Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek w ostatnim odcinku "Stanu Wyjątkowego" sięgnęli po gorącą premierę lipca — książkę "Skąd się wziął Karol Nawrocki. Andrzej Nowak rozmawia z prezydentem RP". Prowadzący dokładnie analizują fragment o domniemanym otruciu Nawrockiego. — Mnie się tutaj ta historia nie klei — stwierdza Stankiewicz.
— Czekałem na tę książkę. Nie zawiodłem się. Wywiad rzeka profesora Andrzeja Nowaka, ideologa prawicy, głosiciela polskiego mesjanizmu, z Karolem Nawrockim przynosi masę sensacji. Zajmiemy się dziś tymi sensacjami — zaczyna Andrzej Stankiewicz.
Jednym z ciekawszych wątków książki jest rzekome otrucie Karola Nawrockiego podczas kampanii wyborczej, o którym ani prezydent, ani jego otoczenie wcześniej nie mówiło.
W sprawie chodzi o wydarzenia, do których miało dojść 15 maja 2025 r. W trakcie spotkań z mieszkańcami Ząbkowic Śląskich i Dzierżoniowa, Nawrocki miał gwałtownie źle się poczuć i stracić przytomność. Według relacji prezydenta miało to być skutkiem podania mu substancji zagrażających życiu lub zdrowiu.
— Nie słyszałem o tym, co się miało stać 15 maja 2025 r. na Dolnym Śląsku. Jacku, czy ty coś słyszałeś? — pyta Andrzej Stankiewicz.
— Kiedy pojawiła się ta informacja o tym, że miało dojść do rzekomego zamachu (...), zacząłem pytać sztabowców i ludzi w Pałacu, czy faktycznie do czegoś takiego doszło. Jeden ze sztabowców powiedział mi, że w czasie kampanii krążyła informacja, że Karol Nawrocki miał być wyczerpany, bardzo zmęczony i doszło do jakiegoś incydentu, ale nie mieli wiedzy, że miało to wyglądać jak w filmie "Egzorcysta", że rzekomo — powtarzam to słowo — Karol Nawrocki miał się zachowywać jak człowiek opętany, wymiotować — odpowiada Gądek.
— Usłyszałem, że nikt nie słyszał o tym w PiS — dodaje Stankiewicz.
Dalej prowadzący opowiada o wydarzeniach z 15 maja 2025, cytując fragmenty książki. Zwraca uwagę, że świadkami tego zdarzenia byli Mikołaj Bujak, fotograf prezydenta, Jarosław Dębowski, wiceszef gabinetu Nawrockiego w Kancelarii Prezydenta oraz Jakub Nastawny, asystent.
— Mikołaj Bujak jest człowiekiem szczególnego zaufania, nadwornym fotografem Karola Nawrockiego, podobnie jak pozostała dwójka — to zaufani ludzie (...) Oni kierują się lojalnością wyłącznie wobec Nawrockiego. I jeżeli oni według jego opisu byli świadkami, to my nie dowiemy się, jak było, dlatego że oni są skrajnie wobec niego lojalni. Mikołaj Bujak przeszedł test, bo krył informację, że Karol Nawrocki to Tadeusz Batyr, więc czegóż więcej trzeba? — zastanawia się Stankiewicz.
Fragment książki, przytoczony przez Andrzeja Stankiewicza w podcaście:
Coś bardzo złego się ze mną stało. Jeszcze macham ludziom, jeszcze próbuję normalnie funkcjonować, ale już wiem, że jest źle. Mówię szybko zaprowadź mnie do autokaru i od razu mnie połóż na podłodze. Zaprowadzili mnie, Dostałem wodę, wypiłem ją. Z tyłu siedzieli jeszcze jacyś ludzie z obsługi, ale ja już czułem, że po prostu zjeżdżam. Film mi się urywa. Jarek od razu zaczął krzyczeć, żeby wszyscy wyszli z autokaru. Zaciągnęli czarne zasłony. Staliśmy na ulicy, wyszli wszyscy, ja tylko położyłem się na tylnym siedzeniu i straciłem przytomność. I od tego momentu nie pamiętam.
Obudziłem się po jakimś czasie. Wszystkie okna zasłonięte, nade mną stoją bladzi Mikołaj, Jakub, Jarek. W życiu nie miałem czegoś takiego. Autokar, cały garnitur, wszystko kompletnie zbryzgane moimi gwałtownymi wymiotami. Wszystko. Oni potem opowiadali, że nie mogli na to patrzeć. Mówili, że wyglądało to, jak fontanna. Porównywali to do filmu "Egzorcysta". Kopałem nogami, rzucało mną, kompulsywnie wymiotowałem, a gdy się obudziłem, to nie wiedziałem, co się wydarzyło przez te kilka minut.
— Z takiego wydarzenia, jeśli fotograf był na miejscu, muszą być zdjęcia. Fotograf prezydenta, nawet jeśli działy się najgorsze rzeczy, to i tak wydaje mi się, że ma taki instynkt, że robiłby zdjęcia. Niech pan fotograf je pokaże. Na pewno ma to udokumentowane, jeśli to się wydarzyło — zwrócił uwagę Jacek Gądek.
Mnie się tutaj ta historia nie klei
Następnie prowadzący pokazali dwa fragmenty wideo z wieców wyborczych z 15 maja 2025 r. Pierwszy z Ząbkowic Śląskich, drugi z Dzierżoniowa.
— Za Karolem Nawrockim wszędzie jeździła kamera. Na drugim nagraniu Nawrocki jest na peronie, czyli musiał się dostać pociągiem, czyli już w pociągu musiał jakoś funkcjonować. W dodatku ma na sobie tę samą charakterystyczną kurtkę, którą miał wcześniej w Ząbkowicach. Taką czarną kurtkę z kieszenią na suwak na lewej piersi. A zatem kurtka nie została pobrudzona wymiocinami. Zasadniczo kluczowe jest to, że po tak ciężkim zatruciu Karol Nawrocki — kiedy właściwie zszedł na oczach swych współpracowników, po czym zmartwychwstał — wygląda w Dzierżoniowie bardzo dobrze — zauważa Stankiewicz.
Materiały z obu spotkań można zobaczyć w poniższym fragmencie odcinka.
— Powtarzam, że nie chcę sobie robić żartów, ale jeżeli to było zatrucie, to bez podania poważnego antidotum Nawrocki nie miałby szans w ten sposób funkcjonować. Mnie się tutaj ta historia nie klei. Jeżeli ktoś się czuje tak koszmarnie, a proszę mi wierzyć, wiem, co mówię, bo sam miałem w życiu sytuację naprawdę bardzo ciężkiego zatrucia, to po obudzeniu człowiek naprawdę nie myśli o tym, żeby gdziekolwiek pójść czy pojechać, a tutaj Nawrocki funkcjonował normalnie — dodaje.
— Odłóżmy trochę na bok logikę, bo oczywiście, że on się mógł poczuć źle. Ciężka kampania, człowiek zmęczony. Dziwne rzeczy je, pije dziwne rzeczy w różnych dziwnych miejscach, do tego bierze snusy. Wszystko się mogło stać, mógł się też oczywiście zatruć gdziekolwiek, czymkolwiek (...) Tak czy inaczej, panie Mikołaju, przydałyby się zdjęcia. Mimo wszystko wiem, że być może nieestetyczne, ale jednak one dowodziłyby, że coś było nie tak. Po drugie, dlaczego nie wezwali lekarza? Dlaczego nie poinformowali prokuratury? I dlaczego ta historia w PiS w tym kształcie nie była wcześniej znana? — zastanawia się Stankiewicz.
— Jak się wsłuchać w to, oni odpowiadają na to oczywiste pytanie tym, że wtedy media by się rzuciły na Karola Nawrockiego i ten cel prowokacji zostałby de facto spełniony. Cel w istocie miał być taki, słuchając Andrzeja Nowaka, że oto kamery uchwycą wymiotującego, zataczającego się Karola Nawrockiego i to miałoby dowodzić tego, że ma wielki problem z używkami. Dlatego, to jest wersja Nowaka, siedziano cichutko — tłumaczy Jacek Gądek.
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
W ostatnim odcinku "Stanu Wyjątkowego" prowadzący omawiają książkę o Karolu Nawrockim, gdzie pojawia się wątek domniemanego otrucia prezydenta podczas kampanii wyborczej.
Nawrocki miał utracić przytomność podczas spotkań 15 maja 2025 r., a jego współpracownicy opisują incydent jako dramatyczny, z intensywnymi wymiotami.
Prowadzący podcast są sceptyczni co do wiarygodności tych relacji, zauważając brak dokumentacji zdjęciowej i kolejnych dowodów.
W materiałach filmowych z tego dnia Nawrocki wygląda dobrze, co wzbudza wątpliwości co do wersji o zatruciu.
Podkreślają, że jeśli to było zatrucie, pojawiają się pytania, dlaczego nie wezwano lekarza ani nie zgłoszono sprawy prokuraturze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz