"Zatrudniani są drodzy prawnicy rozwodowi". Tego pęknięcia nie da się już ukryć. Kulisy konferencji w Monachium odsłaniają kryzys zaufania do USA, 16.02.2026


"Zatrudniani są drodzy prawnicy rozwodowi". Tego pęknięcia nie da się już ukryć. Kulisy konferencji w Monachium odsłaniają kryzys zaufania do USA

16 lutego 2026

Pojawienie się sporej delegacji Amerykanów w Monachium i pojednawcze słowa o partnerstwie nie są w stanie przesłonić faktu, że zaufanie do administracji Donalda Trumpa dramatycznie się skurczyło. W kuluarach konferencji coraz częściej słychać było gorzką diagnozę: USA przestały być wiarygodnym partnerem. — Oni udają, że nadal nas kochają. My udajemy, że im wierzymy — zauważa brytyjski ekspert ds. polityki zagranicznej Gideon Rachman. Tymczasem proces cichego dystansowania się Europy od Waszyngtonu już dawno się rozpoczął i w wielu aspektach był on widoczny w Monachium.

Jedną z najgoręcej dyskutowanych kwestii podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium, a także poza nią, było to, dlaczego wielu uczestników konferencji zareagowało w sobotę owacją na stojąco na przemówienie sekretarza stanu USA Marco Rubio. W rzeczywistości przemówienie Rubio było bowiem mieszanką zapewnień o transatlantyckim partnerstwie z jednej strony i haseł ideologii MAGA z drugiej.

Przemówienie było nie tylko pełne licznych symbolicznych słów związanych z tożsamością. Republikanin wielokrotnie odwoływał się również do wspólnej cywilizacji, chrześcijaństwa i dziedzictwa kulturowego jako elementów łączących, jednocześnie ogłaszając śmierć tak ważnego dla Europy porządku opartego na zasadach i przywołując niebezpieczeństwo "cywilizacyjnej zagłady", przed którym stoją zarówno Europa, jak i Stany Zjednoczone.

Rubio zaserwował więc dokładnie tę mieszankę walki kulturowej MAGA, przed którą dzień wcześniej ostrzegał niemiecki kanclerz Friedrich Merz. — Walka kulturowa ruchu MAGA nie jest naszą walką — powiedział Merz. Dlaczego więc Rubio spotkał się z tak gromkimi brawami?

Niektórzy obserwatorzy tłumaczyli to czystą ulgą z powodu pojednawczego tonu, jaki przyjął amerykański sekretarz stanu, a do którego Europa nie jest już przyzwyczajona ze strony rządu USA. Inni porównali to do dysfunkcjonalnego związku, w którym wykorzystywany partner usprawiedliwia sprawcę, gdy ten wyjątkowo pokazuje się z dobrej strony.

Jednak za kulisami stało się jasne, że wielu Europejczyków straciło zaufanie do Amerykanów i nie chce wierzyć w nostalgiczne zapewnienia Rubio o transatlantyckiej solidarności. — Oni udają, że nadal nas kochają. My udajemy, że im wierzymy. Ale w międzyczasie zatrudnia się drogich prawników od spraw rozwodowych — zauważa brytyjski ekspert ds. polityki zagranicznej Gideon Rachman.

Wielu Europejczyków obecnych na konferencji nie chce całkowitego odłączenia się od USA. Są świadomi, że pomimo rosnących wydatków na wojsko, kontynent przez wiele lat będzie nadal zależny od amerykańskich zdolności obronnych przed agresją rosyjską. Jednocześnie sceptycyzm co do wiarygodności administracji Trumpa jest namacalny.

Początek europejskiej asertywności

Konflikt wokół Grenlandii był w pewnym sensie ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy. Z jednej strony pokazał on, że dla prezydenta USA Donalda Trumpa nie ma nic świętego, nawet integralność terytorialna najbliższych sojuszników, takich jak Dania.

Jednocześnie oznacza on początek europejskiej asertywności wobec USA. Przez prawie rok Europejczycy próbowali uspokajać sytuację — bez większego powodzenia. W przypadku Grenlandii "zatknęli" jednak europejską flagę i zagrozili Trumpowi poważnymi konsekwencjami, takimi jak cła karne i wycofanie europejskiego kapitału, który finansuje ogromny dług Ameryki — a Trump wycofał się.

Pomimo utrzymującej się zależności od USA, w Europie rozpoczął się zauważalny proces uniezależniania się, który w wielu aspektach był widoczny w Monachium. Przykładem może być obronność: w ubiegłym roku Europejczycy nie tylko podjęli decyzję o znacznie wyższych wydatkach na ten cel, ale w Monachium odbyła się również ożywiona debata na temat tego, w jaki sposób kontynent może w przyszłości przejąć kontrolę nad własną obroną.

Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium, 13 lutego 2026 r.Stefan Rousseau / POOL / AFP / AFP
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, kanclerz Niemiec Friedrich Merz i prezydent Francji Emmanuel Macron podczas konferencji bezpieczeństwa w Monachium, 13 lutego 2026 r.

Prezydent Francji Emmanuel Macron w swoim sobotnim przemówieniu jasno stwierdził, że nie może chodzić tu wyłącznie o zakup większej ilości sprzętu wojskowego. Musi istnieć wyraźna preferencja dla produktów europejskich, aby utrzymać prężny przemysł obronny i odpowiednią wiedzę specjalistyczną w Europie.

— Nie można mówić naszym obywatelom, że zwiększamy wydatki na obronność, a gdzie indziej je ograniczamy — a potem korzysta na tym fabryka w Kentucky — stwierdził Benjamin Haddad, francuski minister ds. europejskich. — Potrzebujemy europejskich liderów — powiedział. Nie tylko dlatego, że Europa sama musi dysponować zaawansowaną wiedzą wojskową, ale także dlatego, że broń zawsze podlega ograniczeniom stosowania przez kraje producentów.

Rozmowy na temat odstraszania nuklearnego

Problem z europejskim zbrojeniem polega na tym, że wiele ważnych krajów, takich jak Francja i Włochy, ma niewielką swobodę działania w zakresie polityki finansowej. Francuzi domagają się zatem, aby zaciąganie kredytów na zbrojenia odbywało się w ramach europejskich, tak jak w przypadku finansowania przez Europę ukraińskich wysiłków obronnych.

W Monachium dyskutowano również na temat europejskiego odstraszania atomowego. Wysoki rangą urzędnik Pentagonu Elbridge Colby chce, aby w przyszłości Europa zapewniała większość konwencjonalnego odstraszania dla kontynentu, podczas gdy Stany Zjednoczone pozostałyby odpowiedzialne za parasol ochronny w zakresie broni jądrowej. Jednak w obliczu znacznego spadku zaufania do Waszyngtonu Europejczycy coraz częściej zastanawiają się, czy nie potrzebują własnego odstraszania nuklearnego.

Podczas konferencji w Monachium zaprezentowano dokument, w którym wymieniono cztery różne opcje: wzmocnienie amerykańskiego odstraszania nuklearnego; większa rola dwóch mocarstw nuklearnych, Wielkiej Brytanii i Francji, w odstraszaniu nuklearnym w Europie; opracowanie własnego elementu odstraszania przez Europę jako całość; uzbrojenie nuklearne kolejnych państw w Europie lub skupienie się wyłącznie na zwiększonym odstraszaniu konwencjonalnym.

Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział, że Paryż rozpoczął już rozmowy z Niemcami i kilkoma innymi partnerami na temat rozszerzenia francuskiej tarczy nuklearnej. Jak podkreślił, jest to "ważne, ponieważ jest to sposób na włączenie odstraszania nuklearnego do całościowego podejścia do obrony i bezpieczeństwa".

"Europa płaci teraz za tę wojnę"

Jednym z obszarów, w którym Europa przejęła dotychczasową rolę lidera od Stanów Zjednoczonych, jest wojna w Ukrainie. Pod rządami Trumpa Stany Zjednoczone całkowicie wstrzymały pomoc wojskową i finansową dla Kijowa. Waszyngton stał się w pewnym sensie tym, o co od dawna oskarżał Europejczyków: pasożytem.

Donald Trump lubi rolę pośrednika między Moskwą a Kijowem i cieszy się znaczeniem, jakie przypisuje się Stanom Zjednoczonym — podczas gdy Europejczycy płacą rachunki. — Chcę jasno powiedzieć: Europa płaci teraz za tę wojnę — powiedział polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, zwracając się do amerykańskich gości. — Kupujemy amerykańską broń i dostarczamy ją Ukrainie. Płacimy za nasze bezpieczeństwo i dlatego zasługujemy na miejsce przy stole negocjacyjnym — podkreślił.

Problem polega na tym, że Rosjanie chcą wykluczyć Europę z negocjacji, ponieważ oczekują większych ustępstw, jeśli będą mieli do czynienia wyłącznie z administracją Trumpa. Waszyngton chętnie spełnił tę prośbę. Tymczasem Ukraina jest tematem, w którym Europa faktycznie wykazała się zdolnością do działania w ubiegłym roku — pomimo wszystkich trudności, jakie Kijów ma obecnie z uzyskaniem od partnerów rakiet przeciwlotniczych do obrony przed pociskami balistycznymi.

W związku z tym UE przyjęła pakiet finansowy w wysokości 90 mld euro (379 mld zł) na najbliższe dwa lata, który ma pomóc Ukrainie utrzymać się na powierzchni finansowej. Europejczycy mają skłonność do krytykowania samych siebie, jak słusznie zauważył prezydent Francji. Jednak fakt, że w ciągu zaledwie jednego roku Europa przejęła przewodnią rolę we wspieraniu Ukrainy, podczas gdy Stany Zjednoczone całkowicie zawiodły, jest znaczącym osiągnięciem, które nie jest wystarczająco doceniane.

Ograniczanie zależności

Obrona i Ukraina nie są jednak jedynymi kwestiami, w których Europa musi wykazać się siłą i zaczyna to robić. W świecie, w którym stary liberalny porządek ulega rozpadowi i coraz częściej zastępuje go polityka wielkich mocarstw, Europa musi zmniejszyć swoją zależność — zwłaszcza od konkurencyjnych lub antagonistycznych mocarstw.

— Kwestie takie jak handel światowy, które powinny nas łączyć, są obecnie wykorzystywane jako broń — stwierdził Alexander Stubb, prezydent Finlandii. W zeszłym roku Chiny, wprowadzając tymczasowy zakaz eksportu metali ziem rzadkich i produktów pochodnych, pokazały, jak bardzo Europa jest podatna na szantaż gospodarczy.

UE musi zatem zmniejszyć swoją zależność: w zakresie surowców krytycznych, w sektorze energetycznym, ale także w dziedzinie cyfrowej i sztucznej inteligencji (AI). "Autonomia cyfrowa" była często powtarzanym hasłem w Monachium. Jest to obszar, w którym Europa chce również zaznaczyć swoją obecność, zwłaszcza w stosunku do USA.

Europejczycy nalegają, aby ich przepisy były egzekwowane również w domenie cyfrowej, na przykład w stosunku do dużych amerykańskich operatorów sieci społecznościowych. Prawdopodobnie doprowadzi to do ostrych konfliktów z administracją Trumpa, ponieważ niektórzy amerykańscy magnaci technologiczni, tacy jak Elon Musk, są z nią ściśle powiązani.

Przedstawiciele rządu amerykańskiego w Monachium wielokrotnie zapewniali, że chcą silniejszej Europy. Czas pokaże, na ile trwałe jest to zobowiązanie, gdy uniezależniająca się Europa zacznie bardziej asertywnie reprezentować swoje interesy wobec Waszyngtonu.

Poniżej streszczenie artykułu:

  • Zaufanie do administracji USA, szczególnie pod rządami Donalda Trumpa, dramatycznie spadło w Europie.
  • Podczas konferencji w Monachium zwrócono uwagę na różnice w postrzeganiu transatlantyckiej solidarności, mimo że niektórzy uczestnicy owacyjnie przyjęli przemówienie sekretarza stanu Marco Rubio.
  • Europa zaczyna przejawiać asertywność, rozważając większą niezależność w zakresie obronności, własnego odstraszania nuklearnego i zmniejszenia zależności od USA.
  • Europa przejęła rolę lidera w pomocy dla Ukrainy, podczas gdy USA wstrzymały wsparcie wojskowe.
  • Kwestie gospodarcze, takie jak zależność od surowców krytycznych, stają się narzędziem w polityce międzynarodowej.

Wróć do artykułu


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz