Grenlandia to punkt krytyczny. Ameryka zmieniła status związku z partnera na rywala. Europa potrzebuje własnego NATO – i to szybko [OPINIA]. Nienawiść polityków amerykańskich w stosunku do Europy oraz chora ocena Trumpa wojny w Ukrainie, 15.01.2026


Grenlandia to punkt krytyczny. Ameryka zmieniła status związku z partnera na rywala. Europa potrzebuje własnego NATO – i to szybko [OPINIA]

14 stycznia 2026

Grenlandia niespodziewanie stała się symbolem głębokiej zmiany w relacjach transatlantyckich. To właśnie tu krzyżują się dziś pytania o lojalność sojuszniczą, wiarygodność Stanów Zjednoczonych i stopień europejskiej zależności od amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa. Gdy sojusznicy zaczynają stawać naprzeciw siebie, to, co przez dekady uchodziło za pewnik, zaczyna się chwiać — a NATO wchodzi w nową, niebezpieczną fazę.

W kontekście dzisiejszego spotkania przedstawicieli Grenlandii i Danii z amerykańskim sekretarzem stanu i wiceprezydentem USA ważne jest, aby nie tracić z oczu szerszej perspektywy. Ta tak zwana "konferencja grenlandzka" nie dotyczy wyłącznie Grenlandii.

Chodzi o wartość art. 5. traktatu NATO, a tym samym o przyszłość europejskiej obrony. Grenlandia nie jest przyczyną tych rozważań, ale ich punktem wyjścia. Punktem wyjścia, który może doprowadzić do przewrotu w istniejącym systemie obronnym Zachodu.

W badaniach nad klimatem dość dokładnie znane jest znaczenie punktów krytycznych. Są to stopniowe zmiany klimatyczne, które ostatecznie przekraczają wartość progową, prowadząc do reorganizacji całego systemu.

W polityce nie da się obliczyć tych punktów krytycznych z matematyczną dokładnością. Ale one istnieją. A ich skutki są równie drastyczne — zarówno w przeszłości, jak i obecnie.

Punkt krytyczny: wojna w Wietnamie

Kiedy w następstwie wojny w Wietnamie amerykański prezydent Richard Nixon 15 sierpnia 1971 r. zrezygnował ze standardu złota do dolara, ponieważ chciał bez ograniczeń zadłużać się na potrzeby wojny, w międzynarodowych stosunkach walutowych osiągnięto taki punkt krytyczny. Rynki mówiły wówczas o "szoku Nixona".

Europa nie zgodziła się z tą decyzją, która oznaczała duże wahania walutowe, a tym samym maksymalny poziom niepewności dla europejskiej gospodarki. W ten sposób powstał — zaprojektowany przez Helmuta Schmidta i Valery'ego Giscarda d'Estaing — system stałych kursów walutowych, który doprowadził do powstania dzisiejszego euro.

Dlaczego było to ważne? Dolar zyskał konkurencję, a dominacja Amerykanów została przełamana. Europa mogła się rozwijać jako suwerenny podmiot.

Punkt krytyczny: kryzys kubański

W następstwie konfrontacji bloku wschodniego i zachodniego, która niemal doprowadziła do trzeciej wojny światowej w wyniku kryzysu kubańskiego, osiągnięto kolejny punkt krytyczny. W Niemczech wraz z przemówieniem Egona Bahra w Tutzing z 15 lipca 1963 r. ("Zmiana poprzez zbliżenie") ugruntowało się nowe myślenie. W 1969 r. do władzy doszła ekipa Willy'ego Brandta i Bahra, która przeciwstawiła konfrontacji bloków swoją wizjonerską politykę odprężenia.

W obawie, że Niemcy mogą obrać własną drogę, a Ameryka stracić kontrolę nad Europą, Nixon i Kissinger podążyli za Niemcami — choć początkowo niechętnie i z nieufnością. W ten sposób u szczytu zimnej wojny rozpoczął się okres odwilży.

Dlaczego było to ważne? Oprócz wojskowych dyplomaci ponownie odegrali wiodącą rolę. Świat stał się bardziej pokojowy. Europa uniezależniła się od Ameryki.

Punkt krytyczny: Grenlandia

Rosyjski atak na Ukrainę był agresywnym działaniem i oznaczał oficjalny koniec fazy odprężenia. W Europie znów zapanowała wojna. Mimo że natychmiast ogłoszono "koniec pewnej epoki", stara konfiguracja sił Zachód kontra Wschód, Ameryka kontra Rosja, pozostała niezmieniona.

Prawdziwy punkt krytyczny nastąpił wraz z ogłoszeniem przez prezydenta Stanów Zjednoczonych roszczeń do terytorium Grenlandii. "Musimy ją posiadać. Zdobędziemy ją w sposób przyjazny lub nieprzyjazny" — Trump powtarzał to już wielokrotnie. Roszczenia te są tematem dzisiejszego spotkania w USA.

W ten sposób jedno państwo NATO staje przeciwko innemu państwu NATO. Oznacza to nowy układ sił: Zachód przeciwko Zachodowi. To właśnie oznacza prawdziwy przełom epokowy — z nowym punktem zwrotnym w stosunkach transatlantyckich.

Duńskie siły zbrojne uczestniczą w ćwiczeniach wojskowych z udziałem żołnierzy z kilku europejskich państw NATO na Grenlandii, 15 września 2025 r.AP Photo/Ebrahim Noroozi / East News
Duńskie siły zbrojne uczestniczą w ćwiczeniach wojskowych z udziałem żołnierzy z kilku europejskich państw NATO na Grenlandii, 15 września 2025 r.

Dopiero teraz staje się jasne, że artykuł 5. traktatu wcale nie opiera się na zasadzie "jeden za wszystkich, wszyscy za jednego", ale, choć powołuje się na klauzulę obrony zbiorowej, w żadnym wypadku nie oznacza to, że Ameryka musi angażować się militarnie w imieniu Europejczyków. Właśnie w tym kluczowym punkcie — co właściwie oznacza klauzula obrony zbiorowej — traktat pozostaje niejasny.

Pierwsza część zdania, stale cytowana, brzmi:

Strony uzgadniają, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uważana za napaść przeciwko nim wszystkim...

Jednak w drugiej części — która nie jest publicznie omawiana — ta stanowczość zostaje natychmiast podważona:

...i dlatego uzgadniają, że w przypadku takiej zbrojnej napaści, każda z nich (…) udzieli pomocy stronie bądź stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi stronami, takie środki, które uzna za konieczne, w tym użycie siły zbrojnej.

Kluczowe sformułowania nie brzmią: natychmiastowa interwencja zbrojna w celu odparcia agresora. Ale: każdy dla siebie. Środki, które uznają za konieczne.

Oznacza to brak automatyzmu dla każdej ze stron. Europa nie może polegać na Amerykanach już choćby dlatego, że art. 5. traktatu NATO w żadnym wypadku nie zobowiązuje ich do walki o Europę.

Dzisiejsza magia art. 5. wynikała z faktu, że w europejskich stolicach nikt nie pamiętał już całego zdania.

Europa potrzebuje własnego NATO

Po wprowadzeniu euro i rozpoczęciu polityki odprężenia Europa ponownie stoi przed wyzwaniem opracowania własnej koncepcji swojej przyszłości — a mianowicie przyszłości swojej obrony. Artykuł 5. w każdym razie nie ma znaczenia. Trump obnażył fikcyjny charakter traktatu.

W tym momencie historii nie chodzi o opuszczenie NATO. Chodzi jednak o właściwe zrozumienie punktu zwrotnego, jakim jest Grenlandia, i przełożenie go na działania polityczne. Kwestią do rozważenia jest europejskie NATO z własną strukturą dowodzenia i własnym atomowym parasolem ochronnym, który obejmuje również udział Niemiec.

To historia umieściła europejską suwerenność w dziedzinie obronności w agendzie. Dzisiejsze rozmowy w sprawie Grenlandii służą również ustaleniu, ile czasu pozostało jeszcze Europejczykom. Ameryka zmieniła status związku z partnera na rywala.

Wniosek: Europa nie jest 52. stanem USA i dlatego nie może być popychadłem. Dziś najważniejszym słowem nie jest posłuszeństwo, lecz przywództwo. Europa musi sama się chronić, nie zdradzając przy tym Ameryki. Lub, jak to ujął Helmut Schmidt: kto nie mówi, nie jest słyszany.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Grenlandia stała się symbolem zmiany w relacjach transatlantyckich oraz wyzwań dotyczących lojalności w NATO.
  • Roszczenia USA dotyczące Grenlandii zmieniają status partnerstwa z Europą na rywalizację.
  • Artykuł 5. traktatu NATO nie gwarantuje automatycznej pomocy militarnie, co osłabia europejskie poczucie bezpieczeństwa.
  • Europa potrzebuje własnej struktury obronnej, niezależnej od amerykańskiej dominacji, co mogłoby prowadzić do stworzenia europejskiego NATO.
  • Zmiany w globalnej polityce wymagają od Europy przywództwa w zakresie obronności, aby nie stała się popychadłem USA.

Wróć do artykułu


"Vance nas nienawidzi". Europejczycy nie mają złudzeń po rozmowach w Waszyngtonie. Spór o Grenlandię odsłania głęboką przepaść. Kulisy

15 stycznia 2026

W obliczu lawiny amerykańskich gróźb przejęcia Grenlandii minister spraw zagranicznych Danii i jego grenlandzka odpowiedniczka polecieli do Waszyngtonu, mając nadzieję na konstruktywne rozmowy z sekretarzem stanu Marco Rubio. Jednak ich plan na spokojną dyplomatyczną rozmowę legł w gruzach i przerodził się w napiętą konfrontację w Białym Domu z wrogiem UE, J.D. Vance'em. Zamiast gestów uspokojenia padły twarde słowa, a atmosfera spotkania tylko wzmocniła obawy Europy przed nową, agresywną polityką USA. Dla wielu dyplomatów jest to sygnał, że spór o Grenlandię to coś znacznie więcej niż chwilowy kryzys.


W ciągu ostatniego roku wiceprezydent USA zyskał reputację osoby wrogo nastawionej do starego kontynentu, a wiele rządów w Europie obawia się jego wpływu na prezydenta Donalda Trumpa, szczególnie w kwestii przejęcia terytorium od długoletniego sojusznika.

Spośród 10 ministrów i urzędników, którzy anonimowo rozmawiali z POLITICO na potrzeby tego artykułu, żaden nie uważał Vance'a za sojusznika — ani w rozmowach dotyczących Grenlandii, ani w ogólnych stosunkach transatlantyckich.

— Vance nas nienawidzi — przyznaje anonimowo jeden z europejskich dyplomatów. Już sama zapowiedź, że wiceprezydent będzie kierował rozmowami w Waszyngtonie na temat Grenlandii, zaniepokoiło stronę europejską.

— To twardziel — mówi ten sam dyplomata. — Fakt, że tam jest, wiele mówi i myślę, że ma to negatywny wpływ na wynik rozmów.

Trump twierdzi, że chce "przejąć" Grenlandię ze względu na bezpieczeństwo narodowe Stanów Zjednoczonych i zdobędzie ją albo w drodze negocjacji, albo, jeśli to konieczne, być może za pomocą środków militarnych.

Stawką jest znacznie więcej niż tylko los wyspy liczącej 57 tys. mieszkańców, a nawet przyszłość Arktyki. Wojownicza retoryka Białego Domu zaniepokoiła amerykańskich sojuszników z NATO i wywołała ostrzeżenia ze strony Danii, że takie posunięcie zniszczy powojenne sojusze zachodnie. Inni twierdzą, że oznacza to już koniec międzynarodowego porządku, na którym opierają się stosunki transatlantyckie.

W środę rozmowy w Waszyngtonie przebiegły zgodnie z oczekiwaniami, jak poinformowali po ich zakończeniu urzędnicy. Amerykanie byli bezpośredni, ale nie doszło do wypowiedzenia wojny. Nie doszło też do publicznego upokorzenia, jakiego Vance dopuścił się wobec prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego podczas wizyty w Białym Domu w zeszłym roku.

Obie strony wyraźnie przedstawiły swoje argumenty z pewną dozą stanowczości, ale postanowiły kontynuować rozmowy. Grupa robocza wysokiego szczebla zbada, czy możliwe jest osiągnięcie kompromisu między Duńczykami i Grenlandczykami a Trumpem.

"Fundamentalna różnica zdań"

— Dyskusja nie była na tyle owocna, abyśmy doszli do konkluzji, w której nasi amerykańscy koledzy powiedzieliby: "Przepraszamy, to było całkowite nieporozumienie, zrezygnowaliśmy z naszych ambicji" — powiedział duński minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen dziennikarzom po tym, co określił jako "szczerą" wymianę zdań z Vance'em i Rubio.

— Prezydent ma pragnienie podboju Grenlandii — dodał Rasmussen. — Dla nas pomysły, które nie szanują integralności terytorialnej Królestwa Danii lub prawa do samostanowienia ludności Grenlandii, są oczywiście całkowicie nie do przyjęcia. W związku z tym nadal istnieje między nami fundamentalna różnica zdań. Zgadzamy się, że się nie zgadzamy — mówił.

Duński minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen i grenlandzka minister spraw zagranicznych Vivian Motzfeldt przemawiają do mediów w ambasadzie Danii w Waszyngtonie, 14 stycznia 2026 r.Andrew Leyden / AFP
Duński minister spraw zagranicznych Lars Lokke Rasmussen i grenlandzka minister spraw zagranicznych Vivian Motzfeldt przemawiają do mediów w ambasadzie Danii w Waszyngtonie, 14 stycznia 2026 r.

Rozmowy w przyszłości muszą, jak powiedział, respektować "czerwone linie" wyznaczone przez Grenlandię i Danię. Rasmussen dodał, że ma nadzieję, iż grupa robocza pomoże złagodzić "napięcie" wokół tej kwestii, gdy rozpocznie pracę w najbliższych tygodniach.

Małym zwycięstwem dla Duńczyków jest to, że kwestia Grenlandii — na razie — przeniosła się z szalonych obrazów wyspy pokrytej amerykańską flagą w mediach społecznościowych do właściwego kanału dyplomatycznego, dając wszystkim czas na uspokojenie się.

Jeśli to się utrzyma, będzie to już pewne osiągnięcie.

Seria postów sojuszników Trumpa — wraz z bezkompromisowymi oświadczeniami samego prezydenta — wywołała konsternację wśród europejskich urzędników. W jednym z nich, opublikowanym w tym tygodniu przez Biały Dom, widać Trumpa spoglądającego przez okno Gabinetu Owalnego na lodową mapę Grenlandii.

Za nim stoi Vance. — To było straszne — mówi POLITICO pierwszy z cytowanych powyżej dyplomatów.

Wróg Europy

Wielu Europejczyków nie zapomniało o atakach Vance'a na Zełenskiego podczas konfrontacji w Gabinecie Owalnym w lutym ubiegłego roku. Wiceprezydent zaszokował też i przeraził Europejczyków, gdy ostro skrytykował ich za odmowę współpracy ze skrajną prawicą i gorzko narzekał, jak bardzo nie podoba mu się, że Ameryka płaci za bezpieczeństwo Europy.

Natomiast Rubio jest często opisywany przez europejskich urzędników jako "solidny" i ogólnie postrzegany jest jako osoba bardziej zgodna z priorytetami europejskiego mainstreamu, zwłaszcza w kwestiach bezpieczeństwa i wojny w Ukrainie.

W momencie pisania tego artykułu Vance nie przedstawił publicznie swojej relacji ze środowych rozmów na Grenlandii. W odpowiedzi na prośbę o komentarz zastępca rzecznika prasowego Vance'a wskazał na wcześniejsze uwagi wiceprezydenta, który powiedział, że "kocha Europę" i Europejczyków, ale dodał również, że europejscy przywódcy "zasnęli za kierownicą" i że administracja Trumpa była sfrustrowana tym, że nie zajęli się oni takimi kwestiami, jak migracja i inwestycje w obronność.

Jeden z urzędników UE, wypowiadając się po spotkaniu, zasugerował, że udział Vance'a był w rzeczywistości korzystny, ponieważ to on "podejmuje decyzje" i ma wpływ na Trumpa.

W innych kręgach sceptycyzm pozostaje jednak głęboki — i przeradza się w niepokój na myśl, że po zakończeniu drugiej kadencji Trumpa to właśnie Vance może przejąć władzę w Białym Domu.

Wiceprezydent USA J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio po spotkaniu z duńskim ministrem spraw zagranicznych Larsem Lokke Rasmussenem i minister spraw zagranicznych Grenlandii Vivian Motzfeldt w Waszyngtonie, 14 stycznia 2026 r.Brendan SMIALOWSKI / POOL / AFP / AFP
Wiceprezydent USA J.D. Vance i sekretarz stanu Marco Rubio po spotkaniu z duńskim ministrem spraw zagranicznych Larsem Lokke Rasmussenem i minister spraw zagranicznych Grenlandii Vivian Motzfeldt w Waszyngtonie, 14 stycznia 2026 r.

Niektórzy urzędnicy UE twierdzą, że podczas gdy Trump daje się rozproszyć, Vance wydaje się bardziej stanowczy w swojej wrogości wobec Europy i ma ona charakter ideologiczny. Stanowiłoby to zagrożenie nie tylko dla Grenlandii, ale także dla NATO i Ukrainy. Niektórzy dyplomaci UE postrzegają terytorialne ambicje Trumpa jako część schematu, który obejmuje ataki Vance'a i nową strategię bezpieczeństwa narodowego Białego Domu, która ma na celu nakierowanie europejskiej demokracji w kierunku celów ruchu MAGA Trumpa.

Jeśli chodzi o spór o Grenlandię, wielu w Brukseli i stolicach europejskich jest pesymistycznie nastawionych. Nawet Rasmussen, duński minister spraw zagranicznych, nie udawał, że porozumienie jest bliskie, i przyznał, że może ono nigdy nie dojść do skutku. — Trump nie chce inwestować w coś, czego nie posiada — zauważa jeden z dyplomatów UE.

Według Duńczyków i ich sojuszników Stany Zjednoczone mają szeroki dostęp do Grenlandii w celu rozmieszczenia wojsk na mocy istniejących umów i mogłyby z łatwością zainwestować w dalszy rozwój gospodarczy.

— Nie jest jasne, co można negocjować, ponieważ Amerykanie mogą już mieć wszystko, czego chcą — mówi inny dyplomata. — Jedyne, czego Dania nie może dać, to stwierdzenie, że Grenlandia może stać się amerykańska.

Być może nie będzie to pytanie o to, co Grenlandia może dać, jeśli ostatecznie prezydent i jego gorliwy zastępca zdecydują się po prostu to wziąć.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Minister spraw zagranicznych Danii i jego grenlandzka odpowiedniczka spotkali się w Waszyngtonie w celu omówienia sporu o Grenlandię.
  • Spotkanie z wiceprezydentem J.D. Vance'em przerodziło się w napiętą konfrontację, co wzbudziło obawy Europy co do nowej polityki USA.
  • Vance postrzegany jest przez europejskich dyplomatów jako wróg, co zwiększa napięcia w relacjach transatlantyckich.
  • W związku z amerykańskimi ambicjami terytorialnymi w stosunku do Grenlandii, Danii i Grenlandii zależy na poszanowaniu ich integralności terytorialnej.
  • Minister Lars Lokke Rasmussen zapowiedział, że negocjacje będą musiały respektować "czerwone linie" wyznaczone przez Danię i Grenlandię.

Wróć do artykułu

Gorąco wokół Grenlandii. Co dalej? Generał o dwóch scenariuszach

Wokół Grenlandii narasta międzynarodowe napięcie po deklaracjach Stanów Zjednoczonych o zamiarze przejęcia kontroli nad wyspą. Coraz więcej państw NATO publicznie sprzeciwia się tym zapowiedziom i deklaruje wysłanie swoich żołnierzy, by wzmocnić bezpieczeństwo autonomicznego terytorium Danii. Gen. Tomasz Drewniak w rozmowie z "Faktem" opowiedział, co w takiej sytuacji powinna zrobić Polska. — Jeżeli NATO podejmie decyzję, że wysyła kontyngent pod swoją flagą, to uważam, że warto z nim trzymać, a jeżeli będą to indywidualne decyzje, pod własną flagą, to wówczas głęboko bym się zastanowił — stwierdza wojskowy.


W środę (14 stycznia) prezydent USA Donald Trump napisał na platformie Truth Social, że jakakolwiek inna opcja niż Grenlandia "w rękach" Stanów Zjednoczonych jest "nie do przyjęcia". Powtórzył tym samym roszczenia USA wobec duńskiego terytorium autonomicznego. Tego samego dnia w Waszyngtonie odbyła się wizyta szefów dyplomacji Danii, Larsa Lokke Rasmussena, oraz Grenlandii, Vivian Motzfeldt. Politycy spotkali się w Białym Domu z wiceprezydentem USA J.D. Vance’em i sekretarzem stanu Markiem Rubio. Rozmowy odbyły się na wniosek Kopenhagi, która oczekuje, że Trump zaprzestanie gróźb zajęcia wyspy "po dobroci lub w trudniejszy sposób".

Więcej żołnierzy NATO na Grenlandii. Generał o tym, czy Polska powinna wysłać swoje siły

Po spotkaniu amerykański prezydent poinformował, że rozmawiał z sekretarzem generalnym NATO Markiem Ruttem na temat Grenlandii i ocenił, że Rutte "chce, by coś się zdarzyło" w tej sprawie. Trump dodał, że Dania nie jest w stanie powstrzymać ewentualnego zajęcia wyspy przez Rosję lub Chiny, dlatego Grenlandia powinna trafić pod kontrolę USA.

Szef duńskiej dyplomacji oraz minister spraw zagranicznych Grenlandii przyznali po rozmowach w Białym Domu, że nie przyniosły one zmiany stanowiska administracji USA w sprawie chęci przejęcia wyspy, choć strony zgodziły się na kontynuowanie dialogu.

Tymczasem resort obrony Danii oraz MSZ Grenlandii oświadczyły w środę, że wojska Danii i państw NATO zwiększają swoją obecność na wyspie. Jak podano w komunikacie, odbywa się to "poprzez ćwiczenia w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO". Obecnie duńskie siły zbrojne na Grenlandii liczą od 250 do 300 żołnierzy i podlegają Dowództwu Arktycznemu w Nuuk.

O wysłaniu swoich wojsk poinformowało także kilka państw europejskich, w tym Niemcy, Szwecja i Norwegia. Rząd w Berlinie zapowiedział, że w czwartek na Grenlandię uda się kilkunastu żołnierzy Bundeswehry. Premier Szwecji Ulf Kristersson przekazał, że kilku szwedzkich oficerów jest już w drodze na największą wyspę świata. Norwegia wysłała natomiast dwóch wojskowych, których zadaniem ma być rozpoznanie możliwości współdziałania z sojusznikami.

Zobacz: Nowe ostrzeżenie dla Rosjan planujących przyjazd do Polski. W tle absurdalne zarzuty

O polityce amerykańskiej administracji i potencjalnej reakcji Polski "Fakt" rozmawiał z gen. Tomaszem Drewniakiem. Wojskowy podkreśla, że kluczowe znaczenie mają decyzje Sojuszu. — Priorytetem są postanowienia sztabu NATO i status, na którego podstawie wysyłane są wojska państw członkowskich — zaznacza.

— Jako Polska powinniśmy uczestniczyć we wszystkich działaniach NATO, ponieważ mają one charakter wzajemny. W przyszłości także możemy oczekiwać wsparcia w różnego typu operacjach — dodaje generał.

Jednocześnie gen. Drewniak zwraca uwagę na bezprecedensowy charakter obecnej sytuacji.

Problem z Ameryką jest taki, że pierwszy raz od końca II wojny światowej członek NATO wysuwa żądania terytorialne wobec innego członka Sojuszu. Dla mnie to jest totalny szok

— mówi.

Wojskowy używa mocnego porównania. — Za chwilę ktoś w Białym Domu wyciągnie mapę i zobaczy, że jest coś takiego jak Królewiec. Potem wpadnie na pomysł, by zablokować Rosjan, przejmując polskie wybrzeże. Oczywiście to totalna abstrakcja, ale podobnie jest w przypadku Grenlandii. Nie może być tak, że komuś coś się podoba i bierze to, wykorzystując siłę. Trump wraca do narracji kolonialnej — ocenia generał, zaznaczając, że liczy na to, iż Kongres USA powstrzyma te plany.

Zdaniem gen. Drewniaka prawdziwym celem działań Waszyngtonu mogą być przede wszystkim interesy gospodarcze. — Sądzę, że Trump w ten sposób chce poszerzyć swoje wpływy ekonomiczne i przejąć zasoby na Grenlandii, niekoniecznie ją "połykając" — mówi.

Na koniec generał ponownie odnosi się do możliwego udziału Polski w misji. — Jeżeli NATO podejmie decyzję o wysłaniu kontyngentu pod swoją flagą, to uważam, że warto z nim trzymać. Jeżeli jednak będą to indywidualne decyzje państw, pod własną flagą, wówczas głęboko bym się zastanowił, bo relacje z Ameryką mogą być ważniejsze. Dla nas najgorszą sytuacją jest taka, w której musielibyśmy opowiedzieć się po jednej ze stron — podsumowuje gen. Tomasz Drewniak.

Posiedzenie aresztowe Zbigniewa Ziobry. Nowe informacje

Dowódca Żelaznej Dywizji żegna się z mundurem. Nowe szczegóły decyzji

Donald Trump zmienił zdanie ws. Iranu. "Nie dali gwarancji"

Fakt

Donald Trump oskarża Wołodymyra Zełenskiego: jest przeszkodą do pokoju

Prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla agencji Reutera, że Władimir Putin jest gotowy do zawarcia układu pokojowego, lecz przeszkodą jest prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Trump stwierdził też, że USA mogą pomóc w udzieleniu gwarancji bezpieczeństwa Ukrainie.

15 stycznia 2026


Jak notuje agencja, Trump w wywiadzie udzielonym w Gabinecie Owalnym Białego Domu uznał postawę Ukrainy i jej prezydenta za główną przeszkodę w zakończeniu wojny.

— Myślę, że on (Putin) jest gotowy do zawarcia układu. Myślę, że Ukraina jest mniej gotowa — powiedział. Dopytywany, co stoi na przeszkodzie, odparł: "Zełenski. Musimy skłonić prezydenta Zełenskiego, żeby się zgodził".

"Trump często krytykował zarówno prezydenta Rosji Władimira Putina, jak i Zełenskiego, ale tym razem wydawał się być bardziej pesymistyczny w stosunku do prezydenta Ukrainy" — komentuje Reuters.

Trump o gwarancjach dla Ukrainy: Europa nam w tym pomoże

Pytany o sprawę gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy i czy opowiada się za ideą amerykańskich gwarancji w oparciu o dzielenie się informacjami wywiadowczymi, Trump zasygnalizował swoje poparcie. — Jeśli uda nam się coś zrobić, pomożemy. Tracą 30 tys. żołnierzy miesięcznie, razem z Rosją. Teraz Europa nam w tym pomoże — powiedział amerykański lider.

Temat gwarancji bezpieczeństwa był główną kwestią poruszaną podczas ubiegłotygodniowych obrad Koalicji Chętnych i przedstawicieli USA w Paryżu. Wysłannicy Trumpa Steve Witkoff i Jared Kushner przekonywali, że w Paryżu dokonano wielkich postępów w ustaleniach dotyczących gwarancji i że są one bardzo solidne. Trump dotąd sygnalizował jednak, że to Europa miałaby odgrywać główną rolę w zapewnianiu bezpieczeństwa Ukrainie. W wywiadzie dla "New York Timesa" ponownie stwierdził też, że Zełenski "nie ma kart", a on — Trump — jest jedyną kartą przetargową w negocjacjach z Putinem.

Prezydent USA przekonywał też, że uważa, iż w razie zawarcia układu pokojowego Putin nie zdecyduje się na ponowną agresję, bo w przeciwnym razie nie udzielałby gwarancji Ukrainie.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Donald Trump oznajmił, że Władimir Putin jest gotowy do zawarcia układu pokojowego, lecz przeszkodą jest Wołodymyr Zełenski.
  • Trump ocenił postawę prezydenta Ukrainy jako kluczową dla zakończenia wojny.
  • W kontekście gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, Trump zadeklarował amerykańską pomoc, wskazując na wsparcie ze strony Europy.
  • Prezydent USA podkreślał, że w negocjacjach z Putinem to on jest najważniejszą kartą przetargową.
  • Trump wyraził opinię, że Putin nie podejmie kolejnej agresji, jeśli dojdzie do układu pokojowego.

Wróć do artykułu

Donald Tusk reaguje po słowach Donalda Trumpa. "Wszyscy o tym wiecie"

Prezydent USA oświadczył, że Władimir Putin jest gotowy do zawarcia układu pokojowego, lecz przeszkodą jest prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Na te słowa zareagował Donald Tusk. "To Rosja odrzuciła plan pokojowy przygotowany przez Stany Zjednoczone" — zaczął swój wpis.

15 stycznia 2026


Donald Trump w wywiadzie udzielonym Reutersowi w Gabinecie Owalnym Białego Domu uznał postawę Ukrainy i jej prezydenta za główną przeszkodę w zakończeniu wojny. — Myślę, że on (Putin) jest gotowy do zawarcia układu. Myślę, że Ukraina jest mniej gotowa — powiedział. Dopytywany, co stoi na przeszkodzie, odparł: — Zełenski. Musimy skłonić prezydenta Zełenskiego, żeby się zgodził.

Jak zareagował Donald Tusk?

Po tej wypowiedzi wpis opublikował polski premier. W platformie X jednoznacznie wskazał, kto odpowiada za to, że w Ukrainie wciąż trwa wojna.

"To Rosja odrzuciła plan pokojowy przygotowany przez Stany Zjednoczone, a nie Wołodymyr Zełenski. Jedyną odpowiedzią Rosji były kolejne ataki rakietowe na ukraińskie miasta. Dlatego jedynym rozwiązaniem jest zwiększenie presji na Rosję. Wszyscy o tym wiecie" — napisał w X premier Donald Tusk.

Co dalej z negocjacjami pokojowymi?

Na krótko przed świętami, po spotkaniach w Miami w formacie USA-Ukraina i USA-Rosja, Trump przekazał, że rozmowy "przebiegają w porządku". W oświadczeniach po negocjacjach zapewniono, że były "produktywne i konstruktywne". 28 grudnia Wołodymyr Zełenski spotkał się z prezydentem Trumpem w jego rezydencji Mar-a-Lago, a obaj przywódcy określili rozmowy jako "owocne".

20-punktowy plan pokojowy wciąż odrzuca Rosja. W niedawnym raporcie amerykański think tank Instytut Studiów nad Wojną (ISW) ocenił, że Moskwa nie zaakceptuje żadnego porozumienia pokojowego ani gwarancji bezpieczeństwa, które w średniej albo długiej perspektywie nie zagwarantowałyby jej pełnej kontroli nad Ukrainą.

Ukraina wprowadziła w środę stan wyjątkowy w energetyce po zmasowanych atakach Rosji na ważną społecznie infrastrukturę. W stolicy Ukrainy brakuje prądu, ciepła i wody. Mer Kijowa Witalij Kliczko ocenił, że w tak ekstremalnych warunkach ukraińska stolica nie funkcjonowała od początku wybuchu wojny z Rosją na pełną skalę w lutym 2022 r.

Zobacz także:

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Donald Trump stwierdził, że Władimir Putin jest gotowy na układ pokojowy, ale problemem jest prezydent Ukrainy, Wołodymyr Zełenski.
  • Na te słowa zareagował Donald Tusk, podkreślając, że to Rosja odrzuciła plan pokojowy USA.
  • Tusk zaznaczył, że Rosja odpowiada atakami rakietowymi na ukraińskie miasta, sugerując zwiększenie presji na Moskwę.
  • Rozmowy pokojowe między USA a Ukrainą oraz USA a Rosją odbyły się, a Trump określił je jako "produktywne".
  • Ukraina wprowadziła stan wyjątkowy w energetyce z powodu ataków Rosji, co wpłynęło na infrastrukturę stolicy.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz