Dziś o mediach. Ktoś powie, że zły to ptak co własne kala gniazdo. Po pierwsze lis nie ptak, gniazda, przynajmniej od dekady nie uważam za swoje, więc będę kalał. Ktoś inny powie, że w domu powieszonego nie mówi się o sznurze. Po pierwsze Angora nie jest domem powieszonego, po drugie, media jeszcze dychają, choć zadziwiająca jest konsekwencja z jaką zaciskają pętlę na własnej szyi.
Cztery lata temu napisałem tekst pod tytułem: „Czwarta pseudowładza”, w której druzgocącej krytyce poddałem funkcjonowanie mediów w epoce PIS, ich tchórzostwo i oportunizm: za tekst solidnie oberwałem, ale trudno – nie jestem z porcelany, a tyłek mam twardy. W ostatnich latach z poziomu czwarta pseudowładza media wskoczyły jednak na poziom wyżej- czwartek patowładzy. Kompromitujących wpadek i nadużyć jest coraz więcej – autorefleksji żadnej. Im gorsza kondycja mediów, im więcej kompromitujących wpadek, tym większa megalomania i lepsze samopoczucie ludzi mediów i tym większa ich pogarda dla odbiorców. Media, które powinny być i miały być regulatorem życia publicznego, recenzentem polityki i oczami publiki, którymi patrzy ona na świat, kraj i sprawy publiczne, stały się jednym z największych problemów demokracji. Nawet trudno powiedzieć czy one naprawdę żyją, są w stanie agonii czy już w fazie śmierci klinicznej. Przypadki z ostatnich dni i tygodni. Oto dziennikarz śledczy, zostaje aresztowany za pogróżki wobec funkcjonariusza publicznego i nielegalne posiadanie broni. Koleżanki i koledzy stają w jego obronie w ramach zawodowej solidarności, bo w tym środowisku nie wybacza się nigdy tylko sukcesu i talentu. Państwo reflektują się dopiero, gdy żona delikwenta wyjaśnia w jakie piekło zamienił on życie jej i ich dzieci. Sprawa z ostatnich dni. Kanał zwany Zero prowadzi wielką akcję w sprawie nadużyć w warszawskim szpitalu. Słyszymy o saloniku VIP i o szybkiej ścieżce dla polityków. Ani na jedno ani na drugie nie ma grama dowodów, a źródłem informacji okazuje się lekarz, który jest w konflikcie z innym lekarzem, a sam ma ogromny żal do prezydenta Warszawy, że ten nie dał mu za darmo działki pod prywatny szpital. Cała operacja okazuje się tylko przygrywką do próby obalenia Trzaskowskiego. Jest więc doskonale skoordynowana z politykami opozycji. Dwa tygodnie wcześniej w tym samym kanale sugeruje się rozebranie do naga i publiczny lincz na urzędniczce skarbowej, która działała po prostu zgodnie z przepisami. Lincz rzeczywiście następuje, ale nie na rynku miasta, ale w Internecie. O urzędniczce, jej koleżankach i kolegach pisane są rzeczy straszne. Aż strach pomyśleć, że wszystko to czytają ich krewni i dzieci. Kilkadziesiąt godzin po historii szpitalnej dochodzi do ataku na pracowników szpitala w Jastrzębiu Zdroju. Zero zdziwień. Jest szczucie, jest reakcja. Chwilę wcześniej, inny dziennikarz śledczy myląc dokumenty i paragrafy, próbuje zrzucić winę na aferę z Zondakrypto na rząd, całkowicie pomijając oczywiste dowody wskazujące na odpowiedzialność prezydenta i polityków opozycji. W tym samym czasie znana dziennikarka telewizyjna stwierdza publicznie iż jest skandalem, że członkiem rządu jest człowiek pochodzenia ukraińskiego. Jesteśmy już więc w okolicach „ustaw norymberskich”, tyle ze tym razem nie dotyczących Żydów. W całej tej wyliczance ekscesów i nadużyć pomijam ulubionego dziennikarza PIS-u i Konfederacji, który notorycznie zaprasza do swoich programów różnych znachorów, szamanów, oszustów i kłamców, sprzedających ludziom fałszywą nadzieję, fałszywe recepty i lekarstwa. Wszystko pod hasłem, że to w imię pluralizmu, choć z prawdziwym pluralizmem nie ma to wspólnego nic, a rzetelnością dziennikarską jeszcze mniej.
Trudno się po tym wszystkim dziwić, że dziennikarze lądują na dwudziestym, ostatnim miejscu, w rankingu szanowanych zawodów. Miejsce wyżej, przedostatnie, zajmują księża.
Kto za to wszystko odpowiada? Oczywiście głównie same media. Jedna z czterech władz jest poza jakąkolwiek kontrolą. To nie jest apel o cenzurę. To stwierdzenie faktu. Każda władza korumpuje, a absolutna korumpuje absolutnie. Gdy wymontowujemy bezpieczniki zapraszamy pożar. Za tę sytuację odpowiadamy również my, odbiorcy. Gdy robotę chrzani nam hydraulik, stolarz, kafelkarz, malarz lub dentysta, reklamujemy ją i domagamy się poprawek. Jeśli puszczany płazem wpadki, ekscesy, kłamstwa i manipulacje mediów, a nawet je często nagradzamy, płacąc za nie subskrypcje, to sami prosimy się i media o więcej kłamstw, manipulacji i nędznej jakości. Nie wymagamy, to nie dostajemy. Proste jak drut.
Oczywiście pozytywnej pointy tu nie będzie. Media się nie zreflektują i nie zreformują. Desperacko walcząc o przetrwanie, ulegając jednocześnie marginalizacji i megalomanii, lecą jak Ikar, nie widząc słońca i nie czując temperatury. Wosk już się topi, ze skrzydeł już kapie, upadek już bliski. Zaczął się lot koszący, a media nie chcą słyszeć pull up i terrain ahead. To niech usłyszą. Po to jest ten tekst.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz