Szczepkowska komentuje aferę wokół "saloniku VIP". Uderza w PiS
Joanna Szczepkowska skomentowała aferę dot. Szpitala Południowego w Warszawie i "saloniku VIP" dla polityków KO. "Mało kto już liczy ile takich przypadków, o wiele drastyczniejszych było za PiS i dla PiS" - stwierdziła.
Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała w środę (17 czerwca), że podjęła z urzędu czynności ws. Warszawskiego Szpitala Południowego. Na oddziale ratunkowym Warszawskiego Szpitala Południowego działała nieoficjalna, szybsza ścieżka przyjęć dla polityków Koalicji Obywatelskiej oraz członków ich rodzin - poinformowało Zero.pl.
Szczepkowska komentuje aferę wokół saloniku VIP. Uderza w PiS
Portal nazwał pomieszczenie przeznaczone dla polityków "salonikiem VIP". Z ustaleń dziennikarzy wynika, że specjalną drogę przyjęć dla działaczy KO oraz ich bliskich stworzył radny dzielnicy Ursus Dawid Kacprzyk.
Jak podkreśliła Szczepkowska we wpisie na Facebooku, w sprawie wciąż niewiele jest udowodnionych faktów oprócz zarobków lekarza. Przypomnijmy, że Kacprzyk był członkiem Koalicji Obywatelskiej, a w Warszawskim Szpitalu Południowym pracował jako lekarz rezydent. W swoim oświadczeniu majątkowym wykazał 1,6 mln złotych przychodu z pracy w publicznym szpitalu.
"Polityka rządzi się emocjami i niezależnie od tego ile zła narobili poprzednicy i jakie mają winy, jedna wiadomość może spowodować lawinę emocji, która to wszystko zakryje. Tak jest zwłaszcza przed wyborami, które w naszym wypadku są na poziomie być albo nie być. Mało kto już liczy ile takich przypadków, o wiele drastyczniejszych było za PiS i dla PiS" - oceniła aktorka we wpisie.
Przytoczyła przy tym kwestię operacji kolana prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, o której mówił m.in. były dyrektor Departamentu Funduszu Sprawiedliwości w ministerstwie Zbigniewa Ziobry Tomasz Mraz
Szpital, w którym Jarosław Kaczyński przeszedł dwie operacje kolana, otrzymał w ciągu pięciu lat około 18,5 mln zł dotacji, o czym pisaliśmy na Gazeta.pl. - Miała miejsce jedna sytuacja, która szczególnie zapadła mi w pamięć. To była umowa na półtora albo na dwa miliony, gdzie minister Romanowski powiedział mi, że jest takie polecenie, żeby taką umowę zawrzeć. Miał do nas przyjść wniosek, mieliśmy przygotować umowę i wtedy dodał: jest do zoperowania "pierwsze kolano RP" - mówił Mraz w zapisie rozmowy, do której dotarł Onet.
"To nic, w stosunku do win PiS"
Szczepkowska przypomniała we wpisie kwoty dotacji, jakie w 2019 otrzymał szpital, a także sprzęt, na który pieniądze zostały przeznaczone. "Szpital dostał w sumie ok. 15 mln złotych na 'pierwsze kolano w Polsce', a dostał je z Funduszu Sprawiedliwości. To tylko jedna z takich spraw za czasów PiS" - zaznaczyła.
Szczepkowska stwierdziła, że rzekomy "salonik VIP" to "nic w stosunku do win PiS", choć podkreśliła jednocześnie wagę tych doniesień. "To jednak mimo wszystko bardzo zła wiadomość. Nie chodzi tylko o tego lekarza ani o system, który rzeczywiście powinien być już uzdrowiony. Chodzi chyba najbardziej o etos moralny, w jaki ufamy stronie liberalnej. Chodzi więc najbardziej o tych, którzy z tego pokoju i ścieżek na skróty korzystali. Nazwiska powinny być podane do naszej wiadomości i wierzę, że tak będzie, niezależnie od tego, kto to jest i jakie stanowisko pełni. Póki co, wygląda na to, że nie będzie zamiatania pod dywan" - oceniła.
gazeta
Dawid Kacprzyk zrezygnował z mandatu radnego
Dawid Kacprzyk oddał ogromną kwotę szpitalowi
Burza wokół zarobków Dawida Kacprzyka
Czytaj także
Poniżej streszczenie artykułu:
- Dawid Kacprzyk zrezygnował z mandatu radnego dzielnicy Ursus oraz z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej.
- Zwrócił szpitalowi Południowemu 500 tys. zł, po tym jak pojawiły się oskarżenia o oszustwo.
- W ubiegłym roku miał znaczący dochód z działalności medycznej, przekraczający 1,6 mln zł.
- W związku z kontrowersjami, Kacprzyk został zwolniony z pracy w szpitalu oraz złożył wniosek o zawieszenie w prawach członka Okręgowej Rady Lekarskiej.
- Pracował w Szpitalu Południowym łącznie 3976 godzin w 2025 roku.
Afera warszawska uderza w KO z pełną siłą. "Nie ma zmiłuj, te nazwiska wyciekną"
— Żeby to był jeszcze ktoś! — zżyma się dość nieelegancko na radnego z Ursusa jeden z polityków KO.
Trudno się dziwić. Cała partia zbiera cięgi z powodu działalności polityka nawet nie 15., a 150. rzędu. W większości przypadków radnego politycy KO rzeczywiście nie znają, a o jego istnieniu dowiedzieli się kilka dni temu. Ten medal ma też jednak drugą stronę. W opisywanym przez Zero saloniku dla VIP-ów ktoś bywał. Do pana radnego Kacprzyka ktoś dzwonił, mówiąc "jakiś taki niewyraźny jestem/jakaś taka niewyraźna jestem". I otrzymywał/otrzymywała pomoc w trybie błyskawicznym. Od większości naszych rozmówców z KO słyszymy: "szkoda, że nie podali nazwisk".
— Teraz to już nie ma zmiłuj, serio. Przecież skoro te nazwiska są znane, to wyciekną. Nie dziś to jutro, nie jutro to za miesiąc, nie ze szpitala to z prokuratury. Teraz to już nie ma co się rozczulać. Trzeba po prostu zrobić porządek — bardzo nerwowo podsumowują całą aferę nasi rozmówcy z KO. Problem może się pojawić, jeśli okaże się, że w Szpitalu Południowym leczyli się naprawdę prominentni politycy warszawskiej KO.
Donald Tusk wie, że to może być zabójcze
Premier publicznie zapowiada, że sprawa ma być wyjaśniona do spodu — sprawy związane z łamaniem prawa mają trafić do prokuratury. Sprawy związane z łamaniem dobrych obyczajów — pod sąd partyjny. Tusk doskonale wie, jak zabójcza potrafi być taka historia i musi zrobić wszystko, żeby nie była początkiem lawiny, która pochłonie mu partię i odda władzę w ręce PiS.
Dlatego premier od razu wyszedł z propozycjami zmian w prawie, które mają sprawić, że lekarz nie będzie wyłącznie "na papierze" pracował w trzech szpitalach czy przychodniach. Albo że nie będzie pracował w prywatnej służbie zdrowia w czasie, kiedy powinien być na dyżurze w państwowej jednostce.
To zagranie ma polityczny sens, bo wyborców denerwują zarobki lekarzy. Ale to nie może być koniec. Premier, lider KO, musi pokazać, że w jego partii nie ma miejsca dla tych, którzy chcą nadużywać władzy i organizują sobie specjalne traktowanie w szpitalnym "saloniku dla VIP-ów". Musi kogoś publicznie ściąć.
W sejmowych kuluarach pojawiły się informacje o tym, że rozwiązana może nawet zostać warszawska struktura partii. To byłaby "opcja atomowa", bo Warszawa to bastion partii. Nawet Donald Tusk, kiedy rozwiązana została sopocka struktura lata temu, przeniósł się politycznie do Warszawy, żeby stąd startować w wyborach. To nie tylko najbardziej prestiżowa lista, ale także miejsce, z którego PO/KO zdobywa za każdym razem najwięcej mandatów. W dodatku na czele partii w stolicy stoi sekretarz generalny całej formacji, Marcin Kierwiński. To nie jest Kraków, w którym trzeba było całkiem niedawno zrobić porządek i dla przykładu wprowadzić swoją komisarz.
Rozwiązanie struktur partii w stolicy może mieć bardzo daleko idące konsekwencje dla wewnętrznej stabilności w KO. Ale jest oczywiście druga strona medalu. Jeśli robić porządek, to jak najszybciej. Za rok o tej porze będziemy w środku kampanii wyborczej. Wtedy będzie już po prostu za późno. Sprawę radnego-lekarza-milionera trzeba posprzątać teraz. Kontrola wysłana do szpitala przez ratusz już zaowocowała — poza zwolnieniem Dawida Kacprzyka z pracy — doniesieniem do prokuratury. To zapewne nie koniec, bo — jak słyszymy od niektórych polityków KO — na SOR Szpitala Południowego działo się bardzo wiele rzeczy, które będą wychodzić na światło dzienne. I nie pomogą partii wygrzebać się z afery.
Poniżej streszczenie artykułu:
- Afera warszawska w Koalicji Obywatelskiej wywołuje kryzys, w którym pierwszą ofiarą jest radny Dawid Kacprzyk.
- Premier Donald Tusk wyraża dużo złości wobec tej sytuacji, która wybuchła w niekorzystnym dla partii czasie.
- Istnieje obawa, że będą ujawniane nazwiska prominentnych polityków, którzy korzystali z nielegalnych przywilejów w szpitalach.
- Tusk planuje konieczne zmiany w prawie, aby zapobiec nadużyciom w systemie zdrowia.
- Rozważane jest nawet rozwiązanie warszawskiej struktury KO, co miałoby istotne konsekwencje dla partii.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz