Prof. Dudek: Donald Tusk mnie nie wysłuchał. Zlekceważył Karola Nawrockiego
4 stycznia 2026
— Od początku mówiłem, że zacznie się od polityki zagranicznej i sądownictwa, równolegle dojdzie spór o resorty siłowe, a na końcu będzie wojsko — czyli hipotetycznie rozgrywka o władzę w Polsce, bo kto ma armię, ten ma kontrolę nad sytuacją — tak o sporze rządu z prezydentem mówi w rozmowie z Onetem prof. Antoni Dudek. — To będzie kompletnie inna prezydentura niż wszystkie, które znaliśmy dotąd. Wielu ludzi wciąż nie rozumie zmiany, jaka się w Polsce dokonała z momentem wejścia Karola Nawrockiego do Pałacu Prezydenckiego — dodaje.
"Nawrocki jest radykalniejszy od PiS-u"
Mateusz Baczyński: Czy Karol Nawrocki jest dziś najważniejszym politykiem prawicy?
Prof. Antoni Dudek: Nawrocki znajduje się dopiero na starcie do odegrania tej roli, natomiast można powiedzieć, że jest kandydatem głównym i najbardziej uprzywilejowanym z racji tego, że przez najbliższych pięć lat będzie prezydentem i trudno sobie wyobrazić, żeby w tym czasie zniknął z polskiej polityki. A ponieważ dotychczasowy przywódca polskiej prawicy, czyli Jarosław Kaczyński, w ciągu tych pięciu lat przekroczy 80. urodziny, no to wydaje się bardzo prawdopodobne, że nie będzie już w stanie dominować tak, jak czynił to przez ostatnie lata.
Najistotniejsze w tym kontekście będą wybory parlamentarne w 2027 r. i rola, jaką odegra w nich Karol Nawrocki.
Mam tu na myśli przede wszystkim ideę paktu senackiego całej prawicy, który mógłby powstać właśnie pod patronatem Nawrockiego. Jeżeli uda mu się to zrealizować, a sam projekt odniesie sukces, to niewątpliwe będzie stanowiło to podstawę do wykonania kolejnego kroku przez Nawrockiego, jakim będzie patronowanie przy tworzeniu rządu prawicowego. Wtedy tak naprawdę okaże się, czy jest on głównym graczem na prawicy.
Według Donalda Tuska Jarosław Kaczyński już został zdetronizowany przez Karola Nawrockiego.
Tusk oczywiście mówi takie rzeczy z przyczyn czysto politycznych. Z jednej strony, żeby przekierować nieufność Kaczyńskiego w kierunku Nawrockiego, bo wiadomo, że prezes PiS najbardziej boi się konkurentów na prawicy, a po drugie, żeby dokuczyć samemu prezydentowi, z którym premier ma potężny problem. Kolejne weta Nawrockiego coraz bardziej komplikują mu rządzenie, więc z tego powodu trochę sztucznie go awansuje. Nie ma w tym nic dziwnego, jest to element gry politycznej. Natomiast faktem jest, że Nawrocki ma szansę na odegranie takiej roli. Czy finalnie ją odegra? Tak jak powiedziałem, najbliższe dwa lata zdecydują.
A czy Karol Nawrocki może być mediatorem w relacjach PiS-u z Konfederacją? Bo widać wyraźnie, że między Kaczyńskim a Mentzenem iskrzy coraz mocniej.
Może nie bezpośrednio, ale pośrednio jest to możliwe. Z ostatnich badań jasno wynika, że większość elektoratu Konfederacji kategorycznie odrzuca koalicję z partią Tuska. Mentzen nie może tego ignorować. W związku z tym myślę, że w pewnym momencie będzie musiał zrozumieć, że może nie jest skazany na koalicję z Kaczyńskim, ale bez tej koalicji Konfederacja pozostanie w opozycji i być może przedłuży rządy Tuska.
Karol Nawrocki z pewnością będzie chciał tutaj jakąś rolę odegrać. Pytanie, czy mu się to uda? Bardzo istotną kwestią będą tutaj relacje Nawrockiego, nawet nie z Kaczyńskim i Mentzenem, tylko z ich otoczeniem, bo tego typu projekty polityczne buduje się pośrednio, przygotowując liderów do określonych działań.
W takim razie pojawia się pytanie, czy prezydent takie kontakty posiada?
Nie mam tutaj jakiejś zakulisowej wiedzy dotyczącej jego relacji z politykami bliskimi Mentzenowi, natomiast z najbliższymi współpracownikami Kaczyńskiego takie kontakty na pewno ma. Widać to choćby po otoczeniu prezydenta, w którym znajduje się cała grupa polityków PiS, do niedawna bliskich prezesowi Kaczyńskiemu. W związku z tym na pewno będzie jakieś działania podejmował, ale ta decydują rozgrywka — przy założeniu, że wybory odbędą się w 2027 r. — najpewniej zacznie się jesienią 2026 r. Do tego czasu może się jeszcze sporo wydarzyć, co te działania ułatwi lub utrudni. No i na tym polega problem, że my dzisiaj nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć.
Po wygranych przez Nawrockiego wyborach prezydenckich PiS miał mieć "autostradę do rządzenia". Partia Kaczyńskiego notuje jednak wyraźne spadki. Co poszło nie tak?
Można powiedzieć złośliwie, że jest to problem z tą samą autostradą, którą podążał do prezydentury Rafał Trzaskowski. Sęk w tym, że polska polityka nie jest tak prosta i jednoznaczna, jak się niektórym wydaje. Takie założenie, że skoro wygrał Nawrocki, to PiS natychmiast odczuje to w sondażach, a marzenia prezesa Kaczyńskiego o samodzielnych rządach bez wątpienia się ziszczą, okazało się błędne.
Dlaczego tak się nie stało? Moim zdaniem wynika to z pewnego rozczarowania Prawem i Sprawiedliwością, ich nieskutecznością w walce z rządami Tuska, ze strony najbardziej radykalnej części elektoratu. Zarazem istotne znaczenie miało pojawienie się alternatywy w postaci Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Część Polaków z tego dawnego elektoratu PiS-u i Konfederacji zaczęła się jeszcze bardziej radykalizować. No i można powiedzieć, że symbolem tej radykalizacji jest właśnie partia Brauna.
O jakim elektoracie mówimy?
To są ci najbardziej radykalni krytycy, którzy odrzucają na przykład Unię Europejską. PiS ciągle się kryguje, twierdzi, że właściwie nie chce Polexitu, tylko domaga się zupełnie innej Unii Europejskiej. A Braun mówi wprost: trzeba uciekać z eurokołchozu, bo to jest zło i koniec. Nagle okazuje się, że mamy w Polsce grupę ludzi, którzy myślą tak jak Braun i uważają, że Kaczyński ściemnia, bo niby jest krytyczny wobec "dyktatu Brukseli", ale z drugiej strony chce w tej Unii zostać. Dla nich to jest zbyt niejednoznaczne postawienie sprawy.
Trzeba też pamiętać, że sam Nawrocki jest radykalniejszy od PiS-u. Pod tym względem jego poglądy zawsze były bliższe nieistniejącej już Suwerennej Polsce Zbigniewa Ziobry. W tej sytuacji trudno się dziwić, że PiS, na czele z Kaczyńskimi, nie zyskuje w sondażach, skoro część prawicowego elektoratu jeszcze bardziej się zradykalizowała, m.in. za sprawą kampanii prezydenckiej Nawrockiego, Mentzena i Brauna. Proces polaryzacji postępuje i nagle, dla części wyborców, PiS staje się za mało atrakcyjny jako animator tej polaryzacji.
"Może to być szokujące dla wielu"
W grudniu ub.r. powiedział pan, że Karol Nawrocki jest "jednym z najbardziej niebezpiecznych ludzi, jacy weszli w ostatnich latach do polskiej polityki". Te słowa odbiły się bardzo szerokim echem. Czy z perspektywy ostatnich miesięcy uważa pan, że ta teza się potwierdza?
W moim przekonaniu tak. Niektórzy karykaturowali moją wypowiedź i opowiadali, że Dudek zapowiada, iż Nawrocki dokona wojskowego zamachu stanu w trzy miesiące po objęciu urzędu prezydenta. Ja oczywiście niczego takiego nie mówiłem. Natomiast twierdzi pan, że moje słowa odbiły się echem. Widocznie za słabym, bo gdyby Donald Tusk zechciał wysłuchać tych słów i nie lekceważył kandydatury Nawrockiego aż do pierwszej tury, to być może Nawrocki nie wygrałby tych wyborów. No ale Donald Tusk zlekceważył tę diagnozę i po pierwszej turze okazało się, że niewiele da się już zrobić, żeby powstrzymać jego zwycięstwo.
Przyzna pan, że z perspektywy grudnia ub.r. Nawrocki nie wydawał się nie tylko faworytem, ale nawet poważnym zagrożeniem dla Trzaskowskiego. I to pokazuje, jak jest skuteczny politycznie z punktu widzenia prawicy. Widać też po sondażach, że świetnie się w obecnej sytuacji odnajduje. On odgrywa rolę takiego ludowego prezydenta walczącego z tymi strasznymi, zgniłymi, zdradzieckimi elitami i radzi sobie w tej roli całkiem dobrze. Oczywiście ma swoje problemy, bo musi podejmować czasem decyzje, które nie do końca podobają się jego elektoratowi.
To znaczy?
Może to być szokujące dla wielu, ale uważam, że zdecydował się na łagodne potraktowanie rządu Donalda Tuska. Karol Nawrocki miał bowiem do wyboru dwie strategie: miękką i twardą. Wybrał miękką, czyli nie zdecydował się na wetowanie większości ustaw. Bo prawda jest taka, że większość z nich podpisuje. Tymczasem wielu jest zaskoczonych, że wetuje więcej niż poprzednicy. To oznacza, że ci ludzie kompletnie nie rozumieją jakościowej zmiany, jaka się w Polsce dokonała z momentem wejścia Karola Nawrockiego do Pałacu Prezydenckiego.
Co ma pan myśli przez tę jakościową zmianę?
To będzie kompletnie inna prezydentura niż wszystkie, które znaliśmy dotąd. Może pomijając prezydenturę Lecha Wałęsy, który słynął z niekonwencjonalnych zachowań i opowieści o tym, że mógłby wyprowadzić czołgi na ulicę, ale tego nie zrobi, bo jest laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. No ale to było jeszcze w czasach, kiedy prezydent miał pełną i realną kontrolę nad wojskiem. Dziś na szczęście Nawrocki takiej kontroli nie ma, ale patrząc na spór o służby specjalne, to widać, że stara się ją odzyskać.
To jest dziś zresztą najtwardszy i najbardziej wrażliwy obszar sporu pomiędzy Tuskiem a Nawrockim. Premier, z obawy przed tym, o czym mówię, zarządził prezydentowi kwarantannę i co prawda przekazuje mu dokumenty, ale nie zezwala na kontakt personalny z ludźmi ze służb specjalnych. A to utrudnia Nawrockiemu realizację planu pozyskania pewnych wpływów w tych kręgach.
Jak ta sytuacja może się rozwinąć?
Moim zdaniem Tusk mu nie odpuści. W związku z tym podejrzewam, że Nawrocki będzie wywierał coraz większą presję i w miarę upływu czasu będzie coraz więcej wet. Nie mam co do tego wątpliwości, że Nawrocki będzie przygotowywał operację osłabienia Tuska, żeby nie dopuścić do zwycięstwa Kolacji Obywatelskiej w następnych wyborach, na co wskazują dzisiaj sondaże. Z oczywistych względów w interesie Nawrockiego jest zwycięstwo prawicy.
Jak w takim razie w kolejnych miesiącach będzie przebiegał ten spór na linii rząd-prezydent?
Od początku mówiłem, że zacznie się od polityki zagranicznej i sądownictwa, równolegle dojdzie spór o resorty siłowe, a na końcu będzie wojsko — czyli hipotetycznie rozgrywka o władzę w Polsce, bo kto ma armię, ten ma kontrolę nad sytuacją. Na razie Nawrocki nie jest w tym obszarze aktywny, dlatego że Kosiniak-Kamysz prowadzi bardzo zręczną politykę, a poza tym otoczenie Nawrockiego ciągle ma nadzieję na przeciągnięcie PSL-u na ich stronę, czyli mówiąc wprost, wmontowanie tej partii do przyszłego prawicowego rządu. W związku z tym mamy tutaj jeszcze trochę spokoju, natomiast za rok ta sytuacja między prezydentem a Ministerstwem Obrony Narodowej niekoniecznie będzie równie poprawna, co obecnie.
Dlaczego?
Między Kosiniakiem-Kamyszem a Nawrockim już parę razy zaiskrzyło, choć działo się to w tle ich relacji. Natomiast logika polaryzacji jest nieubłagana i nie widzą powodów, dla których z czasem nie miałoby dojść do zaostrzenia konfliktu między nimi. No, chyba że doszłoby do ataku Rosji na Polskę, ale w to wątpię. Niemniej jednak pamiętamy wszyscy dzień, w którym doszło do ataku dronów — to był jedyny moment, kiedy panowie otrzeźwieli i uznali, że w momencie zagrożenia nie mogą publicznie wymieniać ciosów. Trwało to jednak dobę, czy dwie, a potem wszystko wróciło do stanu znanego nam na co dzień, czyli permanentnej politycznej wojny.
Ta wojna będzie eskalować?
Na pewno, tylko nie potrafię wskazać, w którym momencie dojdzie do konfliktu o kontrolę nad siłami zbrojnymi. Na razie prezydent nie ma w tym obszarze żadnych realnych narzędzi tak jak w przypadku służb specjalnych. Nie będzie przecież jeździł od jednostki do jednostki i wygłaszał przemówień. Czas pokaże, na jaki pomysł wpadnie, żeby ten stan rzeczy zmienić.
Pewne jest to, że przy swojej osobowości, takim paramilitarnym stylu, Nawrocki będzie się wojsku podobał i trzeba mieć tego pełną świadomość. To jest człowiek, który mentalnie odpowiada temu, jak o życiu społecznym i politycznym myśli wielu ludzi w armii. Spodziewam się, że gdybyśmy zrobili dzisiaj badania wśród kadry wojskowej, to okazałoby się, że popularność Nawrockiego jest znacznie większa, niż wśród reszty społeczeństwa.
"Jego celem jest wysadzenie w powietrze rządu Tuska"
Czy seryjne stosowanie wet jest większym problemem dla prezydenta, czy dla premiera? Z jednej strony utrudnia to rządzenie Donaldowi Tuskowi, ale z drugiej łatwo będzie przykleić Karolowi Nawrockiemu łatkę "wetomatu".
Nawet gdyby tak się stało, to on w tej chwili jest w stanie ponieść koszty bycia "wetomatem". Następna weryfikacja dla Nawrockiego będzie miała miejsce dopiero w trakcie wyborów prezydenckich w 2030 r. Jeżeli kolejnymi wetami uda mu się sparaliżować rząd i sprawić, że Tusk nie będzie w stanie zrealizować różnych działań, to on tę cenę zapłaci. Dlatego, że jego celem nie jest dzisiaj to, aby mieć znakomite wyniki w sondażach, bo on ich będzie potrzebował dopiero w 2029-2030 r. Jego celem obecnie jest wysadzenie w powietrze rządu Tuska i wykreowanie nowego, który w pewnym sensie będzie jego rządem oraz dbanie o to, żeby miał on sukcesy.
Czyli takie weta, jak w przypadku "ustawy łańcuchowej", nie są problemem dla Karola Nawrockiego?
Opowieści o tym, że Nawrocki przestraszy się tego, iż ktoś go potępi za "ustawę łańcuchową", można włożyć między bajki. Jego to nie interesuje, bo dla niego istotne jest to, jaki będzie finalny bilans tej rozgrywki, a nie jaki jest jej wstępny etap. Oczywiście, będziemy mieli teraz do czynienia z taką walką wizerunkową między rządem a prezydentem. Natomiast Nawrocki wypracował dobrą metodę, która polega na tym, że w wielu przypadkach zgłasza natychmiast swój projekt ustawy i mówi: "słuchajcie, ja mam lepsze prawo, czemu nie chcecie tego uchwalić"?
To skuteczne działanie?
Na pewno rządowi trudno jest wytłumaczyć, dlaczego nasze pomysły są lepsze, niż te proponowane przez prezydenta. Choć oczywiście będzie próbował to robić. Moim zdaniem marzeniem Tuska i jego obozu jest to, że negatywne emocje wokół działań Nawrockiego przeniosą się na PiS, Konfederację i Brauna. Czyli mówiąc krótko: prawica zacznie tracić w sondażach, bo Polacy uznają, że co prawda samemu Nawrockiemu nic nie mogą zrobić, ale mogą go ukarać w taki sposób, że nie zagłosują na prawicę w następnych wyborach parlamentarnych. Oczywiście jest też ryzyko, że postępujące blokowanie systemu politycznego, które będziemy obserwowali, zadziała w drugą stronę.
Czyli?
Koronny argument PiS-u w 2027 r. będzie brzmiał: "Poprzyjcie nas, bo to zakończy wojnę w obrębie władzy wykonawczej. W końcu będzie rząd kompatybilny z prezydentem i dzięki temu w Polsce nastanie porządek". Do tego zapewne dojdzie opowieść o nowej konstytucji. Nie wiem, czy wróci hasło "IV Rzeczpospolitej", ale uważam, że taki polityczny projekt "nowej Polski" będzie na 2027 r. szykowany. Dlatego trzeba patrzeć trochę dalej i trochę szerzej niż tylko przez pryzmat bieżących wet. One są zaledwie drobnym ostrzałem przed generalną ofensywą.
"Triumf Tuska może być pozorny"
Po wyborach prezydenckich wielu zapowiadało upadek Donalda Tuska. Czy biorąc pod uwagę ostatnie sondaże można powiedzieć, że pogłoski o jego politycznej śmierci okazały się przedwczesne?
Oczywiście, że tak. Tusk ma potężną pozycję we własnym obozie politycznym, a zwłaszcza w Koalicji Obywatelskiej, którą przekształcił w jednolitą partię. Skończył z tymi wszystkimi pozornymi bytami jak Nowoczesna Szłapki, czy Inicjatywa Polska Nowackiej. Równolegle utrzymuje dominującą pozycję w koalicji rządowej. Ani rozpadający się ruch Hołowni, ani PSL Kosiniaka, ani nawet Lewica nie są w stanie się Tuskowi w czymkolwiek wyraźnie przeciwstawić. Najzręczniejszy z tego grona jest Czarzasty, ale on też nie jest w stanie zbyt wiele ugrać. Dlatego Tusk absolutnie dominuje.
Ale według pana nie powinien być premierem.
Kiedy ja mówiłem o tym, że Tusk powinien rozważyć dymisję po wyborach prezydenckich, to nie miałem na myśli całkowitego odsunięcia Tuska od władzy, tylko wykonanie pewnego zabiegu socjotechnicznego, który pomógłby temu obozowi. A mianowicie miałem na myśli zmianę premiera na Radosława Sikorskiego, który jest znacznie bardziej popularny i mógłby budować poparcie dla obozu rządzącego z nową twarzą i nową energią. Tusk z kolei powinien wycofać się na funkcję nadzorcy premiera, czyli szefa Koalicji Obywatelskiej. Nie skorzystał jednak z tej rady, bo uważa, że wszystko weźmie na siebie. A ja uważam, że będzie miał coraz większe kłopoty, ponieważ — w wyniku boksowania się z Nawrockim — będzie następował proces zużywania się premiera.
W sondażach, przynajmniej tych partyjnych, na razie tego nie widać.
Sondaże Koalicji Obywatelskiej faktycznie są bardzo dobre i one żywo przypominają mi notowania PiS-u z ostatnich dwóch lat ich rządzenia, kiedy oscylowały w granicach 30-40 procent. Wielu obserwatorów mówiło wtedy, że istnieje taki scenariusz, w którym PiS będzie zwycięzcą wyborów, ale nie będzie miał koalicjanta. I ten scenariusz właśnie się zrealizował po 15 października 2023 r. Pytanie, czy teraz nie jesteśmy świadkami podobnego zjawiska.
Owszem, Koalicja Obywatelska może mieć w 2027 r. największy klub w Sejmie, ale w najczarniejszym scenariusz będzie miała obok siebie tylko PiS, Konfederację i Brauna. Jeśli Lewica z jakiegoś powodu się posypie, a PSL-owi nie uda się przekroczyć progu, to nagle się okaże, że nie ma z kim robić koalicji, a triumf Tuska jest pozorny. Rozpad partii Hołowni również nie powinien być dla nich powodem do radości.
Czy w takim razie na polskiej scenie politycznej jest jeszcze miejsce na nową siłę, która mogłaby namieszać?
Tak, moim zdaniem jest szansa na powstanie partii centrowej, która mogłaby mieć do 10 proc. poparcia. Jest taka inicjatywa, która nazywa się Nowa Polska i jest stworzona przez senatora Tyszkiewicza. Ma ona jednak zasadniczą wadę: brak wyrazistego, znanego i znaczącego lidera. A polska polityka partyjna ma to do siebie, że najpierw musi być rozpoznawalna twarz, która przychodzi z polityki lub spoza polityki. Tak jak było w przypadku Hołowni, Kukiza i Palikota. Dopiero wokół niej buduje się ruch polityczny. W tej chwili Nowa Polska nie ma takiej twarzy. Natomiast, gdyby się pojawiła, to hipotetycznie taka partia mogłaby liczyć na kilka procent.
Przy okazji, naturalnym koalicjantem dla takiej formacji byłby PSL, który nie przypadkiem ratował się w poprzednich latach ruchem Kukiza, a potem Hołownią. Samodzielnie partia Kosiniaka-Kamysza będzie miała ogromny problem, żeby przekroczyć próg wyborczy. Czy taki scenariusz się zrealizuje? Tego się niedługo dowiemy. Natomiast jest bez wątpienia jeszcze miejsce dla partii, która przyciągnęłaby wyborców szukających czegoś nowego, którzy nie mają ochoty głosować na żadną z obecnych formacji.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Prof. Antoni Dudek omawia zmiany polityczne po objęciu przez Karola Nawrockiego prezydentury, podkreślając, że to nowa era w polskiej polityce.
- Nawrocki ma potencjał, by stać się kluczowym graczem na prawicy, szczególnie w kontekście wyborów parlamentarnych w 2027 roku.
- Istnieje możliwość, że Nawrocki podejmie działania próbujące zbudować sojusz pomiędzy PiS-em a Konfederacją, mimo napięć między ich liderami.
- Dudek zauważa, że Nawrocki wybiera strategię współpracy z rządem Tuska, co może zaskakiwać jego wyborców.
- Na polskiej scenie politycznej może pojawić się nowa centrystyczna partia, lecz jej sukces będzie zależał od rozpoznawalnego lidera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz