Mateusz Morawiecki chciał spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim już wczoraj — wynika z informacji Onetu. Prezes Prawa i Sprawiedliwości nie zamierzał jednak przyspieszać rozmowy. Termin został ostatecznie wyznaczony dopiero na dzisiejsze południe. Jak słyszymy, prezes PiS jest wściekły na ludzi byłego premiera.
Taktyka prezesa
— Oni nie wierzą, że mogą zostać wyrzuceni z partii. Myślą, że Morawiecki sprzeda prezesowi jakieś głodne kawałki i wszystko będzie po staremu. To błąd z ich strony — słyszymy od polityka PiS krytycznego wobec grupy tzw. harcerzy skupionych wokół byłego szefa rządu.
Sam termin rozmowy jest więc elementem presji. Morawiecki nie dostał od Kaczyńskiego dodatkowego czasu na przygotowanie kompromisu. Po spotkaniu zostanie mu tylko kilka godzin na decyzję: albo ustąpi i faktycznie podporządkuje swoje stowarzyszenie władzom partii, albo pozwoli, by konflikt wszedł w fazę otwartego rozłamu.
— Mateusz chciał się spotkać z prezesem już wczoraj, ale prezes się na to nie zgodził. Trzymał go w zamrażarce. Późnym popołudniem wyjechał z Nowogrodzkiej, a przecież czasem siedzi do późnego wieczora, więc miał czas — słyszymy od naszego informatora.
W PiS dzisiejsze spotkanie jest przedstawiane jako rozmowa ostatniej szansy dla Morawieckiego, a nie negocjacje dwóch równorzędnych stron. Jacek Sasin mówił rano w RMF FM, że były premier powinien "zawrócić z drogi dekompozycji PiS". Jednocześnie wykluczył istotne ustępstwa ze strony Kaczyńskiego. Według tej logiki to nie prezes ma szukać kompromisu, lecz Morawiecki ma wykonać uchwałę kierownictwa partii.
Były premier deklaruje, że nie zamierza wychodzić z PiS ani budować nowej partii. Jego ludzie przekonują, że Rozwój Plus ma poszerzać elektorat prawicy i prowadzić prace programowe. Kaczyński nie przyjmuje jednak tych tłumaczeń. Uważa, że stowarzyszenie stało się autonomicznym ośrodkiem politycznym, który wykorzystuje szyld PiS, a jednocześnie buduje własne zaplecze.
Bochenek nazwał działalność Rozwoju Plus "rozłamową" i przekonywał, że stowarzyszenie realizuje scenariusz korzystny dla przeciwników prawicy. Ostrzegł też, że osoby, które nie złożą deklaracji do końca czwartku, w praktyce same zrezygnują z członkostwa w PiS i klubie parlamentarnym.
Ludzie Morawieckiego zaczęli publicznie podważać te komunikaty. Marcin Horała odpowiedział fragmentem "Potęgi smaku" Zbigniewa Herberta ze słowami o "dialektyce oprawców". Michał Dworczyk zareagował zwrotem "towarzyszki i towarzysze" nawiązującym do poetyki propagandy PRL, a Ireneusz Zyska zamieścił grafikę stylizującą Bochenka na bohatera komunistycznego plakatu. Wszystkie te wpisy później zniknęły.
Ich skasowanie nie uspokoiło jednak Kaczyńskiego.
Wyłom w narracji
W otoczeniu prezesa reakcje te zostały odebrane jako zakwestionowanie oficjalnego stanowiska partii. Bochenek nie pisał bowiem prywatnie, lecz występował jako rzecznik PiS i przekazywał decyzje uzgodnione przez kierownictwo.
Według naszych rozmówców uderzanie w rzecznika Kaczyński odbiera więc jako cios w siebie. W jego ocenie ludzie Morawieckiego nie polemizują już tylko z Bochenkiem, ale kontestują decyzję prezesa i Komitetu Politycznego.
Prezes świadomie doprowadził do sytuacji, w której czas pracuje na jego korzyść. Najpierw nie zgodził się na środowe spotkanie, później wyznaczył rozmowę w samo południe ostatniego dnia ultimatum. Morawiecki ma więc dostać wybór, ale niewiele czasu na ostateczną decyzję. O wyniku tego starcia zdecyduje nie tylko to, co padnie w gabinecie prezesa, lecz także to, czy po wyjściu z Nowogrodzkiej były premier będzie jeszcze w stanie utrzymać przy sobie własnych ludzi.
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
Mateusz Morawiecki chciał spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim, jednak prezes PiS nie przyspieszył rozmowy, co wywołało frustrację w obozie Morawieckiego.
Rozmowa została przedstawiona jako "ostatnia szansa" dla Morawieckiego, który musi podjąć decyzję w sprawie stowarzyszenia Rozwój Plus.
Kaczyński nie zamierza iść na ustępstwa, a jego otoczenie uważa, że Morawiecki i jego zwolennicy nie skonfrontowali się poważnie z decyzjami kierownictwa partii.
Kontrowersyjna reakcja ludzi Morawieckiego na wpisy rzecznika PiS, Rafała Bochenka, została odebrana jako publiczne kwestionowanie autorytetu Kaczyńskiego.
Prezes PiS pragnie likwidacji stowarzyszenia Rozwój Plus, które postrzega jako konkurencyjne wobec partii.
Mateusz Morawiecki zapewnia, że jego stowarzyszenie Rozwój Plus nie jest alternatywą dla Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego po raz kolejny apeluje do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o jedność "ponad wewnętrznymi różnicami".
15 lipca br. prezydium PiS przyjęło uchwałę dotyczącą "zakazu działania oraz uczestnictwa członków partii w stowarzyszeniach, fundacjach i innych organizacjach o charakterze politycznym". Osoby, które do nich należą, dostały siedem dni na ich opuszczenie. W przeciwnym razie zostaną wykluczone z partii.
Mateusz Morawiecki apeluje do Jarosława Kaczyńskiego. Chodzi o jego stowarzyszenie Rozwój Plus
Mateusz Morawiecki deklaruje w rozmowie z "Super Expressem", że nie ma zamiaru ustępować w kwestii swojego stowarzyszenia. Podkreśla, że jego organizacja powstała, aby prawica mogła wygrać wybory parlamentarne w 2027 r. Dlatego cały czas namawia do stworzenia tzw. szerokiego namiotu politycznego i apeluje do prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o jedność "ponad wewnętrznymi różnicami".
Celem powinno być stworzenie szerokiego obozu prawicy i centroprawicy, który będzie przygotowany do przejęcia odpowiedzialności za państwo. Chcemy ponownie nadać Polsce dynamiczny impuls rozwojowy. Zamiast zwierać szeregi, rozpościerajmy skrzydła!
Stowarzyszenie Rozwój Plus powstało z przekonania, że obóz patriotyczny musi docierać do coraz szerszego grona odbiorców. [...] Stowarzyszenie nie jest alternatywą dla Prawa i Sprawiedliwości, lecz przestrzenią do wymiany myśli i przygotowania rozwiązań programowych
— dodaje.
Należący do stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego Krzysztof Szczucki zapewnia w rozmowie z "Super Expressem", że on i jego koledzy nie złożą żadnych oświadczeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz