Z moralnego punktu widzenia złodziejstwo to złodziejstwo i nie ma żadnego znaczenia czy ktoś ukradł 300 złotych emerytce czy 300 milionów z budżetu, czyli z kieszeni nas wszystkich. Ale w przypadku złodziejstwa moralność jest jednak, umówmy się, kwestią drugorzędną, więc to kto komu, ile i jak ukradł znaczenie ma. Detaliści to jednak nie to samo co fachowcy od milionów.
Lat temu już ponad 40 zdawałem na medycynę. Najpierw byłem zdruzgotany, bo oblałem, a potem uznałem, że to palec boży, którym wiekuisty popchnął mnie w stronę tego co było moim przeznaczeniem. Na starość pogarsza nam się wprawdzie wzrok, ale widzimy lepiej, a rozumiemy więcej. Kilkadziesiąt lat zabawy (tak, zabawy) w dziennikarstwo dało mi wygodne i ciekawe życie, więc bluźniłbym cały ten długi rozdział bagatelizując. Moje liczne przygody chorobowe i obserwowanie lekarzy ratujących życie uświadomiły mi jednak, że spora cześć życia upłynęła mi na pracy społecznie w sumie bezwartościowej. Człowiek robi programy, pisze książki i artykuły, ale w sumie znaczenia nie ma to żadnego. Można przekonywać, perswadować, a na końcu ludzie i tak robią co chcą, więc wpływ na opinie innych jest iluzoryczny. Zresztą kto pamięta po latach dawne teksty i programy. Ja ich nie pamiętam, to dlaczego miałby je pamiętać ktoś inny. Lekarz to co innego, co może być bardziej szlachetne i ważniejsze niż ratowanie ludzkiego życia. Więc może palec boży wcale nie był boski i nieomylny. A tu się jeszcze na deser okazuje, że spokojnie taki lekarz może wyciągnąć rocznie tzw. dużą bańkę, czyli wstydu nie na.
Afera zrobiła się w Polsce o tego lekarza straszna, a najgłośniej japy darli ci, którzy przewalili grube miliony. Młody lekarz- radny stracił robotę, oddał pół miliona i raczej długo, sam może nigdy gówna z siebie nie zdrapie. Wygląda więc na to, że był to jednorazowy strzał, bo już zawsze będą mu patrzyli na ręce.
Myślę sobie, że politycy PiS musieli mieć niezły ubaw patrząc na frajera, który oddaje kasę i bije się w piersi. Oni tak nie robili nigdy i zapewne nawet nie przyszłoby to im do głowy.
Typowy PiS-owiec szedł bowiem zawsze w zaparte, partia stała za nim murem, a i elektorat PiS-owski zwykle twardo stał za swoim.
PiS-owcy doskonale wiedzieli, że jak już się kradnie, szczególnie dużo i na chama, to trzeba iść na bezczela i na całość. Nigdy do niczego się nie przyznawać, zawsze wszystkiemu zaprzeczać, ściemniać i odkręcać kota ogonem. Żadnych dymisji, żadnych honorowych zachowań i patetycznych gestów. Zero hamulców i jazda bez trzymanki. Tak robili i, niestety, zwykle świetnie na tym wychodzili. Gdy wybuchała afera z premiami w rządzie, nieoceniona premier Szydło Beata zakrzyknęła „nam się te pieniądze należały”. Frajer Tusk de facto skasował w rządzie wszelkie premie i oczywiście nikt tego nie docenił. Ziobro zamienił wielki Fundusz Sprawiedliwości w skarbonkę partii oraz swoich koleżków i relaksuje się gdzieś w Ameryce. Oczywiście nadal jest wiceprezesem PiS. Czarnek przewalił kilkadziesiąt milionów na wille dla kolesiów i i w nagrodę został kandydatem PiS na premiera. Bielan zamienił NCBR w skarbonkę swej partii i luzik, bryluje na salonach i w telewizyjnych studiach. Morawiecki przepisał na żonę dziesiątki milionów i wbrew swym przysięgom swego majątku oczywiście nie ujawnił. Taki Cieszyński za aferę z respiratorami awansował na ministra cyfryzacji, pewnie dlatego ze wcześniej był sprzedawcą w Orange (gdyby odkryli że widział kiedyś widły i łopatę zrobiliby go zapewne ministrem rolnictwa). Nawrocki według kontrolerów NiK traktował budżet IPN jak własny oraz prywatny i w nagrodę został prezydentem, po czym teraz jest sponsorowany przez naród na legalu, prawie duża bańka dziennie. Luzik. Bez stresów.
Patrząc na przewały notabli partii PiS, wyglądającej jak związek zawodowy złodziei, trudno się nie uśmiechnąć pamiętając, że frajerzy z PO wylecieli w powietrze na wcale nie żadnych ekskluzywnych ośmiorniczkach, a na narodzie ośmiorniczki zrobiły tak piorunujące wrażenie chyba głównie dlatego, że kojarzył mu się z ośmiornicą, czyli z mafią.
PiS-owcom prawie wszystko uszło na sucho. Po pierwsza kwestia odbioru społecznego. Naród polski nie wybaczy znajomości francuskiego, ale złodziejstwo i cwaniactwo, owszem. Przypomnijmy, że w epoce PiS naród wygenerował nawet sławną do dziś mądrość, że może i PiS kradł, ale przynajmniej się dzielił. W ten sposób partia złodziei uzyskiwała swoisty status zbiorowego Janosika, który może i jedną ręką kradł, ale za to drugą rozdawał.
Oczywiście inaczej patrzyliby dziś Polacy na drobny przewał jakiegoś lekarzyny z KO, gdyby ktokolwiek z PiS poniósł konsekwencje swego złodziejstwa. Nie ma kary, to może i winy nie było.
Lekarzyna z KO wyłożył się więc na Hipokratesie, a atakują go głównie mistrzowie hipokryzji (jedno z drugim nie ma nic wspólnego).
Jak wszyscy drodzy Państwo wiemy wiemy, pić trzeba umić . Kraść też. Tylko na chama, zero hamulców, żadnego mrugnięcia okiem. W nagrodę jest bezkarność, a może i, kto wie, za rok powrót do władzy. Chwała prawdziwym złodziejom. Śmierć frajerom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz