Taki "pokój" byłby bardzo drogi. Generałowie mówią, ile może to kosztować Polskę. "Problemy będziemy mieć my", 16.12.2025


Taki "pokój" byłby bardzo drogi. Generałowie mówią, ile może to kosztować Polskę. "Problemy będziemy mieć my"

Bartłomiej Szewczyk 

Scenariusz zakończenia wojny w Ukrainie na warunkach korzystnych dla Kremla oznaczałby dla Polski długofalowe koszty. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale też o pieniądze — ogromne wydatki, które państwa wschodniej flanki NATO musiałyby ponosić przez lata. O tym, gdzie trzeba byłoby wydać miliardy i dlaczego taki "pokój" byłby wyjątkowo drogi, mówią "Faktowi" gen. Bogusław Pacek i gen. Roman Polko. Wojskowi nie mają wątpliwości. — Z wojskowego punktu widzenia bardziej opłaca nam się wspierać Ukrainę niż przygotowywać się do wojny na własnym terytorium — słyszymy.

Wojna rosyjsko-ukraińska trwa od dekady, ale jej pełnoskalowa faza rozpoczęła się 24 lutego 2024 r. Rosja kontroluje obecnie część wschodnich i południowych obszarów Ukrainy — przede wszystkim fragmenty obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego. Rozmowy o możliwym zakończeniu konfliktu nabrały tempa po spotkaniach w Berlinie, gdzie przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Europy i Ukrainy omawiali warunki ewentualnego rozejmu.

Zobacz też: Spotkanie Nawrockiego z Zełenskim. Były ambasador: szkoda, że złamano zasadę

Rozejm na warunkach Kremla? "Dla Polski i Europy to nie jest dobry scenariusz"

Dla Moskwy z kolei warunki porozumienia są jasne. Decydenci na Kremlu domagają się rezygnacji Ukrainy z członkostwa w NATO, akceptacji obecnej linii frontu oraz zmniejszenia liczby ukraińskich wojsk. Taki scenariusz oznaczałby trwałe przesunięcie rosyjskiej strefy wpływów na zachód. Gen. Bogusław Pacek w rozmowie z "Faktem" podkreśla, że rozejm, w którym Rosja zatrzymuje zdobyte terytoria, Ukraina rezygnuje z członkostwa w NATO, a jej armia zostaje ograniczona, wcale nie oznacza końca zagrożenia.

— Dla Ukrainy najważniejsze jest ocalenie państwowości. Natomiast dla Polski i dla Europy chwilowe zatrzymanie Moskwy to nie jest dobry scenariusz. Strategicznym celem Rosji nie jest zdobycie jednego czy dwóch regionów. Celem jest podporządkowanie całej Ukrainy — zaznacza generał. Jak dodaje, jeśli świat nie zapewni Ukrainie realnych gwarancji bezpieczeństwa, Kreml będzie gotowy do kolejnej odsłony konfliktu.

— Jeżeli tych gwarancji nie będzie, Putin będzie miał otwartą drogę do powtórki z 2022 r. A to oznacza wzrost zagrożenia dla państw bałtyckich, Polski, Rumunii czy Finlandii — ostrzega gen. Pacek. To właśnie z tego powodu — jego zdaniem — zaczną się koszty, które dotkną wówczas bezpośrednio Polskę.

W co trzeba byłoby inwestować kolejne miliardy? Gen. Pacek podkreśla, że dalsze zwiększanie wydatków procentowo nie jest rozwiązaniem samym w sobie. — 5 proc. PKB to bardzo dużo. Tego nie da się zwiększać w nieskończoność. Kluczowe jest to, na co te pieniądze są wydawane — mówi. Jego zdaniem absolutnym priorytetem stałaby się obrona powietrzna, zwłaszcza średniego zasięgu, czyli ta, którą — według niego — obejmuje program "Wisła".

— Musimy budować takie zdolności, żeby nie zestrzeliwać powietrznych środków rażenia tylko nad własnymi głowami. "Tarcza Wschód" i europejska kopuła obronna nabrałyby zupełnie nowego znaczenia — zaznacza. Do tego dochodzą koszty związane z zagrożeniami hybrydowymi: cyberatakami, dezinformacją, dywersją i sabotażem. — Rosja świetnie radzi sobie w cyberprzestrzeni. To jest realne zagrożenie i na to trzeba budować odporność — dodaje generał.

Czytaj również: Czy Francja ruszy w Polsce z pomocą w przypadku inwazji Rosji? Ekspert wyjaśnia

Gen. Polko: zgniły pokój oznacza problemy dla nas, nie dla Ukrainy

Jeszcze ostrzej scenariusz korzystny dla Kremla ocenia gen. Roman Polko, były dowódca jednostki GROM. W jego opinii taki finał wojny byłby strategiczną porażką Zachodu, a rachunek wystawiony zostałby Polsce. — Jakiekolwiek przerwanie działań czy zgniły pokój oznacza, że problemy będziemy mieli my, a nie Ukraina — mówi wojskowy w rozmowie z "Faktem". Zwraca uwagę, że Ukraina dysponuje dziś ogromnym potencjałem wojskowym. — To jest najsilniejsza armia w Europie. Ponad 100 brygad, około 880 tys. żołnierzy z doświadczeniem bojowym. Jeśli ten potencjał wpadnie w ręce Rosji, to zagrożenie dla regionu rośnie skokowo — podkreśla Polko.

Zdaniem gen. Polki, Rosja nie musi od razu wysyłać czołgów, by destabilizować sytuację w Polsce. — Po co wprowadzać regularne wojska, skoro można napuścić ludzi na siebie nawzajem? Dywersja, podpalenia, sabotaż, wojna informacyjna — to już się dzieje i będzie tylko intensywniejsze — ocenia. To oznacza konieczność ogromnych inwestycji w wojska specjalne, kontrwywiad, cyberbezpieczeństwo i ochronę infrastruktury krytycznej.

— Polska, niezależnie od tego, ile by wydawała, sama tego nie udźwignie. 5 proc. PKB Polski to zaledwie 2 proc. PKB Niemiec. Tu potrzebna jest solidarność europejska i realny potencjał odstraszania — zaznacza. — Z wojskowego punktu widzenia bardziej opłaca nam się wspierać Ukrainę niż przygotowywać się do wojny na własnym terytorium — podsumowuje gen. Polko.

Czytaj więcej: Rosyjskie drony sieją chaos nad Europą. Raporty ujawniają skalę incydentów

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Możliwy rozejm w wojnie ukraińskiej na warunkach korzystnych dla Rosji wiązałby się z ogromnymi kosztami dla Polski i innych krajów NATO.
  • Generałowie wskazują, że korzystniejszym rozwiązaniem jest wspieranie Ukrainy niż przygotowywanie się do obrony własnego terytorium.
  • Moskwa domaga się m.in. rezygnacji Ukrainy z członkostwa w NATO oraz zatrzymania obecnych terytoriów, co nie zakończyłoby zagrożenia ze strony Rosji.
  • Plany wydatków na obronę koncentrują się na zwiększeniu zdolności obrony powietrznej oraz przeciwdziałaniu zagrożeniom hybrydowym.
  • W przypadku "zgniłego pokoju", problemy z Rosją dotkną głównie Polskę, a nie Ukrainę, co wymagałoby znacznych inwestycji.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz