabienia wieloletniej zasady bezpieczeństwa narodowego, jaką jest wysunięta obrona, czy to w Europie, w Korei, czy w Japonii. Do tego dochodzi obecna frustracja Trumpa tym, że Europejczycy niewystarczająco poparli jego atak na Iran. Tak więc jest w tym z jego strony trochę strategii, a trochę mściwości.

Czy zagrożenie dla Europy ze strony Rosji wzrośnie po tym, jak się skończy wojna na Ukrainie?

To zależy od tego, jak ta wojna się skończy. Jeśli Putinowi pozwoli się wyjść z niej z tarczą, to tylko zaostrzy to jego apetyt na więcej. Zachęci to również innych hegemonów na świecie do agresywnych działań. I wtedy kluczowe będzie właśnie odstraszanie ze strony Sojuszu. Ono przesądzi o tym, czy Rosja będzie miała motywację, aby kontynuować swoją agresję przeciwko Zachodowi. Moim zdaniem, aby to odstraszanie było wiarygodne, musi wiązać się z obecnością NATO, w tym również Amerykanów, na terytorium Ukrainy. Musi też obejmować wojska zdolne do zagrożenia terytorium Rosji. Nawet jeśli nie całego, to przynajmniej jego części.

POLECAMY: Kolejna fala kryzysu uderzy w Europę. Ekspert: możliwa reglamentacja paliw

Co poszło nie tak w Iranie?

Administracja nie doceniła odporności i determinacji brutalnego irańskiego reżimu. Jest on źródłem terroryzmu nie tylko w regionie, ale nawet poza nim, traktuje własnych obywateli w sposób potworny, barbarzyński, to jest średniowiecze. Jednocześnie jest to reżim zahartowany, który od dziesięcioleci pozostaje w konflikcie z Zachodem. Gdy ten konflikt przybrał na sile, zwłaszcza za administracji Trumpa, jego przedstawiciele stali się jeszcze bardziej nieugięci. Widać, że irański reżim przygotował się na tę konfrontację, świadczy o tym zdolność do zastąpienia liderów po tym, jak zostali zdziesiątkowani. Jestem przekonany, że Iran zdołałby przetrwać jeszcze kilka takich rund. Moim zdaniem Teheran postanowił sprawdzić, jak długo będzie w stanie opierać się Trumpowi, przynajmniej do listopada tego roku, kiedy odbędą się wybory midterms w USA.

Ta wojna miała osiągnąć nasze najważniejsze cele, którymi są zakończenie irańskiego programu nuklearnego, ukrócenie wsparcia Iranu dla terroryzmu i rozpoczęcie procesu prowadzącego do zmiany reżimu. Była ona jednak niepotrzebna, bo nie wydaje mi się, aby poprzez bombardowania można było pozbawić tak zdeterminowany kraj zdolności do stworzenia broni masowego rażenia. Mogliśmy użyć innych form nacisku gospodarczego, a także militarnego i hybrydowego, aby zwiększyć presję na reżim i ostatecznie doprowadzić do jego zmiany.

Nasze wojsko jest skuteczne, ale – przypomnijmy – w Wietnamie nie przegraliśmy ani jednej bitwy, a przegraliśmy wojnę. Tego rodzaju zaangażowanie przy użyciu siły militarnej musi opierać się na narzędziach i strategii wykraczających poza samo zabijanie ludzi i niszczenie mienia. Nie jestem pewien, czy obecna administracja dostatecznie przemyślała, jakie są inne narzędzia składające się na naprawdę skuteczną strategię, która dałaby trwałą i pozytywną zmianę w Iranie – taką, która przyniosłaby korzyści narodowi irańskiemu, a przy tym bezpieczeństwu międzynarodowemu.

Czego zabrakło?

Szczególnie uderzające jest to, że w amerykańskiej strategii wobec Iranu nie ma żadnego wyraźnego wsparcia opozycji, poza zabijaniem przywódców reżimu. Kiedy doprowadziliśmy do upadku Związek Radziecki, nie chodziło tylko o rozbudowę naszych sił i naciski ekonomiczne. Aktywnie wspieraliśmy również opozycję i to nie tylko w samym Związku Radzieckim, ale w całym Układzie Warszawskim, w tym w Polsce. Dlaczego nie robimy tego z Irańczykami? Właściwie to administracja Trumpa zrobiła coś odwrotnego. Zdziesiątkowała lub wyeliminowała wszelkie narzędzia typu soft power, po które zwykle sięgaliśmy, aby nieść wsparcie tym, którzy walczą o wolność, rządy prawa i demokrację w swoich krajach.

Poniżej streszczenie artykułu:

Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.

  • Ian Brzezinski zauważa, że Donald Trump ma wpływ na politykę bezpieczeństwa USA, kwestionując wartość NATO.
  • Większość amerykańskich obywateli oraz polityków popiera zaangażowanie USA w Europie i NATO.
  • Badania pokazują, że 71% Amerykanów poparłoby użycie siły militarnej w obronie sojuszników z NATO.
  • Brzezinski podkreśla, że Europa powinna zwiększać swoje wydatki na obronność, aby wspierać USA i odstraszać Rosję.
  • Istnieje obawa, że po wojnie w Ukrainie Rosja może stać się bardziej agresywna, co podkreśla potrzebę odstraszania przez NATO.

Onet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz