Wdzięczność, to wartość wybitnie asymetryczna. Oczekujemy jej od innych i jesteśmy źli, gdy nam jej nie okazują. Sami często nie jesteśmy chętni by ją okazywać, a nawet z łatwością przekonujemy samych siebie, że ktoś inny na naszą wdzięczność nie zasługuje.
Wdzięczność to kwestia wybitnie delikatna. Często pojawia się, najczęściej jako pretensja, na sprawach rozwodowych i przy otwieraniu testamentu (a przy okazji ran).
Wdzięczność to kwestia życiowa i dotyka różnych sfer życia. Ostatnio pojawiła się w kontekście konkursu piosenki Eurowizja i dyskusji o charakterze sojuszu między Ameryką a Polską.
W czasie głosowania w konkursie Eurowizji Polacy kilka razy byli najwyraźniej zaszokowani. Oto Niemcy przyznali naszej piosence maksymalne 12 punktów. Zgaduję, że nie zrobili tego z poczucia wdzięczności czy z poczucia winy. Nie było to więc 12 punktów za Westerplatte, bombardowanie Wielunia, Oświęcim, Palmiry i zniszczenie Warszawy. Zgaduję, że Niemcy dali 12 punktów naszej Alicji, bo uznali po prostu, że jej piosenka i wykonanie były najlepsze. To nie był koniec zdziwień. Jeszcze większy szok przeżyli niektórzy, gdy jury polskie przyznało 12 punktów piosence z Izraela. W tym punkcie chciałem bardzo nisko naszemu jury się pokłonić. Młodzi ludzie zapewne doskonale wiedzieli, że za chwilę rozpęta się piekło, że nasi antysemici z prawicy i z lewicy doznają szału, jakże to, Polacy dają maksa Żydowi. Żydzi z wdzięcznością nie mieli kłopotu. Moi znajomi z Izraela szybko dali mi odczuć jak bardzo są wzruszeni i wdzięczni, że akurat Polska, kraj, w którym przed II wojną mieszkała prawie jedna piąta Żydów całego świata, potrafiła reprezentantowi Izraela okazać taką sympatię. Z głosów internetowego chóru wynikało wszelako, że zdecydowanie mniej zrozumienia u Polaków znalazła decyzja jury ukraińskiego, które polskiej piosence nie dało ani punkta. I to ma być wdzięczność? Nie bardzo rozumiem tego oczekiwania wdzięczności wobec nas ze strony Ukraińców. Nie rozumiem tego oczekiwania by głosowanie na Eurowizji było formą wyrównywania jakichś historycznych czy politycznych rachunków. Niemcy dali 12 punktów polskiej piosence, bo uznali, że jest najlepsza. Polacy 12 punktów piosence izraelskiej, bo uznali, że ona jest najlepsza. Jury ukraińskie dało punkty tym, którzy według niego na nie zasługiwali. Ukraińscy to nie są nasze pastuchy, którzy mają się nam za coś stale rewanżować. A w kwestii wdzięczności to jestem absolutnie wdzięczny, że od lat walczą z naszym największym wrogiem, dając nam bezpieczeństwo i kupując nam czas przed ewentualnym rosyjskim atakiem. Jakieś ukraińskie 12 punktów za jakąś piosenkę to ja mam centralnie gdzieś. W ogóle nie przesadzajmy z tą wdzięcznością. Samo to słowo przypomina mi o dwóch „prawach Lisa”. Prawo pierwsze: ludzie nigdy nie wybaczą ci tego, co dla nich zrobiłeś (i naprawdę wiem co mówię). Prawo drugie: ludzie nigdy nie wybaczą ci tego, co ci zrobili. Nie oczekujcie więc żadnej wdzięczności. Niech wam wystarczy, że za wasze dobre uczynki was nie zniszczą.
W kwestii wdzięczności politycznej: Ameryka miała prawo oczekiwać, że nowy sojusznik w NATO, Polska, okaże Ameryce wdzięczność. I my Polacy, jak to Polacy, tę wdzięczność okazywaliśmy. Walczyliśmy ramię w ramię z Amerykanami w Afganistanie, a potem w Iraku. Uznaliśmy po prostu, że tym członkiem NATO jesteśmy na serio. I wynikające z tego obowiązki, też bierzemy serio. Gdy więc po latach Amerykanie zaczęli powtarzać, że europejskie państwa NATO muszą więcej inwestować w obronność, to my, wzięliśmy to serio, i niemal natychmiast w dziedzinie wydatków staliśmy się prymusem. Tak zresztą zostało do dziś. O Polakach bowiem można powiedzieć wiele złego, ale akurat niewdzięczność nie jest cechą dla nas charakterystyczną. Po tym wszystkich aktach wdzięczności z naszej strony mieliśmy prawo oczekiwać, że i Amerykanie zachowają się wobec nas fair. Okazało się jednak, że prezydentem Ameryki został akurat gość, który nazywa się Trump. Kiedyś na swoich budowach zatrudniał Polaków przy azbeście. Minęły lata i dalej uważa, że można nas kiwać. Bajeczki o przyjacielu Trumpa – Nawrockim okazały się oczywiście bredniami. I zgodnie z przewidywaniami Trump nas po prostu wystawił i sprzedał za czapkę śliwek. Nie oczekujmy więc wdzięczności od ludzi, którzy są organicznie niezdolni do odczuwania wdzięczności. Więcej, generalnie nie liczmy na zbyt wiele, bo to się prawie zawsze kończy źle, co prowadzi mnie do kolejnych trzech „praw Lisa”:
3. Czym więcej aspiracji, tym więcej frustracji.
4. Im więcej nadziei, tym więcej poczucia beznadziei.
5. Im więcej oczekiwań, tym więcej rozczarowań.
Prawie dokładnie 170 lat temu, 22 maja 1856 roku, car Aleksander II przyjął w Petersburgu delegację polskich arystokratów, którzy prosili go o zwiększenie autonomii Królestwa Polskiego. Car się nie certolił i powiedział krótko: „Point de reveries, messieurs”, porzućcie wszelkie złudzenia, panowie. I to jest też moja pointa oraz apel do Was Drodzy czytelnicy: żadnych złudzeń, nie liczcie na żadną wdzięczność. Będzie Wam łatwiej żyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz