"Stan Wyjątkowy". Milionowy lekarz topi Platformę. Kierwiński uderza w Trzaskowskiego. Niejasna przeszłość sygnalisty w sprawie Szpitala Południowego, 21.06.2026



 Podcast

"Stan Wyjątkowy". Milionowy lekarz topi Platformę. Kierwiński uderza w Trzaskowskiego. Niejasna przeszłość sygnalisty w sprawie Szpitala Południowego

21 czerwca 2026

Twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek zachodzą w głowę — kto w Koalicji Obywatelskiej oszalał na tyle, że pozwolił młodemu lekarzowi i radnemu KO Dawidowi Kacprzykowi robić karierę w stołecznych lecznicach?

Jest wiele sygnałów wskazujących na to, że liderzy KO — choćby Marcin Kierwiński i Radosław Sikorski — bardzo świadomie utrącili Kacprzyka, blokując mu w 2023 r. start do Sejmu, a pół roku później do Rady Warszawy. Coś musiało być nie tak, bo wcześniej Kacprzyk był lojalnym narzędziem Kierwińskiego, który jego rękami przejął kontrolę nad partyjną młodzieżówką. Za lojalność został nagrodzony miejscem na listach KO w wyborach sejmowych w 2019 r.
Marcin Kierwiński, Rafał Trzaskowski
Marcin Obara / PAP
Marcin Kierwiński, Rafał Trzaskowski
A zatem — z dużej polityki trzy lata temu go wycięli. Jednocześnie nie usuwali z partii i pozwalali kandydować do rady dzielnicowej, choć z pośledniego miejsca. Ale kluczowe jest to, że liderzy Platformy przymykali oko na to, że Kacprzyk został koordynatorem SOR w sztandarowej lecznicy Rafała Trzaskowskiego — Szpitalu Południowym. I to mimo że nie miał odpowiedniego wykształcenia — jest młodym, 28-letnim lekarzem bez specjalizacji.

Młody lekarz przyjeżdżał na partyjne spotkania nowym porsche

Młody medyk ze Szpitala Południowego i trzech innych państwowych placówek medycznych wydoił w ciągu roku 1,6 mln zł, dzięki czemu kupił sobie choćby nowe porsche, którym przyjeżdżał na partyjne zebrania. Już to powinno być alarmem dla partyjnych władz — ale jak widać nie było.
Samemu tylko Szpitalowi Południowemu wystawił w 2025 r. faktury za niemal 4 tys. godzin pracy — czyli statystycznie rzecz biorąc, pracował tam ponad 330 godzin w miesiącu i 11 godzin dziennie, bez ani jednego dnia przerwy w ciągu całego roku.
A jeszcze do tego setki godzin rocznie w Szpitalu św. Anny, Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim oraz w Przychodni Rejonowo-Specjalistycznej Warszawa-Ochota.
Do tego był radnym, działał w partii, współpracował jako konsultant z telewizjami i był aktywny w mediach społecznościowych. Jednym słowem — był nadczłowiekiem albo fałszował statystyki pracy. Twórcy "Stanu Wyjątkowego" nie mają powodów podejrzewać, że Kacprzyk to superman. Pozostaje więc fałszerstwo.
Dla jasności: wszystkie placówki, w których pracował doktor Antyjudym, podlegają albo władzom Warszawy, albo Mazowsza, czyli w praktyce — jego kolegom z Koalicji Obywatelskiej.
Ale to tylko część tej afery. Bo politycznie większym kłopotem są zarzuty serwisu Zero.pl, który twierdzi, że posiada część dokumentacji medycznej ze Szpitala Południowego. Ma z niej wynikać, że politycy Koalicji Obywatelskiej wraz z rodzinami byli traktowani tam w uprzywilejowany sposób — mogli liczyć na szybkie przyjęcie i ekspresowe badania, a oczekiwali w specjalnym saloniku.
Portal pokazał zdjęcia pokoju — nazwał go salonikiem VIP — w którym poza kolejnością mieli być przyjmowani politycy i członkowie ich rodzin. To by wskazywało na to, że niektórzy — a może całkiem wielu — polityków KO wiedziało, że Kacprzyk przyjmuje swoich partyjnych druhów z rodzinami poza kolejką, goszcząc w odrębnym pomieszczeniu i racząc ekspresowymi pakietami badań niedostępnymi dla normalnych pacjentów.
Portal nie ujawnił nazwisk, ale w mediach społecznościowych są dawne podziękowania dla Kacprzyka ze strony m.in. senatora KO Krzysztofa Kwiatkowskiego. Senator zapewnia w rozmowie ze „Stanem Wyjątkowym”, że do Szpitala Południowego trafił, gdy nagle źle się poczuł. „Nie mieszkam w hotelu poselskim, tylko wynajmuję mieszkanie w Warszawie. To była dla mnie jedna z najbliższych placówek. Czekałem na korytarzu wśród innych pacjentów, a nie w saloniku VIP. Nie znałem wcześniej Kasprzyka. To on mnie rozpoznał i mi się przedstawił” - twierdzi Kwiatkowski. Do skandalu odniosła się także mieszkająca w Ursusie — gdzie radnym jest Kacprzyk — marszałkini Senatu Małgorzata Kidawa-Błońska. "Nigdy nie leczyłam się w Szpitalu Południowym. Mój mąż trafił tam ze względu na poważny stan zdrowia. Nigdy nie byliśmy w żadnym saloniku VIP. Do wczoraj nie wiedziałam, że taki istnieje."
Reszta milczy.
Małgorzata Kidawa-Błońska, Krzysztof Kwiatkowski
Paweł Supernak / PAP
Małgorzata Kidawa-Błońska, Krzysztof Kwiatkowski

Zero atakuje Trzaskowskiego. Powołuje się na sygnalistę, który ma kontrowersyjną przeszłość

Zero atakuje wprost Trzaskowskiego. Twierdzi, że sygnalista przekazał mu informacje o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym już rok temu.
Owym sygnalistą był ordynator chirurgii, który najpierw — w czerwcu 2025 r. — poinformował o swoich zastrzeżeniach do pracy Dawida Kacprzyka ówczesną dyrektorkę szpitala Annę Łukasik oraz jednego z członków rady nadzorczej. Z kolei później wysłał wiadomość na telefon Trzaskowskiego. "Wykonuje procedury, do których nie ma uprawnień, często bez nadzoru osób z odpowiednią specjalizacją. Wznieca konflikty, insynuuje, prowokuje pacjentów do składania skarg, za które sam w istocie odpowiada" — pisał o Kacprzyku.
"Codziennie dostaję setki wiadomości. Z przeróżnych źródeł. Nie z każdą wiadomością jestem w stanie się zapoznać. A prywatna wiadomość nie jest kanałem zgłaszania nieprawidłowości w miejskiej instytucji. Jeżeli ktoś ma wiedzę o możliwym naruszeniu prawa albo poważnych nieprawidłowościach, powinien skorzystać z formalnych ścieżek" — napisał Trzaskowski już po ujawnieniu afery.
Ordynator twierdzi, że tak zrobił i 19 lipca 2025 r. wysłał w tej sprawie oficjalne pismo do Rafała Trzaskowskiego. Podkreśla, że dwa miesiące później został zwolniony z placówki medycznej — co ma być sugestią, że został zwolniony za próbę ujawnienia afery.
Marzena Gawkowska, zastępczyni rzeczniczki prasowej warszawskiego urzędu, przekonuje jednak, że żadne pismo do prezydenta stolicy nie zostało przez ordynatora wysłane. "Taki dokument ani do Urzędu m.st. Warszawy, ani do prezydenta nie wpłynął. To nieprawdziwa informacja, wprowadzająca w błąd odbiorców" — twierdzi urzędniczka.
Bronić Trzaskowskiego nie mamy zamiaru, ale nasze wątpliwości budzi ów informator Zera. Dobrze go znamy — to gość zamieszany w ujawnioną przez Onet aferę handlu dyplomami dla polskich piłkarzy na czele z Robertem Lewandowskim.
Ale po kolei. Okazuje się, że sygnalistą i głównym informatorem Zera jest doktor Emil Jędrzejewski. To kontrowersyjna postać. Lekarz ten ma spór prawny ze Szpitalem Południowym — domaga się ponad pół miliona. Szpital nie chce płacić, bo zarzuca mu m.in., że wpisywał się na fikcyjne dyżury, a także że dopisywał się do zabiegów wykonywanych przez innych lekarzy. Jędrzejewski jest pułkownikiem Wojska Polskiego, jednak na początku 2025 r. został zwolniony z armii. To dlatego, że przestał się pojawiać w Centralnej Wojskowej Komisji Lekarskiej, dokąd miał armijny przydział.
Emil Jędrzejewski
TOMASZ URBANEK / East News
Emil Jędrzejewski
Szpital twierdzi, że rozstał się z Jędrzejewskim nie dlatego, że ujawniał patologie, tylko dlatego, że zalegał ze sprawozdaniami dla NFZ i skarżyli się na niego pacjenci. Faktem jest, że toczył wojnę z Kacprzykiem — wyzywał go, miało też dojść do "naruszenia jego nietykalności cielesnej".

Magisterka dla Lewandowskiego, matura dla Milika, teologia dla Góralskiego

My poznaliśmy kontrowersyjnego doktora 5 lat temu, gdy opisywaliśmy handel dyplomami dla polskich piłkarzy.
Główny podejrzany Zbigniew D. — kanclerz prywatnej Uczelni Nauk Społecznych w Łodzi — został przyłapany na gorącym uczynku i przyznał się do winy. W jego telefonie śledczy odnaleźli korespondencję ze znanymi piłkarzami i członkami ich rodzin. Są tam też zdjęcia podejrzanych dyplomów, wystawionych na nazwiska czołowych polskich piłkarzy. Z materiałów zabezpieczonych przez śledczych wynika, że D. miał przygotowane świadectwo maturalne dla napastnika reprezentacji narodowej Arkadiusza Milika oraz licencjat dla pomocnika reprezentacji Jacka Góralskiego, który w dniu meczu polskiej kadry miał bronić dyplom z teologii adwentystycznej.
Ale kluczowy był dyplom magisterski dla Roberta Lewandowskiego — ze znajdujących się w aktach śledztwa rozmów Zbigniewa D. z Anną Lewandowską wynika, że taki dokument był przygotowywany. Z informacji śledczych wynika też, że wcześniej naukowiec dostał przez pośrednika zdjęcie piłkarza potrzebne do wystawienia dyplomu. Początkowo nawet okazało się, że fotografia była w niewłaściwym formacie, dlatego Zbigniew D. poprosił o inne.
Anna i Robert Lewandowscy
Boyer David/ABACA / PAP
Anna i Robert Lewandowscy
Osobą, która dostarczała Zbigniewowi D. zdjęcia piłkarza, jest właśnie Emil Jędrzejewski. To znajomy Lewandowskich.
Skontaktowaliśmy się z nim wówczas. "D. podejrzany? O, kurczę! Znam go bardzo dobrze, jego brat jest moim ojcem chrzestnym. Ale że w sprawie się Robert Lewandowski pojawia? To niemożliwe" — mówił. I zapewniał, że dyplom nie był podrabiany, że Lewandowski normalnie skończył studia. — Ja sam przecież pomagałem dokumenty dostarczać na uczelnię!
Przejrzeliśmy korespondencję, jaką Zbigniew D. miał prowadzić z dr. Jędrzejewskim. W październiku 2017 r. Zbigniew D. prosił o zmianę aplikacji do komunikowania się, by tam "porozmawiać o naszym podopiecznym".
W listopadzie 2017 r. Zbigniew D. prosi Jędrzejewskiego o przekazanie dokumentów dla "RL9", ich wydrukowanie i podpisanie. Mija kolejne pół roku. Doktor D. ponownie pisze do Jędrzejewskiego: "RL9 ukończył studia ze świetnym wynikiem!".
W tej sytuacji zapytaliśmy jeszcze raz Emila Jędrzejewskiego o studia Lewandowskiego i jego pomoc w przekazywaniu materiałów:
"Jest pan w stu procentach przekonany, że Robert Lewandowski skończył uczelnię w Łodzi?"
"No, głowy sobie uciąć nie dam, ale wydaje mi się, że tak."
"To w czym pan pośredniczył?"
"A ja nie pamiętam, czy dokumenty przywiozłem, czy jakieś zdjęcia… Ja albo Ania [Lewandowska]. To już kilka lat temu było. Poza tym ja nie jestem osobą upoważnioną, żeby o czymkolwiek informować. Ja jestem chirurgiem i kładę prawą rękę, że w sprawie Roberta było wszystko lege artis."
"Wyborcza" podejrzewa zresztą, że do Zera doktor Emil trafił po linii partyjno-bokserskiej. Serwis Zero.pl to portal Kanału Zero, który otwarcie wspiera Karola Nawrockiego. Tak się składa, że Jędrzejewski trenuje boks. Od 2021 r. do początku 2025 r. był prezesem spółki Polsat Boxing Promotion (nadal jest w niej wspólnikiem), która współpracowała z galą Rocky Boxing Night. Nawrocki w tym czasie jako dyrektor Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku przez dwa sezony sponsorował tę galę, podczas imprezy wręczał nagrody i medale. Jędrzejewski zarzeka się "Wyborczej": — Nigdy w życiu nie poznałem osobiście prezydenta Karola Nawrockiego. Nie znam też żadnej osoby z jego najbliższego otoczenia.

Kierwiński i Trzaskowski próbują nawzajem zwalać na siebie winę za tę aferę

Zachowując dystans do doktora pułkownika boksera, specjalisty od przekazywania zdjęć do dyplomów, trzeba jednak przyznać, że Kacprzyk nie jest postacią kryształową.
W najlepszym dla KO razie Kacprzyk brał nienależne miliony, z których część zwrócił. A w najgorszym — zamienił SOR Szpitala Południowego w polityczną salonkę dla swych partyjnych kolegów i każde nazwisko VIP-a będzie partię politycznie kosztować.
Kierwiński i Trzaskowski próbują nawzajem zwalać na siebie winę za tę aferę. Każdy z nich twierdzi, że nie wiedział, iż młody zarabia miliony, a w dodatku fałszuje statystyki pracy. Kierwiński był wściekły po pierwszych doniesieniach, w których lekarz został przedstawiony jako jego człowiek. To nie tak, że się nie znają — bo oczywiście się znają, bo Kierwiński zna w Warszawie wszystkich ludzi Platformy wartych poznania.
Rzeczywiście współpracowali — i to blisko. Tyle że to było kilka lat temu. Kiedy w 2020 r. władzę w KO przejął od Grzegorza Schetyny Borys Budka, chciał także mieć kontrolę nad partyjną młodzieżówką — Młodymi Demokratami. Ówczesna szefowa stowarzyszenia Milena Kowalska była kojarzona ze Schetyną.
Borys Budka, Grzegorz Schetyna
Paweł Supernak / PAP
Borys Budka, Grzegorz Schetyna
Do ostatecznej rozgrywki doszło już, gdy w 2022 r. do Polski wrócił Donald Tusk. W wojnę o młodzieżówkę zaangażowali się Radosław Sikorski i właśnie Marcin Kierwiński. Obecny szef MSZ stanął po stronie Kowalskiej, a Kierwiński wspierał Kacprzyka, który wojował z kierownictwem Młodych Demokratów i ostatecznie doszło tam do rozłamu. Tak powstała nowa młodzieżówka Platformy — Nowa Generacja, której Kacprzyk szefował do wiosny tego roku.
Radosław Sikorski, Marcin Kierwiński
Paweł Supernak / PAP
Radosław Sikorski, Marcin Kierwiński
W ostatnich latach Kierwiński był hamulcowym tej kariery. Powtórzmy: zablokował start Kacprzyka do Sejmu w 2023 r. Dlatego wpadł w furię, gdy po wybuchu afery zaczął czytać w mediach, że to jego człowiek doił miliony w szpitalu, a na SOR zrobił salonik VIP.
Kierwiński uznał, że to robota ludzi Trzaskowskiego, którzy — jego zdaniem — inspirowali takie publikacje po to, by zdjąć odpowiedzialność ze swego patrona. Wszak Szpital Południowy to oczko w głowie Trzaskowskiego. Lecznica została wybudowana za jego kadencji, a gdy PiS w pandemii próbował ją przejąć, Trzaskowski poszedł z tym do sądu — i wygrał. Szpitalem kierowała wspomniana Anna Łukasik, która była wiceministrem zdrowia w pierwszych rządach PO-PSL (przez kilka miesięcy w 2015 r.). A przez radę nadzorczą przewinęło się w ostatnich latach aż troje zastępców Trzaskowskiego — ostatnio zasiadała tam wiceprezydentka Aldona Machnowska-Góra.
Rafał Trzaskowski, Aldona Machnowska-Góra
Piotr Nowak / PAP
Rafał Trzaskowski, Aldona Machnowska-Góra
Wszystkich ich — zarząd i radę nadzorczą — Trzaskowski odwołał. Inna rzecz, że początkowo nie spieszył się z decyzjami, czym irytował Kierwińskiego.
Warszawskie przepychanki Kierwińskiego i Trzaskowskiego to rzecz jasna próba wybielenia się w oczach kierownika. Twórcy "Stanu Wyjątkowego" widzą wyraźnie, na kogo w tym festiwalu wzajemnych oskarżeń stawia Tusk.
Rafał Trzaskowski i Donald Tusk
Radek Pietruszka / PAP
Rafał Trzaskowski i Donald Tusk
Premier już zapowiedział, że nie odwoła Kierwińskiego ze stanowiska szefa MSWiA. No i to Kierwiński wymusił na Kacprzyku totalną kapitulację — rezygnację z mandatu radnego, oddanie legitymacji KO i zwrot szpitalowi pół miliona z pieniędzy, które stamtąd zainkasował. Zajmuje się nim prokuratura.
Marcin Kierwiński i Donald Tusk
Piotr Nowak / PAP
Marcin Kierwiński i Donald Tusk
W efekcie skandalu rząd przyjął projekt ustawy umożliwiającej zbieranie informacji o zarobkach lekarzy w powiązaniu z numerem PESEL. Ta zmiana ma umożliwić Ministerstwu Zdrowia wychwytywanie patologii w zarobkach medyków.

Kule Kaczyńskiego i mąż Witek ponad 2,5 roku na OIOM-ie, czyli obsługa VIP za rządów PiS

Podzielony i skłócony PiS nie mógł dostać lepszego prezentu. Skandal w ochronie zdrowia, w którym pojawiają się gigantyczne pieniądze i specobsługa dla polityków, jest zrozumiały dla wszystkich wyborców. Większość Polaków ma złe doświadczenia z ochroną zdrowia — tym polityczny koszt afery może być wyższy.
Oczywiście, za swych rządów politycy PiS zachowywali się podobnie. Szpital ortopedyczny w Otwocku, w którym operowany był Jarosław Kaczyński, dostał w ciągu 5 lat dotacje z Funduszu Sprawiedliwości sięgające niemal 18,5 mln zł.
Prezes leczył też kończyny w ulubionej placówce polityków PiS i ich rodzin — w szpitalu wojskowym na ul. Szaserów w Warszawie. Kule do domu przywoził mu osobiście dyrektor szpitala gen. prof. Grzegorz Gielerak.
Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego gen. Grzegorz Gielerak przywoził kule do domu Jarosława Kaczyńskiego
Fakt
Dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego gen. Grzegorz Gielerak przywoził kule do domu Jarosława Kaczyńskiego
Z kolei mąż ówczesnej marszałek Sejmu Elżbiety Witek ponad 2,5 roku leżał na OIOM szpitala w Legnicy, choć OIOM jest miejscem na szybką, krótką pomoc. Szpitalem zarządzała w tym czasie lekarka wywodząca się z Jaworskiego Centrum Medycznego, zarządzanego przez przyjaciółkę Witek. Rodzina zmarłej pacjentki, dla której zabrakło miejsca na OIOM-ie, złożyła doniesienie do prokuratury, podkreślając, że mąż Witek na stałe zajął jedno miejsce na OIOM-ie.
Jarosław Kaczyński, Elżbieta Witek
Tomasz Gzell / PAP
Jarosław Kaczyński, Elżbieta Witek
Cóż z tego — PiS zapłacił za wszystkie swe grzechy utratą władzy. A — jak widać — Koalicja Obywatelska nie wyciągnęła z tego wniosków. Dziś zasłanianie się golenią Kaczyńskiego czy mężem Witek nie jest skuteczne.

Tusk zapowiada rozliczenia — poprzeczkę zawiesił wysoko

Tusk w swym stylu zapowiada, że jeśli doniesienia o "saloniku VIP" się potwierdzą, to będzie wyciągał wobec swych podwładnych z KO "konsekwencje polityczne". Poprzeczkę ustawił wysoko — niedawno wyrzucił z partii członka zarządu krajowego, lidera KO w Kujawsko-Pomorskiem senatora Tomasza Lenza za to, że wepchnął swego syna bez kolejki na zabieg usunięcia wrastającego paznokcia.
Tomasz Lenz
Rafał Guz / PAP
Tomasz Lenz
Tusk musi mieć déjà vu. Za jego poprzednich rządów, latem 2014 r. — także, tak jak dziś, na półtora roku przed wyborami — wybuchła afera taśmowa. Okazało się, że kelnerzy z dwóch ekskluzywnych warszawskich restauracji — "Sowa i Przyjaciele" oraz "Amber Room" — nagrywali zamknięte biesiady ministrów PO, prezesów państwowych spółek i prywatnych biznesmenów bliskich władzy. Także wówczas okazało się, że premier nie dopilnował swoich ludzi.
Publiczność wpuszczona za kulisy polityki była zszokowana knajackim językiem i wystawnością dań, spożywanych zazwyczaj za państwowe pieniądze — do dziś symbolem tej afery są ośmiorniczki, zamówione przez prezesa NBP Marka Belkę i szefa MSWiA Bartłomieja Sienkiewicza.
Donald Tusk, Bartłomiej Sienkiewicz
Jacek Turczyk / PAP
Donald Tusk, Bartłomiej Sienkiewicz

Tamta afera zatopiła Tuska — czuł, że PiS wygra wybory, więc zawczasu ewakuował się do Brukseli. Teraz nie ma odwrotu.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Młody lekarz Dawid Kacprzyk, związany z Koalicją Obywatelską, zdobył ogromne sumy pieniędzy, a jego działalność budzi wątpliwości.
  • Kacprzyk zarobił 1,6 miliona złotych w ciągu roku, pracując w kilku placówkach medycznych, co wywołuje oskarżenia o fałszowanie statystyk pracy.
  • Istnieją zarzuty o faworyzowanie polityków Koalicji Obywatelskiej w Szpitalu Południowym, gdzie mieli być przyjmowani poza kolejnością.
  • W sprawę zamieszany jest również kontrowersyjny sygnalista, który oskarża Kacprzyka o nadużycia, ale ma własną problematyczną przeszłość.
  • Konflikt i wzajemne oskarżenia między Marcinem Kierwińskim a Rafałem Trzaskowskim dotyczącego odpowiedzialności za sytuację w szpitalu nadal narastają.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz