Kulisy narady z Jarosławem Kaczyńskim. "Weźcie się do roboty", 31.07.2026



Kulisy narady z Jarosławem Kaczyńskim. "Weźcie się do roboty"

Kamil Dziubka

Kamil Dziubka 

31 lipca 2026

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zdawał się pogubiony w trakcie wczorajszego specjalnego posiedzenia klubu parlamentarnego partii. Z informacji Onetu wynika, że działacze, którzy pozostali przy liderze, nie usłyszeli jasnej instrukcji. Wręcz przeciwnie. Przy ul. Nowogrodzkiej pojawiły się połajanki adresowane do niektórych polityków Prawa i Sprawiedliwości.


Bez diagnozy

— Nie do końca wiem, po co było to spotkanie, bo gdyby wsłuchać się w kierownictwo partii, to można by uwierzyć, że nic się nie stało — mówi Onetowi poseł PiS.

Było to pierwsze posiedzenie klubu po największym w historii rozłamie w Prawie i Sprawiedliwości.

Politycy skupieni wokół byłego premiera utworzyli w Sejmie własny klub Rozwój Plus. Tym samym konflikt, który przez wiele miesięcy tlił się za zamkniętymi drzwiami, stał się formalnym podziałem również w parlamencie.

Dla Nowogrodzkiej to poważny cios nie tylko wizerunkowy. PiS przestało być największym klubem w Sejmie, a każde kolejne odejście może pogłębiać wrażenie, że partia Kaczyńskiego traci kontrolę nad sytuacją. Czwartkowe zebranie miało pokazać, że mimo odejścia kilkudziesięciu parlamentarzystów prezes nadal panuje nad sytuacją.
Z relacji uczestników narady, z którymi rozmawialiśmy, wynika jednak, że posłowie nie usłyszeli od Kaczyńskiego przełomowej diagnozy ani szczegółowego planu na kolejne tygodnie. Prezes raz jeszcze przedstawił własną wersję wydarzeń: to on miał rzekomo do końca zabiegać o jedność, jednak były premier odrzucał kolejne propozycje porozumienia.
— Nie wiem, po co był ten klub. Prezes kolejny raz powtórzył, że próbował zatrzymać Morawieckiego wiele razy, ale on nie chciał żadnego kompromisu — słyszymy od jednego z uczestników spotkania.
I dalej: — Myśmy to już wiedzieli z mediów.
Kaczyński ten sam przekaz, który sprzedał swoim podwładnym z parlamentu, prezentuje publicznie. Po utworzeniu nowego klubu napisał w mediach społecznościowych, że do końca podejmował próby porozumienia, ale Morawiecki miał już własny plan polityczny. Podczas obecnego posiedzenia Sejmu prezes PiS był niewidoczny na sali plenarnej i sejmowych korytarzach. W ostatnich dniach pojawiał się za to w prawicowych mediach — w telewizjach wPolsce24 i Republika.
Ta wersja jest skierowana przede wszystkim do tych, którzy zostali w PiS. Kaczyński musi ich przekonać, że pozostanie przy Nowogrodzkiej jest bezpieczniejszym wyborem, bo Rozwój Plus może próbować kolejnych transferów.

Celem spotkania było zatem przekonanie posłów, by przestali oglądać się na Morawieckiego, wrócili do bieżącej pracy i pokazali, że partia nadal funkcjonuje. Kaczyński chciał domknąć etap wzajemnych pretensji. Szybko okazało się jednak, że wewnętrzne napięcia nie zniknęły.

Nawrocki autonomiczny?

Podczas spotkania rozmowa zeszła również na relacje z Pałacem Prezydenckim. Według informacji Onetu część posłów narzekała, że do prezydenckich rad doradczych zbyt często trafiają osoby, które — w ich ocenie — nie powinny się tam znaleźć.
Karol Nawrocki powołał dotąd m.in. Radę Parlamentarzystów, Radę Nowej Konstytucji oraz Radę Nowych Mediów. W PiS daje o sobie znać niezadowolenie, że partyjne zaplecze ma ograniczony wpływ na personalne decyzje otoczenia prezydenta.
Jarosław Kaczyński odpowiedział, że nie ma wpływu na skład prezydenckich rad. To krótkie zdanie miało pokazać, że Pałac Prezydencki buduje własne zaplecze, a relacje między nim i Nowogrodzką nie polegają na prostym wykonywaniu partyjnych poleceń. Po rozłamie ma to dodatkowe znaczenie: prezydent jest osobnym ośrodkiem na prawicy, o którego uwagę zabiegają różne środowiska.
Dyskusję o personaliach — jak wynika z naszych informacji — ostro przeciął Przemysław Czarnek.
— Zajmujecie się bzdurami. Weźcie się do roboty — rzucił do posłów.
Przemysław Czarnek w Sejmie
PAP/Radek Pietruszka
Przemysław Czarnek w Sejmie
Słowa jednego z najważniejszych dziś polityków PiS dobrze oddawały zasadniczy cel spotkania. Kierownictwo chciało przerwać rozliczenia i zmobilizować parlamentarzystów. Zamiast kolejnych rozmów o tym, kto dostał miejsce w radzie przy prezydencie, posłowie mają ruszyć w teren, być aktywni w Sejmie i przekonywać wyborców, że to PiS, a nie klub Morawieckiego, pozostaje główną siłą po prawej stronie sceny politycznej.
Czwartkowy klub nie zakończył sporu i nie przyniósł odpowiedzi na wszystkie pytania o przyszłość partii. Był raczej próbą zwarcia szeregów po politycznym trzęsieniu ziemi. Kaczyński powtórzył opowieść o odpowiedzialności Morawieckiego, a Czarnek nadał jej bojową puentę: mniej rozmów o kulisach i stanowiskach, więcej pracy.
Samo przekonanie posłów, że winny jest były premier, może jednak nie wystarczyć. PiS musi jeszcze udowodnić, że po odejściu tzw. harcerzy ma pomysł na odzyskanie inicjatywy — zarówno w Sejmie, jak i w walce o prawicowego wyborcę.
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Jarosław Kaczyński na spotkaniu z klubem PiS nie przedstawił jasnego planu ani diagnozy sytuacji po rozłamie w partii.
  • Część posłów czuła frustrację z powodu braku konkretów, a niektórzy krytykowali wybór członków prezydenckich rad doradczych.
  • Kaczyński próbował przekonać posłów, że pozostanie w PiS jest bezpieczniejsze niż przejście do nowego klubu Rozwój Plus.
  • Podczas spotkania Przemysław Czarnek zaapelował do posłów, aby skupili się na pracy, zamiast na rozliczeniach wewnętrznych.
  • Rozłam w partii wpłynął na jej wizerunek, a dalsze odejścia mogą pogłębiać kryzys w PiS.

Onet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz