Ludzie Andrzeja Dudy byli w szoku po wizycie Donalda Tuska. "Zadał jedno pytanie" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
1 stycznia 2026
— Kierownik bywał niezwykle rozbawiony, jak o tym opowiadał. Duda się do niego wręcz przyklejał. Było widać, że się panicznie boi, iż będzie musiał prowadzić konwersację po angielsku. Tusk momentami pełnił wręcz rolę jego tłumacza — mówi Kamilowi Dziubce współpracownik premiera na potrzeby książki "Kierownik. Kulisy władzy Donalda Tuska".
Publikujemy fragment materiałów z pracy nad książką "Kierownik. Kulisy władzy Donalda Tuska".
Minister: Pamiętam sytuację, gdy staliśmy z Andrzejem Dudą w jednym pomieszczeniu. Taka kurtuazyjna rozmowa. Pan prezydent bardzo szybko zaczął coś opowiadać o narciarskim zjeździe z Nosala. Widać było, że bardzo go to pasjonuje. Pomyślałem sobie wtedy: "Oho, wszystkie opowieści o nim się właśnie potwierdziły".
Ważny urzędnik: Z góry przepraszam, bo mówię tu o głowie państwa, ale on naprawdę sprawiał wrażenie głupiego. To się potęgowało, gdy się miało okazję z nim rozmawiać w węższym gronie. A jeśli ktoś uważał, że on publicznie mówi bzdury, to w zamkniętym gronie opowiadał już kompletne banialuki. On jest po prostu tępy. Gdyby ludzie usłyszeli, jakie ma np. poglądy na temat aborcji, to by się mocno zdziwili. On uważa, że aborcja z gwałtu powinna być zakazana.
Współpracownik Andrzeja Dudy: Tusk nie znał Andrzeja Dudy i popełnił błąd, bo chyba uwierzył w to, co sami pisowcy rozpowiadali, że prezydent to jakieś kompletne beztalencie, który dziś by podnosił rękę w trakcie głosowań w Sejmie, gdyby go Kaczyński za uszy nie wyciągnął. Pamięta pan, jak Tusk mówił, że Andrzejowi Dudzie zmięknie rura? To jest efekt propagandy rozpuszczanej przez wiele lat przez Nowogrodzką.
Urzędnik Kancelarii Prezydenta: Byliśmy zszokowani, jak Donald Tusk przyszedł do Pałacu Prezydenckiego pierwszy raz i to z kilkoma współpracownikami. Wśród nich na pewno był Szłapka, ale też Kierwiński i Nowacka. Oni się zachowywali przy Tusku jak Błaszczak przy Kaczyńskim. Byli kompletnie zastraszeni. Bali się zabrać głos. A Tusk zaczął od jakiejś kurtuazyjnej gadki. Zapytał, dlaczego Andrzej Duda nie zamieszkał w Belwederze, jak Bronisław Komorowski. Potem spytał, jak się mieszka w pałacu. No i wtedy siedzący obok prezydenta Marcin Mastalerek rzucił: "A pyta pan dla siebie, czy dla kolegi?". Wszyscy wybuchli śmiechem. Wtedy Tusk też się zaśmiał, ale po chwili poważnie zaczął argumentować, dlaczego nie wystartuje w wyborach prezydenckich. Jednak sprawiał wrażenie gościa w świetnej formie. Chwilę wcześniej sprowokował Kaczyńskiego w Sejmie, zmuszając go do wyjścia na mównicę. Powiedział, że za rządów PiS dzień w dzień słuchał w telewizji płyty nagranej przez Jacka Kurskiego i przypomniał, że jego brat Lech Kaczyński określił kiedyś Kurskiego mianem łajdaka. Jarosław po chwili wyzwał Tuska od niemieckich agentów. No i to był cały Tusk. Osiągnął to, co chciał.
Unijny urzędnik: Andrzej Duda spotykał Tuska już po 2015 r. Jeden był wtedy prezydentem, drugi przewodniczącym Rady Europejskiej. Kurczowo trzymał się go przy okazji różnego rodzaju szczytów, nie tylko unijnych. Widywali się na całym świecie na spotkaniach w różnych zbiorowych formatach.
Współpracownik Donalda Tuska: Kierownik bywał niezwykle rozbawiony, jak o tym opowiadał. Duda się do niego wręcz przyklejał. Było widać, że się panicznie boi, iż będzie musiał prowadzić konwersację po angielsku. Tusk momentami pełnił wręcz rolę jego tłumacza.
Tusk częściej u Dudy niż Kaczyński
Urzędnik Kancelarii Prezydenta: Wbrew pozorom Andrzej Duda i Donald Tusk bardzo często ze sobą rozmawiali. Było mnóstwo telefonów, o których opinia publiczna nie ma pojęcia. Były spotkania, po których nie było nawet komunikatów. Na pewno było tych kontaktów z Tuskiem więcej przez półtora roku niż z Kaczyńskim przez osiem lat. Tego jestem pewien. I oczywiście, że była między dwoma pałacami nawalanka w mediach społecznościowych, ale równolegle pewne sprawy szły swoim torem.
Współpracownik Andrzeja Dudy: Do Pałacu Prezydenckiego gdzieś na początku 2024 r. przyszedł ówczesny ambasador USA Mark Brzezinski, który sondował, czy prezydent zgodziłby się na spotkanie w Białym Domu z Joe Bidenem, ale w formacie, który przewidywał również obecność Donalda Tuska. Dla Andrzeja Dudy to nie był zbyt komfortowy układ zarówno ze względów politycznych, jak i czysto protokolarnych. Widać jednak, że USA bardzo zależało na tym, żeby w rocznicę przystąpienia Polski do NATO podkreślić wagę tego wydarzenia takim właśnie spotkaniem. Andrzej Duda się zgodził, ale po kilku dniach dostaliśmy sygnał, że Tusk kręci nosem. Brzezinski był zaskoczony, bo myślał, że będzie na odwrót. Ostatecznie jednak do spotkania doszło. Zresztą była też opcja, że w trakcie samej wizyty dojdzie też do spotkania Andrzeja Dudy z Donaldem Trumpem. Wtedy jednak Mark Brzezinski poprosił nas, żeby to przełożyć. Myśmy zresztą aż tak bardzo nie trzymali się daty rozmowy z Trumpem, bo wiedzieliśmy, że Joe Biden może się obrazić. Dlatego spotkaliśmy się z nim dopiero w kolejnym miesiącu. Inna sprawa, że prezydent był atakowany za to spotkanie z Trumpem, ale trzeba być świrem, żeby się z nim nie spotkać, skoro są możliwości i jest utrzymana relacja. Dobrze, że się spotkali, bo chwilę wcześniej Trump rozmawiał z Viktorem Orbanem na temat Ukrainy i całkowicie przyjął jego optykę. Andrzej Duda starał się to wszystko odkręcić. Tłumaczył Trumpowi, że był w Kijowie dzień przed wybuchem wojny, opowiadał, jak to realnie wyglądało. Natomiast spotkanie, które odbyło się wtedy w Trump Tower w Nowym Jorku, wyglądało tak, że przez 80 proc. czasu Trump mówił. Opowiadał jak aktor. Na przykład pokazywał, jak się zachowuje rakieta po wystrzeleniu, serio (śmiech).
Kamil Dziubka: Czy w trakcie rozmowy był poruszany temat wewnętrznej sytuacji politycznej w Polsce? To było kilka miesięcy po przejęciu władzy przez Donalda Tuska.
Współpracownik Andrzeja Dudy: Trump ewidentnie Tuska nie lubi. Oni mieli ze sobą kontakty w czasach, kiedy premier był szefem Rady Europejskiej, więc mieli okazję, by się poznać. Współpracownicy Trumpa przygotowali go z polskich tematów, ale Andrzej Duda starał się w to nie wchodzić. Zresztą naprawdę nigdy nie wiadomo, kiedy Trump użyje jakichś cytatów z rozmów w cztery oczy. Lepiej nie ryzykować. Natomiast to był dość gorący okres, bo chwilę wcześniej Tusk krytykował Republikanów za zablokowanie w Senacie pakietu pomocy dla Ukrainy. Napisał im na "X", że mają się wstydzić. Odpisali mu ostro m.in. JD Vance i Marco Rubio. Niecały rok później jeden został wiceprezydentem, a drugi sekretarzem stanu USA.
Ważny urzędnik: W maju 2024 r. prezydent spotkał się z premierem w Pałacu Prezydenckim tuż przed uroczystością, w trakcie której zostały dokonane zmiany w rządzie. Kilku ministrów startowało w wyborach europejskich i żegnali się z funkcjami. Ta rozmowa była nieprzyjemna. Tusk powiedział prezydentowi, że nie ma zamiaru respektować ustawy, która nakazywała mu uzyskać zgodę głowy państwa przy wskazywaniu kandydata na komisarza unijnego. Premier powiedział, że ta ustawa jest niekonstytucyjna i dla niego nie istnieje. Ale potem panowie w tajemnicy spotkali się w porcie w Gdyni na pokładzie ORP Kościuszko.
Współpracownik Donalda Tuska: Prezydentowi bardzo zależało na jakiejś roli w trakcie prezydencji w Unii Europejskiej. To jest dość zabawne, bo prawda jest taka, że ta prezydencja jest istotna, ale nie aż tak, jak się niektórym wydaje. Natomiast ewidentnie Duda miał parcie na to. Naciskał, by mógł być gospodarzem jakiegoś unijnego szczytu, gdyby ten odbywał się w Polsce. Szef się potem naigrywał z tej małostkowości.
"Zło konieczne"
Ważny urzędnik: Po spotkaniu na "Kościuszce" pewne lody pękły, bo Tusk jednak zgodził się respektować ustawę o tych unijnych stanowiskach, a Duda szybko zgodził się na kandydaturę Piotra Serafina na unijnego komisarza. Tuskowi się wydawało, że ta ustawa była przeciwko niemu, tymczasem ona powstała za rządów PiS. Tam chodziło o to, żeby sobie pan Kaczyński nie mógł siedzieć, dłubiąc w nosie, patrzeć w sufit i rzucać kandydatami jak z rękawa.
Współpracownik Andrzeja Dudy: Chyba to, co najbardziej zabagniło i tak niezbyt łatwe relacje pomiędzy Andrzejem Dudą i Tuskiem, to kwestia nominacji ambasadorskich. Pierwsza rozmowa na temat miała miejsce w Sejmie w listopadzie 2023 r., w trakcie pierwszego posiedzenia nowej kadencji izby niższej parlamentu. Do spotkania doszło w pomieszczeniach przynależnych prezydentowi. Donald Tusk zaczął od tego, że chciałby zmienić stałego przedstawiciela Polski przy Unii Europejskiej. Andrzej Duda się na to zgodził, ale zaznaczył, że chciałby mieć wpływ na tzw. placówki prezydenckie, czyli Waszyngton i NATO. Wyszliśmy z tej rozmowy z przekonaniem, że jest deal. Później do Pałacu Prezydenckiego przyszedł Radosław Sikorski ze współpracownikami, który zaczął kreślić swoją wizję zmian na placówkach. Ostatecznych ustaleń jednak wtedy nie było, po czym MSZ przysłał listę 50 ambasadorów do wyrzucenia. Dla nas to było nie do zaakceptowania. Później w pojedynczych przypadkach prezydent podpisywał jakieś nominacje, tak jak np. w Izraelu, ale cały proces został de facto zamrożony.
Współpracownik Donalda Tuska: Nigdy jeden drugiemu nie odmówił spotkania, rozmowy. Panowie mieli do siebie telefony, czasami do siebie pisali na służbowym poziomie. Myślę, że rzeczywiście prawdziwa wojna wybuchła z powodu kwestii ambasadorów. Wydawało się na początku, że ten proces będzie przebiegał raczej sprawnie. Potem coś się wydarzyło. Myślę, że ostro zrobiło się wtedy, kiedy do gry wszedł Radek Sikorski, na którego Duda jest uczulony.
Polityk Polski 2050: Szymon Hołownia utrzymywał relacje z Andrzejem Dudą. One nie były bardzo intensywne, ale odbyli w ostatnich latach kilka dość długich rozmów w cztery oczy. Pamiętam, że Szymon był zaskoczony, jak dobre relacje miał Duda z Rafałem Trzaskowskim. Oni się widywali. Podobnie było z Kosiniakiem-Kamyszem. Tutaj jednym z pośredników był szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Jacek Siewiera.
Ważny urzędnik: Siewiera ewidentnie w pewnym momencie zaczął grać przeciw PiS i trochę też przeciw Dudzie. Regularnie spotykał się z ludźmi Tuska, w tym z Kosiniakiem-Kamyszem. Mieli świetne relacje. Widać było, że jest nastawiony na karierę w strukturach państwa po tym, gdy Duda przestanie być prezydentem. W pewnym momencie przestał nawet krytykować Tuska, a jeśli już, to było to bardzo wyważone. Zresztą jego kariera w Pałacu Prezydenckim też jest zadziwiająca. Wygryzł kilka osób po to, by się dochrapać szefostwa w BBN. Nie dziwię się, że Duda w końcu go wyrzucił. Zorientował się, że ma niepewny element u swojego boku. I potem go wepchnęli Trzaskowskiemu jako społecznego doradcę. Dziwna historia.
Urzędnik: W trakcie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego tuż po wyborach prezydenckich Duda się strasznie odpalił. Zaczął mówić, że jak Tusk zrobi cokolwiek w kierunku unieważnienia wyników wyborów, to będzie rewolucja. Nie powiedział dokładnie, co ma na myśli.
Współpracownik Donalda Tuska: Myślę, że Kierownik dość trafnie w mediach społecznościowych określił relację pomiędzy nami a Andrzejem Dudą: była nieskomplikowana i przewidywalna. Przez prawie dwa lata wydawało nam się, że ten Duda to jest zło konieczne, a potem odczujemy ulgę. W najczarniejszych snach nie przewidzieliśmy, że zastąpi go Nawrocki.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Po wizycie Donalda Tuska w Pałacu Prezydenckim, niektórzy współpracownicy Andrzeja Dudy byli zaskoczeni jego pytaniem o życie w pałacu.
- Tusk oraz Duda mieli ze sobą więcej kontaktów niż z Jarosławem Kaczyńskim, mimo publicznych napięć.
- Na spotkaniu Duda starał się unikać trudnych tematów, a Tusk pełnił rolę de facto tłumacza, gdy Duda panicznie bał się angielskiego.
- W politycznych relacjach między Dudą a Tuskiem kluczowa okazała się kwestia nominacji ambasadorskich, która wywołała konflikty.
- Po tajnym spotkaniu na ORP Kościuszko, obaj politycy doszli do porozumienia w kwestii unijnych stanowisk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz