Na co może sobie pozwolić najbliższy sojusznik USA? Waszyngton ma wyraźną "czerwoną linię", 03.02.2026


Na co może sobie pozwolić najbliższy sojusznik USA? Waszyngton ma wyraźną "czerwoną linię"

 3 lutego 2026

Łukasz GadzałaRedaktor Onet Wiadomości

Premier Kanady Mark Carney wywołał poruszenie, kiedy w Davos ogłosił, że globalny porządek oparty na amerykańskich zasadach już nie istnieje i wezwał inne "średnie potęgi" do budowania nowych struktur współpracy. Sam jeździ więc po świecie i podpisuje coraz to nowe porozumienia z przywódcami innych krajów, w tym z wielkim rywalem USA — Chinami. Ale Carney zdaje się mieć przy tym cenną świadomość, że funkcjonowanie w cieniu potężnego sąsiada wiąże się z pewnymi istotnymi ograniczeniami i nie na wszystko można sobie pozwolić.

Zanim Carney wygłosił słynne już przemówienie w Davos, przez niemal cały rok zabiegał o porozumienia handlowe i inwestycyjne, które miałyby stopniowo uniezależniać gospodarkę Kanady od Stanów Zjednoczonych. Do USA trafia obecnie bowiem między 75 a 80 proc. kanadyjskiego eksportu, a np. do Chin jedynie ok. 5 proc.

I tak we wrześniu ub.r. Kanada podpisała porozumienie o wolnym handlu z Indonezją, które znosi lub obniża cła na eksport produktów rolnych, w listopadzie uzgodniła umowę inwestycyjną ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, a w styczniu br. podpisała umowę z Chinami, na mocy której Pekin obniżył stawki celne na kanadyjskie produkty rolne, a Ottawa dopuściła na swój rynek chińskie samochody elektryczne. W ostatnich dniach Kanada podpisała natomiast umowę z Koreą Południową, która ma wpuścić tamtejszych producentów aut elektrycznych na kanadyjski rynek. W marcu Carneya czeka jeszcze podróż do Indii, gdzie również ma podpisać szereg umów gospodarczych.

Umowa z Chinami — choć jej zakres jest dość ograniczony — jest najważniejsza z dwóch powodów. Po pierwsze, jest dowodem ocieplenia relacji Kanady z Pekinem, które w ostatnich latach były niemal wyłącznie funkcją relacji amerykańsko-chińskich i dlatego pozostawały niezwykle napięte. Po drugie, w czasie styczniowej wizyty w Chinach Carney mówił, że Ottawa i Pekin "budują nowe partnerstwo strategiczne", co było mocnym stwierdzeniem, biorąc pod uwagę, jak mocno Kanada jest związana z USA.

Ale to nie znaczy, że Kanada może robić na arenie międzynarodowej wszystko, czego zapragnie. I Carney zdaje się mieć tego świadomość.

Kanada nie może przekroczyć amerykańskiej "czerwonej linii"

Od kiedy Donald Trump po raz drugi został prezydentem, regularnie groził Kanadzie. Twierdził, że powinna być 51. stanem, a premierzy Justin Trudeau (do marca ub.r.), a potem Mark Carney powinni być jego gubernatorami. Wielokrotnie publikował w swoich mediach społecznościowych mapy, na których Kanada była przykryta amerykańską flagą. Przede wszystkim jednak nakładał wysokie cła na niektóre produkty z Kanady, a ostatnio groził nałożeniem całkowicie zaporowych barier celnych.

To dlatego rząd Kanady zdecydował, że musi dywersyfikować swoje zagraniczne partnerstwa i podpisuje wyżej wspomniane umowy gospodarcze. Uwagę zwraca jednak ostrożność, z jaką Mark Carney mimo wszystko postępuje w stosunku do USA.

Kiedy Trump zagroził Kanadzie 100-proc. cłami, jeśli podpisze umowę handlową z Chinami (nie sprecyzował, jaką umowę ma na myśli), Carney odpowiedział, że nie planuje żadnego tego typu szerokiego porozumienia. Co więcej, stwierdził, że gdyby nawet planował, to wcześniej i tak skonsultowałby się z Waszyngtonem. Podczas przemówienia w Davos kanadyjski premier krytykował USA, ale nie mówił nic o zerwaniu ze swoim najbliższym sojusznikiem. Przyznał, że w świecie hegemonii amerykańskiej Kanada funkcjonuje w warunkach ograniczonej suwerenności, ale mówił, że chce ją odzyskiwać poprzez "zabezpieczanie się na różne okoliczności" (hedging) i dywersyfikowanie swoich partnerstw, a nie całkowite odcinanie się od USA.

Tym samym Carney pokazuje, że ma świadomość, że funkcjonowanie w sąsiedztwie wielkiego mocarstwa nakłada na mniejsze kraje — takie jak Kanada — istotne ograniczenia. "Czerwoną linią" USA, której Carney z pewnością nie zamierza przekraczać, byłaby choćby współpraca wojskowa albo wywiadowcza z rywalami Waszyngtonu. Podobnie, gdyby Kanadzie nie podobała się amerykańska polityka do tego stopnia, że chciałaby np. dopuścić Chiny do rozwoju krajowej sieci 5G, infrastruktury AI albo współpracy w zakresie wydobycia lub przetwarzania metali ziem rzadkich, bardzo szybko przekonałaby się, że jej wolność wyboru nie sięga aż tak daleko.

Te obszary Waszyngton uważa bowiem za kluczowe z punktu widzenia własnego bezpieczeństwa. Gdyby któryś z jego sąsiadów nawiązał na tym polu współpracę z Chinami albo Rosją, naruszałoby to najbardziej żywotne interesy bezpieczeństwa Waszyngtonu i niechybnie wywołałoby jego interwencję. Takie przypadki mają miejsce w Ameryce Łacińskiej, dlatego administracja Trumpa chce te wpływy minimalizować. I stąd też odwołanie w najnowszej Narodowej Strategii Bezpieczeństwa USA do koncepcji doktryny Monroe z 1823 r. (która stanowiła, że mocarstwa zewnętrzne nie mogą ingerować w sprawy półkuli zachodniej) i "trumpowskie uzupełnienie" tejże doktryny, które stanowi całościowy program usunięcia obcych wpływów z amerykańskiego sąsiedztwa.

Od lewej: wiceprezydent J.D. Vance, sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz obrony Pete Hegseth i prezydent USA Donald TrumpCARLOS BARRIA / POOL / AFP / PAP
Od lewej: wiceprezydent J.D. Vance, sekretarz stanu Marco Rubio, sekretarz obrony Pete Hegseth i prezydent USA Donald Trump

Niedopuszczenie mocarstw zewnętrznych do udziału w polityce państw położonych na zachodniej półkuli jest motywem przewodnim amerykańskiej polityki zagranicznej niemal od samego początku istnienia republiki. Zaczęło się w 1823 r. od wspomnianej doktryny Monroe, a po niej następowały kolejne, często różnice się artykulacje interesu USA, które jednakże sprowadzały się do tego, że ostatecznie to Waszyngton jest najważniejszą siłą na zachodniej półkuli, a jego prawem i obowiązkiem jest zwalczać wszystko, co uważa za zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa.

Dlatego też pole manewru Kanady i Marka Carneya jest ograniczone. Dopóki rząd kanadyjski zawiera z innymi mocarstwami umowy o charakterze gospodarczo-inwestycyjnym, które nie powodują nagłego zerwania z gospodarką amerykańską, USA nie będą reagować. Co innego, gdyby Kanada zaczęła rozglądać się za dywersyfikacją swoich partnerów w dziedzinie twardego bezpieczeństwa. Wówczas Waszyngton z pewnością zareagowałby natychmiast i bardzo stanowczo.

Mark Carney, co dobrze wróży Kanadzie, zdaje się mieć tę świadomość i podobnych ruchów — przy całym swym krytycznym nastawieniu do Ameryki Trumpa — nie zamierza wykonywać.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Premier Kanady, Mark Carney, ogłosił w Davos, że tradycyjny porządek oparty na zasadach USA już nie istnieje.
  • Kanada dąży do uniezależnienia swojej gospodarki od USA, podpisując umowy handlowe z innymi krajami, w tym z Chinami i Koreą Południową.
  • Carney podkreślił, że Kanada nie może przekraczać „czerwonej linii” USA, szczególnie w kwestiach wojskowych i technologicznych.
  • Amerykańska polityka zagraniczna koncentruje się na minimalizowaniu wpływów obcych w swoim sąsiedztwie, co ogranicza możliwości Kanady.
  • Mimo krytyki amerykańskiej polityki, Carney stara się kontynuować współpracę z USA.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz