"Stan Wyjątkowy". Hołownia na celowniku prokuratury. Morawiecki olewa Kaczyńskiego. Mejza wchodzi do klatki, 03.05.2026


"Stan Wyjątkowy". Hołownia na celowniku prokuratury. Morawiecki olewa Kaczyńskiego. Mejza wchodzi do klatki

3 maja 2026

Ależ nam szkoda prezesa — wychodzi na to, że nikt go już nie słucha. I — co gorsza — nikt się już go nie boi. A najmniej się boi były premier Mateusz Morawiecki. Dostał od prezesa zgodę na swoje stowarzyszenie, czym tak naprawdę usankcjonował własną frakcję w partii. A on niewdzięcznik wcale nie zamierza całować prezesowskiego sygnetu. Co więcej — właśnie ogłosił bojkot posiedzeń kierownictwa PiS, żądając od Kaczyńskiego spotkań w cztery oczy.

Mówiąc szczerze twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz liczyli, że zawieszenie broni między Morawieckim a Kaczyńskim i faworyzowaną przez niego frakcją "maślarzy" potrwa co najmniej ze dwa tygodnie, no w najlepszym razie — do wakacji. Okazało się, że wzajemnej miłości nie starczyło nawet na tydzień.

Morawiecki postanowił bojkotować posiedzenia prezydium Komitetu Politycznego PiS, czyli tzw. PKP — to kluczowy organ partii, który składa się z ok. 20 osób. To w tym gronie podejmowane są wszystkie najważniejsze decyzje polityczne.

Bojkot Morawieckiego jest ostentacyjny, a Kaczyński nie może nic z tym zrobić. Oznajmił: — Jeżeli chodzi o premiera Morawieckiego, to on mi kiedyś powiedział kilka dni temu, że nie będzie chodził na posiedzenia Komitetu. Potraktowałem to jako wypowiedź wynikającą z pewnego zdenerwowania. Dziś okazuje się, że ona była na poważnie. Bardzo mnie to martwi, ale to jego wola — mówił prezes PiS. Zapewnił jednak, że go nie ukarze.

"Mateusz nie ma o czym z nimi rozmawiać. To strata czasu"

 Jest kilka powodów, dla których Morawiecki nie chce się pojawiać na PKP. Po pierwsze — ma tam mniejszość i nie zamierza się dłużej godzić na sytuację, w której jest regularnie atakowany przez dominujących w PKP "maślarzy", czyli Przemysława Czarnka, Patryka Jakiego, Tobiasza Bocheńskiego i Jacka Sasina.

Patryk Jaki i Tobiasz BocheńskiMarcin Obara / PAP
Patryk Jaki i Tobiasz Bocheński

Po wtóre — chce pokazać, że PKP w obecnej formule, gdy Kaczyński znacznie je rozbudował, nie ma sensu. Jego zdaniem w PKP pojawiły się osoby bez większego znaczenia politycznego, awansowane przez Kaczyńskiego dla kaprysu — choćby nowa wiceprezeska partii, była makijażystka Kaczyńskiego Anna Krupka czy Barbara Bartuś, wiceszefowa klubu PiS znana głównie z tego, że po mistrzowsku ustawia się przy Kaczyńskim w telewizyjnym kadrze. "Mateusz nie ma o czym z nimi rozmawiać. To strata czasu" — opowiada jeden z jego ludzi.

Jarosław Kaczyński i Anna KrupkaJarosław Kubalski / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński i Anna Krupka

Po trzecie — zdaniem Morawieckiego odkąd Kaczyński rozbudował PKP, z posiedzeń wyciekają informacje. Jednym słowem — w kierownictwie jest kret lub są krety.

Jarosław Kaczyński i Barbara BartuśLeszek Szymański / PAP
Jarosław Kaczyński i Barbara Bartuś

Ale najważniejsze jest co innego. Morawiecki ostentacyjnie dystansuje się od kampanii wyborczej PiS, której twarzą jest "maślarz" Przemysław Czarnek i której celem jest walka o elektorat radykalny.

Przemysław Czarnek i Jarosław KaczyńskiRafał Guz / PAP
Przemysław Czarnek i Jarosław Kaczyński

Z tego punktu widzenia ignorowanie gremium podejmującego kluczowe decyzje w kampanii daje Morawieckiemu tytuł do krytykowania linii politycznej PiS, gdyby Czarnek nie był w stanie poprawić notowań partii. "Błędem Czarnka było to, że zaraz po nominacji nie wykonał żadnego znaczącego, wyrazistego gestu pod naszym adresem" — mówi twórcom "Stanu Wyjątkowego" jeden z najbliższych współpracowników Morawieckiego. W tym zdaniu otwarcie wybrzmiewa sprzeciw wobec Kaczyńskiego, który postawił na Czarnka i radykalnych "maślarzy".

Morawiecki stawia na otwartą konfrontację z Kaczyńskim

Ale problem z Morawieckim jest poważniejszy. Jego bunt to nie jest tylko reakcja na doraźne decyzje prezesa, który — przerażony wzrostami sondażowymi Korony i Konfederacji — próbuje zepchnąć jego umiarkowaną frakcję na margines partii, by powalczyć o radykałów.

Jarosław Kaczyński i Mateusz MorawieckiSzymon Pulcyn / PAP
Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki

Nie. Podobnie Morawiecki zachowywał się w wyborach prezydenckich — nie angażował się w kampanię Karola Nawrockiego, prowadząc samodzielny objazd po Polsce. Sytuacja polityczna była wówczas inna, ale wspólny punkt był taki sam — Morawiecki został przez Kaczyńskiego odtrącony. Wówczas nie dostał nominacji prezydenckiej, a teraz — premierowskiej. To pokazuje, że Morawieckiego interesują wyłącznie eksponowane stanowiska i w momencie, gdy Kaczyński przestał mu je zapewniać, to zaczął się bunt, przechodzący na naszych oczach w coraz bardziej otwartą konfrontację.

Na razie Kaczyński wyłącznie się cofa — zgodził się na stowarzyszenie i zrezygnował z karania Morawieckiego za olewanie PKP.

Ale Morawieckiemu nie wystarczyła bolesna dla Kaczyńskiego zgoda na powołanie jego stowarzyszenia. Nie wystarczyła rezygnacja z PKP. Domaga się konsultacji politycznych bezpośrednio z prezesem, bez udziału "maślarzy" i nieznaczących kosmitów z PKP. Chce poprzez uzus sformalizować swoją pozycję nr 2 w partii — lidera frakcji, który ma autonomię i negocjuje wyłącznie z Kaczyńskim. Nawet jeśli Kaczyński spełni to żądanie — a trudno nam w to uwierzyć — to pojawią się kolejne. Taka jest logika tego sporu: Morawiecki stawia na otwartą konfrontację z Kaczyńskim.

Jedno stowarzyszenie za Morawieckim, drugie przeciwko. Kaczyński przestaje panować nad PiS

Prezes PiS pozwala na takie gry, bo jest zbyt słaby, żeby pozbyć się Morawieckiego. Partia dołuje w sondażach, a rozłam mógłby wprowadzić do brutalnej wojny, która odstręczyłaby kolejnych wyborców.

Dystansowanie się Morawieckiego od kampanii coraz bardziej irytuje Czarnka. Co prawda po zawarciu "pokoju bielańskiego" — czyli pojednawczej kolacji Morawieckiego z Kaczyńskim w mieszkaniu Adama Bielana — doszło do czasowego odprężenia, ale już niewiele z tego zostało. Jednym z ustępstw Morawieckiego, obiecanych Kaczyńskiemu, było wspólne pojawienie się z Czarnkiem na kampanijnych spotkaniach. Było dosłownie jedno takie spotkanie — w miniony weekend, tuż po "pokoju bielańskim" Morawiecki pojawił się obok Czarnka na drętwej, małej konferencji gospodarczej PiS, podczas której Kaczyński wygłosił wiekopomną maksymę: "Przebudowa naszego ustroju jest konieczna dla polskiego rozwoju".

Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński i Adam BielanAdam Bielan/X / X
Mateusz Morawiecki, Jarosław Kaczyński i Adam Bielan

Wspierający Czarnka "maślarze" chcą przejść do kontrofensywy i rozważają powołanie własnego stowarzyszenia. Co na to prezes? Prezes na to nic — oznajmił, że w sumie skoro jest jedno stowarzyszenie, to trudno zakazać stworzenia drugiego.

I stwierdził, że nie wiedział ani o jednym ani o drugim — czym przy okazji przyznał, że przestał panować nad partią.

Mejza chce milion za mordobicie. Trzeba go zrozumieć — ma długi nie wiadomo u kogo

Są zresztą inne dowody na to, że prezes przestaje być na prawicy jedyną latarnią. W mijającym tygodniu PiS opuściło dwóch wyrazistych posłów — Łukasz Mejza i Janusz Kowalski.

Mejzie Kaczyński dał fotel w Sejmie mimo dość podłej przeszłości — chciał robić lewe interesy na rodzicach ciężko chorych dzieci. Do tego doszło nałogowe łamanie przepisów drogowych i oskarżenia partnerki, która zarzuca mu przemocowe ciągoty. Za wszystko Kaczyński świecił oczami do czasu, gdy Mejza popełnił grzech w świecie prezesa ciężki. Otóż przystąpił do negocjacji swej walki w freak fightach, których Kaczyński chciałby zakazać.

Niedawno Mejza nieoczekiwanie pojawił się w Nysie na Prime Show MMA 16. Wspierał byłego posła PiS Przemysława Czarneckiego — syna Ryszarda Czerneckiego — który pokonał w ringu Piotra Konczarowskiego z Korony Brauna. Obaj mieli w przeszłości jedną wspólną partię — Mariannę Schreiber, byłą żonę posła PiS Łukasza Schreibera. Wygrał Czarnecki.

Ryszard Czarnecki i Przemysław CzarneckiMieczysław Michalak / Agencja Gazeta
Ryszard Czarnecki i Przemysław Czarnecki

Krótko po gali Marianna Schreiber opublikowała zdjęcie z Czarneckim i Mejzą. Fotografię podpisała krótko: "wygrani". Ewidentnie to tam Mejza podjął decyzję o wejściu do klatki.

Wobec klatkowych planów prezes nakazał Mejzie wynosić się z PiS, przy okazji przebąkując, że w sumie nigdy do partii przyjęty nie został, a był tylko posłem wybranym z listy PiS.

Mejza chce wejść do klatki, bo — jak mówi — jest sławny i może na tym dużo zarobić. A że to sława wynikająca z dojenia biednych ludzi, drogowego piractwa i nieprawidłowości w oświadczeniu majątkowym? Bez znaczenia — ważne, że nawet złą sławę da się dziś spieniężyć. Konkretnie — da się ją sprzedać na milion, bo nieoficjalnie wiadomo, że tyle zażądał Mejza od organizatorów walk. Stawka musi być wysoka, bo Mejza ma długi — napożyczał jakieś 500 tys. zł i nie ujawnił od kogo, dlatego ściga go prokuratura.

Łukasz MejzaMarysia Zawada / East News
Łukasz Mejza

Postawiła ona Mejzie 11 zarzutów za to, że w oświadczeniach majątkowych składanych w latach 2021-23 lawirował w kwestii pożyczek. Początkowo ich nie ujawnił, dopisując je dopiero w kolejnych oświadczeniach. Wymienił tylko trzy osoby, od których pożyczał pieniądze (w sumie ponad 100 tys. zł.). Siedem pożyczek na prawie 500 tys. zł "skumulował" w dwie, nie podając przy tym danych pożyczkodawców.

Latami Kaczyński go chronił, mimo że wielu posłów PiS zgrzytało zębami. Ba, Mejza za rządów PiS był nawet członkiem rządu — wiceministrem sportu.

Korupcja, komuniści i kryptowaluty. Nam już brakuje Janusza Kowalskiego w PiS

Z PiS odszedł także Janusz Kowalski — to też były wiceminister w rządach PiS, człowiek, któremu Kaczyński dał zarobić grube miliony w spółkach skarbu państwa, więc nie musi walczyć o kasę w klatce.

Ten to już odchodzi z PiS po raz trzeci. Raz odszedł do Platformy, raz do ziobrystów, a teraz odchodzi w nicość. Wiele wskazuje na to, Kaczyński nie dał mu wyboru. Krążą bowiem plotki o powiązaniach Kowalskiego ze światem kryptowalut, których prezes również chciałby całkowicie zakazać.

Zbigniew Ziobro, Janusz KowalskiTomasz Gzell / PAP
Zbigniew Ziobro, Janusz Kowalski

Oficjalna wersja rozwodu jest naciągana. Kowalski twierdzi, że pryncypialnie rzucił papierami, bo na Lubelszczyźnie — dokąd z Opola przerzuciła go partia — w strukturach PiS kwitnie nepotyzm, korupcja i układy z komuchami. Pal licho, że Kowalski walkę o oczyszczenie powinien zacząć od siebie — w ramach nepotyzmu załatwił żonie robotę w państwowej spółce za rządów PiS, a gdy działał w prywatnym biznesie, to był w firmie Binase z ludźmi specsłużb, w tym z dawnymi esbekami. Finalnie odchodzi z partii, zarzucając jej patologie i to w regionie, którego liderem jest kandydat PiS na premiera.

Prokuratura chce postawić Hołowni zarzuty. Będzie z tego polityczna jatka w koalicji

Premier drwi z sytuacji Kaczyńskiego, obwołując PiS klatką pełną freaków. Szkopuł w tym, że — jak przewidują autorzy "Stanu Wyjątkowego" — premier może już wkrótce stracić dobry humor.

Cofnijmy się do jesieni 2024 r. — afera lewych dyplomów Collegium Humanum jest wówczas w apogeum. W "Newsweeku" ukazuje się tekst dotyczący związków ówczesnego marszałka Sejmu z szemranym rektorem i właścicielem tej uczelni Pawłem Cz.

Rektor Collegium Humanum Paweł Cz.Robert Stachnik / East News
Rektor Collegium Humanum Paweł Cz.

"O tym, że Marszałek Sejmu Szymon Hołownia był studentem Collegium Humanum mówią wszyscy byli pracownicy tej prywatnej, warszawskiej uczelni. Widzieli jego nazwisko na liście studentów, widzieli jego podpis pod immatrykulacją, czyli przyrzeczeniem studenckim. Słyszeli też, jak słynnym studentem, wtedy byłym kandydatem na prezydenta i liderem powstającego ruchu Polska 2050, chwalił się ówczesny rektor Collegium Humanum, który otrzymał już blisko 100 zarzutów, w tym m.in. fałszowania dyplomów na masową skalę i kierowania zorganizowaną grupą przestępczą. Paweł Cz. lubił powtarzać: mam Hołownię na liście. Jak twierdzą moi informatorzy, wszystkie oceny, pliki i dokumenty Szymona Hołowni były wpisane do Sokratesa, czyli systemu informatycznego obsługującego dydaktykę na wyższej uczelni. System Sokrates zapewnia pełną automatyzację procesu rekrutacji, ewidencjonowania studentów, rozliczania sesji egzaminacyjnych oraz kontrolę nad danymi. Dostęp do niego miało bardzo wiele osób: pracownicy rektoratu, dziekanatu, studium języków obcych, a także nauczyciele akademiccy" — pisała dziennikarka "Newsweeka" Renata Kim, która odkryła aferę Collegium Humanum. I dalej: "Tyle że — dodają zgodnie moi informatorzy — Hołownia nigdy tak naprawdę nie studiował. Miał po prostu otrzymać dyplom ukończenia studiów magisterskich. Podstawą do tego miały być zaliczenia i oceny otrzymane wcześniej podczas studiów na SWPS. A także życzliwość byłego rektora Pawła Cz., który na własną odpowiedzialność wpisywał oceny i zaliczenia".

Po tej publikacji Hołownia dostał furii. Uznał to za przeciek ze śledztwa, który ma uderzyć w jego kampanię prezydencką, którą akurat rozpoczynał. Sugestia była jasna: to robota Tuska, którego ludzie kontrolują prokuraturę i puścili przeciek ze śledztwa, żeby pogrążyć Hołownię i pomóc Rafałowi Trzaskowskiemu. Intensywnie się pan Szymon wówczas srożył. "Bardzo jasno, stanowczo chcę poinformować, że nie studiowałem w uczelni Collegium Humanum, nie jestem absolwentem uczelni Collegium Humanum, nie posiadam jej dyplomu, nie podjąłem studiów na tej uczelni, nigdy nie dokonałem żadnej wpłaty na konto tej uczelni związanej z opłatą za studia, nie uczestniczyłem w żadnych zajęciach prowadzonych przez tę uczelnię, nie uczestniczyłem w żadnych uroczystościach, ja nawet nie wiem, gdzie się ta uczelnia znajduje — mówił. "Sprawa jest bardzo poważna i to oznacza, że dojdzie do bardzo poważnego kryzysu zaufania w naszej koalicji. Bo jeżeli służby za tym stoją, albo służby lub prokuratura miała w tym jakikolwiek udział, bo skądś te informacje musiały wyciec, to będzie znaczyło, że nie jest to, to, na co się umawialiśmy".

Szymon Hołownia i Rafał TrzaskowskiRadek Pietruszka / PAP
Szymon Hołownia i Rafał Trzaskowski

Wybory przegrał Hołownia z kretesem — ale nie przez śledztwo dotyczące Collegium Humanum. Po porażce zajął się kolacjami z Kaczyńskim i oddał przywództwo we własnej partii, co w finale doprowadziło do gigantycznego konfliktu i pęknięcia jej na pół. Ale w tym czasie śledztwo prowadzone przez Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach powoli się do niego zbliżało. Jesienią minionego roku służby na polecenie prokuratury wkroczyły do urzędu miasta w Otwocku — na terenie tej gminy mieszka Hołownia. Funkcjonariusze pobrali próbki jego pisma z oficjalnych dokumentów — chodziło o materiał porównawczy do analizy materiałów z Collegium Humanum.

Teraz wiemy, że niedawno prokuratorzy ze Śląska przygotowali wniosek o uchylenie immunitetu Hołowni i skierowali go do zatwierdzenia przez swych przełożonych w Prokuraturze Krajowej. Chcą postawić Hołowni zarzut fałszowania dokumentów dotyczących jego studiów — jak widać podpisy z Otwocka się przydały.

Kluczowe jest to, jak zachowają się prokurator generalny Waldemar Żurek i prokurator krajowy Dariusz Korneluk. Jeśli zatwierdzą wniosek i prokuratura wystąpi do Sejmu o uchylenie immunitetu Szymonowi Hołowni w sprawie fałszywych studiów na Collegium Humanum, to czeka nas awantura, która wstrząśnie koalicją. Walka Hołowni o jego immunitet może zachwiać koalicyjną większością w Sejmie. Hołownia stanie na głowie, żeby nie dać sobie postawić zarzutów i wykorzysta do tego klub Polski 2050, bez którego rząd nie ma większości. A jednocześnie oskarży o polityków KO o inspirowanie prokuratury i wróci do głoszonej wcześniej teorii, że "sprawa jest bardzo poważna i to oznacza, że dojdzie do bardzo poważnego kryzysu zaufania w naszej koalicji".

Tak, premierowi nie będzie do śmiechu — i to już wkrótce.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Mateusz Morawiecki bojkotuje posiedzenia kierownictwa PiS, domagając się spotkań bez pośredników.
  • Rozpoczęła się otwarta konfrontacja między Morawieckim a Jarosławem Kaczyńskim, z powodu różnic w strategii wyborczej.
  • Morawiecki zarzuca, że struktura PKP została rozbudowana bez sensu, a niektórzy członkowie są tam bez znaczenia politycznego.
  • Janusz Kowalski i Łukasz Mejza opuścili PiS, a Mejza ma poważne problemy prawne i finansowe.
  • Prokuratura planuje postawić zarzuty Szymonowi Hołowni, co może prowadzić do kryzysu w jego koalicji.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz