Komentarz Edyta Żemła: Prezydent i resorty siłowe na wojennej ścieżce. W tle istotne zmiany
3 kwietnia 2026
Wiele wskazuje na to, że ambicje Karola Nawrockiego w odniesieniu do służb mundurowych sięgają znacznie dalej, niż określa to konstytucja. Wzywanie generałów do Pałacu Prezydenckiego bez uzgodnienia z ministrem obrony czy próba wymuszenia na MSWiA raportów na temat ustawy o obronie cywilnej i ochronie ludności to czytelne sygnały, że ekipa prezydenta będzie podążała tą drogą.
W polityce, zwłaszcza tej uprawianej na styku wojska oraz służb mundurowych i specjalnych, rzadko zdarzają się przypadki. Kiedy w sierpniu 2025 r. Sławomir Cenckiewicz objął stanowisko szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN) i zmieniał statut oraz strukturę tej instytucji, nie robił tego dla estetyki nagłówków w oficjalnych pismach.
Zmiana polega m.in. na połączeniu Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi z Departamentem Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
W BBN powstała nowa komórka o nazwie Departament Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi i Służb Mundurowych. Na pierwszy rzut oka ta zmiana to zwykła biurokracja. Nic ciekawego. Jednak z perspektywy czasu była ona zapowiedzią rozpychania się łokciami przez ludzi Karola Nawrockiego w konstytucyjnych ramach określających ustrój państwa.
W polskim systemie prawnym cywilna kontrola nad armią jest fundamentalną zasadą. Prezydent w czasie pokoju nie dowodzi wojskiem — robi to za pośrednictwem ministra obrony oraz dowódców. Ma jednak szereg uprawnień i zadań wynikających z funkcji Zwierzchnika Sił Zbrojnych. Do ich wykonywania potrzebuje merytorycznego zaplecza, które zapewnia mu właśnie Departament Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi.
Dlatego jest to kluczowa i najważniejsza komórka w strukturze BBN. Wśród wielu zadań tego departamentu jest np. śledzenie stanu gotowości wojska, analiza planów jego rozwoju i modernizacji, przygotowywanie opinii dotyczących mianowań na najwyższe stopnie generalskie oraz stanowiska dowódcze, które wręcza prezydent. Jego przedstawiciele biorą też udział w pracach nad najważniejszymi dokumentami, takimi jak Strategia Bezpieczeństwa Narodowego.
Natomiast Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego BBN zajmował się przygotowywaniem opinii dla prezydenta na temat ustaw dotyczących bezpieczeństwa wewnętrznego oraz współpracą z MSWiA. Przedstawiciele departamentu brali udział w pracach Rządowego Zespołu Zarządzania Kryzysowego. W związku z tym, że konstytucja daje prezydentowi znacznie mniejsze możliwości oddziaływania na służby specjalne i służby podległe MSWiA, również departament, który za te kwestie odpowiadał w BBN, był mniej istotny.
I tu pojawia się twist, bo połączenie struktur odpowiedzialnych za wojsko i za służby mundurowe w jeden Departament Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi i Służb Mundurowych w opinii mojej, ale też wielu moich rozmówców — urzędników państwowych, wojskowych i prawników — jest niczym innym jak próbą oswojenia opinii publicznej i samych mundurowych z wizją, w której prezydent jest dla nich kimś w rodzaju zwierzchnika.
BBN zapytany o połączenie tych departamentów zareagował nerwowo. W odpowiedzi Biura czytamy: "Pani pytanie zawiera fałszywą tezę, jakoby z nazwy Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi i Służb Mundurowych wynikało zwierzchnictwo Prezydenta RP nad służbami mundurowymi. Tak nie jest".
Trudno się z tym, co pisze BBN, nie zgodzić. Tak, jak od mieszania herbata nie robi się słodsza, tak żadna nowa nazwa departamentu w prezydenckim biurze nie zmieni zasad ustroju państwa, jakie określa konstytucja. Polskie prawo jest dokładnie precyzyjne: prezydent dowodzi armią w czasie pokoju wyłącznie za pośrednictwem ministra obrony narodowej.
Nad służbami podległymi MSWiA ma władzę niemal wyłącznie ceremonialną — wręcza szable, przypina pagony i nominuje generałów na wniosek ministra. I na tym koniec. Problem w tym, że nowa struktura BBN sugeruje coś zgoła innego. To komunikat wysłany do tysięcy funkcjonariuszy: "Patrzcie, teraz my tu rządzimy". — Jest to próba wejścia tylnymi drzwiami w kompetencje rządu — słyszę od urzędników z MSWiA. I trudno się ich irytacji dziwić.
Wojna o "dywanik" i raporty
Aspiracje ministra Cenckiewicza, które dość łatwo zidentyfikować, patrząc na obecną strukturę BBN, to jedno. Praktyka ludzi Karola Nawrockiego jest bardziej agresywna. Historia z zaproszeniem (a de facto wezwaniem) przedstawicieli MSWiA oraz MON do BBN, by "zreferowali" prace nad ustawą o ochronie ludności, pokazuje brak respektu dla hierarchii państwowej.
Prezydent RP Karol Nawrocki i szef BBN Sławomir CenckiewiczRadek Pietruszka / PAP
Sławomir Cenckiewicz chciał wystąpić w roli recenzenta rządu, domagając się raportów i prezentacji. Odpowiedź resortów siłowych była twarda. Po prostu ich przedstawiciele nie zjawili się w BBN. Dlaczego? Jak mówili urzędnicy rządowi, ministerstwa odpowiadają przed Sejmem i premierem, a nie przed prezydentem. Ich zdaniem to "wzywanie na dywanik" przez Cenckiewicza bez podstawy prawnej jest próbą pokazania, kto ma większy wpływ na bezpieczeństwo.
Generałowie między młotem a kowadłem
Wysyłanie pism do generałów z adnotacją "do wiadomości ministra", to policzek dla szefa resortu obrony. W cywilizowanym państwie demokratycznym, dbającym o standardy cywilnej kontroli nad armią, takie rzeczy się nie zdarzają. Nawet w czasach trudnych relacji między Andrzejem Dudą a Antonim Macierewiczem tylko raz doszło do jawnego zablokowania przez ministra obrony kontaktu prezydenta z szefem Sztabu Generalnego. Dziś Karol Nawrocki zdaje się mówić: "Mogę rozmawiać z waszymi podwładnymi, kiedy chcę, bo to ja tu rządzę".
Dla generałów to sytuacja tragiczna. Z jednej strony prezydent — dysponent awansów i nominacji. Z drugiej minister — ich bezpośredni przełożony, który trzyma klucze do budżetu i zakupów sprzętu. Wciąganie wojskowych w ten polityczny teatr jest skrajnie nieodpowiedzialne. Wojsko potrzebuje jasnej linii komendy, a nie dwóch ośrodków decyzyjnych, które toczą ze sobą podjazdową wojnę.
To, co obserwujemy w wykonaniu ministra Cenckiewicza, to tworzenie "MON-u-bis" przy BBN. Próba przetestowania, jak daleko można przesunąć granicę interpretacji konstytucji, zanim system powie "stop". Jednak w dobie realnego zagrożenia ze strony Rosji takie gry nie są tylko "politycznym folklorem". To psucie państwa od środka.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Prezydent Karol Nawrocki dąży do zwiększenia wpływu na służby mundurowe, co wzbudza kontrowersje.
- Zmiany w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego polegające na połączeniu działów dotyczących wojska i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą sugerować próbę umocnienia pozycji prezydenta.
- Osoby z resortów siłowych wyraźnie sprzeciwiają się próbom prezydenta do ingerencji w ich kompetencje.
- Sytuacja w wojsku staje się napięta z powodu bezpośrednich działań Nawrockiego wobec generałów bez zgody ministra obrony.
- Konflikt może prowadzić do destabilizacji systemu dowodzenia w polskim wojsku.
Wróć do artykułu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz