Prof. Dudek ostrzega przed ukrytym planem prawicy. "Można zmienić ustrój, nie zmieniając Konstytucji", 18.07.2026


Prof. Dudek ostrzega przed ukrytym planem prawicy. "Można zmienić ustrój, nie zmieniając Konstytucji"

 17 lipca 2026

— Można sobie wyobrazić, że parlament uchwali ustawy zmieniające reguły funkcjonowania sił zbrojnych. Konstytucja nic nie mówi o zarządzaniu siłami zbrojnymi i ciężar decyzyjny przesunie się z gabinetu ministra obrony do Pałacu Prezydenckiego — mówi prof. Antoni Dudek. Prognozuje też, co z Donaldem Tuskiem po wyborach w 2027 r.

Rozmowa odbyła się podczas Festiwalu Media i Sztuka w Darłowie
Magdalena Rigamonti: Panie profesorze, kampania wyborcza w zasadzie się zaczęła.
Prof. Antoni Dudek: I tu może wystąpię w roli Kasandry.
Jeśli wybory wygrają PiS z Konfederacją, to Karol Nawrocki doprowadzi do zmiany Konstytucji?
Można zmienić ustrój, nie zmieniając Konstytucji. Oczywiście on by chciał zmienić Konstytucję, zaczął nawet o tym mówić. Tylko że to nie jest takie proste, bo do tego musi mieć zdecydowaną większość w parlamencie.
Natomiast można sobie wyobrazić zmianę ustroju od dołu. Podam jeden mój ulubiony przykład i właśnie tu wystąpię w roli Kasandry.
Mianowicie wyobraźmy sobie, że po wyborach w przyszłym roku powstaje prawicowy rząd pod patronatem Nawrockiego. Jeśli ta koalicja nie będzie miała większości konstytucyjnej, to prezydent wystąpi do zaprzyjaźnionego rządu z propozycją: rządzie, dogadajmy się, żebyśmy nadali właściwy sens rozumieniu pojęcia "zwierzchnik sił zbrojnych".
Na razie prezydent jest formalnie zwierzchnikiem sił zbrojnych.
Może wręczać nominacje generalskie.
W czasie wojny to on dowodzi.
Ale na razie wojny nie mamy.

Taki jest cel Karola Nawrockiego: premier wyrzeka się części władzy na rzecz prezydenta

Mamy czasy przedwojenne.

Tak, ale realnie rządzi minister obrony. Zresztą w czasie wojny też nie rządzi prezydent, tylko armia. Ale skupmy się na etapie pokoju.
Można sobie wyobrazić, że parlament uchwali ustawy zmieniające reguły funkcjonowania sił zbrojnych. Konstytucja nic nie mówi o zarządzaniu nimi i ciężar decyzyjny przesunie się z gabinetu ministra obrony do Pałacu Prezydenckiego, do jego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. I w ten oto sposób zmienimy de facto ustrój państwa w wymiarze wojskowym, nie zmieniając Konstytucji. I można pójść dalej.
Często jak pan coś wieszczy, to się potem spełnia.
Nie zawsze. Ale zastanówmy się jeszcze nad zmianami ustroju. Prezydent chce być też najwyższym reprezentantem państwa w stosunkach międzynarodowych. Powie, że nie był w tych sprawach informowany w czasach rządów Tuska, bo nie miał odpowiednich służb specjalnych. I w związku z tym trzeba mu te służby podporządkować. Bo dlaczego Agencja Wywiadu ma podlegać premierowi, a nie prezydentowi? Można więc przyjąć nowelizację ustawy o Agencji Wywiadu i przesunąć ją pod urząd prezydenta. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej.
To jest to, czego ja się boję.
Prezydent Karol Nawrocki na spotkaniu z żołnierzami na terenie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Orzyszu, czerwiec 2026 r.
Tomasz Waszczuk / PAP
Prezydent Karol Nawrocki na spotkaniu z żołnierzami na terenie Ośrodka Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych w Orzyszu, czerwiec 2026 r.
Panie profesorze…
Ale ja nie mówię, że tak będzie, tylko że takie są intencje Karola Nawrockiego. Uważam, że on tego chce, ale nie twierdzę, że mu się to uda. Bo jest ileś problemów po drodze.
Pierwszy to pakt senacki, drugi, że ta koalicja może być niestabilna, wewnętrznie skonfliktowana i nie będzie chciała dać prezydentowi takiej władzy. Jeśli da, to będzie znaczyło, że premier wyrzeka się części władzy na rzecz prezydenta.
Podkreślam, że nie wiem, czy uda się to zrobić, natomiast wiem, że taki jest cel Nawrockiego. On właściwie między wierszami już o tym mówił. Nie trzeba znać go osobiście, wystarczy przyglądać się, kto mu imponuje.
Donald Trump mu imponuje.
Prezydent Stanów Zjednoczonych już na wejściu ma władzę większą niż prezydent Polski. Trump próbuje ją poszerzać, rozpycha się na prawo i lewo. I to samo będzie robił Karol Nawrocki.
Robi już.
Tylko że na razie jest zblokowany bardzo mocno przez rząd Tuska. I tak będzie jeszcze przez ponad rok. Potem przed nim jeszcze co najmniej trzy lata prezydentury.
Staram się bardzo poważnie traktować pana słowa. Bardzo krytycznie pan mówił i pisał w kampanii o kandydacie Karolu Nawrockim.
Myślałem, że będzie jeszcze gorzej. Obawiałem się, że po wyborach prezydenckich tzw. efekt Nawrockiego sprawi, że to Prawo i Sprawiedliwość będzie liderem sondaży z 40 proc. poparcia i zacznie się domagać przedterminowych wyborów, wyprowadzając ludzi na ulice. I to nie nastąpiło.
Paradoksalnie mieliśmy dwóch głównych beneficjentów zwycięstwa Karola Nawrockiego.

Oni zyskali na zwycięstwie Karola Nawrockiego

Jednym był Grzegorz Braun.
I to oczywiście jest bardzo zatrważające. A drugi to Donald Tusk. Paradoksalnie, mimo że kandydat Koalicji Obywatelskiej przegrał wybory prezydenckie, to premier z ramienia tejże Koalicji umocnił swoją władzę. Zanikła w istocie Polska 2050, PSL też osłabł, a wszyscy wyborcy prawicowi widzą w Tusku jedyną zaporę. Nie sądziłem, że na taką skalę to wystąpi.
I teraz zobaczymy, co dalej. Widać, że ten roczny bonus dla Tuska się skończył. Na głowę spadają mu kolejne afery i jeśli da to efekt sondażowy, to cała prawica ruszy jesienią z żądaniem przyspieszenia wyborów parlamentarnych.
Kluczowe będzie, co zrobi ta resztka Polski 2050 pani Pełczyńskiej-Nałęcz. Ona jest coraz mocniej skonfliktowana z Tuskiem i niewykluczone, że na którymś etapie albo odejdzie z rządu, albo zostanie z niego wyrzucona. Wtedy zabraknie tych kilkunastu posłów do uchwalenia budżetu na przyszły rok, a to skutkuje oczywiście przedterminowymi wyborami na wiosnę przyszłego roku.
I taki będzie cel prawicy.
Czyli teraz wszystko w rękach Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz?
I w rękach Tuska, i pani Pełczyńskiej. Oni w tej chwili albo mogą zacisnąć zęby i przetrwać ze sobą jeszcze ten nieco ponad rok, albo… Przy czym Tusk na tym wyjdzie lepiej.
Pani Pełczyńska już przekroczyła pewną granicę, poza którą tak naprawdę dalsze tkwienie w rządzie nie ma sensu. Ona już de facto temu rządowi wypowiedziała posłuszeństwo. Będzie teraz w roli ministry, która chodzi po mediach i krytykuje własny rząd. Rodzi się pytanie: po co pani jest w rządzie, skoro on jest taki zły?
Minister energii Miłosz Motyka oraz minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Paweł Supernak / PAP
Minister energii Miłosz Motyka oraz minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Wspomniał pan o aferach. Sondaże dają dalej prowadzenie Koalicji Obywatelskiej.
O dziwo, na razie Koalicja Obywatelska się trzyma. Może się okazać, że mamy już taki poziom polaryzacji, że już żadna afera nie zmienia układu w nastrojach. To byłoby bardzo ciekawe.
Wszystkie afery, które dotyczyły PiS-u, też nie znajdowały większego odzwierciedlenia w sondażach.
PiS był bardzo długo odporny, ale pamiętajmy, że przez wybuch afery wizowej w ostatniej fazie kampanii przed wyborami 2023 r. i afery z generałami [dwaj najważniejsi generałowie podali się do dymisji na kilka dni przed wyborami], PiS nie miał samodzielnej większości do stworzenia rządu.
Przecież Kaczyński do końca twierdził, że ma swoje wewnętrzne sondaże i PiS ma szanse na samodzielną większość.

Prof. Dudek: proponowałem Tuskowi zakład, że nie będzie premierem po 2027 r.

Nastroje antyukraińskie to jest też pole dla obecnej koalicji rządowej?
Tusk nie przelicytuje prawicy w nastrojach antyukraińskich. W tej sprawie będzie musiał się cofać. Już zaczął, ale też dlatego, że Wołodymyr Zełenski nie dał pola manewru.
Prezydent Nawrocki, o którym pan mówi, że jest radykalnym nacjonalistą, też nie dał pola manewru.
Karol Nawrocki będzie jeszcze rządził przez cztery lata.
Potem może wygrać kolejną kadencję.
I będziemy go mieli przez kolejne pięć lat albo nie, bo może się okaże, że jednak nie wygra wyborów. Proponuję też patrzeć pozytywnie na przyszłość.
Poza tym w Polsce na szczęście prezydent ciągle nie rządzi. Rządzi premier i on ma do tego narzędzia. Mnie bardziej interesuje, kto będzie premierem po przyszłorocznych wyborach, a nie kto będzie prezydentem po 2030 r.
Już wielokrotnie proponowałem w moim programie Donaldowi Tuskowi zakład o niewygórowaną kwotę 100 zł, że on nie będzie premierem po 2027 r., że nie będzie już Polską rządził. Może wygrać wybory, może mieć pierwsze miejsce, tak jak PiS w 2023 r., tylko nie będzie miał z kim zrobić rządu.
W sondażach KO jest wciąż na pierwszym miejscu.
I ma największy klub w Sejmie. Tylko nie ma z kim zrobić koalicji po wyborach za rok. Od biedy wychodzi, że z Lewicą. A tak naprawdę cała reszta dzisiejszych koalicjantów Donalda Tuska może być poza Sejmem. To jest jak kronika zapowiedzianej śmierci…
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Prof. Antoni Dudek ostrzega przed zmianami w polskim ustroju, które mogą zajść bez nowelizacji Konstytucji.
  • Możliwość przesunięcia władzy decyzyjnej z ministra obrony do prezydenta poprzez uchwały parlamentarne.
  • Dudek zwraca uwagę na intencje Karola Nawrockiego, które mogą doprowadzić do centralizacji władzy w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.
  • W kontekście politycznym, Dudek przewiduje, że Donald Tusk może nie być premierem po wyborach w 2027 roku z powodu trudności w tworzeniu koalicji.
  • Sugeruje, że napięcia w rządzie mogą prowadzić do przedterminowych wyborów, co z kolei umocni pozycję prawicy.


Onet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz