Taki "pokój" byłby bardzo drogi. Generałowie mówią, ile może to kosztować Polskę. "Problemy będziemy mieć my"
Bartłomiej Szewczyk
Scenariusz zakończenia wojny w Ukrainie na warunkach korzystnych dla Kremla oznaczałby dla Polski długofalowe koszty. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, ale też o pieniądze — ogromne wydatki, które państwa wschodniej flanki NATO musiałyby ponosić przez lata. O tym, gdzie trzeba byłoby wydać miliardy i dlaczego taki "pokój" byłby wyjątkowo drogi, mówią "Faktowi" gen. Bogusław Pacek i gen. Roman Polko. Wojskowi nie mają wątpliwości. — Z wojskowego punktu widzenia bardziej opłaca nam się wspierać Ukrainę niż przygotowywać się do wojny na własnym terytorium — słyszymy.
Wojna rosyjsko-ukraińska trwa od dekady, ale jej pełnoskalowa faza rozpoczęła się 24 lutego 2024 r. Rosja kontroluje obecnie część wschodnich i południowych obszarów Ukrainy — przede wszystkim fragmenty obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego. Rozmowy o możliwym zakończeniu konfliktu nabrały tempa po spotkaniach w Berlinie, gdzie przedstawiciele Stanów Zjednoczonych, Europy i Ukrainy omawiali warunki ewentualnego rozejmu.
Zobacz też: Spotkanie Nawrockiego z Zełenskim. Były ambasador: szkoda, że złamano zasadę
Rozejm na warunkach Kremla? "Dla Polski i Europy to nie jest dobry scenariusz"
Dla Moskwy z kolei warunki porozumienia są jasne. Decydenci na Kremlu domagają się rezygnacji Ukrainy z członkostwa w NATO, akceptacji obecnej linii frontu oraz zmniejszenia liczby ukraińskich wojsk. Taki scenariusz oznaczałby trwałe przesunięcie rosyjskiej strefy wpływów na zachód. Gen. Bogusław Pacek w rozmowie z "Faktem" podkreśla, że rozejm, w którym Rosja zatrzymuje zdobyte terytoria, Ukraina rezygnuje z członkostwa w NATO, a jej armia zostaje ograniczona, wcale nie oznacza końca zagrożenia.
— Dla Ukrainy najważniejsze jest ocalenie państwowości. Natomiast dla Polski i dla Europy chwilowe zatrzymanie Moskwy to nie jest dobry scenariusz. Strategicznym celem Rosji nie jest zdobycie jednego czy dwóch regionów. Celem jest podporządkowanie całej Ukrainy — zaznacza generał. Jak dodaje, jeśli świat nie zapewni Ukrainie realnych gwarancji bezpieczeństwa, Kreml będzie gotowy do kolejnej odsłony konfliktu.
— Jeżeli tych gwarancji nie będzie, Putin będzie miał otwartą drogę do powtórki z 2022 r. A to oznacza wzrost zagrożenia dla państw bałtyckich, Polski, Rumunii czy Finlandii — ostrzega gen. Pacek. To właśnie z tego powodu — jego zdaniem — zaczną się koszty, które dotkną wówczas bezpośrednio Polskę.
W co trzeba byłoby inwestować kolejne miliardy? Gen. Pacek podkreśla, że dalsze zwiększanie wydatków procentowo nie jest rozwiązaniem samym w sobie. — 5 proc. PKB to bardzo dużo. Tego nie da się zwiększać w nieskończoność. Kluczowe jest to, na co te pieniądze są wydawane — mówi. Jego zdaniem absolutnym priorytetem stałaby się obrona powietrzna, zwłaszcza średniego zasięgu, czyli ta, którą — według niego — obejmuje program "Wisła".
— Musimy budować takie zdolności, żeby nie zestrzeliwać powietrznych środków rażenia tylko nad własnymi głowami. "Tarcza Wschód" i europejska kopuła obronna nabrałyby zupełnie nowego znaczenia — zaznacza. Do tego dochodzą koszty związane z zagrożeniami hybrydowymi: cyberatakami, dezinformacją, dywersją i sabotażem. — Rosja świetnie radzi sobie w cyberprzestrzeni. To jest realne zagrożenie i na to trzeba budować odporność — dodaje generał.
Czytaj również: Czy Francja ruszy w Polsce z pomocą w przypadku inwazji Rosji? Ekspert wyjaśnia
Gen. Polko: zgniły pokój oznacza problemy dla nas, nie dla Ukrainy
Jeszcze ostrzej scenariusz korzystny dla Kremla ocenia gen. Roman Polko, były dowódca jednostki GROM. W jego opinii taki finał wojny byłby strategiczną porażką Zachodu, a rachunek wystawiony zostałby Polsce. — Jakiekolwiek przerwanie działań czy zgniły pokój oznacza, że problemy będziemy mieli my, a nie Ukraina — mówi wojskowy w rozmowie z "Faktem". Zwraca uwagę, że Ukraina dysponuje dziś ogromnym potencjałem wojskowym. — To jest najsilniejsza armia w Europie. Ponad 100 brygad, około 880 tys. żołnierzy z doświadczeniem bojowym. Jeśli ten potencjał wpadnie w ręce Rosji, to zagrożenie dla regionu rośnie skokowo — podkreśla Polko.
Zdaniem gen. Polki, Rosja nie musi od razu wysyłać czołgów, by destabilizować sytuację w Polsce. — Po co wprowadzać regularne wojska, skoro można napuścić ludzi na siebie nawzajem? Dywersja, podpalenia, sabotaż, wojna informacyjna — to już się dzieje i będzie tylko intensywniejsze — ocenia. To oznacza konieczność ogromnych inwestycji w wojska specjalne, kontrwywiad, cyberbezpieczeństwo i ochronę infrastruktury krytycznej.
— Polska, niezależnie od tego, ile by wydawała, sama tego nie udźwignie. 5 proc. PKB Polski to zaledwie 2 proc. PKB Niemiec. Tu potrzebna jest solidarność europejska i realny potencjał odstraszania — zaznacza. — Z wojskowego punktu widzenia bardziej opłaca nam się wspierać Ukrainę niż przygotowywać się do wojny na własnym terytorium — podsumowuje gen. Polko.
Czytaj więcej: Rosyjskie drony sieją chaos nad Europą. Raporty ujawniają skalę incydentów
Poniżej streszczenie artykułu:
- Możliwy rozejm w wojnie ukraińskiej na warunkach korzystnych dla Rosji wiązałby się z ogromnymi kosztami dla Polski i innych krajów NATO.
- Generałowie wskazują, że korzystniejszym rozwiązaniem jest wspieranie Ukrainy niż przygotowywanie się do obrony własnego terytorium.
- Moskwa domaga się m.in. rezygnacji Ukrainy z członkostwa w NATO oraz zatrzymania obecnych terytoriów, co nie zakończyłoby zagrożenia ze strony Rosji.
- Plany wydatków na obronę koncentrują się na zwiększeniu zdolności obrony powietrznej oraz przeciwdziałaniu zagrożeniom hybrydowym.
- W przypadku "zgniłego pokoju", problemy z Rosją dotkną głównie Polskę, a nie Ukrainę, co wymagałoby znacznych inwestycji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz