"Stan Wyjątkowy". Sekrety Szpitala Południowego. Kaczyński rusza do ataku na Ukraińców. Morawiecki organizuje zjazd swojej przyszłej partii, 28.06.2026



 Podcast

"Stan Wyjątkowy". Sekrety Szpitala Południowego. Kaczyński rusza do ataku na Ukraińców. Morawiecki organizuje zjazd swojej przyszłej partii

28 czerwca 2026

Objawił się. Doktor pułkownik Emil Jędrzejewski były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym w Warszawie, przypomniał sobie, że w placówce tej w efekcie błędów medycznych umierali ludzie.

W żadnym razie nie podważamy tych dramatycznych wyznań, które przed życzliwymi kamerami Kanału Zero przychodziły mu z widowiskowym trudem. Po prostu wolelibyśmy, żeby lekarz — do tego oficer Wojska Polskiego — który widzi takie patologie, z miejsca informował prokuraturę. Jędrzejewski latami tego nie zrobił, gdy pracował w południowej lecznicy. Przypomniał sobie akurat teraz. Ale nawet teraz wolał złożyć zeznania przed Kanałem Zero, a nie przed prokuraturą, w której co prawda się pojawił, ale nie odpowiedział na żadne pytanie.

Kanał Zero, Polsat i Morawiecki

W tej historii kluczowy jest trójkąt, na który — poza Kanałem Zero — składają się Polsat i Mateusz Morawiecki. Jędrzejewski początkowo był poufnym informatorem Kanału Zero, gdy serwis ten informował o niebotycznych zarobkach młodego lekarza i radnego Koalicji Obywatelskiej Dawida Kacprzyka w Szpitalu Południowym, fałszowaniu przez niego statystyk pracy oraz o saloniku VIP, który miał stworzyć w szpitalu dla polityków KO.
Donald Tusk (P) i Rafał Trzaskowski
Radek Pietruszka / PAP
Donald Tusk (P) i Rafał Trzaskowski
W tej pierwszej fazie jego operacji wszystko się zgadzało. Po pierwsze, przekazywane przez niego informacje potwierdziły się, co doprowadziło do zwolnienia Kacprzyka z pracy w szpitalu oraz skończyło jego karierę polityczną — odszedł z partii i oddał mandat radnego. Po drugie naturalne jest także, że w takich sytuacjach informatorzy mediów pozostają anonimowi, bo nie chcą, by ktoś się na nich mścił za ujawnienie patologii.
Zdumiewające z tego punktu widzenia jest to, co Jędrzejewski zrobił w drugiej fazie swojej operacji.
Ujawnił się, by tym razem w wywiadzie wideo w Kanale Zero rzucić na Kacprzyka potężne oskarżenie. — Traktuje ludzi jak fantomy, a jeżeli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty. To się kończy czymś, czego nie jestem w stanie zaakceptować. To się kończy, że niezależnie od tego, jakie są konsekwencje prawne... Są wartości w życiu. Tam ginęli ludzie, bo ktoś się uczył. To jest sedno całego zamieszania — podkreślił. — W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie — mówił o Kacprzyku.

To mógłby być heroizm, gdyby w kolejnym kroku Jędrzejewski potwierdził wszystko przed prokuraturą. Właśnie tu łamie się ta historia. Jędrzejewski na przesłuchaniu poprosił o inny termin zeznań, twierdząc, że nie zdążył zatrudnić adwokata. "Prokuratorzy zadali dr. Emilowi Jędrzejewskiemu kilkadziesiąt pytań, które dotyczą Szpitala Południowego. Świadek każde z tych pytań skwitował milczeniem" — stwierdził Piotr Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Jędrzejewski nienawidzi Kacprzyka. "Stosuje przemoc psychiczną oraz fizyczną"

Jędrzejewski twierdzi, że rok temu o problemach w szpitalu informował bezpośrednio prezydenta Warszawy, Rafała Trzaskowskiego, pisząc do niego na jeden z komunikatorów internetowych. "Wykonuje procedury, do których nie ma uprawnień, często bez nadzoru osób z odpowiednią specjalizacją. Wznieca konflikty, insynuuje, prowokuje pacjentów do składania skarg, za które sam w istocie odpowiada" — pisał o Kacprzyku. Trzaskowski poprosił o informację oficjalną drogą. Jędrzejewski przekonuje, że złożył pismo w ratuszu. Ale ratusz zaprzecza. Tak czy inaczej — nawet jeśli SMS do Trzaskowskiego traktować jako doniesienie, to o uśmiercaniu pacjentów i tuszowaniu tego procederu Jędrzejewski nie wspominał.
Rafał Trzaskowski i Dawid Kacprzyk
Tomasz Gzell / PAP
Rafał Trzaskowski i Dawid Kacprzyk
Jędrzejewski musiał sobie zdawać sprawę, że po oskarżeniach z Kanału Zero prokuratura z miejsca wezwie go na przesłuchanie. A mimo to odmówił składania zeznań. Zostawił jedynie kartkę z danymi dwóch pacjentów, którzy zmarli w szpitalu. W jednym z tych przypadków — rzeczywiście bulwersującym — chodzi o zgon pacjenta w toalecie, czego personel medyczny nie zauważył przez kilka godzin.
Tyle że to nie jest informacja nowa i sensacyjna, bo sprawę bada prokuratura. Żadnych innych dowodów poza kartką z PESEL-ami dwóch rzekomych ofiar Kacprzyka doktor nie przedstawił.
Kacprzyk wydał oświadczenie: "Twierdzenia formułowane przez dr. Jędrzejewskiego nie znajdują potwierdzenia w faktach. W mojej ocenie ich rzeczywistym skutkiem jest próba zdyskredytowania mnie".
Pamiętać należy, że Jędrzejewski nienawidzi Kacprzyka. Adwokat Kacprzyka, związany z KO prawnik Jacek Dubois ujawnił notatkę adresowaną do dyrekcji szpitala, w której Kacprzyk opisał groźby Jędrzejewskiego, które usłyszał, gdy pracowali razem. "Podczas drogi na odprawę przy windach na 1. piętrze na swojej drodze napotkaliśmy lek. Emila Jędrzejewskiego, który od razu po zobaczeniu nas zaczął mnie obrażać, wyzywać m.in. »ty je**ny mały gnoju«, »zaj**ię cię k**wa«, »ze mną zaczynasz«". Z relacji Kacprzyka wynika, że został pchnięty: "Lek. Jędrzejewski wyraża głęboką nienawiść oraz stosuje przemoc psychiczną oraz jak dzisiaj pokazał fizyczną wobec mojej osoby".

Doktor Solorza, uczestniczył w przygotowaniu lewego dyplomu dla "Lewego"

Przybliżaliśmy sylwetkę Jędrzejewskiego w opisie ostatniego "Stanu Wyjątkowego". Doktor ma spór prawny ze Szpitalem Południowym, który nie chce mu zapłacić pół miliona, twierdząc, że wpisywał się na fikcyjne dyżury i dopisywał się innym lekarzom do operacji. Jędrzejewski jest pułkownikiem Wojska Polskiego, jednak na początku 2025 r. został zwolniony z armii, bo przestał się pojawiać w Centralnej Wojskowej Komisji Lekarskiej, dokąd miał armijny przydział. Jego nazwisko pojawiało się także w śledztwie dotyczącym handlu fałszywymi dyplomami dla polskich sportowców. Uczestniczył w przygotowaniu dyplomu ukończenia studiów przez Roberta Lewandowskiego.
Robert Lewandowski
PAP
Robert Lewandowski
Dziś wiemy, że na ten jeden rys należy zwrócić szczególną uwagę — latami uważany był za "lekarza Solorza", człowieka szczególnego zaufania właściciela Polsatu. Miał dostęp nie tylko do rodziny, ale został także dopuszczony do jednego z bardziej lukratywnych biznesów — organizował dla Polsatu gale bokserskie jako prezes i udziałowiec Polsat Boxing Promotion. Był zatem nie tylko lekarzem i oficerem Wojska Polskiego, ale także — dzięki Solorzowi — biznesmenem i promotorem boksu. Nawet jeśli niespełna pół roku temu Solorzowie przejęli cały Polsat Boxing Promotion, to Jędrzejewski wciąż ma dobre układy w Polsacie.
Zygmunt Solorz
Bartłomiej Zborowski / PAP
Zygmunt Solorz

Polsat zacieśnia swe związki z Kanałem Zero

W tym samym czasie Polsat zacieśnia swe związki z Kanałem Zero. Biuro reklamy Polsat Media odpowiada za sprzedaż czasu reklamowego Kanału Zero. Jednocześnie wyjątkowe jest to, że Polsat pozwolił swoim pracownikom występować w Kanale Zero, choć zgodę na występowanie poza mediami Solorzów wydaje swym ludziom ekstremalnie rzadko. To tylko podsyca plotki, że Polsat bada możliwość większego zaangażowania się w Kanał Zero, być może także kapitałowo.
Jędrzejewski nie mógł ujawnić swych rewelacji w Polsacie, bo stacja — choć ustawia się pod przyszłe rządy prawicy — na antenie nie podejmuje tematów ryzykownych politycznie. Za to taki temat idealnie pasował do Kanału Zero tym bardziej, że jest niewygodny dla obecnej władzy, którą to medium — otwarcie wspierające prezydenta — systematycznie zwalcza. Nasi rozmówcy ze światka sportowo-polsatowskiego właśnie na to zwracają uwagę.
Kanał Zero występuje jako impresariat Jędrzejewskiego. Po wywiadzie szef Kanału Zero Krzysztof Stanowski ogłosił bowiem: "Informacja dla mediów: doktor Emil Jędrzejewski poprosił mnie przed chwilą o przekazanie, że nie będzie udzielał już jakichkolwiek wywiadów czy komentarzy. Powiedział wszystko. Brak odpowiedzi nie będzie oznaczał braku argumentów. Teraz liczy na dogłębne wyjaśnienie sprawy".
To zdumiewająca deklaracja, która ma jeden cel — nie dopuścić, by inni dziennikarze przepytali Jędrzejewskiego o jego życiorys i opowieści o Mordorze w Szpitalu Południowym.
Nie stawiamy tezy, że operacja Jędrzejewskiego w Kanale Zero była skoordynowana z politykami. Zwracamy za to uwagę, jak bardzo wykorzystuje ją Mateusz Morawiecki i jego ludzie. Morawiecki zaraz po ujawnieniu się Jędrzejewskiego w Kanale Zero oznajmił w stylu swego wiecznego adwersarza Zbigniewa Ziobry z czasów pierwszych rządów PiS: "Jeden człowiek, który prawdopodobnie zbudował tam ośmiornicę Platformy, doprowadził do zaniedbań, doprowadził do śmierci prawdopodobnie niewinnych osób". Powiedział to oczywiście w Polsacie, gdzie pracuje grupa jego ludzi.
W kolejnym kroku człowiek Morawieckiego, związany z Kanałem Zero Maciej Wilk ogłosił się szefem komitetu, który zbiera podpisy pod referendum nad odwołaniem Rafała Trzaskowskiego (po ogłoszeniu zbiórki Stanowski się z nim rozstał). Żeby do referendum doszło, Wilk musiałby zebrać 132 tys. podpisów w 60 dni. A żeby referendum było ważne, musiałoby wziąć w nim udział 450 tys. wyborców. Nie będzie więc dymisji Trzaskowskiego, ale na pewno Wilk się na tym wylansuje w tej części Warszawy — którą szacujemy na ok. 25 proc. — która sprzyja PiS i nie trawi Trzaskowskiego.
Maciej Wilk
Paweł Supernak / PAP
Maciej Wilk

"Wiarygodność Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi wydaje się być wątpliwa"

Premier kwestionuje wiarygodność Jędrzejewskiego, co oburza polityków PiS.
"Wiarygodność pana Emila Jędrzejewskiego i jego sensacyjnych wypowiedzi po próbie przesłuchania go przez prokuraturę wydaje się wątpliwa. Ze względu na wagę zarzutów instytucje do tego powołane sprawdzać będą wszystko do najdrobniejszego szczegółu. Odpowiedzialni za ewentualne nadużycia, zaniedbania lub pomówienia nie pozostaną bezkarni" — ogłosił Donald Tusk, celowo umieszczając w litanii występków "pomówienia".
To nie zmienia faktu, że afera szpitalna jest realnym problemem politycznym premiera. Nawet jeśli opowieści doktora pułkownika uznać za niewiarygodne, to i tak mamy do czynienia ze skandalem. Młody radny KO — szef partyjnej młodzieżówki — dostał w Szpitalu Południowym posadę na SOR z zarobkami rzędu 1,6 mln rocznie. Wiele wskazuje na to, że fałszował raporty o liczbie przepracowanych godzin. Mógł także przyjmować bez kolejki swych kolegów z Koalicji Obywatelskiej, bo choć Trzaskowski twierdzi, że formalnie nie było "saloniku VIP", to przyznaje, że młody zaanektował szpitalne pomieszczenie i stworzył "samowolny mechanizm poza standardowymi procedurami".
Na listę partyjnych pacjentów szpitala jeszcze poczekamy. Wszyscy, których nazwiska w przestrzeni publicznej padały, zaprzeczyli. Ta lista to jest w tej chwili najpilniej poszukiwany skarb sceny politycznej. Poszukiwany zarówno przez PiS, jak i przez KO. Koalicja w końcu chciałaby wiedzieć, komu to wszystko zawdzięcza i kogo mogłaby poświęcić politycznie. A PiS — wiadomo, liczy na polityczne złoto.
Twórcy "Stanu Wyjątkowego" Dominika Długosz i Kamil Dziubka zauważają, że rozliczenia na razie dotknęły tylko doktora radnego Kacprzyka. Nie ma pracy, nie ma mandatu, nie ma partii. W najtrudniejszej politycznie sytuacji są teraz wiceprezydentki Warszawy, zastępczynie Rafała Trzaskowskiego. Jedna wiceprezydentka odpowiada za całą służbę zdrowia w stolicy, zaś druga zasiadała w radzie nadzorczej Szpitala Południowego. Obie siedzą jak na szpilkach. Ale długo milcząca i bierna ministra zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda też nie może być spokojna.
Donald Tusk i Jolanta Sobierańska-Grenda
Leszek Szymański / PAP
Donald Tusk i Jolanta Sobierańska-Grenda
Koalicja Obywatelska siedzi w tej chwili na bombie — nie da się tej historii ani zagadać ani zamilczeć. Jeśli Tusk nie wyprowadzi partii z tego korkociągu, to za półtora roku będziemy mówić, że właśnie od tego zaczęła się jego porażka wyborcza.

Kaczyński chce ustawić PiS na pozycjach partii Brauna

Korzystając z problemów Tuska, Jarosław Kaczyński po cichu zaczął kluczową operację polityczną, którą musi przeprowadzić, jeśli chce wygrać wybory. Prezes PiS uznał, że to dobry moment, żeby dokonać ostrego, antyukraińskiego zwrotu — i ustawić PiS na pozycjach partii Brauna.
Grzegorz Braun
Rafał Guz / PAP
Grzegorz Braun
Widać wyraźnie, że Kaczyński chce się gładko odciąć od swych decyzji, wydanych po ataku Rosji na Ukrainę na początku 2022 r. To on — jako naczelnik państwa — zdecydował wtedy o bezprecedensowej pomocy militarnej, gospodarczej i wojskowej dla Ukrainy I on otworzył granice dla milionów ukraińskich uchodźców, co dziś — po 4 latach — stało się przyczyną rosnących antyukraińskich nastrojów. Na fali są politycy otwarcie wrodzy wobec Ukraińców — Karol Nawrocki i Grzegorz Braun, którzy osiągnęli dzięki swym hasłom sukces w wyborach prezydenckich.
Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński
Paweł Supernak / PAP
Karol Nawrocki i Jarosław Kaczyński
Na tę falę chce też wskoczyć Kaczyński, udając, że to nie on odpowiada za proukraińskie decyzje po wybuchu wojny.
Do zmiany wizerunku swego i PiS Kaczyński chce wykorzystać awanturę wokół nadania przez Wołodymyra Zełenskiego nazwy "Bohaterów UPA" jednej z jednostek wojskowych.
W rewanżu podjudzony przez szefa Klubu Konfederacji Grzegorza Płaczka — antyukraińskiego ekstremistę i zwolennika teorii spiskowych — Nawrocki zdecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego.
Pal licho, że Nawrocki odebrał order, który Zełenskiemu dali politycy PiS. Ważne, że odebrał — zyskał w sondażach, co pokazało Kaczyńskiemu, że atakowanie Ukraińców popłaca.
W reakcji na zabranie przez Nawrockiego orderu Zełenskiemu, swoje Orły zwrócili trzej wcześniejsi ukraińscy prezydenci: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko.
Kaczyński postanowił to wykorzystać i ogłosił, że on odda Ukraińcom Order Księcia Jarosława Mądrego II klasy, który dostał w czerwcu 2022 r., gdy wraz z ówczesnym Mateuszem Morawieckim pojechali do Kijowa. Zełenski odznaczył ich obu jako "prawdziwych przyjaciół, naszych braci za nieustanną pomoc zarówno przed rozpoczęciem wojny, jak i po jej rozpoczęciu".
Jarosław Kaczyński odbierał Order Księcia Jarosława Mądrego z rąk prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego (01.06.2022)
president.gov.ua
Jarosław Kaczyński odbierał Order Księcia Jarosława Mądrego z rąk prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego (01.06.2022)
To była druga wizyta ich obu w Ukrainie po wybuchu wojny. Pierwszą złożyli w marcu 2022 r., jeszcze kiedy Rosjanie próbowali zdobyć Kijów.
Dziś Kaczyński mówi tak: "Oddanie orderu to wyraz mojego stosunku nie tyle do Ukraińców, a do elit ukraińskich. To także akt lojalności wobec naszego prezydenta. Byłem zwolennikiem i mówiłem o tym publicznie, żeby tego konfliktu nie eskalować. Tylko że ten konflikt jest eskalowany gwałtownie przez drugą stronę". A jeszcze niedawno przekonywał, że jakakolwiek krytyka władz Ukrainy to działanie na rzecz Kremla.
Jarosław Kaczyński, Mariusz Błaszczak, Adam Bielan
Marcin Obara / PAP
Jarosław Kaczyński, Mariusz Błaszczak, Adam Bielan
Na hasło Kaczyńskiego swe ukraińskie medale złożyli jego partyjni wasale: były szef MON Mariusz Błaszczak, europoseł Adam Bielan, były szef MSZ Zbigniew Rau i były marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Morawiecki swego medalu Jarosława Mądrego oddawać nie zamierza.

Morawiecki robi zjazd swej przyszłej partii

Swoją drogą, słyszeliśmy ostatnio w okolicach władz Konfederacji ciekawą teorię spiskową. Według niej Kaczyński będzie coraz wyraźniej kierował PiS w kierunku radykalnym, żeby odebrać wyborców Braunowi i zepchnąć go pod próg wyborczy.
Z kolei — dalej cytujemy opowieść naszego informatora, zbliżonego do władz Konfederacji — taki ultraprawicowy zwrot PiS otworzy możliwość zbudowania nowej formacji na centroprawicy. Ową formacją miałaby być partia Mateusza Morawieckiego. W tym spiskowym wariancie Kaczyński i Morawiecki po cichu dogadali się na podział prawicowej sceny politycznej i teraz tylko odgrywają swe role, tak by w wyborach zgarnąć maksymalną pulę głosów i zawiązać koalicję. Czy tak jest, czy nie — wkrótce się przekonamy.
Z jednej strony Kaczyński rzeczywiście publicznie krytykuje Morawieckiego i wzmacnia w PiS jego ekstremalnych przeciwników — takich jak Czarnek. Ale jednocześnie prezes, mimo zmarszczonego czoła i wielokrotnych gróźb pod adresem Morawieckiego, wciąż nie pozbył się go z partii, a nawet go nie zdegradował — wszak Morawiecki jest wciąż wiceprezesem PiS.
Mateusz Morawiecki (P), Michał Dworczyk (L), Waldemar Buda (C)
Marian Zubrzycki / PAP
Mateusz Morawiecki (P), Michał Dworczyk (L), Waldemar Buda (C)
Zobaczymy, jak prezes zareaguje na zjazd stowarzyszenia Morawieckiego "Rozwój Plus". To wydarzenie na tysiąc osób, roboczo zwane festiwalem "Rozwój Plus plus Wy", a dyskusje mają się odbywać przy grillu. W wiadomości rozsyłanej przez posłów związanych z Morawieckim czytamy: "Drodzy Przyjaciele, 31 lipca w Warszawie chcemy pokazać siłę naszego środowiska. To będzie początek czegoś większego — spotkanie ludzi, którzy chcą działać, mają energię, pomysły i wiarę, że Polska może rozwijać się szybciej. Dlatego mam do Was ogromną prośbę. Do końca czerwca wpiszcie do formularza około 30 osób, które warto zaprosić na nasze wydarzenie. Bardzo zależy mi, aby wśród nich było minimum 10 młodych osób — studentów, młodych przedsiębiorców, samorządowców, społeczników i wszystkich tych, którzy chcą wziąć odpowiedzialność za przyszłość Polski. Każde zgłoszenie ma znaczenie. To od nas zależy, jak liczne, silne i różnorodne będzie to wydarzenie. Pokażmy, że potrafimy nie tylko mówić o zmianach, ale także gromadzić wokół nich ludzi. Do dzieła! Zbudujmy razem wydarzenie, o którym będzie głośno w całej Polsce".

Na pewno będzie głośno na Nowogrodzkiej.
Poniżej streszczenie artykułu:
Skrót przygotowany przez Onet Czat z AI, może zawierać błędy.
  • Doktor Emil Jędrzejewski oskarża młodego radnego Dawida Kacprzyka o błędy medyczne w Szpitalu Południowym, co miało prowadzić do zgonów pacjentów.
  • Jędrzejewski ujawnia się w mediach, ale podczas przesłuchania przed prokuraturą odmawia składania zeznań.
  • Konflikt między Jędrzejewskim a Kacprzykiem ma również podłoże osobiste, z zarzutami o przemoc psychiczną i fizyczną.
  • Zarzuty wobec Kacprzyka dotyczą rzekomego fałszowania statystyk pracy oraz nepotyzmu w szpitalu.
  • Premier Morawiecki wykorzystuje sprawę politycznie, a Kaczyński zmienia retorykę wobec Ukrainy w obliczu rosnących nastrojów antyukraińskich.

Onet


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz