Podcast
"Stan Wyjątkowy". Kaczyński chce wyrzucić Morawieckiego. Znamy kulisy ich ostatniego spotkania
19 lipca 2026
Pamiętamy wszystkie odejścia z PiS. Historycznie rzecz biorąc, były cztery klasyczne rozłamy. Odejście Marka Jurka i grupy radykalnych konserwatystów wiosną 2007 r., gdy za rządów PiS Kaczyński zablokował zaostrzenie przepisów aborcyjnych. Odejście Ludwika Dorna, Kazimierza M. Ujazdowskiego i Pawła Zalewskiego na przełomie 2007 i 2008 r., po tym, gdy PiS przegrał wybory, oddając władzę Donaldowi Tuskowi. Wyrzucenie przez Kaczyńskiego twórców posmoleńskiej kampanii prezydenckiej, na czele z Joanną Kluzik-Rostkowską, w 2010 r. Po kolejnych przegranych wyborach sejmowych, w 2011 r., pozbycie się Zbigniewa Ziobry i Jacka Kurskiego. Mateusz Morawiecki ma szansę dokonać rozłamu piątego, zdecydowanie największego i najpoważniejszego.
To dlatego, że
Kaczyński zażądał likwidacji stowarzyszenia, stworzonego przez frakcję Morawieckiego. Twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz oceniają, że to dobrze zorganizowana akcja. Pod naciskiem Kaczyńskiego prezydium komitetu politycznego PiS (czyli tzw. PKP) przyjęło uchwałę, która nie daje członkom partii żadnego wyboru: albo stowarzyszenia albo PiS. Przy czym oczywiste jest, że tak naprawdę chodzi o jedyne liczące się stowarzyszenie — "Rozwój Plus" Morawieckiego. Każdy parlamentarzysta dostał do podpisania lojalkę, w której zrzeka się członkostwa we wszelkich organizacjach o zabarwieniu politycznym. Czyli — znów —
w praktyce chodzi o stowarzyszenie Morawieckiego, do którego zapisało się ok. 40 parlamentarzystów, ale także wielu terenowych radnych PiS.
Posłuchaliśmy w ostatnich dniach szeptów we frakcji Morawieckiego i powiemy tak: naprawdę wielu jego ludzi chce odejść z PiS na swoje.
Przecieki ze spotkania ostatniej szansy Kaczyńskiego z Morawieckim
Zacznijmy od najnowszych informacji. Otóż mamy przecieki ze spotkania ostatniej szansy między Jarosławem Kaczyńskim a Mateuszem Morawieckim, które odbyło się w piątek.
Według naszych informacji Kaczyński był bardzo negatywnie nastawiony do stowarzyszenia "Rozwój Plus", ale także uprzedzony do samego Morawieckiego. Miał przygotowane streszczenia
ostatnich wywiadów, w których Morawiecki krytykował linię polityczną PiS, broniąc dorobku swych rządów, od których dziś PiS się odcina. Kaczyński rozliczał Morawieckiego z tych słów.
To jest kluczowe — osobista niechęć Kaczyńskiego pokazuje, że nie traktuje on już Morawieckiego jako jednego ze swych ludzi, tylko jako wroga, który mu osobiście zagraża, bo chce go osłabić, a tak naprawdę wysłać na polityczną emeryturę.
Anita Walczewska / East News
Grzegorz Braun
Panowie
rozmawiali 2,5 godziny — i nie doszli do porozumienia. Kaczyński nadal żądał likwidacji stowarzyszenia, bo chce, żeby Morawiecki mu się podporządkował. Morawiecki przekonywał, że jest lojalny i chce zostać w PiS, ale nie zgadza się na likwidację stowarzyszenia, przekonując, że partia musi mieć różne oferty dla prawicowych wyborców — przy okazji znów skrytykował drastyczną zmianę linii politycznej PiS w kierunku Korony Brauna oraz Konfederacji Mentzena i Bosaka.
Jacek Dominski/REPORTER/EastNews / East News
Sławomir Mentzen (L) i Krzysztof Bosak
Kaczyński użył jeszcze jednego argumentu, tego samego, który wykorzystał podczas prezydium komitetu politycznego PiS. Otóż, żeby zamknąć usta nielicznym członkom PKP związanym z Morawieckim,
prezes zaprezentował opinie, wedle których działalność stowarzyszenia "Rozwój Plus" może doprowadzić do odebrania PiS subwencji z budżetu państwa.Subwencja PiS już i tak jest przycięta przez Państwową Komisję Wyborczą — z ok. 25 mln zł do ok. 15 mln zł rocznie — za to, że w kampanii przed wyborami parlamentarnymi w 2023 r. PiS korzystało niezgodnie z prawem ze wsparcia instytucji publicznych, które kontrolował rząd Morawieckiego.
Czy dalsze cięcia są możliwe? Państwowa Komisja Wyborcza — kontrolująca partyjne finanse — musiałaby uznać, że finansowane z zewnątrz stowarzyszenia to przykrywka dla pompowania pieniędzy do PiS.
To jest mało prawdopodobne. Przy wielu partiach działają stowarzyszenia i żadna nigdy nie została za to przez PKW ukarana.
Z drugiej — sam Kaczyński chciał kiedyś stworzyć przy PiS stowarzyszenie Biało-Czerwoni i zachęcał do wpłacania na nie pieniędzy. W maju 2024 r. rozesłał w tej sprawie list do członków partii. Podkreślał w nim wprost, że jest to inicjatywa, która ma na celu m.in. zbieranie funduszy. Do listu dołożył nawet blankiet do wpłat na konto stowarzyszenia.
Inna rzecz, że tegoroczne sprawozdanie finansowe PiS wcale nie musi trafić do obecnej PKW, w której dominują przedstawiciele obozu władzy. Skarbnik PiS złoży sprawozdanie za 2026 r. do końca marca przyszłego roku, potem komisarze mają pół roku na decyzję — czyli jesteśmy w październiku 2027 r.
Nawet jeśli PKW odrzuciłaby sprawozdanie, to jest jeszcze ścieżka odwoławcza. Jednocześnie mniej więcej w tym czasie odbędą się wybory, po których nowy Sejm zmieni skład PKW.Morawiecki był przygotowany na zarzuty, że przez niego PiS straci pieniądze, a zatem, że jest szkodnikiem, który naraża dobro partii. I przedstawił Kaczyńskiemu swoje opinie, wedle których PiS nie grozi dalsza utrata subwencji.
Panowie rozstali się w chłodnej atmosferze, ale zostawiając sobie furtkę do kompromisu. Otóż w najbliższych dniach mają się spotkać jeszcze raz. Kiedy? Zapewne w ciągu tygodnia. To może oznaczać, że środowe ultimatum zostanie nieco przedłużone. "Mnie osobiście to nawet trochę martwi, bo jestem zwolennikiem rozejścia się" — mówi nam jeden z bliskich Morawieckiemu ludzi.
Rozłam Morawieckiego może być wyjątkowy. Żaden z wcześniejszych buntowników nie miał takiej rozpoznawalności, determinacji i pieniędzy
Spis dawnych rozłamowców, którzy odchodzili z PiS na przestrzeni ostatnich dwóch dekad, pokazuje dwie rzeczy.
Paweł Kowal, Joanna Kluzik-Rostkowska, Elżbieta Jakubiak w 2011 r.
Po pierwsze, Kaczyński bez sentymentu pozbywa się nawet swych wieloletnich towarzyszy (Dorn czy Kluzik-Rostkowska), a wobec wiceprezesów PiS — a Morawiecki wciąż jest wiceprezesem partii — nie ma żadnych sentymentów (wylecieli Ziobro, Ujazdowski, Zalewski, Jurek i Dorn).
Konferencja prasowa Ludwika Dorna i Jarosława Kaczyńskiego w 2007 r.
Po wtóre — trudno jest dawnym pisowcom zbudować cokolwiek poza PiS. Wielu z nich dalej jest w polityce, tyle że w KO (Kluzik-Rostkowska czy Paweł Kowal), PSL (Ujazdowski oraz Jan Filip Libicki) lub w okolicach Polski 2050 (Zalewski). Część — synowie marnotrawni — wróciła do PiS.
fot. Marek M Berezowski/REPORTER / East News
Paweł Zalewski (w żółtym swetrze) i obok niego Szymon Hołownia
Zbigniew Ziobro (P) i Jacek Kurski
Ale rozłam Morawieckiego może być wyjątkowy — z wielu powodów. Żaden z wcześniejszych buntowników nie miał takiej politycznej rozpoznawalności jak on.
Żaden nie miał za sobą tak znaczącej frakcji w partii. Żaden nie miał tylu pieniędzy. I żaden nie miał takiej determinacji. W dodatku Kaczyński postawił byłemu premierowi ultimatum — PiS albo drzwi — akurat w momencie, gdy sam jest słaby, jak nigdy wcześniej.
Morawiecki próbuje zrobić z Kaczyńskiego idiotę
Powiedzmy to wprost: Morawiecki próbuje zrobić z Kaczyńskiego idiotę.
Po tym, gdy prezes go odtrącił — odmawiając wystawienia w wyborach prezydenckich w 2025 r., a następnie pozbawiając szans na premierostwo poprzez nominację dla Przemysława Czarnka — Morawiecki stworzył bardzo precyzyjny biznesplan, który konsekwentnie realizuje.
Mateusz Morawiecki i Przemysław Czarnek
U jego założeń leży trafna diagnoza. Po pierwsze, Kaczyński nic mu już nie da — a zatem sam musi sobie wszystko wziąć, zdobyć lub wyszarpać.
Po drugie, Kaczyński kieruje PiS na prawo, walcząc z Braunem i Konfederacją — a zatem na centroprawicy robi się trochę miejsca. Po trzecie, w ramach umizgów wobec elektoratu radykalnego, Kaczyński odcina się od polityki rządu Morawieckiego w sprawie pandemii, pomocy Ukrainie i relacji z UE — więc Morawiecki musi bronić swego dorobku, inaczej stanie się kozłem ofiarnym polityki Kaczyńskiego i straci swą pozycję polityczną.
Już w ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej odtrącony
Morawiecki prowadził własny objazd Polski. Niby chwalił Nawrockiego, ale mówił głównie o sobie i swych rządach. Po prawdzie, liczył, że Nawrocki przegra wybory — co zmiotłoby Kaczyńskiego i rozwaliło PiS. Wówczas — liczył Morawiecki — byłby jedynym gotowym do przejęcia władzy na prawicy, poprzez rozłam lub przejęcie PiS. Tyle że Nawrocki wygrał.
Karol Nawrocki (P) i Mateusz Morawiecki
W tej sytuacji Morawiecki postawił na plan B — stopniowe przygotowania do budowy własnej partii, której zalążkiem miało być powołane do życia w kwietniu tego roku stowarzyszenie "Rozwój Plus".
Pierwsze podejście do wyrzucenia Morawieckiego. "Pewnego rodzaju pasożytnictwo"
Kaczyński od początku nie chciał słyszeć o stowarzyszeniu Morawieckiego. Gdy wiosną były premier dopinał formalności związane z rejestracją "Rozwoju Plus", prezes PiS podczas rozmów z najbliższymi współpracownikami mówił o inicjatywie z wyraźną irytacją. Dlatego w PiS rozpoczęła się gorączkowa akcja zatrzymania projektu, zanim zdąży się rozrosnąć.
Nie było w tym zaskoczenia. Morawiecki już wcześniej konsekwentnie pokazywał, że zamierza prowadzić własną polityczną grę obok PiS.
Zorganizował własne spotkanie wigilijne, niezależne od partyjnej wigilii PiS. Dzień przed prezentacją Przemysława Czarnka jako kandydata na premiera przedstawił własny program. Zignorował posiedzenie władz PiS poświęcone wewnętrznym sporom.
Wbrew stanowisku Jarosława Kaczyńskiego wziął udział w otwartej debacie z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem.Mateusz Morawiecki i Władysław Kosiniak-Kamysz
Organizował też własne wydarzenia polityczne, nawet gdy kolidowały z najważniejszymi inicjatywami partii — jak wtedy, gdy wybrał wizytę w Słupsku zamiast udziału w konwencji programowej PiS poświęconej bezpieczeństwu, odbywającej się w Stalowej Woli.
Skoro rozmowa nic nie dała, to Kaczyński sięgnął po siłę swej władzy — przyszedł na obrady PKP z gotową uchwałą, która piętnowała stowarzyszenie Morawieckiego i groziła sankcjami jego członkom: "zakazane jest (bez zgody władz partii) członkostwo w organizacji, której cele są sprzeczne z celami, zasadami ideowymi, programem lub interesem PiS albo czynne wspieranie takiej organizacji"
Do tego postanowił publicznie Morawieckiego upokorzyć, a jego ludzi wystraszyć. Zwołał konferencję prasową, podczas której mówił głównie o Morawieckim. Nie przebierał w słowach.
"Chodzi tylko o to, żeby to nie prowadziło do sytuacji, w której będziemy mieli do czynienia z pewnego rodzaju pasożytnictwem. To znaczy przy pomocy instytucji i możliwości naszej partii będzie się tworzyło partię nową, która nie jest w tej chwili w żadnym razie potrzebna na polskiej scenie politycznej. Potrzebna jest jedność PiS. Mam wielką nadzieję na to, że ci, którzy podjęli te działania, zrozumieją, że działają na szkodę nie tylko PiS, ale na szkodę Polski. Natomiast, jeżeli ktoś podejmuje działania organizacyjne tego typu, to niestety trzeba zakładać, że przynajmniej bierze to pod uwagę, a jeżeli bierze to pod uwagę, to znaczy, że szkodził. Jeżeli działalność ta będzie szła w tym kierunku, na co wskazują obecne wypowiedzi i fakty, to będę wyciągał wnioski o charakterze dyscyplinarnym. Trzeba wybrać. I jasno mówię — że dla ludzi, którzy by się w to angażowali miejsc na naszych listach nie będzie".
Kolacyjka u Bielana. Kaczyński robi krok w tył
I wtedy nagle doszło do zwrotu.
Europoseł PiS Adam Bielan zorganizował wielogodzinną kolację Kaczyńskiego z Morawieckim, podczas której doszło do kompromisu. Kaczyński zrobił krok w tył — zgodził się na rejestrację stowarzyszenia. Ale Morawiecki też poszedł na kompromis — zapewnił, że nie będzie rekrutował nowych członków wewnątrz PiS.
Symbolicznym potwierdzeniem rozejmu był internetowy wpis Bielana. Polityk kojarzony z ekipą Morawieckiego opublikował wspólne zdjęcie prezesa PiS i byłego premiera, starając się pokazać, że konflikt został wygaszony. "Są pomysły, jest porozumienie i wspólny kierunek. A że czasem iskrzy? Kto się lubi, ten się czubi" — napisał trywialnie, ale w Polskę poszedł komunikat, że Morawiecki obronił swój projekt.
Na tym jednak historia się nie skończyła. Bo Morawiecki na tej bielanowej kolacyjce okłamał Kaczyńskiego. Zapewniał prezesa, że "Rozwój Plus" nie stanie się narzędziem budowy jego frakcji. Tymczasem przez ostatnie tygodnie z kolejnych regionów napływały na Nowogrodzką informacje o tym, że ludzie Morawieckiego bawią się w rekruterów, łowiąc terenowych radnych PiS. Najbardziej aktywne działania miały być prowadzone na Dolnym Śląsku, gdzie duże wpływy ma człowiek Morawieckiego, europoseł Michał Dworczyk, oraz w Świętokrzyskiem, gdzie za pozyskiwanie samorządowców odpowiada poseł Michał Cieślak, także członek stowarzyszenia.
Na Nowogrodzką docierały również sygnały, że Morawiecki wykorzystuje pozycję przewodniczącego Europejskich Konserwatystów i Reformatorów do zdobywania pieniędzy na swą działalność polityczną.
EKR to prawicowa międzynarodówka, do której należy PiS i kilka innych partii europejskich. Morawiecki został szefem EKR z nadania PiS w styczniu 2025 r.Nawet jeśli część zarzutów prezesa jest przesadzona, to trudno nie zauważyć, że działania Morawieckiego przypominają tworzenie własnej partii. A wprost zagraża pozycji Kaczyńskiego. Dlatego Kaczyński wrócił do projektu: "egzekucja".
Kongres na 1000 osób, z kilkoma scenami paneli i wyszynkiem — wszystko wokół pana Mateusza
To, że Jarosław Kaczyński ponownie wraca do pomysłu usunięcia Mateusza Morawieckiego z PiS, to nie jest wybuch politycznych emocji. Jeśli podobne ultimatum padło już w kwietniu, a dziś prezes je ponawia, oznacza to, że przez ostatnie miesiące nie porzucił tego planu, lecz próbował lepiej przygotować się do jego realizacji. Wiosną ustąpił, bo uznał, że otwarte starcie mogłoby kosztować partię zbyt wiele. Teraz doszedł do wniosku, że bilans zysków i strat wygląda inaczej.
To dlatego, że Morawiecki zrobił krok dalej — na 31 lipca zapowiedział "politycznego grilla".Tak naprawdę to kongres na 1000 osób, z kilkoma scenami paneli, rejestracją uczestników i wyszynkiem — wszystko wokół pana Mateusza. To żaden grill, nawet jeśli bufet będzie serwował kiełbasę wyborczą. To nieformalny zjazd założycielski partii Morawieckiego — a zatem logiczne jest, że Kaczyński musiał ostro zareagować.
Kluczową niewiadomą pozostaje skala ewentualnego exodusu z PiS. Do stowarzyszenia "Rozwój Plus" przystąpiło blisko czterdziestu posłów, senatorów i europosłów. Na papierze to liczba, która dawałaby Morawieckiemu możliwość stworzenia własnego klubu parlamentarnego. Tyle że w ciągu ostatnich miesięcy Kaczyński miał czas, by sprawdzić, kto rzeczywiście jest gotów zaryzykować odejście z partii, a kto jedynie chciał utrzymywać dobre relacje z byłym premierem. Lista założycieli stowarzyszenia, która początkowo miała pokazywać siłę Morawieckiego, mogła jednocześnie stać się dla kierownictwa PiS szczegółową mapą jego wpływów i wskazówką, na których politykach należy skoncentrować wysiłki, by zatrzymać ich w partii.
Swoją drogą,
lista kluczowych graczy właśnie została zaktualizowana, bo stronnicy Morawieckiego napisali list do prezesa. "Podziały nas osłabiają, a jedność — nawet przy różnicy zdań co do dróg — pozostaje warunkiem trwałego zwycięstwa i odpowiedzialności za państwo. Dlatego pragniemy jasno zadeklarować: naszym celem jest jedność Prawa i Sprawiedliwości. Uważamy, że to ona pozwoli odsunąć od władzy antypolski rząd Donalda Tuska i przywrócić Rzeczypospolitej właściwy kierunek. Jednocześnie mamy świadomość, że sama jedność nie wystarczy — równie ważne jest ponowne dotarcie do tych grup, które w ostatnich latach od nas odeszły, i odzyskanie ich zaufania. Chcemy, by obie te myśli — jedność prawicy i otwartość na tych, których zabrakło dziś przy naszym stole — przyświecały naszemu zaangażowaniu i stały się wspólnym mianownikiem wszystkich, którym leży na sercu dobro Polski". I podpisy 45 parlamentarzystów.
Za kilka-kilkanaście dni PiS w obecnym kształcie może przestać istnieć
Ani Kaczyński ani Morawiecki nie mogą się cofnąć. Ten, który ustąpi, straci twarz.
Kaczyński pozwolił sobie na jeden odwrót już w kwietniu. Wtedy próbował doprowadzić do likwidacji stowarzyszenia, ale ostatecznie zaakceptował jego funkcjonowanie i
ogłosił kompromis, przedstawiając Rozwój Plus jako jedno z "dwóch płuc" PiS, obok radykałów Przemysława Czarnka, czyli tzw. maślarzy.Po raz drugi wycofać się z otwartej konfrontacji prezes nie może. To byłby dowód słabości, publiczne pokazanie, że nie jest już w stanie narzucić swojej woli wewnątrz PiS. A właśnie przekonanie o niekwestionowanej pozycji Kaczyńskiego przez lata było jednym z fundamentów dyscypliny w partii.
Równie ograniczone pole manewru ma dziś Morawiecki. Wiosną mógł jeszcze przedstawiać spór jako nieporozumienie dotyczące formuły działania stowarzyszenia. Dziś konflikt został nazwany wprost. Skoro prezes publicznie podważa lojalność byłego premiera i sugeruje, że jego projekt szkodzi partii, powrót do poprzednich relacji staje się coraz mniej realny. Jeśli Kaczyński zdecydował się postawić sprawę na ostrzu noża, to dlatego, że uznał, iż czas kompromisów dobiegł końca. Jeśli Morawiecki odpowie tym samym, obaj wejdą w konflikt, z którego żaden nie będzie mógł wycofać się bez politycznych strat.
A to znaczy, że za kilka-kilkanaście dni PiS w obecnym kształcie może przestać istnieć.
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
- Jarosław Kaczyński grozi Mateuszowi Morawieckiemu wyrzuceniem z PiS, żądając likwidacji stowarzyszenia "Rozwój Plus".
- W spotkaniu Kaczyński wyraził swoją osobistą niechęć do Morawieckiego, który krytycznie ocenił obecny kurs polityczny PiS.
- Ultimatum Kaczyńskiego może prowadzić do największego rozłamu w PiS od lat, gdyż około 40 parlamentarzystów jest związanych ze stowarzyszeniem Morawieckiego.
- Morawiecki planuje zorganizować duży kongres, co może być krokiem w kierunku stworzenia własnej partii.
- Obaj politycy są w trudnej sytuacji, ponieważ ustępstwo może kosztować ich reputację i pozycję polityczną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz