Ogromna wpadka BBN i Kancelarii Prezydenta? Przypadkiem pokazane tajemnice operacji wojskowej na granicy
30 grudnia 2025
Wigilijna wizyta prezydenta Karola Nawrockiego u żołnierzy na wschodniej granicy miała być wizerunkowym sukcesem. Tymczasem oficjalna relacja fotograficzna wywołała burzę wśród ekspertów od bezpieczeństwa i służących na granicy żołnierzy. Na zdjęciach opublikowanych przez Kancelarię Prezydenta i BBN widać operacyjne mapy z rozmieszczeniem wojsk oraz twarze żołnierzy. — To kopalnia wiedzy dla wrogiego wywiadu. Publikacja takich danych to kompletny brak zdrowego rozsądku — grzmią w rozmowie z Onetem oficerowie służb specjalnych. MON odpiera zarzuty i twierdzi, że nie doszło do naruszenia zasad ochrony informacji niejawnych, a Kancelaria Prezydenta miała zgodę wojska na opublikowanie zdjęć z granicy.
Prezydent Karol Nawrocki odwiedził funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy ze Zgrupowania Zadaniowego "Bezpieczne Podlasie" 24 grudnia. Wigilia głowy państwa i szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Sławomira Cenckiewicza z żołnierzami pełniącymi służbę na wschodniej granicy Polski miała podniosły charakter. Jednak zamiast o świątecznych życzeniach zwierzchnika sił zbrojnych, dziś mówi się o potencjalnym zagrożeniu dla bezpieczeństwa państwa.
Wszystko przez obszerną relację fotograficzną, która została opublikowana na oficjalnych stronach prezydenta, Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz w mediach społecznościowych tych instytucji. Na kilku ujęciach widać prezydenta w towarzystwie urzędników BBN i wojskowych. Wszyscy są zgromadzeni wokół stołu przykrytego mapą obrazującą sytuację operacyjną na granicy z Białorusią.
"Bezcenny prezent dla Białorusinów"
Problem w tym, że takie mapy to zbiór szczególnie wrażliwych informacji. Zawierają one dane o rozmieszczeniu wojska, sprzętu, lokalizacji odwodów oraz punktów wsparcia.
— Wgląd w taką mapę to bezcenny prezent dla Białorusinów, którzy prowadzą operację przerzucania nielegalnych migrantów do Polski. Dzięki tym danym wiedzą, gdzie są posterunki wojskowe, a gdzie ich nie ma — mówi Onetowi oficer kontrwywiadu wojskowego. Jego zdaniem te zdjęcia to także ułatwienie dla grup przemytniczych działających na zlecenie białoruskich służb. — Teraz przemytnicy wiedzą, gdzie mogą bezpiecznie odbierać migrantów — dodaje nasz rozmówca.
W podobnym tonie wypowiada się Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints i były wiceszef Służby Kontrwywiadu Wojskowego. — Dzisiaj większość wywiadów pracuje na źródłach otwartych (OSINT). Dla specjalistów od analizy zdjęć ten materiał jest niezwykle cenny. Można z niego wyczytać rejon działania konkretnej brygady czy rozstawienie posterunków. Takie zdjęcia nigdy nie powinny trafić do obiegu publicznego — ocenia Matysiak.
Kto zawinił? "To kompromitacja"
Eksperci zwracają uwagę, że mapy operacyjne powinny być chronione gryfem poufności. Jeśli go nie miały, to zdaniem naszych rozmówców popełniono błąd.
Głos w sprawie zabrał również gen. Mirosław Różański. Były dowódca generalny, a obecnie senator, we wpisie na platformie X nie szczędził krytyki pod adresem oficerów towarzyszących prezydentowi. "Prezydent może się nie znać, szef BBN powinien, ale od oficerów mamy prawo wymagać znajomości prawa w zakresie zarządzania informacjami wrażliwymi. Publikowanie zdjęć z mapami informującymi o operacji kompromituje osoby na zdjęciu" — napisał generał.
Onet zapytał BBN, czy Kancelaria Prezydenta miała zgodę wojska na publikację tych materiałów i czy przeprowadzono analizę bezpieczeństwa przed ich udostępnieniem. Do momentu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
MON: "Mapy mają charakter jawny"
Zupełnie inaczej sprawę widzi Ministerstwo Obrony Narodowej. Resort w obszernym stanowisku zapewnia, że nie doszło do naruszenia zasad ochrony informacji niejawnych.
"Widoczne na zdjęciach mapy mają charakter jawny i nie zawierają informacji wrażliwych ani planów operacyjnych. Publikacja materiałów odbywała się za uprzednią zgodą właściwych struktur wojskowych, a pomieszczenie zostało odpowiednio sprawdzone pod kątem bezpieczeństwa informacji" — przekonuje MON.
Innego zdania są żołnierze, którzy służą na wschodzie kraju. O analizę widocznych na zdjęciach map poprosiliśmy żołnierzy, którzy służą bądź służyli na granicy z Białorusią. Obaj mieli do czynienia z tego rodzaju mapami.
— Na mapie widać strefy TRA — mówi jeden z naszych rozmówców, odnosząc się do skrótu oznaczającego czasowo rezerwowane obszary przestrzeni powietrznej na potrzeby lotnictwa wojskowego. Żołnierz zaznacza, że akurat te strefy faktycznie należą do informacji dostępnych publicznie.
Wojskowi, z którymi rozmawiamy, podejrzewają, że zakreskowane strefy na mapach mogą być tzw. rejonem odpowiedzialności. — A to już stanowi informację rozpoznawczą — dowiadujemy się.
Nasi wojskowi rozmówcy różnie interpretują widoczne na mapach okrągłe znaczniki. Według jednego z nich mogą to być placówki białoruskiej Straży Granicznej. Inny twierdzi, że mogą to być też punkty jakiejś aktywności naszych służb. — Jeśli są tam jakieś nasze punkty, to po publikacji mapy białoruskie drony dawno już je wykryły i obfotografowały z wszystkich możliwych stron — dodaje żołnierz.
Żołnierze wystawieni na widok publiczny
Kontrowersje budzi jednak jeszcze jeden szczegół — na zdjęciach widać wyraźne twarze żołnierzy służących na granicy. W dobie technologii rozpoznawania twarzy to ogromne ryzyko. Obce służby mogą dzięki temu zidentyfikować mundurowych i próbować dotrzeć do ich rodzin.
— W Iraku mieliśmy sytuacje, gdy rodziny dostawały SMS-y z pogróżkami, by mężowie wracali do kraju. Dziś identyfikacja jest jeszcze prostsza. Dlatego apelujemy, by nie zamieszczać takich zdjęć w sieci. Kiedy patrzy się na beztroskę polityków promujących się na tle wojska, można się tylko złapać za głowę — komentuje oficer kontrwywiadu.
- Minister z PSL jednym zdjęciem wywołał burzę. Ekspert od bezpieczeństwa oburzony. "Bardzo dziecinne"
Resort obrony twierdzi jednak, że wszyscy żołnierze widoczni na zdjęciach opublikowanych przez BBN i Kancelarię Prezydenta wyrazili zgodę na publikację swojego wizerunku.
Co ciekawe w następnym akapicie zastrzega jednak, że "żołnierze realizujący zadania wsparcia Straży Granicznej bezpośrednio w na granicy państwa mają bezwzględny obowiązek zakrywania twarzy w celu zapewnienia bezpieczeństwa osobistego, zachowania anonimowości oraz ochrony ich rodzin. Zasada ta była i pozostaje konsekwentnie egzekwowana — żaden z żołnierzy pełniących służbę w bezpośredniej strefie przygranicznej nie został ujawniony w sposób naruszający te wymogi".
Dlaczego zatem podczas wizyty prezydenta te zasady nie obowiązywały? Na to pytanie resort nie daje jasnej odpowiedzi.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Podczas wigilijnej wizyty prezydenta Karola Nawrockiego u żołnierzy na granicy opublikowano zdjęcia z tajnymi mapami operacyjnymi.
- Eksperci od bezpieczeństwa skrytykowali publikację, wskazując na potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, ponieważ mapy zawierały informacje o rozmieszczeniu wojsk.
- Ministerstwo Obrony Narodowej zapewniło, że mapy nie zawierały informacji wrażliwych, jednak żołnierze służący na granicy wyrazili odmienne opinie.
- Na zdjęciach widoczne były również twarze żołnierzy, co może zwiększać ryzyko dla ich bezpieczeństwa oraz ich rodzin.
- Były dowódca generalny gen. Mirosław Różański skrytykował odpowiedzialne za to osoby, podkreślając konieczność znajomości przepisów dotyczących ochrony informacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz