Po jego żartach prezes PiS zanosił się śmiechem. Teraz Ryszard Terlecki go opuszcza. "Na to się nie piszę", 31.07.2026


Po jego żartach prezes PiS zanosił się śmiechem. Teraz Ryszard Terlecki go opuszcza. "Na to się nie piszę"

31 lipca 2026 

Najpierw była utrata miejsca w Sejmie po prawicy Jarosława Kaczyńskiego. Teraz jest ceremonialne wyjście z PiS. Ryszard Terlecki opuszcza prezesa "ze smutkiem", ale — mówią jego byli koledzy — kilka razy porządnie na to zapracował.

Za czasów rządów PiS Ryszard Terlecki zwykle pokazywał w Sejmie swoje dwa oblicza.

Bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego, siedzącego po jego prawicy na sali plenarnej. I szepczącego do prezesowskiego ucha wskazówki lub żarty, po których prezes zanosił się śmiechem.
Ale też polityka odwracającego się plecami do telewizyjnych kamer, gdy dziennikarze zasypywali go lawiną pytań.
Logo

Czytaj nas częściej w Google

Dodaj w Google
Tuż po opuszczeniu szeregów klubu PiS, Ryszard Terlecki przyznaje, że jest mu smutno i przykro, że ta historia się tak właśnie kończy. — A z drugiej strony zmusili nas do tego koledzy, teraz trochę "byli koledzy", którzy pchali Prawo i Sprawiedliwość w przepaść — zaznacza w rozmowie z Onetem Ryszard Terlecki. Od teraz poseł klubu Rozwój Plus.
W jego politycznym mateczniku usłyszymy jednak, że były wicemarszałek Sejmu od dawna pracował na swój polityczny los. I o sytuacjach, które zwiastowały, że wierność prezesowi ma datę ważności.

"Ryszard kilka razy pozwolił sobie na zbyt wiele"

— Zaczęło zgrzytać po tej awanturze w Małopolsce, kiedy nie szło wybrać marszałka — zaczyna poseł PiS. — Później Ryszard kilka razy pozwolił sobie na zbyt wiele — dodaje.

Ryszard Terlecki, rocznik 1949, to rówieśnik Jarosława Kaczyńskiego. Z wykształcenia historyk, swoje pierwsze polityczne kroki stawia w krakowskim samorządzie. Będąc jeszcze miejskim radnym, w 2006 r. zostanie kandydatem PiS na prezydenta Krakowa. Polegnie w drugiej turze z urzędującym włodarzem miasta Jackiem Majchrowskim. Do Sejmu dostanie się z krakowskiej listy w 2007 r., gdy PiS na lata zejdzie do opozycji. To wówczas trafi do najbliższego grona Jarosława Kaczyńskiego.
Profesor i historyk z Krakowa. Dla prezesa PiS-u takie postaci to wymarzone osoby do długich dyskusji o Polsce i jej losach. Tym "Pies" zyskał miano ulubieńca prezesa — komentuje wieloletni polityk PiS.
Pseudonim "Pies" wziął się z młodzieńczych lat Terleckiego, gdy należał do ruchu hipisowskiego. Co więcej, był nawet jednym z prekursorów tej subkultury młodzieżowej w Polsce. Po latach ten okres życia określi jako "lewackie zamroczenie".

"Nadal jest osobą rozrywkową"

— Ryszard dobrze się zestarzał, bo nadal jest osobą bardzo rozrywkową — uśmiecha się poseł PiS Marek Suski. Mówi to, gdy pytamy, co mogło przekonać jego byłego już kolegę klubowego (z partii Terlecki jeszcze nie został wykluczony) do zmiany barw. Poseł Suski przyznaje, że ten ruch nie był dla niego zaskoczeniem, choć dodaje, że "żałuje każdego z posłów, który wyszedł z klubu".
Czas pokaże, czy etap życia spędzony z PiS Ryszard Terlecki też kiedyś nazwie "zamroczeniem". Na razie o prezesie Kaczyńskim wypowiada się w największych superlatywach. Nazywa go "najwybitniejszym politykiem od 35 lat". Ale politycy PiS zdradzali już przecież kulisy rozmów między Terleckim a Kaczyńskim, wskazując na coraz większe tarcia.
Pierwszy zgrzyt, który na własnej skórze odczuł Ryszard Terlecki, zdarzył się tuż po wyborach w 2023 r. Prezes Kaczyński pozbawił go wtedy funkcji szefa klubu PiS. Powierzył ją Mariuszowi Błaszczakowi. Terlecki mocno to przeżył, choć już wtedy partyjni koledzy podkreślali, że jego polityczny żywot zależy tylko od łaski bądź niełaski prezesa. I że tylko dzięki dobrym pozycjom na listach wyborczych udawało się Terleckiemu uzyskać mandat.
Posłowie PiS. W pierwszym rzędzie Ryszard Terlecki i Mariusz Błaszczak
Paweł Supernak / PAP
Posłowie PiS. W pierwszym rzędzie Ryszard Terlecki i Mariusz Błaszczak
W 2023 r. ryzyko, że nie dostanie się do Sejmu z krakowskiej listy, było na tyle duże, że Kaczyński przerzucił go do bardziej bezpiecznego bastionu. Wrócił na Wiejską dzięki głosom Sądecczyzny.

"Tam Terlecki też sobie nagrabił"

Ważny polityk PiS: — Potem była awantura o wybór marszałka w Małopolsce. I tam Terlecki też sobie nagrabił.
Przypomnijmy: PiS po wyborach samorządowych w 2024 r. ma większość w sejmiku małopolskim. Prezes Kaczyński wskazuje, że kandydatem na marszałka województwa będzie poseł PiS Łukasz Kmita. W Małopolsce wybucha bunt. Przeciwko Kmicie głosują politycy z klubu PiS. Jego kandydatura przepada, a o intrygę oskarżana jest Beata Szydło. W partii słychać wtedy, że ludzie Terleckiego nie udźwignęli zadania, jakie dała im Nowogrodzka i nie spacyfikowali "zdrajców".
Prezes miał o to pretensje do Terleckiego. Owszem, Kmita był kandydatem prezesa, ale podpowiedzianym przez kogo? No przez Morawieckiego — uważa członek Komitetu Politycznego PiS.
Wątek krakowski w historii zgrzytów na linii Terlecki-Kaczyński jeszcze wróci. Ale — mówią nasi rozmówcy z PiS — poluzowanie relacji było czuć i widać już wtedy, gdy PiS zaczynał poszukiwania kandydata na prezydenta Polski.
— Mateusz Morawiecki marzył o tym, by zostać tym kandydatem, ale wiemy, że lista chętnych była długa. Poza tym większość była przekonana, że Morawiecki ma za dużo obciążeń, by nagle w kampanii reklamować się jako "prezydent wszystkich Polaków". Prezes słusznie wyeliminował go z gry o kandydaturę — wspomina polityk PiS.
Ryszard Terlecki miał być wówczas emisariuszem Morawieckiego i miał silnie namawiać Jarosława Kaczyńskiego, by nie odrzucał kandydatury byłego premiera na prezydenta. Misja spaliła na panewce, a Terlecki został odstawiony jeszcze na dalszy tor.

Kulisy rozmowy o kandydacie Nawrockim

"Newsweek" ujawniał kulisy kolejnego zgrzytu, do którego miało dojść już w trakcie kampanii prezydenckiej. Karol Nawrocki złapał zadyszkę. Terlecki rozmawiał z Kaczyńskim o tym, że popierany przez Prawo i Sprawiedliwość Nawrocki nie ma szans na wygraną. Tym, co miało najbardziej dotknąć prezesa PiS, była rada, z jaką przyszedł.
— Terlecki wymyślił, żeby Kaczyński ogłosił, że odchodzi i oddaje stery Prawa i Sprawiedliwości. W połowie roku [stało się to ostatecznie 28 czerwca] miał się odbyć kongres wyborczy PiS, czyli wybór nowego prezesa, a w następstwie też wiceprezesów partii i innych jej ciał. Wedle tego planu Nawrockiemu pomogłoby to, że wyborcy mieliby już wizję PiS-u bez Kaczyńskiego jako szefa. I to sprawiłoby, że chętniej głosowaliby na Nawrockiego. PiS bez Kaczyńskiego miałby być powiewem świeżości.
Prezydent Karol Nawrocki
Marcin Obara / PAP
Prezydent Karol Nawrocki
Terlecki poszedł na rozmowę w cztery oczy, by powiedzieć: "Jarek, odejdź, bo będzie katastrofa w wyborach prezydenckich" — relacjonował w "Newsweeku" rozmówca z kręgu Nowogrodzkiej.
Ostatecznie Karol Nawrocki wybory wygrał, a frakcja Morawieckiego z dumą ogłaszała, że zaczyna się "dobry czas dla Polski".

Ostre spięcie przy ul. Retoryka

Ale już kolejne poszukiwania — kandydata na premiera z PiS — uruchomiły następne napięcia między Kaczyńskim a Terleckim. To czas, gdy w PiS konstytuuje się grupa "maślarzy", najpierw krytycznie, a potem wrogo nastawionych do "harcerzy" Morawieckiego. Grupa, która stara się odsuwać od prezesowskiego ucha to, z czym przychodzą ludzie byłego premiera. A tym z czasem zaczynają puszczać nerwy.
Zwłaszcza że w marcu w krakowskiej hali "Sokoła" na kandydata na premiera zostaje mianowany Przemysław Czarnek — naczelny "maślarz".
Już w kwietniu Ryszard Terlecki w krakowskiej siedzibie PiS przy ul. Retoryka pozwala sobie na recenzję tej kandydatury. W stronę prezesa miało paść kilka gorzkich słów. A wszystko zaczęło się od słów o "rebrandingu" partii.
Relację z tego, co działo się za zamkniętymi drzwiami, mieliśmy wtedy z dwóch źródeł. To bardziej sprzyjające Terleckiemu uważało, że nieprzypadkowo relacja z wydarzenia ukazała się tuż przed wspólną konferencją Kaczyńskiego z Morawieckim. Taką, na której mówili o wspólnej przyszłości, szerokim namiocie i "dwóch płucach" PiS.

"To oni zaczęli podjudzać prezesa"

Z frakcji "harcerzy" płynie wówczas narracja, że rzeczywiście Ryszard Terlecki i prezes Kaczyński podczas spotkania przy ul. Retoryka dyskutowali o przyszłości stowarzyszenia Rozwój Plus. I że były wicemarszałek bardzo w tej dyskusji bronił idei Mateusza Morawieckiego. Wszystkiemu mieli się przysłuchiwać jednak członkowie wrogiego dla "harcerzy" obozu — "maślarze", m.in. Jacek Sasin, ale także nielubiący Morawieckiego Jacek Kurski.
— To oni zaczęli podjudzać prezesa, żeby ukarać Morawieckiego. Zaczęli mówić, że to skandal, co on robi. Jakieś personalne wycieczki robili Terleckiemu na temat jego wyglądu. Aż prezes się poirytował — opowiadał nam jeden ze świadków spotkania.
Mateusz Morawiecki, Ryszard Terlecki, 2023 r.
Łukasz Gągulski / PAP
Mateusz Morawiecki, Ryszard Terlecki, 2023 r.
— Terlecki, ofensywnie jak na siebie, zaczął zachwalać ruch Morawieckiego. I nagle prezes wypalił do niego: "to może ja mam ustąpić?" — relacjonował nam polityk, twierdząc, że prezes powiedział to "dla żartu".
Wtedy nastąpił kulminacyjny moment. — Rysiek czegoś chyba nie dosłyszał. I odpowiedział prezesowi: "no tak". I dalej to poszło w świat jako wypowiedzenie prezesowi posłuszeństwa — mówił rozmówca Onetu.

"Nic się Ryśkowi nie przesłyszało"

Zupełnie inaczej zachowanie Terleckiego relacjonował polityk, który o tym, co się stało, rozmawiał także z prezesem Kaczyńskim.
— Nic się Ryśkowi nie przesłyszało. I nikomu tam nie było do śmiechu. Prezes uważa, że Terlecki zachował się bezczelnie. Prezesa to dotknęło. Siedzi to w nim — mówił nam polityk PiS.
Dyskusję przy Retoryka relacjonował tak:
— Terlecki zaczął mówić, że partii potrzebny jest rebranding. I że powinien dotyczyć kwestii personalnych. Po czym dodał: "jeśli rozumiesz, Jarosław, co mam na myśli".
Po tych słowach prezes Kaczyński miał wstać i wyjść.
Niedługo po krakowskiej awanturze Kaczyński na Nowogrodzkiej w bardzo wąskim gronie swoich współpracowników nazwał Terleckiego "wielką kanalią".

"Tyle ostatnio znaczył głos Terleckiego"

Ryszard Terlecki wielokrotnie zaprzeczał, by miał kwestionować przywództwo Jarosława Kaczyńskiego. Dementuje i teraz. — Już tę sytuację wyjaśniałem, także w rozmowie z Jarosławem — mówi Onetowi poseł Terlecki.
— Najpierw przekonywał prezesa, żeby Morawiecki był kandydatem na prezydenta — i przegrał. Potem namawiał prezesa, żeby oddał partię — i przegrał. A na koniec przegrał, gdy proponował Morawieckiego na kandydata na premiera. Tyle ostatnio znaczył głos Terleckiego w uszach prezesa — nie szczędzi Terleckiemu krytyki bywalec Nowogrodzkiej.
Nim jednak do scysji w Krakowie doszło, zmiana w relacjach między Kaczyńskim a Terleckim zaczęła być widoczna w Sejmie. W marcu miejsce obok prezesa PiS w ławach sejmowych zajął kandydat na premiera Przemysław Czarnek. Terlecki został przesadzony do czwartego rzędu. W mediach i samym PiS komentowane było to jednoznacznie, jako policzek dla Terleckiego.

Koledzy wieszczą polityczną emeryturę. "Na to się nie piszę"

Pójście byłego wicemarszałka za Mateuszem Morawieckim nie jest więc dziś w PiS żadnym zaskoczeniem. Choć padają pytania, czy takim ruchem Ryszard Terlecki nie wysyła siebie na polityczną emeryturę.
— Z list Rozwoju Plus może w ogóle nie dostać się do Sejmu — wieszczą byli koledzy z PiS. — Chyba że będą wspólne listy zjednoczonej prawicy, ale i wtedy trudno powiedzieć, czy kolejny raz się prześlizgnie — słyszymy.
Ryszard Terlecki
Paweł Supernak / PAP
Ryszard Terlecki
Tuż po przystąpieniu Terleckiego do klubu Rozwój Plus pytamy go, czy nie był w gronie tych, których prezes PiS namawiał do zostania w partii.
Nie było takiej namowy, choć prezesowi zależy, żeby jak najwięcej osób zostało w klubie — odpowiada Terlecki.
— Co by się musiało stać, żeby pan został? — pytamy.
Przede wszystkim usunięcie tych wszystkich, którzy w tej chwili nadają ton Prawu i Sprawiedliwości i chcą zrobić z PiS-u trzecią Konfederację. Na to się nie piszę — podkreśla poseł klubu Rozwój Plus.
Zmiana klubu w politycznym życiu Ryszarda Terleckiego może nie zmienić jednego: miejsca, jakie zajmuje na sali plenarnej Sejmu. Po podziale, prawdopodobnie aż do wyborów, będzie zasiadał w czwartym rzędzie za prezesem Kaczyńskim, obok byłych kolegów z PiS.
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Ryszard Terlecki ogłosił odejście z PiS, przystępując do klubu Rozwój Plus.
  • W przeszłości był bliskim współpracownikiem Jarosława Kaczyńskiego, ale doszło do napięć między nimi.
  • Problemy zaczęły się po awanturach dotyczących wyboru marszałka w Małopolsce oraz kontrowersji związanych z kandydaturą Mateusza Morawieckiego.
  • Terlecki wyraził smutek z powodu rozstania z PiS, ale obwinia "byłych kolegów" za sytuację.
  • Po odejściu z PiS, Terlecki nie jest pewny przyszłości w polityce i ocenia, że może spotkać go polityczna emerytura.

Onet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz