Wielkie namiętności, według mnie zupełnie niesłusznie, wzbudziła kandydatura Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Według mnie nie dlatego, że jest to kandydatura zła, ale dlatego, że jest to kandydatura Tuska, więc kto, z różnych powodów, chce walnąć Tuska w łeb, wali go w łeb Berkiem, co stanowi nową wersję znanej chyba nam wszystkiej z dzieciństwa gry w berka.
Berka i jego kandydaturę krytykują ludzie rozmaici, od prof. Matczaka przez Krystynę Pawłowicz, po dziennikarzy symetrystów, szczególnie z redakcji, które kilka lat temu brały pieniądze od Ziobry i Romanowskiego, z Funduszu Sprawiedliwości, czyli były beneficjentami przestępstwa, bo nie na de facto łapówki za dobrą prasę były te pieniądze przeznaczone.
Charakterystyczne, że krytycy ci nie twierdzą, że Berek jest zły, niekompetentny i na sędziego się nie nadaje i sędziom będzie złym. Twierdzą, że kandydatem jest złym i sędzią być nie powinien, bo był współpracownikiem Tuska.
Przy okazji padają całkowicie absurdalne porównania Berka do pań Przyłębskiej i Pawłowicz oraz panów Piotrowicza i Święczkowskiego. Absurdalne, bo Berek nie należał i nie należy do żadnej partii, prawnikiem jest, co podkreślają wszyscy, świętym i nie tylko nie brał aktywnego udziału w niszczeniu w Polsce praworządności, jak państwo P., P., P. I Ś, ale został wymyślony właśnie po to, by praworządność na odcinku Trybunału Konstytucyjnego przywrócić. Czyli
naprawić to co wspomniani państwo przez lata niszczyli. Jest to więc porównywanie policjanta, który ma odwrócić skutki kradzieży, do złodzieja, bo obaj przecież są zaangażowani w sprawę kradzieży. Absurd, nonsens, a nawet nikczemność.
Nie odmawiam wszystkim krytykom kandydatury dobrej woli. Niektórzy mają oczywiście wolę dobrą, zarzucam im za to skrajną naiwność.
Reprezentują oni swoisty absolutyzm i puryzm prawny, który może byłby i dobry, ale nie w momencie, gdy niszczony i dewastowany przez ponad dekadę trybunał trzeba jak najszybciej odbudować. Sądzę, że mam do krytyki takiej postawy prawo, bo od 2015 roku uczestniczyłem chyba we wszystkich demonstracjach w obronie Trybunału Konstytucyjnego i naprawdę nie przede wszystkim dlatego, że mieszkam jakieś 300 metrów od jego siedziby.
Krytycy pomysłu z Berkiem nie przedstawiają niestety żadnego pomysłu na to jak problem trybunału rozwiązać, są więc jak felczerzy, którzy nie wiedzą jak pomóc pacjentowi, a skupiają się na tym by atakować i krytykować jedynego lekarza, który mówi, że wie jak pacjenta uratować. Taka postawa to już nie pięknoduchostwo, ale naiwność i krytykanctwo. Do tego to propozycja swoistej politycznej i prawnej impotencji: „przewróciło się, niech leży”. Otóż będę się upierał, że impotencja nigdy nie jest sexy i nigdy nie jest żadnym rozwiązaniem. Jest co najwyżej abdykacją i ucieczką od odwagi i decyzji. Impotencja nie jest sexy. Nieporadność i bezradność też nie. Są wyłącznie abdykacją i kapitulacją.
Dochodzimy tu do pytania o to jak radzić sobie ze złem i na ile można oraz należy sobie pozwolić w walce z nim. Z historii, powszechnej, ale i Polski, wiemy, że appeasement, próba obłaskawienia zła i przymknięcia na niego oka nigdy nie jest żadnym rozwiązaniem. Jest tyłku moralnie śmierdzącym ustępstwem, które gwarantuje, że problem za chwilę wróci, ale w jeszcze gorszym wydaniu. Krytycy Berka to więc zwolennicy swoistego prawniczego Monachium w Warszawie. Nie, nie chcemy w Warszawie Monachium, a na pewno nie w tym sensie. Ja mam przekonanie, że zła naśladować oczywiście nie można, ale trzeba mu rzucić w twarz rękawicę, wypowiedzieć mu wojnę i zdecydować się na odwagę. Potrzebna jest stanowczość, a nie miękka gra, którą zło zawsze uznaje za słabość i zachętę do dalszych aktów zła. „Gwałt niech się gwałtem odciska”, pisał nasz wielki wieszcz. W kodeksie Hammurabiego proponowano zasadę „oko za oko, ząb za ząb”, którą przyjęto uznawać za wezwanie do krwawej zemsty. Talmud tłumaczy, że to błędna interpretacja. Chodzi po prostu o to by kara była sprawiedliwa, a odszkodowanie odpowiadające szkodzie, czyli by skutki były adekwatne do przyczyn. I tyle. Z uzurpatorami trzeba twardo, bo tylko język siły, determinacji i stanowczości pojmują.
Problem adekwatności reakcji do akcji mamy nie tylko my. W sprawie na przykład Gazy wielu twierdzi, że Izrael powinien zastosować środki proporcjonalne do tych, które wywołały wojnę. Nie bardzo tylko wiadomo na czym ta proporcjonalność miałaby polegać- na mordowaniu niemowlaków i starców i robieniu z tego transmisji na Facebooku oraz gwałceniu nastolatek i ich zwłok? Toż to byłoby prawdziwe a nie rzekome ludobójstwo.
Nie byłoby lepiej, wracając do naszego trybunału, powiedzieć, że problem z Berkiem polega na tym, że to pomysł Tuska, a my korzystamy po prostu z okazji, by porównać jego i jego działania w sprawie trybunału, do Kaczyńskiego i jego działań, niezależnie od tego jak bardzo byłoby to absurdalne?
Mi Berek nie przeszkadza w ogóle. Nie mam pretensji do hydraulika, który mi naprawiał zlew, że trochę pobrudził kuchnie, ani do gościa, który naprawiał kabinę prysznicową, że zostawił mokre ślady w łazience. Od obu oczekuję jedynie, by szybko wykonali swą robotę i naprawili to co nie działa. Na zabawę w berka czasu już nie mam. Za stary jestem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz