Zbadają polskie wątki afery Epsteina. Zapowiedź premiera
3.02.2026
Zdecydowaliśmy o powołaniu zespołu analitycznego i być może rozpoczęciu śledztwa w związku ze skandalem w USA związanym z pedofilią - przekazał we wtorek premier Donald Tusk przed posiedzeniem rządu. Jak wskazał, chodzi o zbadanie polskich wątków w ujawnionych przez USA aktach sprawy przestępcy seksualnego i finansisty Jeffreya Epsteina.
W ubiegłym tygodniu Departament Sprawiedliwości USA opublikował około trzech milionów stron z akt sprawy Epsteina. Premier Donald Tusk podkreślił przed wtorkowym posiedzeniem rządu, że to "sprawa zupełnie bez precedensu", która zajmuje uwagę polskiej opinii publicznej oraz ministrów "ze względu na tak zwane wątki czy ślady polskie w całej tej sprawie".
- Zdecydowaliśmy wspólnie z ministrem sprawiedliwości, prokuratorem generalnym, i ministrem koordynatorem do spraw służb specjalnych o powołaniu zespołu analitycznego i być może także w rozpoczęciu śledztwa, jeśli analizy potwierdzą nasze obawy w związku ze skandalem związanym z pedofilią w Stanach Zjednoczonych - poinformował Tusk.
Tusk o polskich wątkach w sprawie Epsteina
Szef rządu oświadczył, że jeśli miał miejsce jakikolwiek przypadek wykorzystania polskich dzieci przez siatkę pedofilów i przez "organizatora tego szatańskiego kręgu, pana Epsteina", to rząd zrobi wszystko, "żeby i ci, którzy są za to odpowiedzialni, i ewentualnie pokrzywdzeni, żeby nie tylko widzieli aktywność państwa polskiego, ale żeby też zadośćuczynić, jeśli będzie taka potrzeba i przede wszystkim, żeby skutecznie ścigać tych, którzy dopuszczają się tak koszmarnych zbrodni".
- Pojawiły się pierwsze informacje dotyczące osobników, którzy na przykład informowali pana Epsteina z Krakowa, że mają już grupę polskich kobiet lub dziewcząt. Tych śladów jest więcej - mówił Tusk.
Zapowiedział, że będzie prosił prokuratorów i służby specjalne o "bardzo szczegółową, szybką, rzetelną analizę" udostępnionych przez amerykański rząd dokumentów. - Jeśli pojawi się taka potrzeba, będziemy także zwracali się do strony amerykańskiej o udostępnienie tych dokumentów czy tych plików, które nie zostały ujawnione, a mogą dotyczyć ewentualnych polskich pokrzywdzonych czy innych polskich śladów - powiedział Tusk.
Tusk: coraz więcej ekspertów zakłada, że była to operacja KGB
Tusk zaznaczył, że jest także drugi powód, dla którego rząd podjął się przeanalizowania sprawy. - Coraz więcej śladów, coraz więcej informacji, coraz więcej komentarzy w całej światowej prasie dotyczy podejrzenia, że ta bezprecedensowa afera pedofilska była współorganizowana przez rosyjskie służby specjalne - ocenił.
- Epstein miał najwyraźniej nieograniczony dostęp do wielkich pieniędzy. Ciągle niewyjaśnione są źródła i pochodzenie tych pieniędzy. Współpracował z bardzo wieloma młodymi Rosjankami, które były przez niego stręczone. Taki był początek tego biznesu. Nikt nie umie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego było to tak łatwe, tak w świetle reflektorów de facto - kontynuował premier.
Tusk zwrócił uwagę, że w dotychczas ujawnionych plikach jest "ponad tysiąc dokumentów dotyczących bezpośrednio Władimira Putina i dziewięć tysięcy dotyczących Moskwy". - FBI twierdzi, że dysponowało informacją, że pan Epstein zarządzał częścią majątku Władimira Putina. Wiadomo, że Epstein archiwizował wszystkie swoje wiadomości, maile, dokumenty. Nagrywał i filmował wpływowych zachodnich przywódców, prezydentów, premierów, liderów największych firm światowych - wymieniał premier.
Jego zdaniem "coraz więcej ekspertów zakłada, że była to przygotowana operacja rosyjskiego KGB". - Tak zwany "honey trap" - słodka przynęta. Pułapka zastawiona na elity świata zachodniego, głównie Stanów Zjednoczonych - dodał.
Według Tuska ewentualność, że za tym procederem stały rosyjskie służby ma "poważne znaczenie dla bezpieczeństwa" Polski i oznacza, że Kreml dysponuje także "materiałami kompromitującymi wielu aktywnych do dzisiaj przywódców". Jak przekazał, niewykluczone, że polski rząd będzie przekonywał innych partnerów, aby śledztwo w tej sprawie miało charakter międzynarodowy.
Tusk podkreślił też, że kwestie których dzisiaj jesteśmy świadkami, nie mieszczą się w głowie i być może dlatego "tak wielu ludzi to wypiera". Zapewnił, że w Polsce "nie będziemy udawali, że nic się nie stało" i zaapelował, by wszyscy w naszym kraju uruchomili wyobraźnię o tym, co miałaby oznaczać dla nas "bezkarność, lekceważenie, udawanie, że nic się nie dzieje wtedy, kiedy dziesiątki, setki osób ze szczytu władzy, z elit całego świata zachodniego, uczestniczy w zbrodniczym procederze".
Akta Epsteina
W ubiegłym roku Kongres USA zdecydował, że Departament Sprawiedliwości musi opublikować akta sprawy Epsteina. Były amerykański finansista w 2008 roku został skazany za nakłanianie nieletnich do prostytucji. Potem postawiono mu też zarzuty dotyczące wykorzystywania seksualnego nieletnich dziewcząt. Został zatrzymany i stanął przed sądem w 2019 roku. W tym samym roku został znaleziony martwy w celi aresztu w Nowym Jorku. Jego śmierć uznano za samobójstwo.
Dotychczas opublikowane dokumenty ujawniają powiązania przestępcy m.in. z prezydentem USA Donaldem Trumpem, miliarderami Elonem Muskiem i Billem Gatesem, byłym amerykańskim prezydentem Billem Clintonem, byłym brytyjskim księciem Andrzejem, a także znanymi postaciami ze świata muzyki i filmu.
Opracowała: Aleksandra Sapeta/akr
tvn24
Afera Epsteina pogrąży Trumpa? Stanowcza ocena eksperta
Burza wokół nowych informacji w sprawie Jeffreya Epsteina wstrząsnęła amerykańską sceną polityczną. Miliarder i przestępca seksualny od lat łączony jest z wieloma wpływowymi osobami, a wśród nich pojawia się także Donald Trump, który znał się z Epsteinem i bywał z nim na wspólnych imprezach. "Fakt" rozmawiał o możliwych konsekwencjach tej afery z dr Karolem Szulcem, amerykanistą z Uniwersytetu Wrocławskiego, pytając wprost, czy skandal może pogrążyć lidera Republikanów. — Już teraz wyraźnie odbija się na notowaniach Trumpa i jego wizerunku — słyszymy.
Przypomnijmy, w piątek (30 stycznia) amerykański resort sprawiedliwości opublikował aż 3,5 mln stron dokumentów dotyczących Jeffreya Epsteina. Nazwisko Donalda Trumpa pojawia się w ponad 3,2 tys. z nich. Część materiałów to niepotwierdzone, a w większości uznane za niewiarygodne donosy, w których pojawiają się oskarżenia o różne przestępstwa seksualne wobec nieletnich, rzekomo popełniane wspólnie z Epsteinem. W dokumentach znajdują się również zeznania kobiety, która twierdziła, że Trump zgwałcił ją, gdy miała 13 lat. Zarzuty te zostały jednak ostatecznie przez nią wycofane.
Donald Trump i afera Epsteina. Ekspert: skandal odbija się na notowaniach prezydenta USA
Ujawnione materiały sprawiły, że sprawą ponownie żyje dziś amerykańska opinia publiczna. W rozmowie z "Faktem" dr Karol Szulc ocenił, czy afera realnie zagraża pozycji politycznej Donalda Trumpa.
— Afera związana z Jeffreyem Epsteinem nie pogrąży Trumpa. Jego twardy elektorat nie przyjmie do wiadomości żadnych faktów, nawet jeśli ujawniony zostanie ten symboliczny "ostatni procent" dokumentów — stwierdza ekspert.
Jednocześnie zaznacza, że nie oznacza to braku konsekwencji. — Nie zmienia to jednak faktu, że skandal już teraz wyraźnie odbija się na notowaniach Trumpa i jego wizerunku — podkreśla amerykanista. Jego zdaniem świadczą o tym nerwowe działania prezydenta.
Widać to po gwałtownych ruchach Trumpa: od aktywności wokół Wenezueli, po ostre groźby kierowane pod adresem Grenlandii czy Iranu. Wszystko wskazuje na próbę odwrócenia uwagi opinii publicznej
— mówi dr Szulc.
Ekspert ponownie zwraca uwagę na możliwe konsekwencje międzynarodowe. — Nie można wykluczyć, że w najbliższym czasie dojdzie do eskalacji napięć z Iranem. Trump wielokrotnie pokazywał, że politykę zagraniczną wykorzystuje do gaszenia wewnętrznych pożarów. Konflikty zewnętrzne mają w takich momentach konsolidować jego zaplecze polityczne i wzmacniać poparcie — tłumaczy.
Dr Szulc podkreśla też, że skandal może odbić się na wynikach wyborczych Republikanów jesienią.
— W listopadzie odbędą się wybory połówkowe, w których Amerykanie wybiorą całą Izbę Reprezentantów oraz jedną trzecią składu Senatu. Choć ogólnokrajowe sondaże nie pokazują jeszcze wyraźnego spadku poparcia dla Republikanów, kluczowe są badania stanowe. To, co wydarzyło się w miniony weekend — gdy kandydat Demokratów zdecydowanie pokonał w wyborach do stanowego Senatu Republikankę popieraną przez Trumpa — jest bardzo poważnym sygnałem ostrzegawczym dla byłego prezydenta i jego obozu — podsumowuje ekspert.
Poseł Konfederacji kpi ze zmian klimatu. Odpowiedział ceniony naukowiec
Krzysztof Bosak został ojcem po raz czwarty. Zdradził imię
Waldemar Żurek zrzeknie się immunitetu. Jest finał głośnej sprawy. Przyjmie mandat
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz