Szczepkowska komentuje aferę wokół "saloniku VIP". Uderza w PiS. Dawid Kacprzyk zrezygnował z mandatu radnego. Oddał pieniądze szpitalowi. Afera warszawska uderza w KO z pełną siłą. "Nie ma zmiłuj, te nazwiska wyciekną", 18.06.2026




Szczepkowska komentuje aferę wokół "saloniku VIP". Uderza w PiS

Agnieszka Nowak

Joanna Szczepkowska skomentowała aferę dot. Szpitala Południowego w Warszawie i "saloniku VIP" dla polityków KO. "Mało kto już liczy ile takich przypadków, o wiele drastyczniejszych było za PiS i dla PiS" - stwierdziła.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała w środę (17 czerwca), że podjęła z urzędu czynności ws. Warszawskiego Szpitala Południowego. Na oddziale ratunkowym Warszawskiego Szpitala Południowego działała nieoficjalna, szybsza ścieżka przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz członków ich rodzin - poinformowało Zero.pl.

Szczepkowska komentuje aferę wokół saloniku VIP. Uderza w PiS

Portal nazwał pomieszczenie przeznaczone dla polityków "salonikiem VIP". Z ustaleń dziennikarzy wynika, że specjalną drogę przyjęć dla działaczy KO oraz ich bliskich stworzył radny dzielnicy Ursus Dawid Kacprzyk.

Jak podkreśliła Szczepkowska we wpisie na Facebooku, w sprawie wciąż niewiele jest udowodnionych faktów oprócz zarobków lekarza. Przypomnijmy, że Kacprzyk był członkiem Koalicji Obywatelskiej, a w Warszawskim Szpitalu Południowym pracował jako lekarz rezydent. W swoim oświadczeniu majątkowym wykazał 1,6 mln złotych przychodu z pracy w publicznym szpitalu. 

"Polityka rządzi się emocjami i niezależnie od tego ile zła narobili poprzednicy i jakie mają winy, jedna wiadomość może spowodować lawinę emocji, która to wszystko zakryje. Tak jest zwłaszcza przed wyborami, które w naszym wypadku są na poziomie być albo nie być. Mało kto już liczy ile takich przypadków, o wiele drastyczniejszych było za PiS i dla PiS" - oceniła aktorka we wpisie.

Przytoczyła przy tym kwestię operacji kolana prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, o której mówił m.in. były dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości w ministerstwie Zbigniewa Ziobry Tomasz Mraz

Szpital, w którym Jarosław Kaczyński przeszedł dwie operacje kolana, otrzymał w ciągu pięciu lat około 18,5 mln zł dotacji, o czym pisaliśmy na Gazeta.pl. - Miała miejsce jedna sytuacja, która szczególnie zapadła mi w pamięć. To była umowa na półtora albo na dwa miliony, gdzie minister Romanowski powiedział mi, że jest takie polecenie, żeby taką umowę zawrzeć. Miał do nas przyjść wniosek, mieliśmy przygotować umowę i wtedy dodał: jest do zoperowania "pierwsze kolano RP" - mówił Mraz w zapisie rozmowy, do której dotarł Onet.

"To nic, w stosunku do win PiS"

Szczepkowska przypomniała we wpisie kwoty dotacji, jakie w 2019 otrzymał szpital, a także sprzęt, na który pieniądze zostały przeznaczone. "Szpital dostał w sumie ok. 15 mln złotych na 'pierwsze kolano w Polsce', a dostał je z Funduszu Sprawiedliwości. To tylko jedna z takich spraw za czasów PiS" - zaznaczyła.

Szczepkowska stwierdziła, że rzekomy "salonik VIP" to "nic w stosunku do win PiS", choć podkreśliła jednocześnie wagę tych doniesień. "To jednak mimo wszystko bardzo zła wiadomość. Nie chodzi tylko o tego lekarza ani o system, który rzeczywiście powinien być już uzdrowiony. Chodzi chyba najbardziej o etos moralny, w jaki ufamy stronie liberalnej. Chodzi więc najbardziej o tych, którzy z tego pokoju i ścieżek na skróty korzystali. Nazwiska powinny być podane do naszej wiadomości i wierzę, że tak będzie, niezależnie od tego, kto to jest i jakie stanowisko pełni. Póki co, wygląda na to, że nie będzie zamiatania pod dywan" - oceniła.

gazeta

Dawid Kacprzyk zrezygnował z mandatu radnego

Polska Agencja Prasowa
Polska Agencja Prasowa
18 czerwca 2026
Nowe informacje przekazała wiceprzewodnicząca klubu radnych KO w Warszawie. Tymczasem stołeczny poinformował, że młody lekarz Dawid Kacprzyk zwrócił szpitalowi znaczną część wypłaconych mu środków.
Wiceprzewodnicząca klubu radnych KO w radzie Warszawy Anna Auksel-Sekutowicz poinformowała w czwartek PAP, że lekarz Dawid Kacprzyk zrezygnował z funkcji radnego dzielnicy Ursus. Auksel-Sekutowicz przekazała, że Kacprzyk swoją rezygnację złożył pisemnie przewodniczącemu rady dzielnicy Ursus Dariuszowi Pastorowi.

Dawid Kacprzyk oddał ogromną kwotę szpitalowi

Stołeczny ratusz poinformował natomiast, że lekarz, który miał w trakcie specjalizacji zarobić w ubiegłym roku 1,6 mln zł, zwrócił szpitalowi część wypłaconych mu pieniędzy. Szpital Południowy złożył do prokuratury doniesienie o możliwości popełnienia oszustwa, a w czwartek Rada Nadzorcza ma podjąć decyzję o zmianach w zarządzie szpitala.
Z informacji ratusza wynika, że od 15 czerwca Dawid Kacprzyk skorygował 33 faktury, obejmujące okres od 31 stycznia 2025 r. do 16 czerwca 2026 r. Na konto szpitala zwrócił 500 tys. złotych.
Opinię publiczną oburzyła również informacja, że na prowadzonym przez Kacprzyka oddziale politycy KO mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania miały być im wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji.
W poniedziałek Kacprzyk zrezygnował z członkostwa w KO. Został także zwolniony ze Szpitala Południowego. Placówka rozwiązała umowę z lekarzem w środę.

Burza wokół zarobków Dawida Kacprzyka

Z oświadczenia majątkowego Kacprzyka wynika, że w ubiegłym roku w ramach działalności gospodarczej związanej ze świadczeniem usług medycznych uzyskał dochód przekraczający 1 mln 600 tys. zł. Dziennikarze ustalili, że tylko w Szpitalu Południowym w 2025 r. przepracował łącznie 3976 godzin, co daje średnio 331 godzin miesięcznie i niemal 11 godzin dziennie, uwzględniając także niedziele i święta.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Dawid Kacprzyk zrezygnował z mandatu radnego dzielnicy Ursus oraz z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej.
  • Zwrócił szpitalowi Południowemu 500 tys. zł, po tym jak pojawiły się oskarżenia o oszustwo.
  • W ubiegłym roku miał znaczący dochód z działalności medycznej, przekraczający 1,6 mln zł.
  • W związku z kontrowersjami, Kacprzyk został zwolniony z pracy w szpitalu oraz złożył wniosek o zawieszenie w prawach członka Okręgowej Rady Lekarskiej.
  • Pracował w Szpitalu Południowym łącznie 3976 godzin w 2025 roku.

Wróć do artykułu


Afera warszawska uderza w KO z pełną siłą. "Nie ma zmiłuj, te nazwiska wyciekną"

18 czerwca 2026

Koalicja Obywatelska wdrożyła zarządzanie kryzysowe na najwyższych szczeblach. Radny Dawid Kacprzyk jest pierwszą polityczną ofiarą afery, którą sam wywołał. Ale na pewno nie ostatnią. W partii plotkuje się nawet o rozwiązaniu warszawskich struktur. A to nie koniec, bo w KO są pewni, że będą wyciekać kolejne szczegóły. — Teraz nie ma co się rozczulać. Trzeba zrobić porządek — mówi jeden z polityków partii.


Premier Donald Tusk tym razem naprawdę się wściekł. Dawid Kacprzyk, o którego istnieniu do zeszłego tygodnia nie miał pojęcia, okazał się bombą z opóźnionym zapłonem. W dodatku taką, która wybuchła w bardzo niekorzystnym dla KO momencie. Oczywiście, że radny z Ursusa to nie jest pierwszoplanowa postać polityczna i trudno nawet udawać, że miał on znaczenie dla partii. Tym większa jest wściekłość Tuska.

— Żeby to był jeszcze ktoś! — zżyma się dość nieelegancko na radnego z Ursusa jeden z polityków KO.

Trudno się dziwić. Cała partia zbiera cięgi z powodu działalności polityka nawet nie 15., a 150. rzędu. W większości przypadków radnego politycy KO rzeczywiście nie znają, a o jego istnieniu dowiedzieli się kilka dni temu. Ten medal ma też jednak drugą stronę. W opisywanym przez Zero saloniku dla VIP-ów ktoś bywał. Do pana radnego Kacprzyka ktoś dzwonił, mówiąc "jakiś taki niewyraźny jestem/jakaś taka niewyraźna jestem". I otrzymywał/otrzymywała pomoc w trybie błyskawicznym. Od większości naszych rozmówców z KO słyszymy: "szkoda, że nie podali nazwisk".

— Teraz to już nie ma zmiłuj, serio. Przecież skoro te nazwiska są znane, to wyciekną. Nie dziś to jutro, nie jutro to za miesiąc, nie ze szpitala to z prokuratury. Teraz to już nie ma co się rozczulać. Trzeba po prostu zrobić porządek — bardzo nerwowo podsumowują całą aferę nasi rozmówcy z KO. Problem może się pojawić, jeśli okaże się, że w Szpitalu Południowym leczyli się naprawdę prominentni politycy warszawskiej KO.

Donald Tusk wie, że to może być zabójcze

Premier publicznie zapowiada, że sprawa ma być wyjaśniona do spodu — sprawy związane z łamaniem prawa mają trafić do prokuratury. Sprawy związane z łamaniem dobrych obyczajów — pod sąd partyjny. Tusk doskonale wie, jak zabójcza potrafi być taka historia i musi zrobić wszystko, żeby nie była początkiem lawiny, która pochłonie mu partię i odda władzę w ręce PiS.

Dlatego premier od razu wyszedł z propozycjami zmian w prawie, które mają sprawić, że lekarz nie będzie wyłącznie "na papierze" pracował w trzech szpitalach czy przychodniach. Albo że nie będzie pracował w prywatnej służbie zdrowia w czasie, kiedy powinien być na dyżurze w państwowej jednostce.

To zagranie ma polityczny sens, bo wyborców denerwują zarobki lekarzy. Ale to nie może być koniec. Premier, lider KO, musi pokazać, że w jego partii nie ma miejsca dla tych, którzy chcą nadużywać władzy i organizują sobie specjalne traktowanie w szpitalnym "saloniku dla VIP-ów". Musi kogoś publicznie ściąć.

W sejmowych kuluarach pojawiły się informacje o tym, że rozwiązana może nawet zostać warszawska struktura partii. To byłaby "opcja atomowa", bo Warszawa to bastion partii. Nawet Donald Tusk, kiedy rozwiązana została sopocka struktura lata temu, przeniósł się politycznie do Warszawy, żeby stąd startować w wyborach. To nie tylko najbardziej prestiżowa lista, ale także miejsce, z którego PO/KO zdobywa za każdym razem najwięcej mandatów. W dodatku na czele partii w stolicy stoi sekretarz generalny całej formacji, Marcin Kierwiński. To nie jest Kraków, w którym trzeba było całkiem niedawno zrobić porządek i dla przykładu wprowadzić swoją komisarz.

Rozwiązanie struktur partii w stolicy może mieć bardzo daleko idące konsekwencje dla wewnętrznej stabilności w KO. Ale jest oczywiście druga strona medalu. Jeśli robić porządek, to jak najszybciej. Za rok o tej porze będziemy w środku kampanii wyborczej. Wtedy będzie już po prostu za późno. Sprawę radnego-lekarza-milionera trzeba posprzątać teraz. Kontrola wysłana do szpitala przez ratusz już zaowocowała — poza zwolnieniem Dawida Kacprzyka z pracy — doniesieniem do prokuratury. To zapewne nie koniec, bo — jak słyszymy od niektórych polityków KO — na SOR Szpitala Południowego działo się bardzo wiele rzeczy, które będą wychodzić na światło dzienne. I nie pomogą partii wygrzebać się z afery.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Afera warszawska w Koalicji Obywatelskiej wywołuje kryzys, w którym pierwszą ofiarą jest radny Dawid Kacprzyk.
  • Premier Donald Tusk wyraża dużo złości wobec tej sytuacji, która wybuchła w niekorzystnym dla partii czasie.
  • Istnieje obawa, że będą ujawniane nazwiska prominentnych polityków, którzy korzystali z nielegalnych przywilejów w szpitalach.
  • Tusk planuje konieczne zmiany w prawie, aby zapobiec nadużyciom w systemie zdrowia.
  • Rozważane jest nawet rozwiązanie warszawskiej struktury KO, co miałoby istotne konsekwencje dla partii.

Wróć do artykułu




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz