"Stan Wyjątkowy". Tusk i Nawrocki się wyzywają. Ludzie prezydenta ujawniają tajne plany. Mentzen boi się Zajączkowskiej
4 stycznia 2026
Rozpoczęty właśnie 2026 r. będzie pierwszym od trzech lat, gdy nie odbędą się żadne ogólnokrajowe wybory. Zakładamy oczywiście, że nie powtórzy się scenariusz z 2007 r., gdy do wyborów — przyspieszonych — jednak doszło. Wtedy jednak został spełniony kluczowy warunek — Tusk dogadał się z Kaczyńskim. Wtedy wcześniejsze głosowanie jako tako opłacało się im obydwu. Tym razem nie opłaca się żadnemu z nich. Specjalnie z tego powodu nie płaczemy, zwłaszcza że lokatorzy obydwu pałaców, a także gmachu przy Wiejskiej, z pewnością nie pozwolą o sobie zapomnieć.
Tak było zresztą już w trakcie świąteczno-noworocznej przerwy. Ostrzał na linii Nawrocki-Tusk trwał w najlepsze. Duży i mały pałac wysyłały sobie "pozdrowienia" — czyli wyzwiska — nawet przy okazji składania życzeń. W swym orędziu Nawrocki robił z Tuska nieudacznika. "W mijającym roku swoim wyborem Polacy powiedzieli jasno: nie podoba nam się to, co jest. Wyraźnie pokazali, że sprawy państwa nie idą w dobrą stronę, że potrzebna jest zmiana, że głos obywateli musi znów być głosem decydującym. Wskazaliście państwo kierunek, w którym powinniśmy zmierzać" — mówił. Nie dodawał, z wrodzonej skromności, że ów kierunek to on sam.
Z kolei Tusk w swym orędziu mówił o "królu kiboli", by wypominać Nawrockiemu szemraną przeszłość. "Dociśniemy śrubę przestępcom wszelkiej maści — czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków czy skorumpowany polityk czy rosyjski bojówkarz. Każdy, bez wyjątku, kto łamie prawo, w nadchodzącym roku gorzko tego pożałuje" — mówił, choć akurat Nawrockiemu nic przecież zrobić nie może, bo prezydent nie odpowiada przed prokuraturą.
Nawrocki chwali się kampanią. Nie podaje, że wybory wygrała dla niego rumuńska firma
W ramach świętowania i kolędowania panowie spięli się także o wywiad Nawrockiego dla "Gościa Niedzielnego". To był kolejny wywiad, bo bez trudnych pytań — czyli tak jak pan prezydent lubi. Taki wykład dla własnego elektoratu, jako że pan prezydent — wbrew temu co mówił w orędziu — nie jest zainteresowany tymi, którzy na niego nie głosowali.
"Jeśli przeanalizujemy wynik wyborów prezydenckich, to zobaczymy, że nie było tam klasycznego starcia między prawicą a lewicą. Kandydat konserwatywny dostał około 400 tys. głosów identyfikowanych ze środowiskami lewicowymi. Nie jest też czymś typowym, że kandydat konserwatywny dominuje w grupie młodych wyborców. (…) Z całego serca chciałbym reprezentować młodych ludzi, którzy myślą o Polsce stabilnej, z jednej strony opartej na fundamentach tożsamościowych, z drugiej strony odważnie czy wręcz zuchwale patrzącej w przyszłość." — puszył się pan prezydent. Nie dodawał, że te głosy to w większości nie jest efekt jego uroku politycznego, tylko uzysk wynajętej przez PiS rumuńskiej firmy Follow Digital Solutions, specjalizującej się w prawicowych kampaniach propagandowych w Internecie, w tym w poszerzaniu zasięgów kandydatów w wyborach. Polecił ją George Simion, nacjonalistyczny kandydat na prezydenta Rumunii, który wspomagał Nawrockiego w kampanii.
Nawrocki chce chleba dla ludu, a Tusk daje ludowi igrzyska
Ale nie to było w tym wywiadzie kluczowe. Otóż pan prezydent utyskiwał na rozliczenia rządów PiS. "Dekonstrukcja [sceny politycznej] powinna dotyczyć przede wszystkim zmiany rządów, które dziś po prostu szkodzą Polsce. I w tej opinii jestem w mainstreamie. (śmiech) Gdy czytam wszystkie analizy, widzę, że Polacy są niezadowoleni z rządu i z premiera. Zamiast realnej pracy mamy nieustanne »rozliczenia« — takie, które mają przede wszystkim odciągnąć uwagę opinii publicznej od rzeczywistych problemów. Widzimy, że Fundusz Sprawiedliwości nie realizuje tych celów, do których został powołany. Widzimy paraliż służby zdrowia, dramatyczną dziurę budżetową, a jednocześnie wciąż żyjemy igrzyskami fundowanymi przez rząd. Tymczasem ludzie — odnosząc się do klasyki gatunku — chcą chleba." — snuł swą opowieść Nawrocki. Na marginesie: to dzięki rozliczeniom Nawrocki w ogóle został prezydentem — to dlatego, że Kaczyński szukał człowieka, którego nie można łatwo obciążyć za afery rządów PiS.
Krytyka rozliczeń to była piłka wystawiona ludziom Tuska. "Prezydentowi Nawrockiemu nie podobają się rozliczenia złodziei z PiS. Krótką informacją dla Pana Prezydenta — to nie koniec. Rozliczeń będzie więcej. Pan Nawrocki będzie mógł zawsze ułaskawiać kumpli" — drwił szef MSWiA Marcin Kierwiński. A minister sprawiedliwości Waldemar Żurek wyliczał: "Rozliczenia zła są faktem i prowadzą kolejne osoby przed oblicze sądu. To między innymi:
- Afera wizowa — 2 akty oskarżenia, 11 osób z zarzutami, 27 przestępstw, jedna osoba ścigana listem gończym
- Fundusz Sprawiedliwości — 4 akty oskarżenia, 2 wyroki, wnioski o uchylenie immunitetów
- RARS — 2 akty oskarżenia, 14 podejrzanych, 36 zarzutów
- Pegasus — zarzuty wobec 4 osób, wnioski o uchylenie immunitetów
- Collegium Humanum — 29 oskarżonych, 82 podejrzanych, 403 zarzuty".
Tusk straszy swój elektorat sojuszem Nawrockiego z Braunem
Kolejne spięcie wygenerował premier. Zaatakował Nawrockiego za wystąpienie podczas rocznicy Powstania Wielkopolskiego — to był zryw Polaków przeciwko niemieckiej Republice Weimarskiej, który wybuchł na przełomie lat 1918–1919.
Nawrocki mówił: "To tu, na ziemi wielkopolskiej, tysiąc lat temu wielki król Bolesław Chrobry przyjął koronę — koronę, która jest wciąż z nami w XXI w. Koronę, która jest symbolem suwerenności i niepodległości państwa polskiego. Koronę, która jest zwycięskim symbolem Rzeczypospolitej, ale też koronę, która mówi tak dużo o naszej narodowej wspólnocie, wspólnocie otwartej na Zachód, ale gotowej do obrony także zachodniej granicy Rzeczypospolitej, o czym wiedzieli powstańcy wielkopolscy."
Tusk wykorzystał ten cytat do postraszenia swego elektoratu: "Prezydent Nawrocki znowu wskazał Zachód jako główne zagrożenie dla Polski. To jest istota sporu między antyeuropejskim blokiem (Nawrocki, Braun, Mentzen, PiS) a naszą Koalicją. Sporu śmiertelnie poważnego, sporu o nasze wartości, bezpieczeństwo, suwerenność. Wschód albo Zachód".
Widać wyraźnie, że Tusk szuka zwarcia z Nawrockim. Po pierwsze dlatego, że to prezydent znienawidzony przez zwolenników premiera — nie ma lepszego sposobu na podtrzymywanie mobilizacji elektoratu KO jak walka z Nawrockim, któremu jeszcze najlepiej wsadzić na pokład Brauna. Po drugie, przepychanki Tuska z Nawrockim irytują Kaczyńskiego, który czuje się spychany na boczny tor. Wszak gdzie dwóch się bije, tam dwóch korzysta — a Kaczyński coraz rzadziej jest przez Tuska wciągany do politycznych bijatyk.
Nawrocki po ataku Tuska za zachodnią granicę prężył muskuły. Najpierw napisał: "Premier nie potrafi słuchać ze zrozumieniem, albo celowo szuka konfliktu, bo Mu się budżet, służba zdrowia etc. nie spina. Aaa, o zagrożeniu ze wschodu to ja już mówiłem, jak Pan Premier spacerował po molo i tulił Rosję jaką jest". A wieczorem samego dnia obnosił się z tym, że zadzwonił do niego Donald Trump — który tuli Rosję dokładnie taką, jaka ona jest.
Nadworny fotograf pana prezydenta fotografuje wojskową mapę
Swoją drogą otoczenie prezydenta po raz kolejny napytało mu biedy — tym razem chodzi o Mikołaja Bujaka, nadwornego fotografa. Bujak robi Nawrockiemu zdjęcia od lat — twórcy "Stanu Wyjątkowego" najbardziej pamiętają groteskowe, zasłaniające twarz fotografie na okładkę książki "Spowiedź Nikosia zza grobu", którą Nawrocki wydał pod pseudonimem Tadeusz Batyr.
Bujak cykał też prezydentowi zdjęcia podczas świątecznej wizyty u funkcjonariuszy Straży Granicznej i żołnierzy ze Zgrupowania Zadaniowego "Bezpieczne Podlasie". Jak ujawnili dziennikarze Onetu, na kilku opublikowanych ujęciach widać prezydenta w towarzystwie urzędników BBN i wojskowych. Wszyscy są zgromadzeni wokół stołu przykrytego mapą obrazującą sytuację operacyjną na granicy z Białorusią. Szkopuł w tym, że takich planów nie wolno pokazywać, bo to zbiór szczególnie wrażliwych informacji. Są tam dane o rozmieszczeniu wojska, sprzętu, lokalizacji odwodów oraz punktów wsparcia.
W dodatku na zdjęciach Bujaka widać twarze szeregowych żołnierzy pilnujących granicy — a ich wizerunków także publikować nie zależy, bo zdarzało się, że ich rodziny dostawały groźby.
- Zobacz: Ludzie Andrzeja Dudy byli w szoku po wizycie Donalda Tuska. "Zadał jedno pytanie" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
MON uspokajał. "Widoczne na zdjęciach mapy mają charakter jawny i nie zawierają informacji wrażliwych ani planów operacyjnych. Publikacja materiałów odbywała się za uprzednią zgodą właściwych struktur wojskowych, a pomieszczenie zostało odpowiednio sprawdzone pod kątem bezpieczeństwa informacji" — przekonuje MON.
Nas nie uspokaja to, ze MON uspokaja, że Nawrocki może ujawniać plany, których nie może ujawniać. Dobrze wiemy, że minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zrobi wiele, aby nie psuć swych relacji z prezydentem. To WKK stoi za pomysłem, by udać się do Nawrockiego wraz z koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem oraz szefami specsłużb. Kosiniak szuka możliwości łączenia wody z ogniem, a jego pomysł jest pokłosiem wojny rządu z Nawrockim o wpływ na specsłużby.
Nawrocki próbował wzywać do siebie szefów specsłużb, by ich — jak się mawia w języku agentów — "zadaniować". Tusk zabronił generałom odwiedzać prezydenta. W odpowiedzi Nawrocki zablokował ponad 100 rządowych wniosków o awanse na pierwszy stopień oficerski w specsłużbach. Jego ludzie sugerowali, że to zemsta za to, że ABW w kampanii szukała haków na Nawrockiego, takich choćby jak wyłudzenie kawalerki czy podejrzane kontakty w trójmiejskim półświatku.
To bzdury, którymi Nawrocki przykrywa swe problemy z przeszłości. Tak, były one znane specsłużbom za rządów PiS — które je skrywały. Ale nie trzeba było wielkiej pracy agenturalnej by wykryć, że Nawrocki naciął emeryta na kawalerkę i kumplował się z podejrzanymi typami.
Kosiniak dopina z Nawrockim drobne deale
Z góry przewidujemy, że ze spotkania niewiele wyniknie. Być może Nawrocki podpisze jakieś nominacje, ale to nie będzie oznaczać zasadniczej zmiany jego polityki. Bo Nawrockiego nie interesuje iluzoryczny wpływ na służby za pośrednictwem WKK i Siemoniaka. On chce mieć służby na pasku — a Tusk do tego nie dopuści. Swoją drogą, Nawrocki przyznał się kiedyś, że snusy nauczyli go zażywać "koledzy ze służb" jeszcze zanim został prezydentem. Intrygujące, jaki szef IPN mógł mieć kontakt ze służbami. Na pewno miał kontakt, gdy ABW za rządów PiS sprawdzała sprawę przejętej przez niego kawalerki.
Kosiniak dopina z Nawrockim drobne deale. Nawrocki podpisał mu nominacje generalskie z rekomendacji MON, w zamian za kolejną gwiazdkę dla gen. Michał Sprengela, ulubieńca Sławomira Cenckiewicza, dziś szefa prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Generał w przeszłości służył w Wojskowych Służbach Informacyjnych, oficjalnie znienawidzonych przez PiS — ale nie szukajmy w tym logiki.
Kosiniak i Nawrocki bliżej poznali się latem 2021 r. Wtedy to PiS negocjowało z PSL wspólną obsadę kilku stanowisk, w tym szefa Instytutu Pamięci Narodowej. WKK się zgodził — i Nawrocki głosami PiS oraz PSL został szefem IPN. Wówczas spotkali się na kolacyjce z Jarosławem Kaczyńskim i innymi liderami PiS.
Po publikacji zdjęć z granicy odezwał się Cenckiewicz, ale szkoda czasu na jego wywody, bo sprowadzają się do tego, że Tusk i dziennikarze manipulują, a on jeden jedyny jak zawsze stoi w prawdzie. Prawda jest taka, że coraz częściej słyszymy w kręgach PiS o tym, że Cenckiewicz powinien zostać zdymisjonowany.
O potajemnych politycznych knowaniach Zajączkowskiej z "Grigorijem" już od dawna krążą legendy
Ale co tam z Cenckiewiczem. To dopiero była dymisja. Tuż przed świętami Sławomir Mentzen — znany z dobrego serca i hojności porównywalnej do św. Mikołaja — pozbawił partyjnego stanowiska Ewę Zajączkowską-Hernik, Pierwszą Damą Konfederacji. Wyszczekana i charakterna europosłanka kierowała Konfederacją w tzw. obwarzanku, czyli w okręgu wyborczym okrążającym Warszawę, ale z wyłączeniem stolicy. Lider Konfederacji — jak słyszymy — ciężko znosi popularność Zajączkowskiej-Hernik w swym elektoracie. I boi się jej rosnącej popularności na prawicy.
Pamiętamy początki Konfederacji — wówczas była tam jedna kobieta, antyaborcyjna aktywistka Kaja Godek. Liroy, który także był przy narodzinach Konfederacji, wspominał potem, że całe to ultraprawactwo kazało Kai Godek parzyć im herbatę podczas politycznych negocjacji — to pokazywało, jaką rolę widzą dla kobiet w polityce.
Tymczasem z całej reprezentacji Konfederacji w Europarlamencie, wybiły się tylko kobiety: Zajączkowska-Hernik oraz Anna Bryłka, która zna się na rolnictwie. Przepadło całe grono samców, w tym faworyt Mentzena, prawnik i były wicemarszalek Sejmu Stanisław Tyszka. I to budzi wściekłość lidera Konfederacji.
W dodatku Zajączkowska-Hernik prowokowała Mentzena — niedawno na swój kanał youtubowy zaprosiła Grzegorza Brauna, którego Mentzen nie znosi i długo przygotowywał plan pozbycia się go z Konfederacji.
Braun już czeka na europosłankę z otwartymi rękami. Zresztą o potajemnych politycznych knowaniach pani Ewy z "Grigorijem" już od dawna krążą legendy.
Poniżej streszczenie artykułu:
- W 2026 roku nie odbędą się ogólnokrajowe wybory, co zmienia polityczny krajobraz w Polsce.
- Konflikt między Donaldem Tuskiem a prezydentem Nawrockim nasilają wzajemne ataki i oskarżenia.
- Nawrocki krytykuje rządy PiS, a Tusk zapowiada dalsze rozliczenia z tymi, którzy łamią prawo.
- Nawrocki korzysta z pomocy rumuńskiej firmy w kampanii wyborczej, co budzi kontrowersje.
- Ministerstwo Obrony zapewnia, że zdjęcia prezydenta z wrażliwymi informacjami były publikowane zgodnie z prawem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz