Mój blok oddawał sedno lat 90. Za taką Polską dziś tęsknię, 19.07.2026

 

19 lipca 2026

Jak się żyło w latach 90. w Polsce? Był to biedny, zacofany kraj z patologiami na każdym kroku. Mimo tego kilka niezwykle istotnych rzeczy robiliśmy zdecydowanie lepiej niż dzisiaj.

Ten artykuł jest częścią cyklu "Lata 90. bez filtra", w którym na łamach Onetu, "Newsweeka", "Forbesa", Business Insidera, Medonetu, Auto Świata, Komputer Świata i "Faktu" wracamy do wydarzeń, zjawisk i codzienności tamtej dekady. Bez idealizowania i bez łatwych ocen.

W latach 90. byłem dzieckiem. Pamiętam szare bloki, brak perspektyw, protestujących rolników, dziurawe drogi... Wymieniać można bez końca. Mam jednak wrażenie, że warto czasem życzliwiej spojrzeć na te czasy. I nauczyć się czegoś od Polski z tamtych lat.

"Wszyscy Polacy" to był prawdziwy hit lat 90. Piosenka grupy Bayer Full już wtedy była uznawana za dość kiczowatą, ale jakoś wszyscy wokół nucili, że "Wszyscy Polacy to jedna rodzina. Starszy czy młodszy chłopak, czy dziewczyna".

Czemu wspominam o dawnym hicie disco-polo z połowy lat 90.? Cóż, mam wrażenie, że dzisiaj taki utwór mógłby nie powstać.

Czytaj też: Tyle musisz zarabiać, jeśli chcesz mieć 5 tys. zł emerytury

Dorastając w tych latach, miałem wrażenie, że nasz kraj jest — mimo problemów — wspólnotą, w której generalnie ludzie się lubią i szanują nawzajem, i — co chyba najważniejsze — idą razem we wspólnym kierunku. Żyjąc w Polsce w 2026 r., bardzo żałuję, że to straciliśmy. Ale też myślę, że ta wspólnota jest zwyczajnie już nie do odzyskania.

Blok w 1996 r. Na zdjęciu Tychy
Blok w 1996 r. Na zdjęciu Tychy | Fot. Rafal Klimkiewicz / Agencja Wyborcza.pl / wyborcza.pl

Droga na Zachód była oczywistością

Nie jestem żadnym psychologiem, ale sensowna wydaje mi się teza, że człowiek potrzebuje w życiu celu. Chyba podobnie jest ze wspólnotą. I Polska miała w latach 90. wyraźny cel. Na pytanie, jaka powinna być, zdecydowana większość osób odpowiedziałaby wówczas: "żeby było u nas jak na Zachodzie". To było wielkie marzenie — zachodnie pensje, zachodnie auta, zachodni styl życia — i to, żeby się nie martwić tym, czy starczy od pierwszego do pierwszego. Ale w tym wszystkim chodziło też o coś więcej: o sprawne państwo, w którym o wszystkim decyduje prawo, a nie łapówka. W którym są silne instytucje i prawo, które nie jest fikcją. Polacy chcieli państwa, które działa i którego nie trzeba się wstydzić.

Blokowisko z połowy lat 90. (na zdjęciu Tychy)
Blokowisko z połowy lat 90. (na zdjęciu Tychy) | Fot. Rafal Klimkiewicz / Agencja Wyborcza.pl / wyborcza.pl

Symbolem tych ambicji było dążenie do dwóch organizacji: Unii Europejskiej i NATO. CBOS podawał w 1994 r., że poparcie dla wstąpienia do UE wynosiło 77 proc. Byli przeciwnicy, to jasne. Kursowi "za Zachód" sprzeciwiały się niektóre środowiska rolnicze czy niezwykle wówczas wpływowe Radio Maryja. Po pierwsze jednak większość szła w jednym kierunku, a po drugie debata z przeciwnikami była zdecydowanie bardziej cywilizowana.

Dzisiaj trudno nie mieć wrażenia, że Polacy przestali się ze sobą dogadywać. Czy wyborcy KO mogliby długo, merytorycznie i kulturalnie porozmawiać ze zwolennikami PiS? Czy sympatycy Grzegorza Brauna dogadaliby się z głosującymi na partię Razem? Czy popierający Krzysztofa Bosaka może spokojnie porozmawiać z wyborcą Donalda Tuska? No właśnie.

Nie jestem pewien, czy te polityczne emocje (by nie powiedzieć — polityczna nienawiść) to "wina" Polaków. Zmieniła się polityka, weszły telewizje całodobowe, a potem media społecznościowe. Politycznymi emocjami zaczęły rządzić algorytmy, a nie zdrowy rozsądek.

Zmieniło się też społeczeństwo — po PRL zastaliśmy je zasadniczo "bezklasowe". Potem zaczęły się podziały — na bogatych, na biednych, na klasę średnią, na klasę wyższą, na "etatowców", na przedsiębiorców, na wielkomiejskich, na małomiasteczkowych, na "lewaków", na "prawaków"...

Zniknęło gdzieś w tym wszystkim zwarte społeczeństwo. Mogę podać tu mnóstwo anegdot. Kiedyś bywałem wolontariuszem WOŚP. Pamiętam, że zawsze najwięcej pieniędzy do puszek można było zebrać w okolicach kościołów. Nie jest tak, że ówcześni księża uwielbiali Jurka Owsiaka, ale jednocześnie widok księdza wrzucającego drobne do puszki WOŚP nikogo nie dziwił. Bo to przecież zdrowie dzieci, prawda? Akcje takie jak WOŚP jednoczyły Polaków. I wciąż nie mogę się nadziwić, że "serduszka" są obecnie punktem zapalnym i symbolem podziałów.

Zobacz także: Rusza przejmowanie działek pod Port Polska. Rekordowe odszkodowania dla wywłaszczonych

Trudne ekonomicznie czasy lat 90. były momentem zakasania rękawów. Wszyscy pracowali, by przetrwać, ale też, by stać się częścią tego mitycznego "Zachodu". Polskie demony — mam wrażenie — były gdzieś schowane. Nawet o historię niespecjalnie się kłóciliśmy. Gdy dziś o tym myślę, mam wrażenie, że był to jakiś cud. Ludzie stojący wysoko w hierarchii PRL potrafili porozumieć się z opozycją i wspólnie budować nowoczesne państwo. A przynajmniej próbowali je budować. Te podziały, owszem, później wyszły z szafy, ale to już inna historia.

Typowy plac zabaw z lat 90.
Typowy plac zabaw z lat 90. | Fot. Robert Krzanowski / Agencja Wyborcza.pl / wyborcza.pl

Lata 90. w Polsce. Między PRL a Skandynawią

Lata 90. były jednym wielkim paradoksem. Z jednej strony Polacy pokochali kapitalizm, nagle stali się sprzedawcami, powstawały pierwsze wielkie fortuny. Z drugiej jednak — mam wrażenie, że społeczeństwo było jakby "bezklasowe".

Przedsiębiorcy, pracownicy uczelni, kucharze i robotnicy spotykali się w tych samych sklepach, mieszkali na tych samych osiedlach, wysyłali dzieci do tych samych szkół. Nie przesadzam. W bloku, w którym dorastałem, mieszkał właściwie pełny przekrój ówczesnego społeczeństwa. Owszem, pod koniec dekady zaczął się exodus lepiej sytuowanych Polaków na przedmieścia czy do strzeżonych osiedli, ale wówczas skala tego zjawiska nadal była bardzo niewielka.

Nasza wspólnota okazała się potem trochę ofiarą własnego sukcesu. Bo przecież to oczywiste, że sukces gospodarczy rodzi nierówności. Oczywiste — choć chyba nie każdy zdawał sobie w latach 90. z tego sprawę. A może każdy liczył, że to na niego czeka za rogiem Ferrari?

Panorama Warszawy z 1995 r.
Panorama Warszawy z 1995 r. | Fot. Wojciech Druszcz / Agencja Wyborcza.pl / wyborcza.pl

W każdym razie doczekaliśmy się społeczeństwa niezwykle nierównego, w którym prezes potrafi zarabiać kilkanaście razy tyle, co jego pracownicy, a lekarz — dziesięć razy tyle, co jego pacjent. Wspólnota gdzieś więc znika. Oczywiście lekarz spotyka pacjenta w gabinecie, a prezes widzi swoich pracowników, ale potem żyją w zupełnie innych światach. Mają osobne szkoły dla dzieci, osobne restauracje, osobne hotele, osobne osiedla. I zwykle zupełnie inne poglądy.

Zobacz także: Tutaj pensja 13 tys. zł to norma. W tej wsi zarabiają więcej niż w Warszawie

Czyli słowem... jest jak na Zachodzie, do którego tak bardzo dążyliśmy. Odczuwam jednak wdzięczność, że dorastałem w tych mniej "klasowych" czasach, gdzieś między PRL a Skandynawią.

Dzisiaj niemal wszystko jest lepsze niż w latach 90. Jeździmy po dobrych drogach, mamy świetne telefony. I tak — Dawid Podsiadło jest nieporównywalnie lepszym artystą niż Bayer Full. Ale jakoś chciałbym, żeby ktoś czasem zagrał w radiu "Wszyscy Polacy".

Autor: Mateusz Madejski, dziennikarz Business Insider Polska

BUSINESS INSIDER



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz