"Stan Wyjątkowy". Trump upokarza Tuska. Prokuratura bliżej Bielana. Cenckiewicz może dostać cios od Nawrockiego, 24.05.2026


"Stan Wyjątkowy". Trump upokarza Tuska. Prokuratura bliżej Bielana. Cenckiewicz może dostać cios od Nawrockiego

24 maja 2026
Karol Nawrocki ma tę przewagę nad Andrzejem Dudą, że zdobył numer telefonu do Donalda Trumpa. Nie to, żeby panowie sobie regularnie gaworzyli — co to to nie. Ale Nawrocki może przynajmniej pisać do Trumpa SMS-y. I takiej właśnie esemesowej interwencji podjął się po tym, gdy Pentagon wstrzymał wysłanie do Polski 4 tys. żołnierzy. Nawrocki włączył się dość późno, gdy — jak mówią w jego otoczeniu — "syf już był" i trzeba było gasić pożar. Twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Jacek Gądek odsłaniają kulisy tej operacji.

Finalnie Trump decyzję zmienił. Może to za sprawą SMS-ów od polskiego prezydenta, a może z powodu oburzenia republikańskich kongresmenów, którzy ostro krytykowali osłabianie bezpieczeństwa Polski, uważanej w Waszyngtonie za lojalnego sojusznika. Tak czy inaczej, Nawrocki może wypinać pierś do odznaczeń, bo to jego — a nie przedstawicieli rządu — wskazał Trump ogłaszając zmianę decyzji.
— I po cholerę Donaldowi to spotkanie z Clooneyem — irytuje się prominentny przedstawiciel koalicji. Chodzi o spotkanie Tuska z Georgem Clooneyem podczas konferencji Impact kilkanaście dni temu w Poznaniu. Trump nienawidzi Clooneya, który jest wpływową postacią w kręgach Partii Demokratycznej w USA. "Clooney zyskał więcej rozgłosu dzięki polityce niż dzięki swoim nielicznym i całkowicie przeciętnym filmom. Nie był wcale gwiazdą filmową, był po prostu przeciętnym facetem" — to jeden z wpisów Trumpa sprzed kilku miesięcy, kierowany do dwukrotnego laureata Oscara, jednego z najbardziej dochodowych aktorów wszech czasów, którego filmy zarobiły w sumie ponad 2,5 mld dol.
Donald Tusk doskonale rozumie te emocje. Celowo przedstawił się Clooneyowi nawiązując do Trumpa: "Nazywam się Donald. Przepraszam, to nie moja wina".
— Nie, to jest OK — zaśmiał się aktor.
— To nie był mój wybór — żartował Tusk.
Mogłoby się wydawać, że to sytuacja anegdotyczna — szkopuł w tym, że Trump pokazał nie raz, że jeśli chodzi o swych krytyków, to nie zna się na żartach,

Dalecy jesteśmy od teorii, że spotkanie z Clooneyem doprowadziło do turbulencji w relacjach Donalda z Donaldem. Stosunki są napięte z wielu powodów, a spotkanie Georga z polskim Donaldem to wisienka na torcie.

Kosiniak miał przekonanie, że zbudował dobre kontakty z byłym żołnierzem, prezenterem prawicowej telewizji FOX i posiadaczem religijnych tatuaży

Naprawdę gorąco zrobiło się wieczorem 13 maja — czyli, paradoksalnie, kilka godzin po spotkaniu Tuska z Clooneyem. Amerykańskie media doniosły o nagłym wstrzymaniu przyjazdu do naszego kraju 4 tys. amerykańskich żołnierzy. Przedstawiciele rządu byli tak zdumieni, że nie uwierzyli w te doniesienia. Wiemy to, bo kontaktowaliśmy się wówczas z członkami rządu odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo. Byli przekonani, że amerykańskie media nie zrozumiały, iż chodzi o zapowiadaną przez Trumpa redukcję wojsk w Niemczech, a nie w Polsce. Srodze się mylili.
Rzeczywiście, Trump kierując się swą małostkowością postanowił ukarać Niemcy za wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza, który uznał operację USA wobec Iranu za nieudolną. Ale Pentagon doszedł do wniosku, że z Niemiec wojsko wycofać jest trudno — to dlatego, że wojskowi przyjeżdżają tam na lata, z rodzinami. Przedwczesne zabranie 5 tys. rodzin wojskowych — zakorzenionych w Niemczech, z dziećmi w szkołach — to gigantyczna operacja. Dlatego szef Pentagonu Pete Hegseth postanowił zrealizować zapowiedź Trumpa inaczej — uznał, że wystarczy ograniczyć liczbę żołnierzy w Europie. No a najszybciej i najłatwiej było zatrzymać wyjazd brygady pancernej do Polski.
Amerykańskich żołnierzy jest w Polsce ok. 10 tys., przy czym przyjeżdżają do nas czasowo. W ramach rotacji po około dziewięciu miesiącach są wymieniani przez kolejną zmianę. Wszystko jest tu bardziej prowizoryczne i czasowe — są sami, bez rodzin, nie potrzebują stałych mieszkań ani szkół dla dzieci. Jeszcze w ostatni poniedziałek rzecznik Pentagonu zapewniał, że decyzja o wstrzymaniu relokacji do Polski nie jest ani nagła ani chaotyczna — choć taka była. A we wtorek wiceprezydent USA J.D. Vance mówił: "Nie zredukowaliśmy liczebności wojsk w Polsce o 4 tys. żołnierzy. Opóźniliśmy rozmieszczenie wojsk, które miały trafić do Polski. To nie redukcja, to po prostu standardowe opóźnienie rotacji, które czasami zdarza się w takich sytuacjach".
W tym czasie minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz rozmawiał z szefem Pentagonu Petem Hegsethem. Do tego incydentu WKK miał przekonanie, że zbudował dobre kontakty z tym byłym żołnierzem, prezenterem prawicowej telewizji FOX i posiadaczem religijnych tatuaży.
Okazało się, że się mylił — z jednej strony Hegseth zapewniał Kosiniaka, że "nie zmienia się zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę i bezpieczeństwo Polski". Ale jednocześnie nie podał żadnych konkretów, więc wstrzymanie rotacji było obowiązującą doktryną.
Władysław Kosiniak-Kamysz i Pete Hegseth
Władysław Kosiniak-Kamysz i Pete HegsethPAP

Nawrocki się nie dodzwonił do Trumpa, więc pisał do niego SMS-y

W sprawie wojsk lobbował też Pałac Prezydencki. Nawrocki był także zaskoczony redukcją wojsk — nie miał o tym pojęcia. Próbował się dodzwonić do Trumpa, ale bezskutecznie. Przedstawiciele rządu z niego drwili — wszak w tym samym czasie tak krytykowany przez Trumpa kanclerz Niemiec jakoś się do niego dodzwonił. I to na pokład Air Force One, którym Trump wracał z wizyty w Chinach.
Ale Nawrocki pisał SMS-y — zdawał sobie sprawę, że zatrzymanie redukcji wojsk to kwestia jego wiarygodności, wszak wszystkie karty w polityce krajowej i zagranicznej postawił na Trumpa. W SMS-ach Nawrocki powoływał się na rozmowę z Trumpem września 2025 r. podczas której za zamkniętymi drzwiami mieli rozmawiać o możliwości stałej obecności w Polsce amerykańskich żołnierzy. Trump mu tego nie obiecał, ale jednocześnie zadeklarował, że liczba rotowanych żołnierzy na pewno nie spadnie.
Wszystko wskazuje więc na to, że żołnierze z rotacji przyjadą do Polski. Może być ich nawet więcej, czyli właśnie 5 tys. Szczegóły poznamy najdalej w ciągu miesiąca.
Nawrocki pręży muskuły: "Mamy poważnego partnera, mamy najważniejsze mocarstwo na świecie. Mamy prezydenta USA, który Polskę kocha, który szanuje polskiego prezydenta, który buduje z nim odpowiedzialność za całą wschodnią flankę NATO. Teraz już wszyscy wiemy, że to nie są tylko słowa, ale konkretna współpraca, która przynosi efekty".
I atakuje koalicję rządzącą. "Wśród nieodpowiedzialnych polityków widzimy próbę zniszczenia relacji polsko-amerykańskich. Skończmy z tym, traktujmy naszych sojuszników jak powinno ich traktować poważne i stabilne państwo z serca Europy".
Karol Nawrocki i Donald Trump
Karol Nawrocki i Donald TrumpRadek Pietruszka / PAP

Pamiętamy, jak rządy PiS były traktowane przez Trumpa za jego pierwszej kadencji

Jego ministrowie twierdzą wręcz, że gdyby prezydentem był Rafał Trzaskowski, to Trump zabrałby wojsko. To znaczy mniej więcej tyle, że nasz strategiczny sojusznik decyduje o zaangażowaniu militarnym w zależności od tego, kto rządzi. W dodatku mamy dobrą pamięć i pamiętamy, jak rządy PiS były traktowane przez Trumpa za jego pierwszej kadencji i przez Joego Bidena za jego jedynej kadencji.
Za pierwszej kadencji Trumpa prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki zostali odcięci od spotkań na najwyższym szczeblu w Waszyngtonie. Była to reakcja na przyjęcie przez PiS w 2018 r. ustawy przewidującej kary za przypisywanie Polakom współodpowiedzialności za Holokaust. W ocenie Izraela — a za nim także Stanów Zjednoczonych — przepisy te miały uciszyć ofiary i badaczy Zagłady zajmujących się udziałem części Polaków w tych zbrodniach. Pod presją Ameryki PiS szybko wycofał się z kontrowersyjnych zapisów.
Po porażce Trumpa w 2020 r. nowy prezydent USA Joe Biden bojkotował rząd PiS. W tym czasie, nie bacząc na sojusz z USA, Jarosław Kaczyński próbował przeforsować ustawę wymierzoną w TVN — stację należącą do amerykańskiego kapitału. Wtedy z Waszyngtonu popłynął wyraźny sygnał ostrzegawczy, który Kaczyński zignorował, ale wziął sobie do serca Duda — i zawetował "lex TVN". Podobnie było z tzw. "lex Tusk". Projekt forsowany przez Kaczyńskiego tuż przed wyborami w 2023 r. miał uniemożliwić Donaldowi Tuskowi powrót do władzy poprzez nałożenie na niego 10-letniego zakazu pełnienia funkcji publicznych. Duda początkowo ustawę podpisał, lecz wkrótce — pod naciskiem ze strony USA — wycofał swoje poparcie.

Premier i jego ministrowie nie mają żadnych kanałów dotarcia do Trumpa

Ale wróćmy do Tuska i rządu. Faktem jest, że gdy trzeba interwencji w Białym Domu, to premier i jego ministrowie nie mają żadnych kanałów dotarcia do Trumpa. W tym sensie Nawrocki ma przewagę — przynajmniej dopóki prezydentem jest Trump. A Trump będzie prezydentem do początku 2029 r., a zatem do końca obecnej koalicji, a nawet ponad rok dłużej.
Decyzja o wycofaniu wojsk i styl wycofania się z tego wycofania — poprzez budowanie Nawrockiego — są wyraźnym policzkiem dla Donalda Tuska. To zresztą kolejne upokorzenie po tym, gdy do Ameryki został wpuszczony ścigany przez polską prokuraturę Zbigniew Ziobro. Dziś już wiemy, że pomogli mu ludzie ze ścisłego zaplecza Trumpa, kojarzeni z ruchem MAGA. Twórcy słuchowiska politycznego "Stan Wyjątkowy" słyszą coraz częściej w kręgach koalicyjnych, że polski Donald musi już przyhamować z krytyką amerykańskiego Donalda, żeby amerykański Donald przestał się mścić.
Doradzamy więc Donaldowi Tuskowi. Żadnych spotkań — z Taylor Swift, Brucem Springsteenem, Robertem De Niro, Madonną, Meryl Streep, Jane Fondą, Eminemem, Alekiem Baldwinem, Seanem Pennem i kilkudziesięcioma innymi czołowymi aktorami i muzykami, którzy ostro krytykują Trumpa.

Trwa brutalne starcie wewnątrz pisowskich frakcji. Kaczyński kontra Nawrocki

Dobre nastroje w obozie prezydenta nie potrwają długo. Trwa bowiem brutalne starcie wewnątrz pisowskich frakcji o to, kto zostanie I prezesem Sądu Najwyższego. To stanowisko strategiczne — to w dużej mierze od I prezesa zależy, czy uda się ustabilizować sytuację w wymiarze sprawiedliwości, w tym czy uregulowany zostanie status tzw. neosędziów. Dość powiedzieć, że obecna władza poniosła fiasko w sprawie przebudowy sądownictwa po rządach PiS nie tylko dlatego, że przegrała wybory prezydenckie, przez co nie jest w stanie w stanie zmienić ustaw sądowych. Przegrała także dlatego, że Sądem Najwyższym kieruje Małgorzata Manowska, była wiceminister sprawiedliwości w rządach PiS, kumpela Andrzeja Dudy. To ona chroniła neosędziów, jako że sama jest jednym z nich.
Andrzej Duda i Małgorzata Manowska
Andrzej Duda i Małgorzata ManowskaRadek Pietruszka / PAP
Manowska na swego następcę forsuje Zbigniewa Kapińskiego, który także jest neosędzią, bo awans do Sądu Najwyższego dostał w 2022 r., po tym gdy PiS przejął kontrolę nad systemem awansowania sędziów. To sprawdzony adiutant Manowskiej — wysyłała go do strategicznych spraw. To on choćby uznał, że obecny prokurator krajowy Dariusz Korneluk jest nielegalny, a jedyny prawowity to jego poprzednik z czasów PiS, kumpel Ziobry Dariusz Barski, który nie widział afer takich jak Fundusz Sprawiedliwości czy Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych.
Dariusz Barski i Zbigniew Ziobro w 2023 r.
Dariusz Barski i Zbigniew Ziobro w 2023 r.Tomasz Gzell / PAP
Zachował się Kapiński w tym przypadku niezwykle pragmatycznie. Niby sądził legalność Korneluka, a tak naprawdę w uzasadnieniu bronił legalności neosędziów — czyli siebie samego. "Pojęcie »neosędzia« nie posiada jakiegokolwiek odzwierciedlenia normatywnego. Stanowi termin wyłącznie publicystyczny, używany przez niektóre osoby, wywodzące się z niektórych środowisk o wyraźnym zabarwieniu politycznym i co oczywiste nie może wywoływać jakichkolwiek konsekwencji prawnych (…) Publiczne kwestionowanie ważności powołań sędziowskich przez organy państwowe stanowi więc nic innego jak wyraz (...) uzurpacji kompetencji oraz łamania ustawy zasadniczej" — uzasadniał.
Zbigniew Kapiński
Zbigniew KapińskiPiotr Nowak / PAP
Poza Manowską i jej kumplem Dudą Kapińskiego forsuje też — co jest niespodzianką — Mateusz Morawiecki. W PiS dociekają, jaki ma w tym interes. Odpowiedź, jaką słyszymy z szeregów PiS jest taka: Morawiecki forsuje Kapińskiego, bo I prezes SN jest z automatu przewodniczącym Trybunału Stanu, czyli sądu dla najważniejszych ludzi w państwie. A zatem będąc ex-premierem dobrze mieć w TS kogoś z długiem wdzięczności. Bliska Morawieckiemu była prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska — również wspiera Kapińskiego.
Mateusz Morawiecki i Julia Przyłębska
Mateusz Morawiecki i Julia PrzyłębskaMarek Zakrzewski / PAP
Sędzia Kapiński to też faworyt prezydenta i szefa jego kancelarii Zbigniewa Boguckiego. Jednak na ostatniej prostej tę kandydaturę próbuje storpedować Sławomir Cenckiewicz, niedawno usunięty z szefostwa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Powód? Kapiński był sędzią w procesie lustracyjnym Lecha Wałęsy w 2000 r. i podpisał się pod wyrokiem uznającym, że Wałęsa nie był TW "Bolkiem" i nigdy nie istniały materiały potwierdzające jego współpracę z SB z lat 70.
Wedle Cenckiewicza — współautora książki o kontaktach Wałęsy z bezpieką — wyrok ten jest jednym z największych kłamstw III RP. Cenckiewicz zwolniony z państwowej posady ma dużo czasu. Użył więc swych wpływów na prawicy i rozkręcił kampanię na całego. Wedle informacji "Stanu Wyjątkowego" Nawrocki zaczął od ludzi z obozu twardej prawicy dostawać SMS-y ze zdjęciem pierwszej strony wyroku z 2000 r., a na nim nazwisko Kapińskiego, który podpisał się pod oczyszczeniem Wałęsy z zarzutów.
Jarosław Kaczyński na tle ekranu z Karolem Nawrockim
Jarosław Kaczyński na tle ekranu z Karolem NawrockimFilip Naumienko / PAP
Ba, o sprawie wypowiedział się krytycznie — czyli zgodnie z linią Cenckiewicza — sam Jarosław Kaczyński. "26 lat, jakie dzielą nas od pseudoprocesu lustracyjnego Lecha Wałęsy, i 18 lat od wydania książki IPN, która opisała nie tylko sprawę agenturalnej przeszłości L. Wałęsy, ale również sądową lustrację z 2000 r., nie wyobrażam sobie, aby sędzia, który brał w tym udział, został I prezesem Sądu Najwyższego" — napisał w serwisie X ktoś za Kaczyńskiego.
Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński
Lech Wałęsa i Jarosław KaczyńskiAdam Warżawa / PAP
Co się stanie, jeśli mimo to Nawrocki powoła Kapińskiego? Z punktu widzenia jego relacji z Kaczyńskim — będzie to zgrzyt. Znacznie gorzej zniesie to Cenckiewicz — to będzie cios w jego serce. Swoją drogą obserwujemy z zainteresowaniem rosnące napięcia między Nawrockim a Cenckiewiczem — wszak niedawno Cenckiewicz próbował zablokować nominację dla szefa BBN Bartosza Grodeckiego, używając prawicowych mediów do przyklejenia mu gęby skrytego zwolennika unijnego SAFE. Nic to nie dało — co pokazuje, że wpływy Cenckiewicza w Pałacu Prezydenckim są coraz mniejsze.
Karol Nawrocki i Sławomir Cenckiewicz
Karol Nawrocki i Sławomir CenckiewiczRadek Pietruszka / PAP
Na nasze oko sędzia Kapiński jest głęboko pragmatyczny. Jak jest nastrój na nobilitowanie Wałęsy, to odrzuca jego lustrację. A gdy dzięki wrogom Wałęsy z PiS można się dostać do Sądu Najwyższego, to po prostu z tego korzysta.
A zatem, prezydencie — śmiało z tą nominacją. Jednego można być pewnym: Kapiński będzie lojalny wobec PiS tak długo, jak będzie mu się to opłacać. To będzie wprowadzenie zdrowego pragmatyzmu w politycznie podzielone środowisko sędziowskie.
Swoją drogą, ciekawi jesteśmy, kiedy Cenckiewicz pęknie od tych upokorzeń. Co prawda pan Sławek narzeka, że jest ofiarą reżimu Tuska, ale może nie wytrzymać nagłego chłodu uczuć ze strony prezydenta. Panie Sławku, w razie czego chętnie porozmawiamy o pana frustracjach — wie pan, gdzie nas szukać.

Zakładamy, że Żalek się popruje. Panie Bielan, szykuj się pan

Szykany Tuska zbliżają się do naszego ulubieńca, europosła PiS Adama Bielana. Otóż CBA na wniosek Prokuratury Europejskiej zatrzymało byłego wiceministra w rządzie PiS Jacka Ż., dawnego sojusznika Bielana — razem działali w śmiesznej Partii Republikańskiej, formacji wasalnej, podporządkowanej PiS. Żalek podpija Europę dlatego, że podejrzewany jest o przewalanie środków unijnych, gdy był wiceministrem funduszy w rządzie Mateusza Morawieckiego. Żalek z Bielanem obsadzili zaufanymi ludźmi Narodowy Fundusz Badań i Rozwoju. Za ich rządów z NCBiR wyprowadzone zostało ponad 200 mln zł.
Adam Bielan
Adam BielanWiktor Dąbkowski / PAP
W zeznaniach złożonych wcześniej przed polską prokuraturą, Żalek obciążył Bielana. Powiedział tam, że w trakcie rozmów kierownictwa NCBiR ustalano, "w jaki sposób Partia Republikańska miała zabezpieczyć się finansowo na wypadek przegranych wyborów" — czyli jak przywłaszczyć publiczne pieniądze. Akcji nadano kryptonim "Czarny węgiel", a Bielana nazywano w NCBiR "sponsorem".
Jacek Żalek
Jacek ŻalekPaweł Supernak / PAP
Bielan od lat zaprzecza, że brał udział w wyprowadzaniu pieniędzy. A my mu w pełni wierzymy. Dlatego przygotowaliśmy listę intrygujących przypadków w NCBiR za rządów ludzi Bielana i Żalka.
  1. 1
    55 mln zł przyznano 27-latkowi, który założył firmę Postquant już w trakcie trwania konkursu. Dostała rekordową kasę mimo najbliższej oceny w konkursie.
  2. 2
    Firma Postquant została zarejestrowana pod takim samym adresem, jak dawny adres Partii Republikańskiej Bielana.
  3. 3
    Za to 123 mln trafiły do firmy Chime Networks z Białegostoku. Jej prezes działał w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej. Wiceprezesem tego stowarzyszenia był szwagier Żalka.
  4. 4
    W NCBiR został zatrudniony były asystent Bielana. Dostawał 24 tys. zł brutto, czyli więcej niż wiceszef NCBiR. W dodatku nie miał żadnych obowiązków
  5. 5
    Doradcą prezesa NCBiR Pawła Kucha był jego brat. Kuchowie mieli związki z Bielanem
  6. 6
    Jak na prawicę przystało ówczesny szef NCBiR napisał pornograficzną powieść o nastolatkach. "Podszedł do mnie od tyłu z kremem w jednej ręce i pędzlem w drugiej. Zaglądając mi przez ramię, spotkał wzrokiem moje oczy w lustrze. »Wyglądasz tak idealnie, Spice. Nogi na szerokość ramion, ręce połóż za głowę i nie ruszaj się«" — tak zaczyna się jedna ze scen erotycznych w książce "Oxford Girls". Przedstawia opis golenia miejsc intymnych młodej dziewczyny przez partnera, który następnie odbywa z nią opisywany w detalach stosunek. Nastoletnia bohaterka sypia zresztą nie tylko z mężczyzną, ale też z kobietą — co Kuch z pasją dokumentuje.
Paweł Kuch
Paweł KuchRafał Guz / PAP
Swoją drogą, panie Adamie, powiemy to w tajemnicy. Wielu polityków PiS pytało nas w ostatnich miesiącach, co się dzieje w aferze NCBiR, czyli co słychać u pana.
O ile rozliczanie afery w Funduszu Sprawiedliwości Ziobry — choć nieudolne — jakoś idzie. Także śledztwo w sprawie RARS — to przekręt ludzi Morawieckiego — postępuje.
A afera NCBiR długo leżała odłogiem, co budziło nawet podejrzenia, że ktoś z obecnej władzy tym pana hakuje. Tym bardziej skrupulatnie będziemy się przyglądać kolejnym ruchom prokuratury w tej sprawie. Zakładamy, że Żalek — używając terminologii znanej z innych afer — się popruje. A jeśli tak, to drżyj pan, panie Adamie.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Karol Nawrocki, prezydent Polski, zdołał nawiązać kontakt z Donaldem Trumpem, co wpłynęło na zmianę decyzji dotyczącej wysłania amerykańskich żołnierzy do Polski.
  • Spotkanie Donalda Tuska z Georgem Clooneyem wywołało irytację Trumpa, co dodatkowo wpłynęło na relacje polsko-amerykańskie.
  • Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony, był zaskoczony wstrzymaniem rotacji amerykańskich żołnierzy.
  • Donald Trump ogłosił dodatkowe wysłanie 5 tys. żołnierzy do Polski po interwencji Nawrockiego.
  • W wewnętrznych konfliktach PiS narasta napięcie dotyczące wyboru nowego I prezesa Sądu Najwyższego.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz