Podcast
"Stan Wyjątkowy". Nawrocki na mordobiciu u Trumpa. Kaczyński błogosławi "maślarzy". Sędzia Kapiński irytuje PiS
14 czerwca 2026
Ćwierć wieku minęło jak jeden dzień. Dokładnie 13 czerwca 2001 r. Jarosław Kaczyński zarejestrował w sądzie swą nową partię — Prawo i Sprawiedliwość. Dziś prezes jest — patrząc czysto politycznie — w najtrudniejszej sytuacji od 25 lat.
Kaczyński latami skutecznie pilnował prawej flanki i pacyfikował wszystkie partie, które próbowały mu odebrać najbardziej radykalny elektorat. Dziś ma po prawej nie jedną, a dwie silne partie — Konfederację i Koronę Brauna. Sondaże pokazują, że obie te formacje razem mają już takie same albo nawet lepsze notowania niż PiS. Jednym słowem Kaczyński kontroluje dziś maksymalnie połowę prawicowego elektoratu — to właśnie dowód, że prezes jest najsłabszy od ćwierćwiecza. W dodatku poza presją zewnętrzną ze strony konfederatów i braunistów, musi Kaczyński zarządzać bezprecedensową wojną wewnątrz PiS. Były premier Mateusz Morawiecki wypowiedział mu posłuszeństwo, założył własne stowarzyszenie i ostentacyjnie ignoruje prezesowskie groźby. W odpowiedzi w mijającym tygodniu swe stowarzyszenie założyli zdeklarowani wrogowie Morawieckiego, tzw. maślarze — Czarnek, Jaki, Bocheński i Sasin. Twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek opowiadają o kulisach wojny wewnątrz PiS. W tym brutalnym starciu oba stowarzyszenia stanowią przyczółek dla wrogich frakcji, które liczą na to, że przejmą PiS po Kaczyńskim.
Starcie Kaczyńskiego z Morawieckim jest nieuchronne
Wbrew pozorom, to nie Morawiecki prze do wojny. On się broni. Założył stowarzyszenie, bo uznał, że Kaczyński chce go złożyć w ofierze w ramach walki o prawicowy elektorat. Kaczyński próbował zwalić na Morawieckiego odpowiedzialność za niepopularne decyzje rządu PiS podczas wojny i pandemii, które spowodowałyby odpływ prawicowego elektoratu do Konfederacji i do Brauna.
Grzegorz Braun
W tym sensie stowarzyszenie Morawieckiego "Rozwój Plus" jest elementem samoobrony przed próbą zepchnięcia na margines. Morawiecki chciał pokazać Kaczyńskiemu, że ściągnie do swej organizacji kilkudziesięciu posłów PiS, czyli udowodni, że ma własną frakcję w PiS. I tak się stało. Deklarację założycielską podpisało niemal 40 posłów z liczącego ponad 200 posłów i senatorów klubu PiS.
Niby niedużo, ale pamiętać należy, że Nowogrodzka wywierała presję na parlamentarzystów, aby nie przyłączali się do Morawieckiego. A zatem ta "czterdziestka" to najbardziej zdeterminowani, których nie da się wystraszyć.
Już po rejestracji stowarzyszenia Morawieckiego, Kaczyński groził mu nawet usunięciem z partii. Takich słów Kaczyński używał publicznie: pasożytnictwo, stwarzanie przesłanek do rozłamu, działanie na szkodę Polski. Finalnie wycofał się z tych gróźb, bo wie, że rozłam dziś mógłby zabić PiS.
Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki
Ale nawet jeśli prezes cofnął, to twórcy "Stanu Wyjątkowego" uważają, że jego starcie z Morawieckim jest nieuchronne, wszak to klasyczna walka o władze między słabnącym liderem, a czekającym na swój moment delfinem.
"Maślarze" zawiązali sojusz, żeby walczyć o władzę nad PiS po Kaczyńskim
Morawiecki ma Kaczyńskiemu za złe, że próbował zepchnąć go na boczny tor i najpierw pozbawił go nominacji prezydenckiej, a potem premierowskiej PiS.
Z tego względu Morawiecki nie chciał nawet włączać się w kampanię Przemysława Czarnka. Ostatecznie — pod presją Kaczyńskiego, żeby zmniejszyć napięcie w relacjach z "maślarzami" — Morawiecki zgodził się wystąpić z Czarnkiem na wiecu w Gorzowie. To była groteskowa impreza. Czarnek opowiadał, jaki będzie cudownym premierem, zaś Morawiecki opowiadał, jakim był cudownym premierem. Dwa równoległe, wrogie sobie światy wewnątrz PiS.
Przemysław Czarnek i Mateusz Morawiecki podczas wiecu w Gorzowie Wilekopolskim
Gorzów był w miniony poniedziałek. A już we wtorek Sasin — który walczy z Morawieckim na śmierć i życie — ogłosił powstanie stowarzyszenia "maślarzy".
Kaczyński nie mogąc spacyfikować Morawieckiego, postanowił wzmocnić jego partyjnych wrogów. Stąd jego cicha zgoda na to, aby "maślarze" powołali własne stowarzyszenie.
"Maślarze" to — przepraszamy za małostkowość — wazeliniarze. Twórcy stowarzyszenia "Po pierwsze Polska" — nawiązującego nazwą do sloganu wyborczego Karola Nawrockiego — w swej deklaracji programowej bardzo skrupulatnie nadskakują Kaczyńskiemu.
"Naszą misją jest wzmacnianie jedności naszej partii, aktywne wspieranie kampanii prof. Przemysława Czarnka oraz wypracowywanie rozwiązań programowych, które otworzą Polsce i Polakom drogę do bezpiecznej i pomyślnej przyszłości pod rządami Prawa i Sprawiedliwości. (…) Jako członkowie stowarzyszenia deklarujemy pełną lojalność wobec Prawa i Sprawiedliwości oraz naszego lidera, Prezesa Jarosława Kaczyńskiego. "Po Pierwsze Polska" nie będzie działać poza partią. Stowarzyszenie nie będzie również tworzyć własnych struktur terenowych, pozostając inicjatywą funkcjonującą wyłącznie w ramach PiS."
To tylko słowa — w praktyce "maślarze" zawiązali swój sojusz, żeby walczyć o władzę nad PiS po obchodzącym właśnie 77. urodziny Kaczyńskim. I dlatego wypowiedzieli wojnę Morawieckiemu, który ma identyczne ambicje.
Ogłaszając swe stowarzyszenie Czarnek, Bocheński, Jaki i Sasin pokazali przy tym swą siłę — do ich organizacji przystąpiło ponad 100 parlamentarzystów, czyli połowa parlamentarnego klubu PiS. To sygnał dla Morawieckiego, kto jest w tej chwili lepiej ustawiony w blokach startowych do przejęcia partii, gdyby ćwierćwieczna era Kaczyńskiego dobiegła końca.
Przemysław Czarnek, Patryk Jaki, Jacek Sasin i Tomasz Bocheński
Ale Morawiecki dalej rekrutuje i jeździ po Polsce, prowadząc własną, permanentną kampanię. My trzymamy kciuki za ten pojedynek, bo lubimy relacjonować te prawicowe wojny.
Biorąc pod uwagę sytuację wewnątrz PiS, groteskowo brzmi Kaczyński, który zaczyna przebąkiwać o wspólnej liście wyborczej z Konfederacją— w sytuacji, gdy ma własną partię skłóconą, jak nigdy dotąd. Tak, znamy ten sznyt Zjednoczonej Prawicy, który dał Kaczyńskiemu pełną władzę w 2015 i 2019 r. Ale to już się nie powtórzy. Mentzen nie ma w tym interesu, a Kaczyński nie jest w stanie rozbić Konfederacji i stworzyć listy z Bosakiem.
Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen
W ogóle — patrząc z perspektywy ćwierćwiecza — prezes ma powody do frustracji. Mentzen go atakuje i wyśmiewa, Braun krytykuje rządy PiS i uwodzi jego wyborców, Jego polityczni wychowankowie w PiS walczą o to, kto go zastąpi, zaś czwarty wykreowany przez niego prezydent zaczyna uprawiać własną politykę, nie pytając o pozwolenie.
Na Nowogrodzkiej narasta irytacja po pierwszych decyzjach nominata Nawrockiego
Karol Nawrocki podąża może jeszcze nie ścieżką pierwszego prezydenta, którego promował Kaczyński — Lecha Wałęsy (bo między Wałęsą a Kaczyńskim panuje dziś otwarta wojna, w której orężem są wyzwiska i oskarżenia). Ale już drogą trzeciego prezydenta z nadania Kaczyńskiego — czyli Andrzeja Dudy, z którym Kaczyński od lat zwyczajnie nie rozmawia — to już na pewno.
Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński
Na Nowogrodzkiej narasta irytacja po pierwszych decyzjach personalnych podjętych przez nowego I prezesa Sądu Najwyższego Zbigniewa Kapińskiego, którego na stanowisko wskazał Nawrocki — mimo sprzeciwu Kaczyńskiego.
Jarosław Kaczyński i Karol Nawrocki
Kierownictwo PiS liczyło, że zarówno na czele Sądu Najwyższego i jego izb — odpowiadających za orzecznictwo w poszczególnych kategoriach prawa — staną sędziowie gotowi do twardej obrony zmian przeprowadzonych przez prawicę w wymiarze sprawiedliwości. Tymczasem pierwsze ruchy Kapińskiego zostały odczytane przez Nowogrodzką jako sygnał dokładnie odwrotny.
Zbigniew Kapiński
Pod koniec maja Kapiński powierzył tymczasowe kierowanie pracami Izby Karnej sędziemu Piotrowi Mirkowi. Sędzia Ewa Stryczyńska otrzymała analogiczne uprawnienia w Izbie Pracy i Ubezpieczeń Społecznych. Formalnie są to decyzje organizacyjne. Politycznie — mają ogromny większy ciężar. To właśnie do tych nominacji odnosił się Jarosław Kaczyński, gdy niedawno wyrażał "rozczarowanie" działaniami nowego I prezesa SN.
Karol Nawrocki i Zbigniew Kapiński
Ewa Stryczyńska nie podoba się na Nowogrodzkiej, bo w jednym z orzeczeń SN dotyczących prymatu prawa krajowego nad unijnym, złożyła zdanie odrębne nawet nie do samego orzeczenia, co do jego uzasadnienia. Czyli — choć jest neosędzią — to jest niepewna.
Ewa Stryczyńska (z lewej)
Ale Mirek to już jest dla Kaczyńskiego o parę mostów za daleko. Tak się bowiem składa, że Mirek był przewodniczącym składu w Izbie Karnej SN w jednej z najważniejszych dla PiS spraw ostatnich lat — chodzi o ułaskawienie byłych szefów CBA, a potem ministrów i posłów PiS Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika.
Sędzia Piotr Mirek (z prawej)
Kamiński i Wąsik w 2007 r. przeprowadzili operację wymierzoną w ówczesnego wicepremiera w rządzie Kaczyńskiego Andrzeja Leppera, lidera Samoobrony, która była w koalicji z PiS. Według CBA Lepper miał wziąć łapówkę za odrolnienie gruntów na Mazurach. W 2015 r. Kamiński i Wąsik skazali zostali w pierwszej instancji na 3 lata więzienia za przekroczenie uprawnień podczas tej operacji. Według sądu stworzyli fikcyjną sprawę odrolnienia za łapówkę gruntu na Mazurach — wszystko po to, by dopaść Leppera.
Jarosław Kaczyński i Andrzej Lepper w 2007 r.
W tym samym roku ekspresowo ułaskawił ich prezydent Andrzej Duda, dzięki czemu mogli wejść do nowo tworzonego rządu PiS. Szkopuł w tym, że sądy nie zakończyły sprawy — zaczęły badać, czy Duda mógł ułaskawić skazanych w pierwszej instancji, a zatem nieprawomocnie. W czerwcu 2023 r. — jeszcze za rządów PiS — skład Sądu Najwyższego dowodzony przez Mirka uznał, że ułaskawienie Dudy jest nic nie warte, bo nie można ułaskawić niewinnego, a wszak osoba skazana nieprawomocnym wyrokiem jest z punktu widzenia prawa wciąż niewinna.
Maciej Wąsik i Mariusz Kamiński w 2006 r.
Kaczyński uważa — nie bez podstaw — że to orzeczenie Mirka doprowadziło Kamińskiego i Wąsika za kraty. Rzeczywiście, panowie usłyszeli prawomocny wyrok więzienia pod koniec 2023 r., tuż po tym jak PiS oddało władzę. Żeby uniknąć odsiadki, Kamiński i Wąsik ukryli się w Pałacu Prezydenckim, gdzie chronił ich Duda. Ale gdy Duda wyjechał na spotkanie, to policja weszła do Pałacu Prezydenckiego i zgarnęła obu polityków — w efekcie trafili do więzienia. Szybko wyszli, bo Duda nie miał wyjścia i ich ponownie ułaskawił. Nie zmienia to faktu, że gdyby Mirek orzekł inaczej, to nigdy by za kraty nie trafili.
Andrzej Duda, Jarosław Kaczyński
Dla obozu Kaczyńskiego była to jedna z najbardziej symbolicznych porażek ostatnich lat. Politycy PiS oskarżali wówczas Sąd Najwyższy o podważanie uprawnień głowy państwa i ignorowanie stanowiska Trybunału Konstytucyjnego — bo ich towarzyszka oddelegowana na odcinek trybunalski Julia Przyłębska orzekła, że prezydent może ułaskawić nawet niewinnego.
Fakt, że takiego sędziego jak Mirek prezes Kapiński powołał na tymczasowego szefa Izby Karnej SN wywołało zdumienie i wściekłość na Nowogrodzkiej.
Sędzia Piotr Mirek jest przedstawicielem starszego pokolenia sędziów, trafił do SN jeszcze w 2015 r., a więc przed zmianami w wymiarze sprawiedliwości przeprowadzonymi przez PiS. Jego status nigdy nie był kwestionowany. Co więcej, w najgorętszych sporach dotyczących tzw. neosędziów zajmował stanowiska bardziej wyważone niż wielu starych sędziów. Absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przez lata orzekał w sądach na Śląsku. Współdecydował o skazaniu funkcjonariuszy ZOMO odpowiedzialnych za pacyfikację kopalni "Wujek", prowadził też głośne sprawy związane z przestępczością zorganizowaną — na 25 lat więzienia skazał Ryszarda N. ps. "Rzeźnik", uczestnika zamachu na szefa mafii pruszkowskiej.
Powtórzmy — Mirek to czasowy prezes Izby Karnej. Ruszyła już procedura wyłonienia pełnoprawnego prezesa tej izby. Faworytem Kapińskiego jest jego kolega Igor Zgoliński. Zdumieni pisowcy kolportują między sobą informację, że to były działacz SLD.
Igor Zgoliński
Sędzia Kapiński zwołał posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa, czyli przekreślił zabiegi polityków PiS
A to wciąż nie wszystko — bo Kapiński idzie na całość. Otóż zgodnie z prawem to on jako I prezes SN decyduje o zwołaniu pierwszego posiedzenia Krajowej Rady Sądownictwa po wyborze nowego jej składu. Dla sądownictwa KRS to kluczowa instytucja — proponuje sędziowskie awanse prezydentowi.
Nowy skład KRS niedawno wybrała obecna władza w porozumieniu ze środowiskami sędziowskimi. To nie spodobało się na Nowogrodzkiej, bo nowa KRS zastąpiła starą — tę, którą do tej pory kontrolowali przedstawiciele PiS.
Politycy PiS próbowali zablokować wybór nowej KRS. Najpierw skierowali wniosek do Trybunału Konstytucyjnego, aby uznał za niekonstytucyjne przepisy dotyczące wyboru KRS — i to mimo że sami te przepisy wprowadzili. Potem związany z PiS szef TK Bogdan Święczkowski wydał tzw. zabezpieczenie, czyli zakazał wyboru nowej KRS. A w finale odchodząca szefowa KRS Dagmara Pawełczyk-Woicka, koleżanka Ziobry, zaapelowała do I prezesa Sądu Najwyższego, aby nie zwoływał pierwszego posiedzenia nowej KRS. Stało się inaczej. Sędzia Kapiński zwołał posiedzenie, czyli przekreślił zabiegi polityków PiS. A nade wszystko uznał, że zabezpieczenie TK nie obowiązuje, co podważa wszelkie zabezpieczenia Święczkowskiego, który wydaje je hurtowo, by chronić polityków PiS.
Bogdan Święczkowski i Zbigniew Ziobro
Na przewodniczącego KRS został wybrany sędzia Dariusz Zawistowski, który kierował już Krajową Radą Sądownictwa do roku 2018. Zrezygnował ze stanowiska po przejęciu kontroli nad KRS przez rząd PiS.
Dariusz Zawistowski
Kapiński konsekwentnie odrzuca podział na "neo" i "paleo" sędziów, argumentując, że wszyscy zostali powołani zgodnie z konstytucyjną procedurą. W jego ocenie dalsze kwestionowanie statusu sędziów prowadzi do erozji państwa i autorytetu instytucji.
Problem polega na tym, że próba zasypania jednego rowu może prowadzić do wykopania kolejnego. W Sądzie Najwyższym coraz wyraźniej rysuje się nowa linia podziału. Nie przebiega już wyłącznie między zwolennikami i przeciwnikami reform PiS. Coraz częściej dzieli także samych sędziów awansowanych za czasów PiS. Część z nich oczekiwała bardziej zdecydowanej postawy i nie podziela ugodowego kursu obranego przez Kapińskiego. A na pewno nie tego oczekiwał Kaczyński.
Kluczowe jest, czy Karol Nawrocki będzie uznawał rekomendacje KRS i powoływał sędziów z jej nadania. Wcześniej prezydent sugerował, że być może KRS nie została wybrana poprawnie. Ale jednocześnie Nawrocki powołał Kapińskiego na szefa Sądu Najwyższego, zdając sobie sprawę, że uznaje on legalność KRS.
Była Zonda, jest Crypto. Nawrocki jedzie na bijatykę do Trumpa, finansowaną przez kryptowaluciarzy
Prezydent na razie nie zawraca sobie tym głowy, bo jest zajęty treningiem przed wyjazdem do USA, gdzie balangę z okazji swych 80-tych rodzin organizuje Donald Trump. Jej elementem będzie gala mieszanych sztuk walki federacji UFC.
Arena, tudzież klatka przed Białym Domem ma pomieścić 4,5 tys. gości. Niektórzy goście będą musieli zapłacić za wstęp aż półtora miliona dolarów. My żywimy nadzieję, że jako friend Trumpa, Nawrocki wejdzie za darmo — czego życzymy swoim portfelom.
Tuż przed wyjazdem prezydent zrobił porządki na biurku i zawetował kolejne trzy ustawy. Chodzi o przepisy dotyczące egzaminów językowych dla lekarzy spoza Unii, ustawę regulującą przedawnienie podatków oraz ustawę o rynku kryptowalut.
W ten sposób Nawrocki stał się rekordzistą wśród prezydentów — zawetował już 37 ustaw. Nie dość, że zastosował najwięcej wet, to zrobił to w rekordowym czasie. Zajęło mu to niespełna rok. Dla porównania Aleksander Kwaśniewski przez 10 lat prezydentury zawetował 35 ustaw.
Wśród wet jedno szczególnie zwraca uwagę. Ustawę o kryptowalutach Nawrocki zawetował już trzeci raz. Tak się składa, że w kampanii wyborczej giełda kryptowalutowa Zondacrypto finansowała konferencję konserwatywnej organizacji CPAC w Rzeszowie, na której promował się Nawrocki — do dziś wypominają mu to członkowie rządu.
Z tego punktu widzenia wyjazd na bibkę do Trumpa jest sporym ryzykiem. Tak się składa, że współorganizatorem urodzinowej gali jest giełda kryptowalut Crypto.com. Jej współzałożycielem i szefem jest swoją drogą Polak — Kris Marszalek, zapalony trumpista.
Kris Marszalek i Donald Trump
Za kadencji Joe Bidena Crypto.com znalazło się pod lupą Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) — najważniejszego federalnego organu nadzorującego rynek kapitałowy w USA. Postępowanie zostało umorzone w marcu 2025 r. Amerykańskie media wiązały tę decyzję ze zmianą władzy w Białym Domu i przejęciem sterów przez administrację Donalda Trumpa. Kilka miesięcy później Crypto.com ogłosiło nawiązanie współpracy biznesowej z Trump Media & Technology Group, spółką kontrolowaną przez Donalda Trumpa. Według amerykańskich mediów Crypto.com przekazało także 1 mln dolarów na inaugurację prezydentury Trumpa w grudniu 2024 r., a następnie 10 mln dolarów na rzecz wspierającego go komitetu politycznego MAGA Inc.
Sprawdziliśmy — postępowanie w sprawie Crypto.com prowadziła także polska Komisja Nadzoru Finansowego. Tak się składa, że KNF — którym wciąż kieruje nominat PiS Jacek Jastrzębski — wpisało Crypto.com, na tzw. listę ostrzeżeń publicznych. Powodem było prowadzenie w Polsce usług inwestycyjnych bez zezwolenia. Co więcej — KNF złożył z tego powodu doniesienie do Prokuratury Okręgowej w Warszawie na Crypto.com "za prowadzenie działalności w zakresie obrotu instrumentami finansowymi bez wymaganego zezwolenia".
Panie Prezydencie, udanego mordobicia w USA za kasę z krypto, sorry — z Crypto.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Jarosław Kaczyński, prezes PiS, znajduje się w najtrudniejszej sytuacji politycznej od 25 lat, borykając się z konkurencją ze strony nowych partii prawicowych.
- Były premier Mateusz Morawiecki stworzył własne stowarzyszenie, aby bronić się przed chęcią Kaczyńskiego do marginalizacji go w partyjnej walce o elektorat.
- Nowy I prezes Sądu Najwyższego, Zbigniew Kapiński, podejmuje kontrowersyjne decyzje, które niepokoją Kaczyńskiego oraz innych liderów PiS.
- Powstało stowarzyszenie "maślarzy", które wspiera Kaczyńskiego i jest przeciwko Morawieckiemu, gromadząc liczną grupę parlamentarzystów.
- Prezydent Nawrocki wyjeżdża na galę urodzinową Donalda Trumpa, wydając wet wobec kilku ustaw, w tym dotyczącej rynku kryptowalut.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz