Europa między Trumpem a Xi. "To dżungla – musimy nauczyć się używać swojej siły"
Europa znalazła się w geopolitycznym klinczu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, a wojna w Ukrainie tylko pogłębia jej słabości. Brytyjski politolog Mark Leonard w rozmowie z Bartoszem Węglarczykiem mówi wprost: kończy się epoka naiwnej globalizacji, transatlantycka wspólnota polityczna już nie istnieje, a przyszłość kontynentu zależy od zdolności do działania w świecie permanentnego kryzysu.
Bartosz Węglarczyk: Rozmawiamy w dniu, w którym Donald Trump przebywa w Pekinie i spotyka się z Xi Jinpingiem. Co dla nas, w Europie, powinno być najważniejszym sygnałem z tego szczytu?
Mark Leonard: To przypomnienie, w jak trudnej sytuacji się znajdujemy. Mamy wojnę w Ukrainie, ogromną presję gospodarczą ze strony Chin i USA, związaną z cłami i surowcami strategicznymi. Kluczowe pytanie brzmi: jak doprowadzić do sytuacji, w której decyzje o przyszłości naszej gospodarki nie zapadają w Waszyngtonie ani w Pekinie, tylko w Europie? Dziś jesteśmy ofiarą tej rywalizacji — amerykańskie cła blokują chińskie produkty na rynku USA, a te trafiają do nas, wypierając europejskie firmy i pogłębiając proces deindustrializacji.
Wszyscy mówią, co Europa powinna zrobić — politycy, eksperci, ekonomiści. Dlaczego więc tego nie robimy?
Robimy — ale wybiórczo i często pod presją. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę przeszliśmy ogromną transformację energetyczną, odchodząc od rosyjskiego gazu. Problem w tym, że źle reagujemy na wyzwania gospodarcze. Przyjęliśmy niekorzystne warunki w sporze handlowym z USA, pokazując słabość. Tymczasem Chiny postawiły opór i wykorzystały kontrolę nad metalami ziem rzadkich jako narzędzie nacisku. To pokazuje, że świat stał się brutalny. To dżungla — trzeba umieć używać siły.
Ale USA i Chiny to państwa. Europa to zbiór państw. Czy można zbudować realną siłę bez "Stanów Zjednoczonych Europy"?
Tak — i moim zdaniem próba stworzenia takiego superpaństwa mogłaby nas osłabić. Problemem byłaby legitymizacja — społeczeństwa buntowałyby się przeciwko Brukseli. Kluczem jest zdolność do współpracy wtedy, kiedy to konieczne. Pokazaliśmy to choćby w reakcji na Rosję czy w czasie pandemii. Nie potrzebujemy federacji — potrzebujemy skutecznej koordynacji.
Problem w tym, że Europa jednoczy się tylko w kryzysie.
I to się nie zmieni. Kryzys to nowa normalność na najbliższe dekady. Mamy wojnę, kryzysy energetyczne, napięcia handlowe, kryzys klimatyczny. Europa nigdy nie będzie narzekać na ich brak. To oznacza, że bodźce do działania będą — pytanie, czy je wykorzystamy.
Kolejny kryzys to sztuczna inteligencja. Czy Europa ma jeszcze szansę liczyć się w tym wyścigu?
Jeśli chodzi o tworzenie przełomowych modeli AI — jesteśmy w tyle. Poza Mistralem we Francji nie mamy firm na poziomie amerykańskich gigantów. Ale mamy coś innego: kluczowe technologie i ogromny rynek. Europa powinna skupić się na wykorzystaniu AI — wdrażaniu, komercjalizacji, tworzeniu aplikacji. Problemem jest rozdrobnienie. Bez prawdziwego jednolitego rynku cyfrowego nie wykorzystamy tego potencjału.
Wiele osób mówi, że kluczowa dla AI jest tania energia. Tymczasem w Europie jest ona bardzo droga.
To jeden z największych problemów. Raport Mario Draghiego jasno wskazuje: potrzebujemy ogromnych inwestycji w odnawialne źródła energii. Mamy potencjał w energii wiatrowej i innych technologiach. Ale działamy zbyt wolno. A jednocześnie musimy chronić własne sektory — bo jak pokazuje przykład energetyki słonecznej, europejskie firmy mogą zostać zniszczone przez dumping cenowy z Chin.
- Wybitny politolog: Chiny wcale nie chcą narzucać światu swojego systemu. Chcą czegoś zupełnie innego
Czyli powinniśmy bardziej chronić swoje rynki? Czy globalizacja się skończyła?
Nie możemy się zamknąć. Europa potrzebuje importu i globalnych powiązań. Ale potrzebujemy mniej naiwnej globalizacji. Takiej, która uwzględnia bezpieczeństwo i dywersyfikację. Nie możesz polegać na jednym dostawcy. Musisz mieć alternatywy. Paradoksalnie odpowiedzią na zagrożenia globalizacji jest jej więcej — ale bardziej zrównoważonej.
A co z Rosją? Jak powinny wyglądać relacje, gdy wojna się skończy?
Musimy jednocześnie odstraszać Rosję i utrzymywać kanały polityczne. Zerwanie komunikacji było błędem. Sankcje są konieczne, inwestycje w obronność również. Ale Europa musi sama prowadzić rozmowy z Moskwą. Nie możemy oddać tego USA — ich interesy nie są tożsame z naszymi.
Czyli Europa powinna mieć własnych wysłanników do Moskwy?
Tak. To oczywiste. Jeśli nie my, to kto będzie mówił w naszym imieniu?
Co z relacjami transatlantyckimi i NATO? Czy mogą wrócić do tego, co było?
Nie. Wspólnota polityczna Zachodu, jaką znaliśmy, już nie istnieje. Możemy utrzymywać bliskie relacje z USA, ale musimy się od nich uniezależniać w kwestii bezpieczeństwa. Nie powinniśmy zakładać, że jakikolwiek przyszły prezydent USA będzie gotów inwestować w bezpieczeństwo Europy tak jak wcześniej. Dlatego potrzebujemy europejskiego filaru NATO — zdolnego bronić się samodzielnie, a czasem nawet wbrew Waszyngtonowi.
Czyli Europa musi wreszcie stanąć na własnych nogach?
Dokładnie tak. I im szybciej to zrozumiemy, tym większą mamy szansę nie tylko przetrwać, ale też odzyskać wpływ na własną przyszłość.
***
*Mark Leonard — brytysjki politolog i jeden z najważniejszych ekspertów zajmujących się analizą współczesnej geopolityki. Jest dyrektorem Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, którą założył w 2007 r. Od 2004 r. pisze dla Project Syndicate, międzynarodowej organizacji medialnej.
Czytaj także
Poniżej streszczenie artykułu:
- Europa znajduje się w trudnej sytuacji geopolitycznej między USA a Chinami, a wojna w Ukrainie potęguje jej słabości.
- Ważne pytanie to, jak Europa może zyskać na samodzielności ekonomicznej, zamiast być ofiarą rywalizacji dwóch mocarstw.
- Mimo postępów, takie jak transformacja energetyczna po inwazji Rosji, Europa ma problem z reagowaniem na wyzwania gospodarcze.
- Europa powinna skupić się na innowacjach w AI, ale brak jednolitego rynku cyfrowego utrudnia wykorzystanie potencjału.
- Kluczowe relacje z Rosją powinny być prowadzone przez Europę, a nie USA, aby lepiej reprezentować europejskie interesy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz