Kasa od Morawieckiego, posłanki PiS na bilbordach. Kancelaria Premiera żąda zwrotu 3,4 mln zł, 06.07.2026

 

Kasa od Morawieckiego, posłanki PiS na bilbordach. Kancelaria Premiera żąda zwrotu 3,4 mln zł


06.07.2026

Kancelaria Premiera domaga się zwrotu 3,4 mln zł, przyznanych przez rząd Mateusza Morawieckiego, na projekt, którego ambasadorkami były posłanki PiS - Monika Pawłowska oraz Magdalena Filipek-Sobczak. Wielkie bilbordy z ich wizerunkami zalały Lubelszczyznę tuż przed kampanią wyborczą w 2023 roku. Na współpracy zarobił też obecny mąż Pawłowskiej. Spór przeniósł się do sądu. Jak te decyzje komenują polityczki PiS?

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie nieprawidłowości ujawniła kontrola projektu „Bezpieczna Kobieta”.
  • Dlaczego Kancelaria Premiera żąda zwrotu dotacji.
  • Co twierdzą ambasadorki projektu o zarzutach dotyczących projektu.

Sprawa ma swój początek 5 czerwca 2023 roku, trzy miesiące przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii przez wyborami parlamentarnymi. Kancelaria Premiera, którym jest wówczas Mateusz Morawiecki z PiS przyznaje Stowarzyszeniu Bezpieczna Lubelszczyzna blisko 3,4 mln zł na realizację projektu „Bezpieczna Kobieta - program szkoleń dla kobiet z zakresu psychologii, zachowań w sytuacjach kryzysowych, samoobrony, pierwszej pomocy przedmedycznej oraz wyszkolenia strzeleckiego”. Cel szkolenia zawarty jest w jego tytule. W sumie skorzystać ma 1440 kobiet z województwa lubelskiego.

Kilka dni po rozpoczęciu projektu na ulicach wielu miejscowości województwa lubelskiego pojawiają się bilbordy. Do wzięcia udziału w szkoleniach zachęcają ambasadorki. Są nimi posłanka PiS Monika Pawłowska oraz radna sejmiku województwa Magdalena Filipek-Sobczak (także PiS). Wielkie wizerunki obu polityczek pojawią się kilka tygodni przed oficjalnym rozpoczęciem kampanii. A w mediach formułowane są zarzuty o wykorzystywanie projektu do robienia sobie kampanii. O tym, że nie są bezpodstawne świadczą kolejne wydarzania.

Polityczki PiS na bilbordach. Promocja projektu czy darmowa kampania?

Po zmianie władzy Kancelaria Premiera, którym jest już Donald Tusk z Koalicji Obywatelskiej zleca kontrolę projektu. Jej wyniki są druzgocące. W informacji pokontrolnej czytamy, że nieprawidłowo rozliczono aż 98 proc. przyznanej dotacji. Chodzi o kwotę 3,297 mln zł z przyznanych 3,38 mln zł. Zastrzeżenia dotyczą m.in. wskazania polityczek PiS jako ambasadorek projektu. Dlaczego? Bo tuż po rozpoczęciu projektu obie zostały kandydatkami PiS do Sejmu. Filipek-Sobczak startowała z okręgu nr 6 (Lublin i zachodnia część woj. lubelskiego), a Pawłowska z okręgu nr 7 (wschodnia część woj. lubelskiego z Białą Podlaską, Chełmem i Zamościem). Pierwsza z nich została posłanką, druga do Sejmu nie weszła, ale w 2024 roku objęła mandat zwolniony przez Mariusza Kamińskiego.

Kontrolerzy uznali akcję bilbordową za promocję polityczek. Jej koszt wycenili na 250 tys. zł. Zauważyli też, że lokalizacja plakatów z wizerunkiem konkretnej kandydatki pokrywała się z okręgiem wyborczym, w którym ta startowała. To nie koniec. Struktura banerów przypominała strukturę plakatu wyborczego. A Monika Pawłowska w swojej kampanii wykorzystała zdjęcie użyte w promocji projektu.

Zastrzeżenia kontrolerów dotyczyły też współpracy Stowarzyszenia z firmami powiązanymi z nim „personalnie lub lokalowo”. Dla przykładu firmie Zoe.Net.CO Jędrzeja Halerza zapłacono w sumie 448 tys. zł za wynajem sal, przygotowanie konferencji i pełnienie funkcji zastępcy koordynatora projektu. Wśród tych wydatków była konferencja dla 500 osób, która miała kosztować 180 tys. zł. Tymczasem wydarzenie zorganizowano w sali mogącej pomieścić maksymalnie 300 osób. „W przypadku transmisji online Stowarzyszanie nie przedstawiło dowodów, potwierdzających udział w niej uczestników, co było niezgodne z ofertą. Ponadto nie podano też na jakiej platformie transmitowano wydarzenie.” - czytamy w informacji pokontrolnej.

Dlaczego o tym wspominamy? Bo Halerz to były dyrektor biura poselskiego Moniki Pawłowskiej, a dziś jej mąż. Także związany z PiS. W 2023 roku był rzecznikiem Stowarzyszenia. Z kolei wiosną tego roku startował w przedterminowych wyborach na wójta Wojsławic na Lubelszczyźnie. W kampanii wspierał go były premier Mateusz Morawiecki, którego kancelaria przyznawała środki na projekt „Bezpieczna Kobieta”.


Redakcja poleca
Patyra czeka na odebranie ślubowania przez prezydenta
Banaszek jest inicjatorem projektu

Kancelaria wzywa do zwrotu milionów. Skarga odrzucona

Wyniki kontroli opublikowano w połowie ubiegłego roku. Mimo wielu zastrzeżeń Kancelaria Premiera nie informowała o dalszych krokach. Jak ustaliło RadioZET.pl te jednak nastąpiły. „Decyzją z 10 września 2025 r. Stowarzyszenie Bezpieczna Lubelszczyzna zostało zobowiązane przez szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów do zwrotu kwoty dotacji wykorzystanej niezgodnie z przeznaczeniem.” - czytamy w odpowiedzi Centrum Informacyjnego Rządu. KPRM domaga się zwrotu całej kwoty. Chodzi o 3,38 mln zł.

„Stowarzyszenie nie zwróciło kwoty dotacji i złożyło skargę na decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. 27 maja 2026 sąd wydał nieprawomocne postanowienie, którym odrzucił skargę stowarzyszenia.” - dodaje CIR.

Okazuje się, że powód oddalenia skargi był prozaiczny. „Jak wynika z treści uzasadnienia do ww. postanowienia skarga została odrzucona z uwagi na nieuiszczenie wpisu sądowego przez Stowarzyszenie. Postanowienie jest nieprawomocne. Do chwili obecnej nie odnotowano wpływu zażalenia.” - informuje RadioZET.pl sędzia Małgorzata Jarecka, rzeczniczka prasowa Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Filipek-Sobczak była ambasadorką projektu Bezpieczna Kobieta
Fot. Marysia Zawada/REPORTER
Magdalena Filipek-Sobczak, posłanka PiS

Tomasz Lebiocki, prezes Stowarzyszenia Bezpieczna Lubelszczyzna o odrzuceniu skargi dowiaduje się od nas. - Nie mam takiej informacji, muszę się skontaktować z prawnikiem. Na pewno będziemy dalej walczyli o sprawiedliwość. Kluczowe jest to, że Kancelaria Premiera podważyła całość wydatków, a nie tylko część. A my przecież udowodniliśmy, że projekt został został zrealizowany. Uważam, że to co się dzieje jest nagonką polityczną. Dziś mamy zablokowane konto, stowarzyszenie praktycznie nie funkcjonuje. Jesteśmy w zawieszeni próżni. Nie likwidujemy go, bo będziemy walczyć. Nie pozwolimy sobie na to, żeby ktoś zarzucał nam kradzież czy malwersację. Działaliśmy przez 13 lat i nie było zastrzeżeń, projekty były rozliczane, zatwierdzane. Wszystko nagle zmieniło się po zmianie władzy – przekonuje Lebiocki.

Posłanka PiS: Nie byłam kandydatką, nie myślałam o wyborach

O zaangażowanie w projekt i konsekwencje decyzji KPRM oraz sądu pytamy posłanki PiS oraz Jędrzeja Halerza.

„Projekt miał dobre założenia, zwiększenie bezpieczeństwa i zdolności obronności kobiet, tylko dlatego zgodziłam się na przyjęcie propozycji ambasadorki. Nie słyszałam o nieprawidłowościach na poziomie realizacji projektu. Wszystkie zajęcia, na których byłam (max.3-4 zajęcia) przebiegały prawidłowo, kobiety były zadowolone z przekazywanych treści i zajęć. W momencie, gdy powstała inicjatywa projektu, nie myślałamo wyborachi nie byłam kandydatką w żadnych wyborach, więc nie uważam aby inicjatywa miała jakikolwiek związek z kampanią wyborczą” - przekazała nam w wiadomości Magdalena Filipek-Sobczak, posłanka PiS.

Redakcja poleca
Sasin jest prezesem Stowarzyszenia Po Pierwsze Polska
Założyciele Stowarzyszenia Przyjaciół Republiki

Jej partyjna koleżanka Monika Pawłowska pisze z kolei, że jest „wdzięczna i dumna” za to, że mogła być ambasadorką projektu. Przekonuje, że nie ma wiedzy o nim odkąd przestała go promować. Natomiast informacje medialne uznaje za „zwykłą wojnę polityczną” i próbę przykrycia afer przez rząd.

Zdziwiony decyzjami KPRM i sądu jest Jędrzej Halerz, mąż Pawłowskiej i były rzecznik Stowarzyszenia promującego projekt. - Od pana dowiaduję się, że KPRM żąda zwrotu dotacji. Ja swoje zadania wykonałem zgodnie z podpisaną umową, bylem kontrolowany przez wszystkie możliwe instytucje, m.in. KAS, US, ZUS i żadna z nich nie dopatrzyła się nieprawidłowości. Ze stowarzyszeniem nie jestem od dawna związany. Uważam, że sprawa ma charakter wyłącznie polityczny - mówi RadioZET.pl Jędrzej Halerz.

Źródło: Radio ZET

radiozet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz