Joanna Szczepkowska: Karol Nawrocki to nie jest mój prezydent [WYWIAD], 06.03.2026


Joanna Szczepkowska: Karol Nawrocki to nie jest mój prezydent [WYWIAD]

 6 marca 2026

Mój sprzeciw rośnie. Na pewno nie wytrzymam w domu. Wielu z nas nie wytrzyma — mówi w rozmowie z Dawidem Dudko dla Onetu Joanna Szczepkowska. Jej spektakl o podzielonym kraju pokazała TVP. Aktorka, której wpisy uważnie śledzą ogólnopolskie media, tłumaczy, kiedy wyjdzie protestować na ulice. Ujawnia kulisy demonstracji przeciwko niej. Wspomina też o otrzymaniu politycznych propozycji.

Spotykamy się w kawiarni na warszawskiej Saskiej Kępie. Moją rozmówczynię rozpoznają i zagadują kolejne osoby.

Dzień dobry, pani Joanno.

Joanna Szczepkowska*: Dzień dobry, panie Dawidzie.

Czy rzeczywiście dobry?

Niby tak. Świeci słońce, siedzimy sobie w spokojnych czterech ścianach, a ludzie przy nas nie są wystraszeni alarmami, więc wobec świata można powiedzieć, że u nas dobry. Gorzej z sytuacją w skali kraju.

Ludzie serdecznie się z panią witają, gratulują.

Tak. To bardzo miłe. Ale różnie bywa.

Jeden z pokazów pani spektakli poprzedziła obecność policji i pogotowia.

A tak, w Wejherowie. Przyjeżdżamy grać spektakl, a tam policja, karetka i zbierają się ludzie z transparentami: "Joanno, przeproś prezydenta". Poszliśmy na próbę, a na zewnątrz jakieś przemowy. Każda zaczynała się od "Pani Joanno...", więc po prostu wyszłam do protestujących.

Odważnie.

Nademonstrowałam się trochę w swoim życiu, umiem wyczuć energię takich zgromadzeń. Tam raczej nie było niebezpieczeństwa, agresji. Chodziło o wykonanie polecenia z góry. Zamurowało ich na mój widok. Tego chyba scenariusz tej demonstracji nie przewidywał. Powiedziałam, że szanuję demokrację i dobrze, że mogą demonstrować, nawet krzycząc, żebym przeprosiła.

Joanna Szczepkowska (2017)Bartłomiej Zborowski / PAP
Joanna Szczepkowska (2017)

Przeprosiła pani?

Powiedziałam, że nie mogę przeprosić kogoś, kto rozwala nasze państwo. Że przyjechałam tu do pracy i jeśli chcą poznać moje poglądy, to zapraszam na spektakl. Na czele protestu stała posłanka PiS. Na koniec poprosiła o wspólne zdjęcie.

To była prowokacja?

Nie wiem, co to było. Miałabym się sfotografować na tle haseł przeciwko mnie? To obraz absurdu, w jakim żyjemy.

Prześledziłem internetowe komentarze na pani temat. Przeważają te dobre, co nie często się dziś zdarza, szczególnie wobec tak bezkompromisowej komentatorki naszego życia politycznego jak pani.

Nie widzi pan złych, bo blokuję te wyjątkowo obrzydliwe. Zostawiam takie, które nadają się na dyskusję. Ale rzeczywiście tych pozytywnych jest bardzo dużo. Zobowiązałam się do codziennego zabierania głosu na temat sytuacji w naszym kraju. Zrobiłam to w sierpniu zeszłego roku... Po zaprzysiężeniu.

Zawahała się teraz pani.

Zawahałam się, czy powinnam używać słowa "zaprzysiężenie", skoro konsekwentnie unikam nazywania Karola Nawrockiego prezydentem. Na ogół piszę "rezydent". Ale wtedy, latem, po prostu się przestraszyłam, że ludzie w powyborczym załamaniu wybiorą wewnętrzną emigrację, że ich już nie będzie stać na sprzeciw. Tak zrodziła się bardzo szczególna więź. Jest nas coraz więcej.

Czy to więź ludzi, którzy nie uznają obecnego prezydenta naszego kraju?

To różnie. Jedni nie uznają, bo chcieli Trzaskowskiego, inni, bo uważają że oficjalny wynik wyborów jest nieznany, a głosy niepoliczone. Jeszcze inni, bo to po prostu szkodnik.

Tak pani nazywa Karola Nawrockiego w swoich głośnych, cytowanych przez rozmaite media wpisach.

Tak, tak nazywam. Zamiast współpracować z rządem, jak nakazuje konstytucja, robi wszystko, żeby zahamować tę pracę. W ten sposób hamuje działanie państwa, czyli szkodzi. To proste. Ja należę do tych, którzy by woleli, żeby głosy przeliczyć ponownie.

Protestów było za mało, by mogły służyć za podstawę do ponownego przeliczenia głosów — orzekł Sąd Najwyższy.

Tylko że jego skład jest ciągle obarczony ustawą PiS, która była napaścią na konstytucję. Błędne koło, z którego choćby minister Żurek chce nas wyprowadzić.

Podważanie ważności wyborów prowokuje skojarzenia z Jarosławem Kaczyńskim. Prezes PiS w taki sposób komentował niegdyś wyniki niekorzystne dla swojej partii.

Myślę, że właśnie dlatego premier Tusk nie chce ruszać sprawy przeliczenia głosów. Powiedział nawet — pamiętam to dobrze — gdy pytano go o ponowne przeliczenie, że nie chce być PiS-em. Mnie te skojarzenia niewiele obchodzą. Ta partia obumiera. Oczywiście co innego mówić tak w mojej sytuacji, a co innego, kiedy jest się w rządzie.

Pani wspiera ten rząd.

Tak. Uważam, że tam jest kilka osób dużego formatu.

Joanna SzczepkowskaAdam Warżawa / PAP
Joanna Szczepkowska

A jest dziś w pani żal? Walczyła pani w kampanii wyborczej, uczestniczyła w "Marszu Miliona Serc", organizowanym przez lidera rządu, poparła pani Rafała Trzaskowskiego jako kandydata na prezydenta kraju, przestrzegała przed kolejnym konfliktem polsko-polskim.

Żal? Nie. Żal to tylko smutek. We mnie jest niedowierzanie, zdumienie i bunt.

Wyjdzie pani na uliczny protest? Już kilka miesięcy temu stanęła pani przed Belwederem.

Oczywiście, że tak. Zastanawiam się tylko, na ile taki protest jest na rękę premierowi.

Nie zapytała go pani?

Ja nie mam kontaktu z premierem. Z żadnym politykiem nie mam kontaktu. I w ogóle raczej na sobie polegam.

Dostrzegam pani poczucie odpowiedzialności za słowa, pani Joanno, nawet te radykalne. Myślę, że to ważne, gdy wszystko nam się spolaryzowało, a dezinformacja sięga szczytów światowej władzy. A czy kiedyś za wcześnie wcisnęła pani "enter"?

Zdarza mi się zawahanie. Był taki post, w którym nazwałam Karola Nawrockiego chamem. To się nie bardzo mieści w moim słownictwie. Chodziło jednak o to, żeby jakoś odpowiedzieć na ten jego zachwyt racami, kibolami, ustawkami, prymitywną, zastraszającą ludzi siłą.

Jest pani "platformerką"?

A co to znaczy?

To ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec Platformy Obywatelskiej.

Po pierwsze PO już nie ma. Kiedyś, lata temu, napisałam felieton zatytułowany "Do PO". Krytyczny. Bardzo.

Tak, pamiętam. Ale pytam o stan na dziś.

Dziś nie żyjemy w luksusie pokoju i debaty o niuansach stanu państwa. Dziś liczą się główne wektory. Wektor KO mnie przekonuje. Lepszego nie widzę.

Joanna Szczepkowska w spektaklu "Lato w Nohant", reż. Olga Lipińska, Teatr Telewizji TVP (1980)Maciej Belina Brzozowski / PAP
Joanna Szczepkowska w spektaklu "Lato w Nohant", reż. Olga Lipińska, Teatr Telewizji TVP (1980)

Z uznaniem wypowiada się pani na temat premiera.

Z entuzjazmem nawet.

Ale trudno go zachować, patrząc choćby na rozpadającą się partię koalicyjną — wewnętrznie podzieloną Polskę 2050, założoną przez eksmarszałka Szymona Hołownię.

A co Donald Tusk może poradzić na samodzielną, niezależną partię? O Szymonie Hołowni pisałam już bardzo ostro na swojej stronie. Hołownia mi odpisał, tłumacząc się z zamiaru zaprzysiężenia Karola Nawrockiego. Wywiązała się długa dyskusja.

Dziś kariera polityczna Szymona Hołowni bywa porównywana do Pawła Kukiza.

Dla mnie to znacznie większy upadek. Przecież ja byłam Szymonem Hołownią zachwycona jako marszałkiem.

Dała się pani uwieść.

Ale jak! Nie ja jedna. Wielu nas było. Całe kina oglądały obrady Sejmu.

Czy to dowód politycznej naiwności, pani Joanno? Ponoć z zasady nie warto ufać politykom. Żadnym. Pytam, bo, przyglądając się pani zaangażowaniu, zastanawiam się, czy i ono nie zostanie kiedyś wykorzystane. A może już wcześniej zostało?

Jeśli chodzi o Hołownię, to o żadnej naiwności nie ma mowy. Był naprawdę świetny jako marszałek. Na początku. Poza tym zasada nieufności do niczego nie prowadzi. Uważam, że Donald Tusk to wytrawny polityk. Niestety nieufność to nasza narodowa cecha. Teraz ja pana spytam, bo jestem ciekawa. Pan nie wierzy w ten rząd?

Bardziej niż o wiarę chodzi o fakty, które są takie, że wiele rządowych obietnic nie zostało spełnionych, więc i dużo ludzi, rozczarowanych polityczną niesłownością, może kolejny raz nie ustawić się ponownie w kolejki do urn. Albo mogą szukać alternatywy, a ta, jak pokazują sondaże, bywa doprawdy niebezpieczna.

No więc właśnie, wszystko jest kwestią zaufania. Żyjemy w tak dynamicznych czasach, że polityka to coś w rodzaju slalomu. Trzeba omijać przeszkody. Obietnice wyborcze były dawane przed wojną w Ukrainie, która zmieniła wszystkie priorytety.

Joanna Szczepkowska w spektaklu "Pelcia, czyli jak żyć, żeby nie odnieść sukcesu" w Teatrze Łaźnia Nowa w KrakowieKlaudyna Schubert / mat. prasowe
Joanna Szczepkowska w spektaklu "Pelcia, czyli jak żyć, żeby nie odnieść sukcesu" w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie

A czy jest dobry moment do realizowania obietnic wyborczych? Szczerze.

Na pewno sondaże są przerażające. Nie chcę oceniać młodych ludzi, którzy nazywają moje pokolenie "styropianem" — od spania na styropianach w czasach protestów za PRL-u. Próbuję zrozumieć ich rozgoryczenie lub, jak się częściej mówi, "wkur*". Ale jedno jest pewne: młode pokolenia, które wybierają dziś bierność, wstręt do polityki albo alternatywę w postaci Konfederacji czy Brauna, nie wiedzą, co to życie z ograniczoną wolnością. Nie czują, że te partie właśnie do tego prowadzą. Naczelne pytanie brzmi: jak młodych ludzi przekonać do walki o demokrację, nie pouczając i nie wywyższając się.

Prawica przyciąga młodych obiecywaną wolnością podatkową, gdy ich zarobki wystarczają na coraz mniej, a samodzielny wynajem mieszkania, o zakupie nie wspominając, staje się luksusem. Tymczasem podatku katastralnego rząd nie wprowadza, a rozwarstwienie społeczne się pogłębia. Pamięta pani osławione słowa prezydenta Bronisława Komorowskiego z przegranej kampanii prezydenckiej w 2015 r. [na pytanie nastolatka, jak jego siostra ma kupić mieszkanie za pracę wynagradzaną kwotą 2 tys. zł, ówczesny prezydent, walczący o reelekcję, odpowiedział: "Znaleźć inną. Wziąć kredyt". Zapewniał o spadającym bezrobociu w naszym kraju].

Oczywiście, że pamiętam. Właśnie z tego powodu wystąpiłam z komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego. Wycofałam swoje poparcie, czym ściągnęłam na siebie gromy opinii publicznej. Zresztą nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. A zaraz po tym zadzwonili do mnie ludzie Andrzeja Dudy, żebym poprowadziła jego wieczór wyborczy. No dawno się tak nie uśmiałam.

Pani zna słowo klasizm, co udowadnia również na scenie w swojej "Separatce" [kolejne z autorskich przedstawień mojej rozmówczyni, tym razem wystawiane w stołecznym Teatrze Polskim, a niedawno sfilmowane przez Teatr Telewizji TVP]. W pojedynczej sali szpitalnej spotykają się tu dwie Polski, uosabiane przez pani bohaterkę, inteligentkę Martę, oraz Alinę, stereotypową fanatyczkę prawicy [w tej roli Dorota Landowska]. Według mnie to właśnie autorefleksja nad klasistowską wyższością części liberałów jest kluczowym momentem tego przedstawienia.

"Separatka" po równo dzieli krytykę obu stron. Mam jak najgorsze zdanie o partii PiS, natomiast jestem ostrożna z obrażaniem ich wyborców. Po prostu uważam, że to ofiary manipulacji. Często szczerze wierzą w idee, za którymi idą. Zawsze byłam wyczulona na ton pogardliwej wyższości nad nimi. Tak było na samym początku demokratycznej władzy, ale dziś nie słyszę od rządu pogardliwego tonu.

"Zakute łby", którymi Donald Tusk określił przeciwników europejskiego programu SAFE, to słuszny epitet?

A epitety Kaczyńskiego — "śmieci, mordy zdradzieckie" i wiele innych? A co z zachowaniem Marka Suskiego wobec wojska? Wdarł się na wojskowe uroczystości z polityczną kampanią, obrzucając najgorszymi inwektywami rząd. To jest zhańbienie wojska i wszelkich zasad w imię brudnej polityki. "Zakute łby" to przy tym nic.

Może zamiast odbijać tę piłeczkę, konsekwentnie przypominać o standardach debaty publicznej.

Jeśli chodzi o program SAFE, naprawdę rozumiem "wk***" premiera. Ile można tłumaczyć, że to ruchy konieczne i to jak najprędzej? Teraz Karol Nawrocki z Adamem Glapińskim wymyślili atrapę medialną SAFE 0 [Joanna Szczepkowska nawiązuje do spotkania głowy państwa z szefem NBP dotyczącym alternatywy dla programu SAFE]. Ładnie brzmi, tylko nie stoją za tym realne pomysły finansowe. Po prostu przeciąganie decyzji w sprawie SAFE i zawłaszczenie nazwy. W przypadku weta na pewno nie wytrzymam w domu. Wielu z nas nie wytrzyma.

Joanna SzczepkowskaPawel Wodzynski/East News / East News
Joanna Szczepkowska

Wierzy pani w taką mobilizację, jak przed laty na polskich ulicach? Od ludzi słyszę, że tamta energia się wypaliła.

Wierzę, że może przyjść moment wielkiej mobilizacji, nawet mimo braku struktur. Wystarczy iskra. A pan nie wierzy?

Widzę zmęczenie. Dlaczego Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie?

Nie wiem, czy przegrał. Nie znam wyników. Jeśli rzeczywiście przegrał, to na żyletkę. Przypomnę, że pojawia się wobec niego przezwisko "bążur". Myślę, że coś jest w naszym kraju bardzo nie tak, jeśli znajomość języków jest powodem kpin.

Pani zdaniem Trzaskowski w kampanii prezydenckiej nawiązał kontakt z tą tak zwaną drugą stroną?

Jeśli chodzi o tą twardą "drugą stronę", to oczywiście, że nie. Żeby nawiązać kontakt, druga strona musi być na to otwarta.

To była dobra kampania?

Słyszę teraz wszędzie, że była zła. Ja niczego złego nie widziałam. Jedyne, co mnie lekko niepokoiło, to widoczne zmęczenie. Podpisuję się tu pod słowami prezydenta Kwaśniewskiego, który powiedział, że na zmęczenie nie ma czasu. Ale to można nazwać mankamentem, a nie czymś, co powinno przesądzić o wyborach. Dla mnie klasa polityczna Trzaskowskiego i Nawrockiego jest nieporównywalna.

Dużo pani mówi o Karolu Nawrockim jako "rezydencie" pałacu, niewiele za to o Marcie Nawrockiej, która zapowiedziała na przykład działalność swojej fundacji, a ostatnio udzieliła głośnego wywiadu Joannie Kryńskiej dla TVN24.

Dlaczego rozmawiamy o Marcie Nawrockiej, kiedy ważą się nasze losy o wiele wyższego szczebla?

Jest pierwszą damą.

Jeśli chodzi o fundację, to mój podziw wzbudza od lat Janina Ochojska. Jej determinacja w pomocy ludziom na całym świecie uratowała wiele istnień. Jest też wiele innych wspaniałych fundacji z dokonaniami. Ale samo jej założenie to żadne dokonanie.

Marta Nawrocka nie milczy, jak jej poprzedniczka.

Myślę, że słowo "dama" przestało być zrozumiałe. Dama to ktoś, kto ma w sobie swobodę i naturalną kulturę. Nie wystarczy siedzieć w złotym fotelu, żeby być damą. Naprawdę najmniejszym problemem jest to, czy żona pana Nawrockiego dobrze wypadła w programie telewizyjnym. Mamy dziś zupełnie inne problemy, niż pytanie, czy umiała się wypowiedzieć przed kamerą. Tak, obejrzałam tę rozmowę w TVN, z ludzkiej ciekawości. Ale co ta osoba może poradzić, że nie umie się zachować. Została wrzucona na głęboką wodę, nieprzygotowana na życie w polityce.

Pani lubi ustawiać się trochę z boku. Nie próbowali pani przestawić?

Do pierwszego szeregu? Wiele razy. Już Bronisław Geremek namawiał mnie swego czasu, żebym startowała do Europarlamentu. Wiele lat później Bronisław Komorowski twierdził, że powinnam wejść do Sejmu. Moim zdaniem nie nadaję się do politycznych zawiłości. Jestem niesterowalna.

Czy jest ktoś, obok kogo nie stanęłaby pani na marszu w obronie demokracji?

Podczas marszu na rzecz zwycięstwa strony demokratycznej? Chyba nie ma takiej osoby... A nie, może jednak jest ktoś taki. Nie stanęłabym obok Szymona Hołowni. Po prostu czułabym się niewiarygodna, idąc w tę samą stronę. Ale to już chyba jasne. Wie pan, czasem myślę, że to wszystko jest film, a jak wyjdę z kina, to będzie rzeczywistość.

Wielu ikonicznych filmów pani odmówiła. U Krzysztofa Kieślowskiego, Ryszarda Bugajskiego, do tego kilka ról zagranicznych...

Rzeczywiście odmawiałam. Dla mnie się liczy tylko to, czy chcę wejść w jakąś przygodę, czy nie. Lubię teatr, żywy plan. Dopracowałam się swojego, autorskiego teatru, niestety teraz bez stałego miejsca, wiec wędrujemy [Joanna Szczepkowska od lat nie jest już etatowo związana z żadnym teatrem instytucjonalnym]. Gram swoje sztuki i nawet dekoracje są mojego pomysłu. Nic nie daje takiej satysfakcji, jak widownia. Tyle tylko, że nie lubię się kłaniać. I czasem myślę, że powinnam robić coś zupełnie innego, bo przecież pracuję w iluzji.

Joanna Szczepkowska i Hanna Konarowska w spektaklu "ADHD i inne cudowne zjawiska" w Teatrze Telewizji TVPArsen Petrovych/TVP/East News / East News
Joanna Szczepkowska i Hanna Konarowska w spektaklu "ADHD i inne cudowne zjawiska" w Teatrze Telewizji TVP

Nie kokietuje pani?

Nie, naprawdę często myślę, że może lepiej byłoby robić coś, co jest wymierne. To zresztą jest też temat związany z moją działalnością publicystyczną. Często słyszę i czytam: "Aktorka komentuje". Tak, jestem aktorką. Ale gdybym robiła cokolwiek innego, gdybym była nauczycielką, tramwajarką czy bibliotekarką, pisałabym i protestowała dokładnie tak samo. Może z mniejszą siłą przebicia. Moje poglądy nie mają nic wspólnego z moim zawodem.

Jakie hasło wymyśli pani na uliczny protest?

Pasujące do chwili protestu. Codziennie rośnie mój sprzeciw, codziennie coś się wydarza, więc dzisiaj nie mogę powiedzieć, co powiem jutro.

Ciągle czytam o pani "buntowniczka".

Nie mogę się doczekać czasów, kiedy nie będzie już powodu do buntu. Obawiam się jednak, że długo jeszcze będzie pan tak o mnie czytał. Nie wiem, czy skończy się na pisaniu. Bunt to bunt. Wystarczy iskra.

***

*Joanna Szczepkowska — aktorka filmowa i teatralna, pisarka, felietonistka i reżyserka. W 1975 r. ukończyła warszawską PWST (obecnie AT). Za debiut filmowy w "Con Amore" wyróżniona m.in. Złotą Kamerą magazynu "Film". W "Dzienniku Telewizyjnym" wypowiedziała słynne zdanie: "Proszę państwa, 4 czerwca 1989 r. skończył się w Polsce komunizm".

Laureatka Brązowych Lwów Gdańskich dla najlepszej aktorki drugoplanowej za "Matkę Królów". W 2007 r. odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez Lecha Kaczyńskiego. W 2010 r. wybrana prezeską ZASP jako pierwsza kobieta na tym stanowisku. Współpracowała z teatrami: Współczesnym, Polskim, Powszechnym, Dramatycznym, Studio, Łaźnią Nową, Żydowskim czy Rampą. Od wielu lat tworzy autorskie spektakle, prezentowane w gościnnych przestrzeniach, część z nich trafiła do Teatru Telewizji TVP i bezpłatnego serwisu TVP VOD.

Twórczyni autorskiego Teatru Na Dole i internetowego Teatru Pudło. W 2025 r. uhonorowana Złotym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Joanna Szczepkowska wyraża swój sprzeciw wobec prezydenta Karola Nawrockiego, nazywając go "rezydentem" zamiast prezydentem.
  • Aktorka opowiada o przeżyciach związanych z protestami przeciwko jej osobie oraz o swoim zaangażowaniu w obronę demokracji.
  • Mówi, że istnieje rosnąca liczba ludzi, którzy nie uznają obecnego prezydenta, a także o potrzebie ponownego przeliczenia głosów z wyborów.
  • Krytykuje obecną sytuację polityczną, wskazując na złamania zasady demokratycznej i manipulacje wybory.
  • Szczepkowska podkreśla, że walka o demokrację to ciągły proces, który wymaga mobilizacji społeczeństwa.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz