"To może być punkt zwrotny". Nowa geopolityczna układanka Donalda Trumpa. Chiny zwietrzyły szansę, 04.01.2026


"To może być punkt zwrotny". Nowa geopolityczna układanka Donalda Trumpa. Chiny zwietrzyły szansę

Eli Stokols 

4 stycznia 2026

Donald Trump i jego administracja kierują bezceremonialne groźby pod adresem całej Ameryki Łacińskiej. Biały Dom daje jasno do zrozumienia, że Wenezuela to dopiero początek wielkich działań USA. Waszyngton wywołał strach na całej półkuli zachodniej, ale i radość wśród wielu republikanów, dla których radykalne zmiany polityczne w kolejnych krajach regionu są niezbędne. — To może być punkt zwrotny — ocenia republikański kongresmen Carlos Gimenez z Florydy. Na działania Amerykanów szczególnie patrzą Chiny, które po cichu będą chciały realizować swoje własne interesy. I to niekoniecznie wespół z Amerykanami.

Nicolas Maduro został schwytany podczas akcji w nocy z piątku na sobotę [nad ranem w Polsce]. Poleciał do Nowego Jorku, gdzie zostanie postawiony w stan oskarżenia pod zarzutem udziału w spisku narkotykowym. On i jego żona Cilia Flores zostali przewiezieni do aresztu na Brooklynie.

Kiedy prezydent Donald Trump ogłosił w sobotę, że Stany Zjednoczone będą na razie "zarządzać" Wenezuelą, on i jego najbliżsi doradcy jasno dali do zrozumienia, że Stany Zjednoczone mogą na tym nie poprzestać — i zażądali, aby reszta świata wzięła to pod uwagę.

To druga i ostatnia kadencja Trumpa jako prezydenta. Niewykluczone, że właśnie z tego powodu amerykański przywódca ściga się z czasem, koncentrując się na krótkoterminowych wynikach. Z kolei autokraci na całym świecie, którzy są w stanie grać na geopolitycznej szachownicy znacznie dłużej, mogą skorzystać na rosnących napięciach między Stanami Zjednoczonymi a ich sąsiadami. Wśród nich są przede wszystkim Chiny, które chcą grać w swoją własną grę.

Rąbka tajemnicy uchylają także anonimowi informatorzy POLITICO, którzy przedstawiają kolejne prawdopodobne kroki prezydenta USA.

Wenezuela to dopiero początek

Sekretarz obrony Pete Hegseth mówi o wenezuelskim przywódcy wprost: "miał szansę" opuścić kraj na własną rękę. Teraz stał się kolejnym przykładem przywódcy, który płaci wysoką cenę za brak reakcji na presję ze strony Donalda Trumpa. — Zabawił się i przekonał się — Hegseth komentuje zachowanie Maduro.

Amerykanie wysuwają teraz konkretne groźby wobec trzech innych krajów, które wkrótce mogą znaleźć się na celowniku administracji: Kolumbii, Kuby i Meksyku.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. "Wszystkie narody regionu muszą pozostać czujne, ponieważ zagrożenie dotyczy wszystkich" — stwierdził rząd kubański w oświadczeniu.

Tymczasem ostrzeżenia Białego Domu stają się coraz bardziej zdecydowane i stanowcze. Trump ponownie oskarżył prezydenta Kolumbii o "produkcję kokainy" i po raz kolejny przyznał, że "musi uważać na siebie". Dodał też, że Amerykanie będą "rozmawiać o Kubie".

Sekretarz stanu Marco Rubio poszedł jeszcze dalej. "Słuchaj, gdybym mieszkał w Hawanie i pracował w rządzie, martwiłbym się" — mówił Rubio.

Wcześniej, podczas wywiadu telefonicznego dla Fox News, Trump ostrzegł, że "trzeba będzie coś zrobić z Meksykiem", stwierdzając, że zapytał prezydent Claudię Sheinbaum, czy chce "pomocy" amerykańskiego wojska w zwalczaniu karteli narkotykowych.

"Dominacja Ameryki na półkuli zachodniej nigdy więcej nie będzie kwestionowana" — zaznaczył amerykański przywódca.

Prezydent Kolumbii Gustavo Petro potępił atak, podkreślając, że to agresja wobec całej Ameryki Południowej. Ogłosił mobilizację wojsk wzdłuż granicy kraju z Wenezuelą, aby powstrzymać ewentualny napływ uchodźców.

Prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva, który w ostatnich miesiącach próbował nawiązać dobre stosunki z Trumpem, napisał w poście na X, że obalenie Maduro "przekroczyło niedopuszczalną granicę" i "przypomina najgorsze momenty ingerencji w politykę Ameryki Łacińskiej i Karaibów".

Meksyk również skrytykował ataki, które według Sheinbaum stanowią naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych. Ambasady Meksyku, Kolumbii i Kuby w Waszyngtonie nie odpowiedziały na prośby o komentarz dotyczące ostatnich gróźb Trumpa wobec ich rządów.

Jednocześnie niektóre kraje podjęły wysiłki, aby odgrywać rolę mediatora. Ambasada Kolumbii w Waszyngtonie stwierdziła w oświadczeniu, że Petro zaproponował pomoc w mediacji w celu rozwiązania kryzysu.

Trump od dawna nie kryje się ze swoimi marzeniami o wielkiej Ameryce

W swoim przemówieniu inauguracyjnym prawie rok temu Trump nakreślił bardziej agresywną ekspansjonistyczną politykę zagraniczną, szokując długoletnich sojuszników groźbami uczynienia Kanady "51. stanem" i kolonizacją Grenlandii, autonomicznego regionu należącego do Danii.

W pierwszym roku urzędowania skupił się jednocześnie na kilku różnych frontach polityki zagranicznej — Bliskim Wschodzie, Azji i Europie. Podjął też wiele bezskutecznych prób rozwiązania wojny w Rosji w Ukrainie. To frustrowało niektórych sojuszników, którzy nieraz podkreślali, że jest to dalekie od izolacjonistycznego podejścia "America First", z którym Trump startował w wyborach.

Wprawdzie zbliżające się wybory śródokresowe w listopadzie br. stanowią polityczną zachętę do skupienia się na sprawach wewnętrznych, Trump zdecydował się otworzyć nowy front w polityce zagranicznej, kontynuując działania na rzecz zmiany reżimu w Wenezueli. Prezydent — a co za tym idzie, jego partia w Kongresie — będzie za to również oceniany.

Dla Trumpa, który w ostatniej kadencji nie musi już martwić się o własne wyniki wyborcze, krótkoterminowy sukces operacyjny w Wenezueli może być zachętą do podjęcia dodatkowych działań w całym regionie, co prezydent i jego doradcy już zapowiadają.

Katie Miller, była urzędniczka administracji, która została podcasterką i żoną zastępcy szefa sztabu Stephena Millera, opublikowała w sobotę na swoim koncie X zdjęcie mapy Grenlandii pokolorowanej flagą amerykańską z jednym słowem w podpisie: "WKRÓTCE". Do momentu publikacji ambasada Danii w USA nie odpowiedziała na prośbę POLITICO o komentarz.

W swoim przygotowanym przemówieniu w sobotę Trump powołał się na doktrynę Monroe'a, XIX-wieczny plan polityki zagranicznej, który doświadczył pewnego rodzaju odrodzenia w kręgach konserwatywnych. Wynika ona z deklaracji prezydenta Jamesa Monroe'a z 1823 r. dotyczącej strefy wpływów Stanów Zjednoczonych w Ameryce, która służyła również jako ostrzeżenie dla potencjalnych europejskich kolonizatorów, aby ograniczyli swoje cele do własnych spraw.

— Doktryna Monroe'a to poważna sprawa. Ale znacznie ją przekroczyliśmy — mówił Trump. — Teraz nazywają ją "dokumentem Donroe".

Floryda popiera działania Trumpa. Kuba na celowniku

Na południu Florydy, gdzie mieszkają zarówno Trump, jak i Rubio, wiele grup społecznych zdecydowanie popiera dalsze działania, szczególnie na Kubie.

Juan Carlos Porras, republikanin z Miami, przedstawiciel stanu Floryda, chwali działania administracji, a zwłaszcza Rubio, nazywając go "mózgiem" zmian. — Jeszcze większe zmiany na Kubie naprawdę przeniosłyby ją na wyższy poziom — mówi, dodając, że teoretycznie mogłoby to nastąpić szybko, biorąc pod uwagę "precyzję i siłę", które sprawdziły się w Wenezueli.

Przynajmniej jeden z kongresmenów sugeruje, że obalenie Maduro samo w sobie prawdopodobnie zdestabilizuje rząd Kuby, biorąc pod uwagę jej zależność gospodarczą od Wenezueli.

— To może być punkt zwrotny — ocenia republikański kongresman Carlos Gimenez z Florydy. — Wenezuela wspierała reżim kubański, więc jeśli w Wenezueli zapanuje demokracja, to się skończy. Mamy więc nadzieję, że reżim upadnie pod własnym ciężarem.

Po pierwsze: Wenezuela

Jednak nawet przy obecności sił amerykańskich w regionie, wszystko wskazuje na to, że z uwagi na niestabilną sytuacją w Wenezueli działania w Caracas mogą mieć pierwszeństwo.

"W tej chwili nie ma planów" kolejnej operacji wojskowej w Ameryce — mówi anonimowo jeden z informatorów blisko związanych z zespołem do spraw bezpieczeństwa narodowego Białego Domu w rozmowie z POLITICO. Aby koordynować zmiany polityczne w Wenezueli i wydobycie zasobów ropy naftowej tego kraju, Stany Zjednoczone będą nadal "potrzebowały zdolności [wojskowych], aby wywrzeć presję na nowych przywódców" — dodaje informator.

Kevin Whitaker, emerytowany dyplomata, który pełnił funkcję ambasadora USA w Kolumbii podczas pierwszej kadencji Trumpa, studzi emocje. Jego zdaniem Biały Dom nie ma w najbliższym czasie planów podjęcia działań w innych krajach Ameryki Łacińskiej.

— Chociaż sekretarz Rubio miał bardzo jasne poglądy na temat przesłania, jakie Kuba powinna wyciągnąć z tej akcji, odpowiadał na pytanie o to — przekonuje Whitaker. — Fakt, że nie poruszyli tej kwestii, sugeruje, że nie jest to przedmiotem najbliższych planów administracji Trumpa. I jest to zrozumiałe: podjęli się tutaj wielu wyzwań — dodaje.

Amerykańska administracja musi teraz pracować nad uniknięciem podziałów w wenezuelskiej armii lub wzrostu znaczenia grup przestępczych, które mogłyby jeszcze bardziej zdestabilizować kraj.

Nawet jeśli Trump pozostaje na razie zajęty Wenezuelą, obalenie Maduro to wyraźny sygnał dla pozostałych krajów Ameryki Łacińskiej. Nie można wykluczyć, że lekceważenie suwerenności innych narodów może doprowadzić do wybuchu kolejnych konfliktów w przyszłości.

Niepokój w Meksyku. Chiny po cichu obserwują

Nawet Sheinbaum, powszechnie postrzegana jako osoba utrzymująca pozytywne relacje zarówno z Trumpem, jak i Rubio, nie może tylko i wyłącznie na tym polegać.

Trump poinformował Sheinbaum w sobotę rano o zamiarze wysłania amerykańskich sił zbrojnych w celu wyeliminowania karteli narkotykowych zajmujących się handlem fentanylem na terytorium jej kraju. Według Alexa Graya, który pełnił funkcję szefa sztabu Rady Bezpieczeństwa Narodowego podczas ostatniej kadencji Trumpa, jest to coś, co Trump rozważał już podczas swojej pierwszej kadencji.

— Być może znajduje się to na terytorium Meksyku, ale często jest to terytorium, na którym państwo meksykańskie nie jest w stanie zapewnić porządku — podkreśla. Sheinbaum, dodaje, "dobrze współpracowała z nami w zakresie zwalczania handlu narkotykami, ale w pewnym stopniu brakuje państwowym organom zdolności do podjęcia działań w niektórych z tych obszarów".

To druga i ostatnia kadencja Donalda Trumpa jako prezydenta. Niewykluczone, że właśnie z tego powodu amerykański prezydent ściga się z czasem, koncentrując się na krótkoterminowych wynikach. Z kolei autokraci na całym świecie, którzy są w stanie grać na geopolitycznej szachownicy znacznie dłużej, mogą skorzystać na rosnących napięciach między Stanami Zjednoczonymi a ich sąsiadami.

— Chiny mogą dostrzec szanse: potencjalną porażkę Stanów Zjednoczonych, zwiększone podziały w USA w przypadku porażki oraz długoterminowy bodziec dla krajów Ameryki Łacińskiej, które chcą zrównoważyć wpływ Stanów Zjednoczonych, zwracając się ku Chinom — mówi Stephen McFarland, były ambasador w Gwatemali za rządów Obamy, który pełnił również funkcje dyplomatyczne w Ekwadorze, Peru, Salwadorze i Boliwii.

Z kolei były ambasador Chile w Chinach, Jorge Heine, tłumaczy, że działania Trumpa wobec Wenezueli mogą zachęcić Pekin do bardziej agresywnego podejścia do swoich roszczeń terytorialnych wobec Tajwanu.

— Pekin może rozumować: "Cóż, dlaczego nie Tajwan?" — mówi Heine. — Można powiedzieć, że Chiny mają znacznie większe roszczenia wobec Tajwanu niż Stany Zjednoczone wobec Wenezueli.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Donald Trump zapowiada działania skierowane przeciwko Wenezueli oraz innym krajom Ameryki Łacińskiej, co wzbudza obawy w regionie.
  • Maduro został aresztowany w Nowym Jorku z zarzutem spisku narkotykowego, co zwiększa działania USA w Wenezueli.
  • Administracja USA wskazuje na Kolumbię, Kubę i Meksyk jako potencjalne cele przyszłych działań, co wywołuje krytykę w tych krajach.
  • Działania Trumpa mogą sprzyjać Chinom, które mogą wykorzystać sytuację do wzmocnienia swoich wpływów w regionie.
  • Trump zaznacza, że doktryna Monroe'a jest obecnie odnawiana oraz, że Stany Zjednoczone nie będą już kwestionowane na półkuli zachodniej.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz