Tomasz Lis – POCHWAŁA NIEWYGODY, 09.08.2026

 

W żydowskim kalendarzu przełom lipca i sierpnia uznaje się za początek końca lata, choć jeszcze w sierpniu i we wrześniu pogoda w Jerozolimie i Tel -Avivie na żaden koniec lata nie wskazuje.

U nas do chłodniejszych sierpniowych wieczorów jeszcze trochę zostało, ale wielu z nas patrząc w kalendarz na pewno zarejestrowało już przekroczenie półmetka wakacji.

We wrześniu większość wróci do kieratu, w naszym świecie, w którym największą traumą wydaje się czasem brak wi-fi, przy czym warto odnotować, że nie było żadnych kłopotów z Wi-fi przed pojawieniem się telefonów komórkowych, czyli czasem ułatwienie życia rodzi nowe kłopoty.

Życie jeszcze nigdy nie było tak wygodne jak teraz. Nawet na wakacjach się o tym przekonujemy. Czy ktoś chodzi jeszcze do biur podróży? Większość załatwia wszystko na booking. Com. Rezerwację hotelu, biletów lotniczych, samochodu, check in biletów, przewodników i wszystko inne. Załatwiamy niemal wszystko nawet nie ruszając tyłka z kanapy. Już na wakacjach nikt nie fatyguje się by kupować pocztówki i znaczki, bo nawet naszym babciom i dziadkom wystarczy wysłać sms, mejl albo pocztówkę internetową.

Cała nasza cywilizacja nastawiona jest teraz na to, by nasze życie uczynić najbardziej wygodnym i bezstresowym. W ogromnym stopniu się to udało, ale zdecydowanie nie całkowicie. Zwykłe czynności życia codziennego nigdy nie były tak proste i bezstresowe, z czego nie wynika, że życie stało się bezstresowe. Choroby i kłopoty psychiczne dzieci i młodzieży plus plaga depresji są tego dowodem. Życie stało się wygodniejsze niż kiedykolwiek wcześniej, ale niekończenie łatwiejsze. Żadna aplikacja w telefonie komórkowym nie rozwiąże bowiem fundamentalnych problemów naszej egzystencji, trudów istnienia i bólu istnienia. Nie rozwiąże kłopotów z samotnością czy brakiem miłości, o chorobach nawet nie wspominając.

Tak totalnie stawiając na wygodę jako wartość naczelną, ludzkość, narody i poszczególni ludzie stwarzają sobie nie lada problemy. Brzydko mówiąc sami kręcimy sobie bicz na własne łby.

Życie ma być bezstresowe, zamiast więc pomagać naszym dzieciom rozwiązywać problemy i omijać przeszkody, sami zajmujemy się ich usuwaniem. My, urodzeni w PRL mamy obsesję, by oszczędzić dzieciom kłopotów, które były naszym udziałem. Z sukcesem. Tyle że po drodze zamiast uodparniać dzieci na kłopoty i stresy, czynimy je w ich obliczu całkowicie bezradnymi. W hymnie harcerskim śpiewanym przez dziewczyny z Szarych Szeregów, których pamięć przy okazji rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego słusznie czcimy, śpiewano „ramię pręż, słabość krusz, ducha tęż, Ojczyźnie miłej służ, na jej zew, w bój czy trud, Pójdzie rad harcerzy polskich lud”.

Cały ten hymn jest o pracy, trudzie, służbie i harcie ducha. W takim duchu wychowywano chyba najlepsze pokolenie, jakie kiedykolwiek dostała wolna Polska.
Jakby to było dziś? Z w-fu synuś załatwimy ci zwolnienie, żebyś się nie spocił i nóżki nie skręcił. Z prac domowych zwolni cię minister Nowacka, z harcerstwem zaś to zawracanie głowy, dość jest zajęć pozalekcyjnych. Obozy harcerskie to w ogóle wygłup, po co dzieciakom sprawności jak przy okazji ich zdobywania mogą ich pogryźć komary, o kleszczach nawet nie wspominając.

W naszej podstawówce nr 14 imienia Adama Mickiewicza w Zielonej Górze, na coponiedziałkowym porannym apelu śpiewaliśmy Pieśń Filaretów wieszcza: „Cyrkla, wagi i miary, do martwych użyj brył, mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił”. To była pochwała ambicji, marzeń, odwagi, a nie minimalizmu, kunktatorstwa i tchórzostwa.

Teraz celebrowany przez niektórych model idealny to życie na koszt rodziców albo ze zbiórek na Patronite, bo po co zasuwać skoro zasuwać mogą inni. Lewica dość twardo potępia tzw „kulturę zapierdolu”, choć to dzięki niej Polska odnosi najbardziej spektakularny cywilizacyjny sukces w swej historii, a siła nabywczą przeciętnego Polaka już przekracza siłę nabywczą przeciętnego Japończyka, kilka dekad temu niewyobrażalne.

Mam i kocham psa, nie wyobrażam sobie bez niego życia, nawet nie wiem czy to ja mam jego czy on mnie, nasza relacja to swoiste spokojne braterstwo, więc bliska jest mi idelooogia psizmu, specjalnej troski o nasze zwierzęta. Ale nasz piękny indywidualnie psizm ma zgubne skutki, gdy młodzi zamiast robić, rodzić i wychowywać dzieci, masowo wolą łatwiejsze w obsłudze pieski. Już jeden z najniższych przyrostów naturalnych na świecie, wkrótce będzie zerowy. Szacuje się, że w roku 2065-70 liczba Polaków dojdzie do powojennych 24 milionów ,czyli poziomu pookupacyjno- poholocaustowego. Przecież to katastrofa. Miał rację więc ostatnio Cejrowski mówiąc, że kobiety z wygody nie rodzą dzieci. Że sam dowodów prokreacyjnej działalności nie dał, to inna sprawa, zostawmy już na boku. No to jest bezstresowo. Tylko kto utrzyma kiedyś nas staruchów, kiedy zbankrutują ZUS i służba zdrowia, gdy domów starców będzie więcej niż żłobków i przedszkoli.

Nie przesadzajmy więc z tą wygodą, bo jako naród w końcu wylądujemy w wygódce, i ładnie pachnieć to nie będzie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz