Gdybyśmy weszli z szanownymi czytelnikami w dyskusję o tym co jest obecnie największym problemem Polski, to zakończyłaby się ona zapewne bez konkluzji. Padłoby pewnie wiele odpowiedzi i wiele rozsądnych argumentów uzasadniających każdą z nich.
Może łatwiej poszłoby nam szukanie wspólnej odpowiedzi na pytanie co jest najwyższym problemem w Polsce. Niektórzy wskazaliby zapewne na pałac kultury, ale podejrzewam, że więcej byłoby zwolenników odpowiedzi „Roman Giertych”.
Giertych, spośród różnych talentów, ma niezaprzeczalny talent to jednoczenia ludzi. Przeciw sobie. Jest może najbardziej niepopularnym, a w każdym razie najbardziej krytykowanym politykiem w Polsce, a do tego politykiem budzącym dość powszechny strach, może nawet większy niż Kaczyński czy Tusk. Jedno i drugie znalazło właśnie potwierdzenie przy okazji afery z Zondakrypto i bomby jądrowej, którą przy okazji odpalił Giertych (stąd nawiązujący do popularnej bajki tytułowy Atomek).
„Jak Pan robi to wasza Ekscelencjo, że po każdej nienawidzą Cię stronie” pytał w piosence „Margabia Wielopolski” Przemysław Gintrowski. Z Giertychem jest podobnie. Nienawidzą go niemal po każdej stronie, tyle że z różnych powodów i paragrafów. W PiS, bo razem z Lepperem doprowadził do upadku pierwszego rządu PiS w 2007 roku, straszy polityków tej partii rozliczeniami i właśnie się za nie wziął.
Kaczyński oczywiście źle znosi kpiny Giertycha z niego, nieustanne docinki i szyderstwa. Całkiem możliwe, że zna też dowcipy na temat siebie i Giertycha. Jeden z nich: „Jak wygląda Kaczyński w spodniach Giertycha? – Przez rozporek”.
W Konfederacji nienawidzą Giertycha, bo wielu w tej partii, jak Bosaka, wychował i politycznie sformatował, ale potem porzucił i ich i ideologię, którą im wbijał do głów.
Lewica nienawidzi Giertycha, bo od lat nie ukrywa skrajnej niechęci do niej, a do tego jest prawdziwym, a nie tylko deklaratywnym konserwatystą i prawicowcem. Braunowcy nienawidzą go, bo definitywnie pożegnał się z antysemityzmem i zupełnie nie podziela ich antyukraińskiej obsesji. Giertycha nie lubi także wielu w KO o czym świadczy choćby ostatnia średnio szczęśliwą wypowiedź posła Nitrasa. Nie lubią go, bo nie jest swój, przyszedł z innej strony i chociaż jego antyPiSizm jest szczery i oczywisty, to nie tej proweniencji co trzeba. Giertycha nie lubią też w sporej części naszego Kościoła, w każdym razie tej Rydzyko- Jędraszewsko- endeckiej, bo Giertych jest katolikiem rzymskim, a nie fanatyczno- toruńskim.
Mamy w Polsce dwie a nawet trzy rywalizujące ze sobą opowieści o Giertychu. Jedna, że to zdrajca świętej prawicowo- katolickiej sprawy. Druga, że to endek i prawicowy beton. Trzecia, że to nowożytny Andrzej Kmicic, który przejrzał na oczy, nawrócił się i próbuje szczerze odpokutować za grzechy. W kwestii na przykład antysemityzmu na pewno nawrócił się szczerze, co wiem, bo dał tego liczne i pozytywne dowody.
Jest w Polsce jedna grupa, która Giertycha ceni i szczerze lubi. To zwolennicy twardych rozliczeń PiS-u. Często są rozgoryczeni ich tempem lub brakiem, a Giertych to dla nich może ostatnia nadzieja, że coś się w końcu stanie, i to na serio.
Nie będę używał tu formuły „można nie lubić Giertycha, ale…”, bo jej nienawidzę, to swoiste przeprosiny składane tym, którzy kogoś nie lubią, gdy mówca chce o nim powiedzieć coś pozytywnego. Nie będę jej tu używał także dlatego, że jej nie potrzebuję. Mówię i piszę co myślę i o pozwolenie i wybaczenie prosić nie zamierzam.
Giertych rzeczywiście prowadzi często politykę zawadiacko – łobuzerską. Kiedyś opowiadał mi, że startując w 2019 roku w wyborach do senatu podwarszawskim
zróżnicowanym politycznie obwarzanku, kolportował ulotki „dwojakiego typu” jak się wyraził. W miejscach bardziej prawicowych w ulotkach napisano, że był wicepremierem w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. W miejscach bardziej platformerskich w ulotkach napisał, że od lat jest jednym z najostrzejszych krytyków Kaczyńskiego. Bystre, przyznałem i podtrzymuję.
Prawie 20 lat temu Giertych skrytykował z sejmowej trybuny Tuska mówiąc, że razem z PO reprezentuje niezdarną „opozycję ciamciaracia”, która potrzebuje werwy i ognia.
Dziś Giertych oczywiście Tuska nie krytykuje, bo mu życie miłe, ale po prostu pilnuje, by dotychczasowe ” rozliczenia ciamciaracia” nabrały tempa i realnego wymiaru. I nie ukrywam, że mu w tym kibicuję, bo złodziejstwo musi być rozliczone jeśli Polska ma być krajem normalnym i moralnym.
Starożytny „Pax Romana”, pokój rzymski symbolizujący spokój i stabilizację, trwał w Rzymie prawie 200 lat, od czasów rządów Oktawiana Augusta.
Obecnie w Polsce szykuje się raczej wojna Romana niż Pax Romana. Złodzieje i oszuści mają się czego bać. Dla obywateli powinna to być dobra wiadomość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz