"Wbiłeś nam nóż w plecy". Donald Trump zostawił Europę na lodzie. Były ambasador przy NATO: blok ma jedno wyjście, 31.12.2025


"Wbiłeś nam nóż w plecy". Donald Trump zostawił Europę na lodzie. Były ambasador przy NATO: blok ma jedno wyjście

30 grudnia 2025

Po długim roku złudzeń i kompromitacji Europa pogodziła się z rzeczywistością, że transatlantyckie stosunki, które od dawna znała i na których polegała, już nie istnieją. Negocjacje w sprawie Ukrainy, handlu i obrony dały Donaldowi Trumpowi zwycięstwa, których tak bardzo pragnął. A Europejczycy zostali niemal z niczym. To ostatnia chwila, by przestali się łudzić — apeluje Ivo Daalder, były ambasador USA przy NATO, a obecnie starszy pracownik naukowy w Centrum Belfera na Uniwersytecie Harvarda.

Zaprzeczenie, gniew, targowanie się, depresja i akceptacja.

Od powrotu prezydenta USA Donalda Trumpa do Białego Domu Europa powoli, ale systematycznie przechodziła przez pięć etapów żałoby, potrzebując całego roku, aby w końcu zaakceptować utratę transatlantyckich relacji.

Pytanie na rok 2026 brzmi: czy blok ma wolę i siłę, aby przekształcić tę akceptację w rzeczywiste działania?

Ponowny wybór Trumpa i jego inauguracja oznaczały koniec Pax America — trwającego ponad 75 lat okresu, w którym Stany Zjednoczone były niekwestionowanym liderem wolnego świata, a kolejni prezydenci i administracje w Waszyngtonie traktowali stosunki z Europą jako podstawę globalnego zaangażowania Ameryki.

Było jasne, że Trump zakończy tę erę i zamiast tego przyjmie wąską, skoncentrowaną na regionie politykę "America First" [Najpierw Ameryka]. Jednak niewielu w Europie wierzyło, że naprawdę tak będzie.

Podczas lunchu w połowie grudnia 2024 r., w którym uczestniczyło kilkunastu ambasadorów NATO, dyplomaci po kolei oświadczali, że wystarczy nieco zwiększyć europejskie wydatki na obronność, a wszystko będzie dobrze. Kiedy zasugerowałem, że nie chcą dostrzec, jak fundamentalna będzie zmiana, jeden z nich zwrócił się do mnie. — Chyba nie wierzy pan na poważnie, że Stany Zjednoczone nie będą już postrzegać swojego bezpieczeństwa jako powiązanego z bezpieczeństwem Europy, prawda? — zapytał.

Europa poddana próbie

Jednak niedługo potem odmowa Europy w sprawie zaakceptowania fundamentalnej transformacji, jaką pociągała za sobą reelekcja Trumpa, została poddana próbie przez serię wydarzeń, które miały miejsce w lutym.

Podczas swojego pierwszego spotkania w NATO nowy sekretarz obrony Pete Hegseth powiedział swoim kolegom, że Europa musi "przejąć odpowiedzialność za konwencjonalne bezpieczeństwo na kontynencie".

Następnie Trump i prezydent Rosji Władimir Putin uzgodnili, że Stany Zjednoczone i Rosja będą negocjować zakończenie wojny w Ukrainie — bez udziału Ukrainy i Europy. Potem nastąpiło przemówienie wiceprezydenta J.D. Vance'a na konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Stwierdził on, że największym zagrożeniem dla Europejczyków nie jest Rosja ani Chiny, ale "zagrożenie wewnętrzne, odejście Europy od niektórych jej najbardziej fundamentalnych wartości".

W końcu, pod koniec miesiąca, Trump i Vance skonfrontowali się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim w Gabinecie Owalnym, na żywo w telewizji. "Nie masz kart" — wykrzyknął Trump, krytykując Ukrainę za to, że nie zakończyła wojny, której nie rozpoczęła, i ignorując fakt, że Ukraińcy przez ponad trzy lata dzielnie powstrzymywali nacisk i okupację ze strony znacznie większego wroga.

Tak więc pod koniec lutego zaprzeczenia Europy zamieniły się w gniew.

Miesiące kompromitacji

Kiedy kilka dni po konferencji w Monachium spotkałem się z ministrem spraw zagranicznych jednego z głównych sojuszników, ten długoletni zwolennik Stanów Zjednoczonych wydawał się przygnębiony. — Wbiłeś nam nóż w plecy. Zostawiasz nas samych z Rosją — krzyknął.

Ale gniew trwał tylko przez chwilę, a w ciągu następnych kilku miesięcy blok przeszedł do negocjacji. Kluczowi europejscy przywódcy przekonali Zełenskiego, aby zapomniał o konfrontacji w Gabinecie Owalnym i powiedział Trumpowi, że jest w pełni zaangażowany w proces pokojowy. Europa dołączyła wtedy do Ukrainy, popierając bezwarunkowe zawieszenie broni — zgodnie z żądaniem Trumpa.

Spotkanie Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Trumpa, 28 grudnia 2025 r.JIM WATSON / AFP
Spotkanie Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Trumpa, 28 grudnia 2025 r.

W kwietniu Trump ogłosił cła z okazji "Dnia Wyzwolenia", który dotknął sojuszników tak samo mocno jak kraje niebędące sojusznikami. Wielka Brytania i UE szybko przystąpiły do negocjacji umów, które obniżyłyby stawki z początkowego poziomu 25 proc. lub więcej.

W czerwcu przywódcy NATO zgodzili się nawet podnieść wydatki na obronę do poziomu 5 proc. PKB, na co nalegał Trump.

Układy z Rosją

Negocjacje Europy w sprawie Ukrainy, handlu i obrony dały Trumpowi zwycięstwa, których tak długo pragnął. Szybko jednak stało się jasne, że bez względu na to, jak wielkie były te zwycięstwa i jak pochlebne były komplementy, prezydent USA po prostu je wykorzystał i poszedł dalej, nie zwracając uwagi na stosunki transatlantyckie.

W sierpniu Trump powrócił już do bezpośrednich negocjacji z Putinem w sprawie losu Ukrainy — podczas szczytu na Alasce, na czerwonym dywanie. I choć przyleciał na spotkanie, obiecując "poważne konsekwencje", jeśli rosyjski przywódca nie zgodzi się na zawieszenie broni, wyjechał, przyjmując stanowisko Putina, że wojna może się zakończyć tylko wtedy, gdy zostanie zawarte w pełni uzgodnione porozumienie pokojowe.

Kilka dni później aż ośmiu europejskich przywódców przyleciało do Waszyngtonu, aby przekonać Trumpa do zmiany kursu i skłonienia Rosji do zaakceptowania zawieszenia broni. I choć w pewnym sensie to zadziałało, większość przywódców opuściła Waszyngton w głębokim przygnębieniu. Bez względu na wszystko, jeśli chodzi o Ukrainę, kwestię, którą Europejczycy uważają za egzystencjalną dla swojego bezpieczeństwa, Trump po prostu nie był po tej samej stronie.

Ostatecznie to opublikowanie nowej strategii bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych na początku grudnia okazało się zbyt trudne do zaakceptowania — nawet dla najbardziej zagorzałych zwolenników stosunków transatlantyckich w Europie.

Upadek stosunków

Strategia ta nie tylko krytykuje kontynent za rzekome doprowadzenie do "zaniku cywilizacji", ale także wyraźnie podkreśla, że zarówno Trump, jak i jego administracja postrzegają Rosję zupełnie inaczej niż Europa.

Nie ma już żadnej wzmianki o Moskwie jako zagrożeniu militarnym. Zamiast tego Stany Zjednoczone dążą do powrotu do "strategicznej stabilności" z Rosją, oferując się nawet jako mediator między Rosją a Europą w kwestiach bezpieczeństwa.

Sojusznik po prostu nie mówi takich rzeczy ani nie zachowuje się w ten sposób.

Tak więc po długim roku Europa pogodziła się z rzeczywistością, że transatlantyckie stosunki, które od dawna znała i na których polegała, już nie istnieją. "Dziesięciolecia Pax Americana w dużej mierze dobiegły końca dla nas w Europie, a także dla nas w Niemczech" — powiedział na początku tego miesiąca niemiecki kanclerz Friedrich Merz. "Amerykanie obecnie bardzo agresywnie dążą do realizacji własnych interesów. A to może oznaczać tylko jedno: że my również musimy teraz dążyć do realizacji własnych interesów".

Pozostaje tylko czekać, czy Europa tak postąpi. W tej kwestii opinie są nadal bardzo podzielone.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Europa zrozumiała, że transatlantyckie stosunki z USA, opierające się na Pax Americana, zostały poważnie osłabione po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu.
  • Były ambasador USA przy NATO, Ivo Daalder, wskazuje na zmiany w postrzeganiu bezpieczeństwa Europy i potrzebę zwiększenia wydatków obronnych.
  • Seria wydarzeń w 2025 roku, w tym negocjacje z Rosją o Ukrainie, podkreśliła izolację Europy oraz partnerstwo USA i Rosji.
  • Kluczowi europejscy przywódcy, choć początkowo oburzeni, ostatnie miesiące spędzili na negocjacjach, które przyniosły pewne ustępstwa, ale także frustrację.
  • Nowa strategia bezpieczeństwa narodowego USA z grudnia 2025 roku wykazuje ewolucję w postrzeganiu Rosji jako potencjalnego sojusznika, co zaniepokoiło Europę.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz