No to bez ściemniania: prezydent Zełenski nie potrzebuje żadnego polskiego orderu, nawet najwyższego, orła białego. Ma już orderów dość, wkrótce będzie miał następne (order był zresztą tak naprawdę dla całego dzielnego narodu ukraińskiego, a nie tylko dla niego). Polska z kolei zupełnie nie potrzebuje żadnej awantury o order, bo tylko ją to ośmiesza.
Tak, Polska nie potrzebuje głupiej, infantylnej awantury o order. W polityce wobec Ukrainy nie kijów i emocji nam trzeba, ale lwów rozumu i odpowiedzialności. Polityka godności i pamięci jest ważna, ale lepsza jest polityka dorosłości i interesów. Ta pierwsza jest oczywiście łatwiejsza, ale zdecydowanie mniej sensowna.
Pomysł z ochrzczeniem elitarnej ukraińskiej jednostki imieniem UPA był oczywiście niemądry, ale to nie jest powód do wywoływania politycznej wojny jądrowej.
Generalnie byłoby lepiej gdybyśmy w relacjach z Ukrainą odgrywali nie rolę surowego, karcącego wychowawcy, ale serdecznego starszego brata. Powinniśmy Ukraińców traktować nie protekcjonalnie i z wyższością, ale z wielkodusznością, wspaniałomyślnością, wyrozumiałością i empatią.
Ukraińcy codziennie walczą literalnie o życie, ale i o nasze bezpieczeństwo. Jest wielce prawdopodobne, że bez ich heroizmu, determinacji i odwagi, nasi chłopcy już staliby w WKU w kolejkach po karty mobilizacyjne.
Codziennie walcząc o życie Ukraińcy mają prawo czasem zapomnieć o dyplomacji, konwenansach i kurtuazji, nawet gdyby umiar i powściągliwość wobec nas byłyby bardzo wskazane.
Na szczuciu na Ukraińców, Niemców i Żydów zawsze można zdobyć u nas kilka punktów, krzycząc, że nas upokorzyli, dotknęli, zlekceważyli, obrazili i napluli nam w twarz. Można i nacjonaliści chętnie to robią, ale Polska nie ma z tego nic. Emocje i strzały z biodra nie są żadną polityką. Emocje i gwałtowne reakcje są dobre i pożądane, gdy atakują nam kobietę i dzieci, ale poza tym częściej są znakiem bezradności niż pomysłowości. A już na pewno nie są znakiem patriotyzmu.
Prawie zawsze w odpowiedzi na akty i zachowania nam niemile jest cały wachlarz możliwych odpowiedzi. Gdy nasze dziecko coś przeskrobie, najpierw grozimy palcem, potem udzielamy słownej reprymendy, a dopiero potem stawiamy do kąta albo pozbawiamy lodów. Dopiero w wariancie ostatecznym zakazujemy wyjazdu na szkolną wycieczkę. Dobry rodzic wie, że czasem pewne rzeczy lepiej jest po prostu przemilczeć, puścić płazem i zapomnieć.
Za wszelką cenę trzeba unikać nakręcania się i spirali emocji. Ich nacjonalizm napędza nasz, nasz ich, i można tak bez końca. Tylko po co?
Prezydent Nawrocki może na odebraniu Zełenskiemu orderu trochę zyskać. Pytanie czy celem jest zdobycie kilku łatwych punktów dla siebie czy zrobienie czegoś dobrego dla kraju. Prezydenci Kwaśniewski, Kaczyński, Komorowski, a nawet Duda zawsze w relacjach z Ukrainą wybierali to drugie.
Ale można i inaczej. Gdy inni starają się pomóc walczącej Ukrainie i zająć dobre miejsce w kolejce do miliardowych kontraktów w czasie gdy nadejdzie czas jej odbudowy, my włazimy do piaskownicy i wchodzimy w pojedynek na wiaderka i łopatki.
Wołyń był aktem ludobójstwa, aktem barbarzyństwa i wielką tragedią. Bez dwóch zdań. Nie mamy prawa o tym zapomnieć. Powinniśmy jednak pamiętać także o stuleciach gdy traktowaliśmy Ukraińców jak niewolników, parobków, poddanych i podludzi. Nie idzie o to by bilansować rany i traumy, ale by mieć świadomość, że są one po obu stronach. Nie przez przypadek w „Ogniem i mieczem” w reżyserii Hofmana wybrzmiewa okrzyk „Prieklatyje Lachy”. Tak, to o nas.
Należy o tym pamiętać. Dlatego niczemu dobremu nie służą pohukiwania na Zełenskiego, że za mało prosi, dziękuje i okazuje wdzięczność. Wielkopańskie gesty i naśladowanie Trumpa i tego jak małodusznie Zełenskiego strofuje, jest niemoralne, niemądre i zwyczajnie słabe. I wszystko by popisać się przed naszymi nacjonalistami, którzy wroga widzą w Zełenskim, a nie w Putinie, w Berlinie i w Kijowie, a nie w Moskwie.
Tylko kompletny ślepiec, idiota albo ruski agent, w tym niesamowicie ważnym dla Ukrainy, Europy i oczywiście Polski momencie, nazywa Ukraińców ukrami a Ukrainę upadliną lub UPAdliną. To nikczemne i głupie.
Nie boję się żadnej ukrainizacji Polski, bo takiego niebezpieczeństwa nie było, nie ma i nie będzie. Boję się za to zidiocenia Polski, a w efekcie tego jej rusyfikacji. Już to w historii ćwiczyliśmy. Wystarczy. I nie chcę widzieć naszych chłopców w kolejce po te karty mobilizacyjne. To też już ćwiczyliśmy. Też wystarczy. Więc sugeruję byśmy byli ostrożni i za jakiś czas z powodu orła nie puścili pawia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz