Tomasz Lis – Kaczyński Tusk LAST DANCE, 26.07.2026

 

Wielu z Was oglądało zapewne na Netfliksie świetny film dokumentalny Last Dance, Ostatni Taniec, o ostatnim mistrzowskim sezonie najlepszego koszykarza w historii, Michaela Jordana w Chicago Bulls.

Właśnie wchodzimy w być może ostatni polityczny sezon dwóch gigantów polskiej polityki, Jarosława Kaczyńskiego i Donalda Tuska, będziemy więc przez najbliższy rok oglądać polityczny Last Dance po polsku.

Wszyscy jednoznacznie i dość autorytatywnie wypowiadają się o sytuacji
na linii Jarosław Kaczyński- Mateusz Morawiecki jakby nie mieli żadnych wątpliwości co, dlaczego, jak oraz co będzie na końcu. Ja nie wiem czy spór jest prawdziwy czy sztucznie wykreowany, czy w finale będziemy mieli rozpad PiS-u czy też skłóceni wpadną sobie w ramiona i stworzą razem koalicję i rząd. Ja tego wszystkiego nie wiem, ale
czerpiąc z mądrości ewangelii według świętego Mateusza (nie tego), mogę powiedzieć tylko „po owocach ich poznacie” , owoce zaś pojawią się pewnie za rok.

Polskie Last Dance będzie zapewne miało swoją prawdziwą dramaturgię. Dla Kaczyńskiego najbliższe wybory będą zapewne ostatnią szansą na powrót do władzy i realizację jego politycznego projektu. Dla Tuska będą okazją do konsolidacji władzy, sformatowania Polski na następną dekadę lub dwie, a może i pomyślenie o swej politycznej personalnej sukcesji, do czego głowy nie miał nigdy.

Wrogiem Kaczyńskiego będzie w tej batalii nie tylko Tusk, ale i biologia. O chyba najlepszym tenisiście wszechczasów, Serbie Novaku Djokovicu mówi się, że w niezwykły sposób oszukuje czas. Ostatnie wielkoszlemowe turnieje pokazały jednak, że i on oszukuje czas z coraz większą trudnością, a ma przecież 39, a nie jak Kaczyński 77 lat, któremu czas będzie po drugiej stronie siatki sprawiał niepomiernie więcej kłopotów niż Djokovicowi Hiszpan Alcaraz czy Włoch Sinner.

Sytuacja w PiS pokazuje oczywiście rosnącą słabość Kaczyńskiego i stopniową utratą przez niego kontroli nad partią, której jak wiedzą nawę nie siedzący stale w polityce, nie tracił nigdy. Może się jednak srodze zawieść ktoś kto jest przekonany, że obecne kłopoty przekreślają PiS i szanse tej partii na wygranie wyborów. Nie z takich kłopotów Kaczyński wychodził, choć nigdy wcześniej nie był tak słaby jak teraz.

Polityka to specyficzny sport. Ta specyfika polega na tym, że na końcu każdy w nim przegrywa. Niektórzy nawet niesłusznie upokorzeni przez wyborców jak u nas Tadeusz Mazowiecki, inni odrzuceni przez własne partie jak wielka Margaret Tchatcher, jeszcze inni w niesławie, jak były prezydent Nixon, albo były premier Wielkiej Brytanii, Tony Blair, polityk i premier wybitny, ale w swoim kraju znienawidzony i pogardzany za wciągnięcie Brytanii w wojnę w Iraku. Przegrywają, czasem z kretesem, nawet bezdyskusyjnie najwięksi. Churchill przegrał wybory tuż po wygraniu światowej wojny, a de Gaulle de facto zmuszony do rezygnacji przez sytuację i sporą cześć narodu, choć poniekąd wbrew narodowi i mimo jego wojennych grzechów, dźwigał na swych barkach wielkość Francji po drodze przywracając narodowi wielkość. Potem dożywał swych dni w małym domku w Colombey les Deux Eglises, prawdopodobnie codziennie zadając sobie pytanie „dlaczego?”. I nawet gdy politykom po prostu kończą się kadencje, albo ze smutkiem patrzą jak inni robią karykaturę z ich dorobku, jak Aleksander Kwaśniewski, któremu w pewnym momencie przestano dziękować za NATO i UE, ale robiono z niego pospolitego pijaka, topiąc jego prezydenturę w półlitrówce, albo po prostu żyją tęsknotą za władzą, wpływem oraz atencją świata, publiki i mediów.

Po moim najgorszym udarze codziennie godzinami oglądałem na You Tube przyrodnicze filmiki, najchętniej o atakujących i mordujących swe ofiary lwach, gepardach i krokodylach. Być może robiłem to z tęsknoty za właśnie utraconą mocą. Ale sytuacja i nastrój skłaniały mnie też do tego by namiętnie oglądać filmiki o lwach, samotnych, porzuconych przez dawnych poddanych króla , smutnych i gasnących. Taki los, także królów.

Pamiętam Jarosława Kaczyńskiego już 35 lat, nawet z czasie gdy robiłem z nim wywiad w Sylwestra w dawnej siedzibie jego partii Porozumienie Centrum w kamienicy na placu Unii Lubelskiej, 200 metrów od miejsca gdzie teraz mieszkam. Nie mam więc żadnego schadenfreude z powodu jego starzenia się, klepsydra czasu przesypywała mu przez te wszystkie lata piasek jak mi i nam wszystkim, może poza Krzysztofem Ibiszem.

Kto interesuje się koszykarską ligą NBA albo oglądał film Last Dance, pamięta, że kończył się imponującym finiszem, jak cała kariera Jordana. Michael w ostatniej minucie ostatniego meczu zdobył 4 punkty, 16 sekund przed końcem odebrał piłkę najgroźniejszemu rywalowi, 5 sekund przed końcem rzucił z 6 metrów do kosza i dał swej drużynie zwycięstwo a sobie kolejny, już ostatni mistrzowski.

W naszym politycznym Last Dance takiej imponującej końcówki zapewne nie będzie. Ktoś w końcu wygra, jednak nie będzie to totalny tryumf, ale raczej zwycięstwo wydrapane i wyszarpane.

Netflix raczej nie zrobi serialu o ostatnim sezonie Kaczyńskiego i Tuska, ale może ktoś taki dokument jednak zrobi. Kto wie, może nawet za kilka lat oglądalibyśmy go z prawdziwą nostalgią.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz