Potężny kryzys uderza w PiS. "Powiedział mu, że powinien oddać władzę"
15 lipca 2026
W PiS pachnie rozłamem, a wewnętrzny konflikt zaczyna eskalować. Ludzie Mateusza Morawieckiego w odpowiedzi na ultimatum prezesa Kaczyńskiego zapowiadają, że się nie cofną. Krok w tył lidera PiS pozbawiłby go do reszty autorytetu. Ostatni ruch na szachownicy może jednak zależeć od grupki harcerzy.
PiS w środku lata funduje sceny jak z Hitchcocka. Swoim ultimatum wobec stowarzyszeń prezes partii wywołał trzęsienie ziemi. Ale cały najbliższy tydzień może obfitować w serię politycznych burz i zwrotów akcji.— Miały być dwa płuca, a tu nagle zwrot o 180 stopni — piekli się akolita Mateusza Morawieckiego. — Żałosny spektakl, Sasin znów nagadał prezesowi głupot — dodaje.
— W jednej z rozmów Mateusz powiedział, że prezes Kaczyński powinien oddać władze. Przyznacie, że to mało mądre — mówi inny z posłów PiS, zirytowany postawą byłego premiera. — Tak to jest, gdy ambicje biorą górę nad zdrowym rozsądkiem.
Do 23 lipca parlamentarzyści PiS mają czas na wykreślenie swojego członkostwa ze stowarzyszenia działającego wewnątrz partii. Dotyczy to także stowarzyszenia "Rozwój Plus", którego prezesem jest Morawiecki. Tego, kto się nie dostosuje, czeka szybka ścieżka PiS-exitu.
Według naszych rozmówców w PiS powodów radykalnej decyzji Kaczyńskiego jest kilka. A moment, jaki wybrał na porządki, nie jest przypadkowy.
"Polują na nas nawet bez powodu"
Oficjalnie Kaczyński twierdzi, że działające przy PiS stowarzyszenia mogą się przyczynić do odebrania partii subwencji z budżetu państwa. Chodzi o to, że Państwowa Komisja Wyborcza — kontrolująca partyjne finanse — mogłaby uznać, że finansowane z zewnątrz stowarzyszenia to przykrywka dla pompowania pieniędzy do PiS.
— Polują na nas, nawet bez powodu, żeby odebrać nam finansowanie. Działanie stowarzyszenia wewnątrz partii niesie ryzyko. Bo jak rozliczyć spotkanie, w którym biorą udział członkowie naszej partii, a finansowane jest z pieniędzy stowarzyszenia? To trudne — przyznaje w rozmowie z Onetem skarbnik PiS Henryk Kowalczyk. Zaprzecza krążącym tezom, że to on z kolegami z zakonu PC namawiał prezesa do postawienia członkom stowarzyszeń ultimatum. Ale zdaje się być takim rozwiązaniem uspokojony.
Tyle że teza o zagrożonej subwencji to nie jest wiarygodne tłumaczenie. Z jednej strony przy wielu partiach działają stowarzyszenia i żadna nigdy nie została za to przez PKW ukarana. Z drugiej — sam Kaczyński chciał kiedyś stworzyć przy PiS stowarzyszenie Biało-Czerwoni i zachęcał do wpłacania na nie pieniędzy. W maju 2024 r. rozesłał w tej sprawie list do członków partii. Podkreślał w nim wprost, że jest to inicjatywa, która ma na celu m.in. zbieranie funduszy. Do listu dołożył nawet blankiet do wpłat na konto stowarzyszenia.
Operacja Anny Zalewskiej. W tle wielkie pieniądze
Faktem jest, że w tle konfliktu z Morawieckim są pieniądze. Przeciwnicy Morawieckiego donoszą na Nowogrodzką, że były premier wykorzystuje do promocji siebie i swych ludzi pieniądze prawicowej międzynarodówki Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy (EKR). Do EKR należy PiS i kilka innych prawicowych partii europejskich, choćby Bracia Włosi premier Giorgii Meloni.
Morawiecki jest z nadania PiS szefem EKR. Już we środę — kiedy Kaczyński zażądał likwidacji stowarzyszeń wewnątrz PiS — grupa europosłów niechętna Morawieckiemu zażądała usunięcia go z szefostwa EKR. Według informacji Onetu inicjatorką takiej operacji jest była minister edukacji, europosłanka Anna Zalewska, od lat skonfliktowana z ludźmi Morawieckiego.
Kaczyński — twierdzą nasi rozmówcy w PiS — wciąż obawia się, że partia dostanie rykoszetem ze względu na aferę w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych. To korupcyjny skandal, w który zamieszani są ludzie Morawieckiego — chodzi o ustawianie przetargów pod zaprzyjaźnionych biznesmenów, w tym Pawła Sz., twórcę odzieży patriotycznej "Red is Bad". Paweł Sz. miał się odwdzięczać, nielegalnie finansując kampanię wyborczą niektórych polityków z kręgu Morawieckiego.
W ostatnich dniach prokuratura dokonała trzech nowych zatrzymań w tym śledztwie, a pojawiają się nieoficjalnie informacje, że Sz. w swych zeznaniach obciążył Morawieckiego, który może usłyszeć zarzuty.
Mateusz Morawiecki
"Chodzi jak kaczka i kwacze jak kaczka"
Morawiecki podpadł Kaczyńskiemu jeszcze w jednym. Otóż obiecywał, że nie będzie rozbudowywał swego stowarzyszenia, a jednocześnie prowadził szeroką rekrutację w terenie, starając się przeciągnąć na swą stronę radnych regionalnych PiS.
Dziennikarze Onetu wiedzą, że intensywne rekrutacje były prowadzone m.in. na Dolnym Śląsku, z którym związany jest bliski współpracownik Morawieckiego europoseł PiS Michał Dworczyk, a także w Świętokrzyskiem, gdzie rekrutować miał poseł PiS Michał Cieślak.
To wszystko zaczęło się prezesowi składać w spójną całość: Morawiecki buduje partię.
Opowiada poseł PiS: — Na spotkaniu w wąskim gronie prezes powiedział taki tekst: jak coś chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka, to jest kaczką. Struktury stowarzyszenia są jak partia, członkowie jak działacze partii, mają własną agendę jak partia, całkowicie środek lojalności mają gdzie indziej, a więc są partią polityczną.
Prezes pozbawia Morawieckiego efektu świeżości
Prezes Kaczyński miał się zorientować, że stowarzyszenie "Rozwój Plus" to nic innego jak przykrywka do tego, by wiosną wyjść z PiS. Wówczas ugrupowanie Mateusza Morawieckiego byłoby nowością na scenie politycznej i z tym efektem świeżości mogłoby dojechać do wyborów parlamentarnych jesienią 2027 r.
Prezes PiS chce pokrzyżować te plany. Jeżeli Morawiecki nie podda się ultimatum i zostanie wyrzucony z partii, pójdzie na swoje w środku sezonu wakacyjnego. Co prawda były premier ma kalendarz wypełniony spotkaniami w całym kraju już do końca wakacji. Ale powstanie jego partii na rok przed wyborami, odbiera mu już aurę nowości.
Moment na postawienie sprawy na ostrzu noża mógł wydać się o tyle zaskakujący, że dzień wcześniej prezes PiS urządził publiczny sąd nad Przemysławem Czarnkiem. Poszło o jego słowa na temat finansowania wsparcia dla Ukrainy. Tu także usłyszeliśmy, że prezesa "wprowadzono w błąd" i kandydat na premiera szybko go z niego wyprowadził.
Belka w oku Morawieckiego
Nasi rozmówcy z PiS niechętnie łączą jednak fakt zrugania Czarnka z postawieniem ultimatum Morawieckiemu. Harcerze twierdzą, że ostatnia osoba, która w środę miała dostęp do ucha prezesa, podsunęła mu myśl o wbiciu szpili Morawieckiemu. Z takiego rozwiązania na pewno zadowoleni są ziobryści. Choć sami finansowali swoje partyjne działania z państwowego Funduszu Sprawiedliwości, dziś widzą belkę jedynie w oku Morawieckiego. Mówią, że to "koniec z siedzeniem okrakiem" albo — jak Patryk Jaki — wypominają ludziom byłego premiera liczne przywileje.
Wiele mówił także gest wyjeżdżającego w środę z Nowogrodzkiej Przemysława Czarnka — palce ułożone w gest zwycięstwa. Oraz występ Jacka Sasina i Tobiasza Bocheńskiego, którzy niczym klasowi prymusi deklarowali posłuszeństwo prezesowi i likwidację stowarzyszenia "Po prostu Polska". Nie jest tajemnicą, że w układ sił w prezydium partii nie jest po myśli Morawieckiego. Na środowym posiedzeniu kierownictwa z akolitów byłego prezesa obecny był tylko Ryszard Terlecki, Piotr Gliński i Adam Bielan. Choć nasi rozmówcy coraz częściej powątpiewają, że Bielan jakkolwiek sprzyja Morawieckiemu. Uchwała, jaką przygotował prezes w sprawie likwidacji stowarzyszeń, miała nie być w ogóle poddana pod głosowanie, ale została przyjęta przez aklamację.
Nadzieja na pojednanie w rodzinie
Harcerze na razie zgodnie — w oficjalnych i nieoficjalnych — wypowiedziach deklarują, że nie zrezygnują z członkostwa w "Rozwój Plus". Jedni mówią wprost, że nie obawiają się konsekwencji i skoro Jarosław Kaczyński tak szybko rezygnuje z idei "dwóch płuc", to szkodzi tylko PiS-owi i polskiej prawicy. A nie im.
— My nie możemy zrobić kroku w tył, bo to niepoważne wobec osób, które widzą w stowarzyszeniu szansę i się już w nie zaangażowały. Szkoda, że reszta tego nie rozumie i zamiast zajmować się aferami rządu Tuska, znów zajmujemy się sobą — komentuje poseł PiS, członek stowarzyszenia "Rozwój Plus".
Jednak pojawiają się i takie głosy, z których wybrzmiewa nadzieja na pojednanie w rodzinie. — Mam nadzieję, że prezes spotka się w tym tygodniu z Mateuszem Morawieckim i da się przekonać, że został wprowadzony w błąd — mówi jeden z harcerzy. I zaznacza, że stowarzyszenie przygotowało ekspertyzę, która wprost wskazuje, że jego działalność nie zagraża losowi subwencji dla PiS.
Pojedynek na lojalność
Nadzieje na to, że do rozwodu Morawieckiego z PiS-em nie dojdzie, mogą mieć przede wszystkim młodzi posłowie. Będąc w stowarzyszeniu albo pokazując się w regionach u boku byłego premiera, nabijają sobie punkty u wyborców i zyskują rozpoznawalność. Ale odejście na tym etapie z PiS, raptem po jednej bądź dwóch kadencjach w roli posła do partii, której przyszłości trudno przewidzieć, to olbrzymie ryzyko. Zwłaszcza że PiS potrafił odwdzięczać się za lojalność. Jeżeli niebiorącym miejscem na liście wyborczej, to przynajmniej ciepłą posadą w podległej sobie instytucji.
Niewykluczone, że prezes Kaczyński już jakiś czas temu wybadał to miękkie podbrzusze otoczenia Morawieckiego. Grożąc mu palcem, gdy ten zakładał stowarzyszenie, mógł wysondować, na ile lojalni wobec niego są harcerze. I z wyliczanki mogło wyjść, że grupa, która dziś ogłasza bunt, wcale nie jest tak duża, jak może się wydawać. I ostatecznie od tego ile osób pójdzie za Morawieckim — raczej 40 czy raczej 15 — przesądzi o tym, komu pójście na zwarcie bardziej się opłacało.
Czytaj także
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
- W PiS narasta wewnętrzny konflikt, a ludzie Mateusza Morawieckiego nie zamierzają podporządkować się ultimatum Jarosława Kaczyńskiego.
- Morawiecki sugerował, że Kaczyński powinien oddać władzę, co wywołuje duże kontrowersje w partii.
- Kaczyński obawia się o subwencje z budżetu na skutek działalności stowarzyszeń działających przy PiS, mimo że w przeszłości sam proponował podobne inicjatywy.
- Konflikt rozgrywa się na tle afery w Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, w którą mogą być zamieszani ludzie Morawieckiego, co jeszcze bardziej zaostrza sytuację.
- Młodsi posłowie mają nadzieję na pojednanie w partii, licząc na spotkanie Kaczyńskiego z Morawieckim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz