sobota, 25 października 2014

Węgrzy nie darują Orbanowi opodatkowania internetu. W niedzielę zaczną się pierwsze masowe protesty w Budapeszcie

Jakub Noch
25.10.2014
Premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi zdawało się, że opodatkowanie internetu pomoże jeszcze bardziej ograniczyć wolność słowa, a tymczasem zapowiedź nowego prawa wywołuje masowe protesty.
Premierowi Węgier Viktorowi Orbanowi zdawało się, że opodatkowanie internetu pomoże jeszcze bardziej ograniczyć wolność słowa, a tymczasem zapowiedź nowego prawa wywołuje masowe protesty. • Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Viktor Orban przez lata mocno ograniczał węgierską demokrację, ale wygląda na to, że ataku państwa na internet naród może mu już nie darować. Po tym, gdy rząd w Budapeszcie zapowiedział wprowadzenie stosunkowo wysokiego podatku od użytkowania sieci, w stolicy Węgier szykują się masowe protesty.
Tego nie wytrzymają nawet Węgrzy…
Do pierwszego ma dojść już w niedzielę. Przed siedzibą węgierskiego Ministerstwa Gospodarki oczekiwany będzie tłum co najmniej kilkudziesięciu tysięcy osób. Na Facebooku swój udział potwierdziło już ponad 35 tys. Węgrów, ale zaproszenie trafiło do ponad 100 tys.
Sprzeciwiają się oni wprowadzeniu podatku w wysokości 150 forintów za każdy gigabajt wykorzystanych danych. To równowartość nieco ponad dwóch złotych, ale miesięcznie współczesny internauta „zużywa” do normalnego korzystania z sieci dużo więcej gigabajtów. Portfele Węgrów nowy podatek może więc całkiem nieźle uszczuplić, bo dostawcy usług teleinformatycznych z pewnością podwyższą im z tego powodu rachunki.
Podatek jako knebel?
Jak wyjaśniał już w minioną środę Michał Wąsowski, decyzja ta wynika z faktu, że coraz mniej obywateli korzysta z opodatkowanych do tej pory rozmów telefonicznych i SMS-ów, a przybywa osób korzystających z internetu. Kolejny powód to problemy gabinetu Viktora Orbana z deficytem budżetowym, w którym spodziewane 20 mld z nowego podatku będą niebagatelną sumą.
Przywódcom takim jak Viktor Orban tego typu prawo pomaga też ograniczać wolność słowa. Opodatkowanie przesyłu danych i rosnące z tego powodu ceny abonamentów za dostęp do sieci bez wątpienia spowolnią na Węgrzech rozwój nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego i przyczynią się do utrzymania, a może i powiększenia tzw. proletariatu cyfrowego.
http://natemat.pl/121705,wegrzy-nie-daruja-orbanowi-opodatkowania-internetu-w-niedziele-zaczna-sie-pierwsze-masowe-protesty-w-budapeszcie

czwartek, 23 października 2014

Szczyt klimatyczny będzie chrztem bojowym Kopacz. "Jak się grozi wetem, to raczej się go nie stosuje"

Anna Siek, 
Janina Paradowska Paweł Wroński
Janina Paradowska Paweł Wroński (Agencja Gazeta)
- Szczyt w Brukseli jest niezwykle ważny, nie tylko ze względu na to, co uzyskamy. Ale także dla pozycji Ewy Kopacz - uważa Janina Paradowska. Wg Pawła Wrońskiego, istnieją spore szanse, że rozmowy ws. pakietu klimatyczno-energetycznego zakończą się korzystnym dla Polski rozwiązaniem. Choćby dlatego, że konflikt rosyjsko-ukraiński pokazał jak niepewne jest stawianie na dostawy gazu i ropy z Rosji.
Premier Ewa Kopacz przewodniczy polskiej delegacji na dwudniowy szczyt poświęcony unijnemu pakietowi klimatyczno-energetycznego. Polska od dawna głośno protestuje, przeciwko propozycjom redukcji emisji CO2 zaproponowanym przez Komisję Europejską. Premier kilkakrotnie powtórzyła, że nie zgodzimy się na zmiany, które spowodują wzrost cen energii w Polsce.

- Jeśli grozi się wetem, to zwykle się go nie używa - uważa dziennikarz "Gazety Wyborczej" Paweł Wroński. Jak mówił w "Poranku Radia TOK FM", wpływ na dyskusje o zapisach unijnego pakietu ma choćby sytuacja na wschodzie kontynentu. Kryzys rosyjsko-ukraiński pokazał, że Europa, uzależniona od gazu i ropy z Rosji, musi mieć plan awaryjny. - Wcześniej "czynnik rosyjski" nie był brany pod uwagę i niemieccy Zieloni myśleli, że pozamykają elektrownie atomowe, postawią wiatrowe i dzięki gazowi z Rosji zamkną bilans energetyczny. Teraz okazuje się, że nie do końca tak może być.

Chrzest bojowy
Według założeń projektu polityki energetycznej i klimatycznej przygotowanego przez KE do 2030 r. redukcja emisji dwutlenku węgla ma wynieść 40 proc. Udział odnawialnych źródeł energii ma wynieść 27 proc.

Polska nie jest jedynym krajem krytykującym projekt. Jak mówił w TOK FM min. Grzegorz Schetyna, możemy liczyć nie tylko na "nowe" kraje UE. - Jesteśmy w dobrym porozumieniu z Wielką Brytanią, a jej głos się zawsze liczy - zapewniał szef polskiej dyplomacji.

Dwudniowy szczyt w Brukseli będzie pierwszym tak poważnym sprawdzianem dla premier Ewy Kopacz. - Pierwszy jej wyjazd - na szczyt Europa-Azja do Mediolanu - był raczej udany. To będzie poważny chrzest bojowy - mówiła Janina Paradowska, gospodyni "Poranka Radia TOK FM".

Do Brukseli pojechał też wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. 
Zobacz także


http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,16852766,Szczyt_klimatyczny_bedzie_chrztem_bojowym_Kopacz_.html

środa, 22 października 2014

Rzecznik episkopatu: W polskim Kościele kogoś cenzurowano? Nie słyszałem

Anna Siek
Ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu Polski
Ks. Józef Kloch, rzecznik Episkopatu Polski (Fot. Przemek Wierzchowski)
Starcie między Dominiką Wielowieyską a ks. Józefem Klochem na temat wolności słowa w Kościele. Na pytanie dziennikarki, czy po watykańskim synodzie nie przydałoby się w polskim Kościele więcej wolności wypowiedzi, rzecznik episkopatu odpowiedział: Kogoś cenzurowano? Nie słyszałem. I z pytaniami dotyczącymi np. ks. Adama Bonieckiego odesłał do prowincjała księży Marianów.

Według Dominiki Wielowieyskiej zakończona w ubiegłym tygodniu pierwsza część synodu poświęconego rodzinie pokazała, że Kościół nie jest zamknięty na rozmowę o trudnych sprawach. Bo zdecydowano się na rozmowę m.in. o dopuszczeniu osób rozwiedzionych do sakramentu komunii świętej, homoseksualistach i związkach partnerskich.

- Czy po synodzie nie ma ksiądz refleksji, że może przydałoby się w polskim Kościele więcej wolności wypowiedzi? - pytała rzecznika episkopatu ks. Józefa Klocha.
- Jest wolność wypowiedzi. Kogoś cenzurowano? Nie słyszałem - odpowiedział gość "Poranka Radia TOK FM".

To nie my

Według rzecznika przypadki księży Adama Bonieckiego i Wojciecha Lemańskiego nie są problemami, o których to on powinien się wypowiadać. - Proszę zwrócić się do przełożonego ks. Bonieckiego o zniesienie zakazu wypowiedzi. Mogę pani redaktor podać adres do przełożonego księdza. Nie można Konferencji Episkopatu Polski oskarżać o nałożenie zakazu. Myślę, że do końca świata i jeden dzień dłużej będziecie państwo mówili o zakazie dla księży Lemańskiego i Bonieckiego. Ks. Lemański doskonale wie, za co jest suspendowany - za naukę niezgodną z nauczaniem Kościoła - mówił ks. Józef Kloch.

Zakaz wypowiadania się w mediach został nałożony na byłego redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego" - ks. Adama Bonieckiego w listopadzie 2011 roku.

Decyzję o suspendowaniu ks. Lemańskiego podjął w sierpniu abp Henryk Hoser. Wcześniej ksiądz został - mimo protestów wiernych - odwołany ze stanowiska proboszcza parafii w Jasienicy, skierowany do pracy jako kapelan w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii Dzieci i Młodzieży w Zagórzu.

Także w jego przypadku - jedną z pierwszych decyzji przełożonych było wprowadzenie zakazu wypowiadania się w mediach.

Gowin chce liberalizacji w sprawie rozwodników. Cieszy się z konserwatywnego stanowiska Kościoła wobec homoseksualistów
Zobacz także

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,16844146,Rzecznik_episkopatu__W_polskim_Kosciele_kogos_cenzurowano_.html


wtorek, 21 października 2014

PiS proponuje: Smirnow za Sikorskiego. Miller: Potrzeba wypowiedzi Tuska [KOMENTARZE]

MT, osi, PAP
Prezes PiS Jarosław Kaczynski składa wniosek o odwołanie marszałka Radosława Sikorskiego
Prezes PiS Jarosław Kaczynski składa wniosek o odwołanie marszałka Radosława Sikorskiego (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)
- Klub PiS złoży wniosek o odwołanie Radosława Sikorskiego - powiedział Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej po wystąpieniu marszałka Sejmu. PiS ma już nawet kandydata na nowego marszałka. Jest to poseł Andrzej Smirnow. Leszek Miller zażądał z kolei wypowiedzi ze strony Donalda Tuska.

- Nie możemy brać odpowiedzialności za udział w polskim życiu publicznym człowieka, który wykazuje się i wykazywał się w przeszłości całkowitą nieodpowiedzialnością - stwierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej po wystąpieniu marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego.

"Po słowach Putina, polityka resetu"

- Ktoś, kto dowiedział się o planach rozbiorowych w stosunku do istniejącego i uznanego międzynarodowo państwa, powinien podjąć odpowiednie działania zarówno w sferze informacyjnej, tutaj, w obrębie Polski - z pewnością powinien był poinformować o tym prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej, a ten nie został o tym poinformowany - i powinien także podjąć odpowiednią akcję międzynarodową. Przypomnę, że reakcją na to, co powiedział Putin - a nie ma żadnych wątpliwości, że powiedział, niezależnie od tego, że teraz dementuje to Kreml - była polityka resetu, ocieplenia stosunków z Rosją, i to nawet po Smoleńsku - stwierdził Kaczyński.

Prezes PiS dodał, że zna "bardzo poważne powody", dla których wcześniej prezydent Lech Kaczyński nie chciał powołać Sikorskiego na stanowisko ministra spraw zagranicznych. - Składamy ten wniosek, ponieważ każdy odpowiedzialny obywatel Polski powinien dążyć do tego, żeby ten pan zniknął z życia publicznego - dodał na koniec.

- Poseł niezrzeszony Andrzej Smirnow będzie kandydatem PiS na marszałka Sejmu - poinformował szef klubu Prawa i Sprawiedliwości Mariusz Błaszczak. Smirnow był posłem PO. Jednak został wykluczony z klubu przez władze PO, bo nie wziął udziału w głosowaniu nad wotum zaufania dla rządu Donalda Tuska. Smirnow powiedział, że nie chciał głosować za rządem, bo nie zgadza się z polityką Platformy Obywatelskiej.

Leszek Miller: SLD bliski wniosku o odwołanie Sikorskiego

- W trakcie wyboru marszałka Sejmu wstrzymaliśmy się od głosu, traktując, że pan Sikorski powinien mieć szansę, aby ukazać styl kierowania sejmem i styl zachowania się w sejmie. Ale dzisiaj, po tym, jak zostały potraktowane media i dziennikarze, jesteśmy bliżsi wniosku o odwołanie Radosława Sikorskiego - mówił w rozmowie z dziennikarzami szef SLD Leszek Miller.

Jak ocenia zachowanie Sikorskiego i brak tłumaczenia? - Odnoszę wrażenie, że marszałek Sikorski ma problemy z wytłumaczeniem swoich rewelacji. Ja przede wszystkim oczekuję wypowiedzi Donalda Tuska, który powinien albo potwierdzić, że był świadkiem słów wypowiedzianych przez pana Putina, albo zaprzeczyć, że takie słowa kiedykolwiek padły. Przed chwilą się dowiedziałem, że Radosława Sikorskiego nie było na tym spotkaniu, co oczywiście gwałtownie obniża wiarygodność jego słów. Ale premier Tusk musi się bardzo szybko wypowiedzieć, bo jego sytuacja jest najtrudniejsza - zaznaczył Miller.

Palikot: Omówić sprawę w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego

- Twój Ruch, tak samo jak wielu innych ludzi, jest zaskoczony tym, że właśnie teraz minister Sikorski ujawnia rozmowy z 2008 roku, jak i samym faktem ich treści - stwierdził przewodniczący partii Janusz Palikot. - Jedno i drugie jest bardzo zastanawiające. W związku z tym zwrócę się do prezydenta Bronisława Komorowskiego o zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w możliwie szybkim terminie - jej posiedzenie jest z resztą planowane na jutro, więc być może już jutro będzie można się zając tą kwestią - stwierdził.

- Musimy się dowiedzieć, czy są jakieś materiały - i jakie - z tej rozmowy przeprowadzonej przez Donalda Tuska i Władimira Putina, kto był poinformowany o tym fakcie i jakie zostały podjęte kroki, czy one były zgodne z przyjętymi w takim wypadku procedurami, czy zostali o tym poinformowani nasi sojusznicy z NATO w tamtym czasie - a jeśli nie, to z jakiego powodu, oraz o innych wszelkich możliwych znanych okolicznościach faktu tej właśnie rozmowy - wyjaśnił Palikot.

- Oczekujemy między innymi także na publiczne dementi albo potwierdzenie w tej sprawie przez wówczas premiera polskiego rządu Donalda Tuska - dodał.

Piechociński: Sikorski emocjonalny i temperamentny

Wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński stwierdził, że przede wszystkim oczekuje jednoznacznego oświadczenia w tej sprawie od Radosława Sikorskiego.

- Sikorski jest politykiem za bardzo emocjonalnym i temperamentnym. Liczę na to, że ten, który uruchomił tę wrzawę, potrafi w kilku prostych zdaniach powiedzieć: była lub nie było tej sprawy, dopiero potem będziemy to dalej komentować - powiedział dziennikarzom po konferencji marszałka.

- Nikt na międzynarodowych radach bezpieczeństwa, w których uczestniczył też Radosław Sikorski, nie sygnalizował tego typu sprawy czy oferty - stwierdził. - Dobrze by było, gdybyśmy mieli w miarę szybko proste oświadczenie, w kilku prostych zdaniach, wyjaśniające tę sprawę - powtórzył.

Powody lakonicznego komentarza? "Marszałek jest szczególnym organizatorem prac Sejmu"

Na pytanie o sposób potraktowania dziennikarzy na bardzo krótkiej konferencji i odesłanie do mającego się chwilę później ukazać w internecie wywiadu wicepremier starał się usprawiedliwić Sikorskiego.

- Posłowie opozycji słusznie zwrócili uwagę, że opóźnienie obrad Sejmu o 20 minut może być odebrane jako przykład lekceważenia Sejmu - i słusznie, podtrzymuję taką opinię, bo marszałek jest pierwszym wśród równych 460 posłów i jest szczególnym organizatorem prac Sejmu - być może z tych powodów pan marszałek w połowie odpowiedzi na pytanie zamknął tę sprawę odniesieniem się do wywiadu, który ma się dopiero ukazać - stwierdził Piechociński.

Ziobro: Sikorski może zostać odwołany

- To były skandaliczne słowa marszałka i skandaliczne zachowanie na dzisiejszym briefingu w Sejmie - ocenił sytuację z konferencji Sikorskiego lider SP Zbigniew Ziobro. Według niego Sikorski "stracił twarz firmując politykę resetu wobec Moskwy, mimo wiedzy, co zamierza Władimir Putin".

- Dziś może jedynie podać się do dymisji lub zostać odwołany. Dodatkowo Sikorskiego obciąża milczenie premiera Tuska, które tylko uprawdopodobnia sprawę - powiedział Ziobro.

Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,16838722,Kaczynski__Zlozymy_wniosek_o_odwolanie_Sikorskiego.html#BoxSlotI3img#BoxWiadTxt

poniedziałek, 20 października 2014

Sekta gender, głupcze! Jak dziennikarka „Do Rzeczy” przeniknęła do „sekty polskich feministek”

Anna J. Dudek
20.10.2014
Reporterka "Do Rzeczy" rozwala system od środka.
Reporterka „Do Rzeczy” rozwala system od środka. • dorzeczy.pl
Jestem wstrząśnięta. Reporterka „Do Rzeczy” tajnym, sobie tylko znanym sposobem przeniknęła do środowiska polskich feministek. Jak wiadomo, jest to jedna z tych pilnie strzeżonych twierdz, do których dostęp mają tylko nieliczni. Ale udało się po niebezpiecznej misji zapisywania się na studia w dziekanacie. Przeprowadziła półroczne śledztwo (sic!) na studiach genderowych, a jego wstrząsające wyniki o inwigilacji „Sekty Gender” (tytuł z okładki) opisuje na sześciu stronach. Co odkryła?
Ano że feministki wcale nie są brzydkie, stare i nieszczęśliwe. Niektóre, o zgrozo, nawet mają dzieci! Mało tego, czasem do tych dzieci dzwonią! Teraz ich sabat będzie musiał je wykluczyć za niesubordynację, być może odbędzie się też specjalny sąd kapturowy, w którym zasiądą prof. Małgorzta Fuszara i prof. Magdalena Środa. Że na studiach genderowych są też panowie, że w polskim środowisku feministycznym dużo mówi się o macierzyństwie, że „gender to dziedzina obciążona wieloma stereotypami nie tylko związanymi z rolą kobiet i mężczyzn w sferze seksualnej, ale także dotyczącymi orientacji seksualnej, wpływu kultury na nasze zachowania”. Co tam Woodward, co tam Bernstein! Co tam Wallraff! Niewińska, głupcze!
Gender na wysokich obcasachJestem też rozczarowana. Miałam nadzieję, że ktoś w końcu obnaży tego genderowego szatana, a tu nawet nie ma porządnie domalowanej gęby. Ot, wytarte argumenty bez większego polotu. Orgii – nie było, palenia barchanów – nie było, instrukcji, jak demoralizować młodych – nie było. Mamy za to takie obserwacje:
AGNIESZKA NIEWIŃSKA, „PRAWDZIWA TWARZ GENDER”
Kto uważa, że zwolenniczki i propagatorki gender to smutne panie ubrane w zgrzebne wory bez makijażu, dobrej fryzury i najmniejszych oznak atrakcyjności, jest w błędzie. Studentki to przeważnie ładne, młode dziewczyny. Nie stronią od kobiecych dodatków i drobiazgowo dobranych elementów garderoby. Noszą spódnice, korale, kolczyki, szale, buty na obcasach. Żadne sfrustrowane singielki, często żony, czasem nawet matki, które w przerwie między zajęciami dzwonią do domu, by porozmawiać z dzieckiem.
Szok!
„Warto też w sobotę przed przyjściem na zajęcia zajrzeć do kiosku i zaopatrzyć się w nowy numer ‚Wysokich Obcasów’” – pisze autorka o tym, co jest w dobrym tonie wśród studentów gender. Niegłupie.
AGNIESZKA NIEWIŃSKA, „PRAWDZIWA TWARZ GENDER”
W programie semestru są prawo i ekonomia w genderowym ujęciu, a także zajęcia o nieco bardziej rozbudowanych nazwach: Performatyka wizualności w perspektywie gender, Psychoanaliza po Freudzie, Polityka płci: teoria i praktyka ‚gender’ w naukach społecznych, prawie międzynarodowym i praktyce życia, Polityka równości w Polsce – możliwości i ograniczenia.
I znowu – trzęsienie ziemi, że w kraju, w którym kobiety wciąż zarabiają o 17 proc. mniej niż mężczyźni, ktoś się chce tych wymysłów uczyć i zrozumieć mechanizmy, które do tych nierówności doprowadziły.
Feministki o macierzyństwie. Niepojęte.Dowiadujemy się też, że „podczas wielu genderowych imprez eksploatowany jest temat seksu i seksualności”. To jest odkrycie na miarę Pulitzera.
„Gender studies na macierzyństwo patrzą dość podejrzliwie” – czytamy. Otóż nic bardziej mylnego. Dla polskiego feminizmu kwestia macierzyństwa, zwłaszcza w ostatnich latach, jest bardzo istotna, co nie znaczy, że wszystkie polskie feministki mają do niej jednakowe podejście. Bo, niespodzianka, w feminizmie jest kilka nurtów, o czym szpieg „Do Rzeczy” najwyraźniej nie wie. Wyrabianie sobie na ten temat zdania i próby ferowania wyroków ostatecznych po kilku wykładach są w najlepszym razie zabawne.
Zdjęcie użytkownika DoRzeczy.
DoRzeczy dodał(a) nowe zdjęcie.
Strona internetowa · 8 825 osób lubi to
A Aleksandra Magryta z Feminioteki, która była koleżanką red. Niwińskiej na roku na owych studiach, mówi tak: – Agnieszka Niewińska faktycznie była studentką na Gender Studies w poprzednim roku akademickim, ale była osobą zupełnie nieaktywną – typ „szarej myszki”. Jej reportaż jest tak naprawdę nudnawym tekstem. A szkoda, bo liczyłam, że Niewińska choć trochę odważy się na analityczne smaczki. A tu nic. Jest to suchy reportaż, chwilami trochę żenujący ze względu na nieetyczne zachowanie autorki. Artykuł trochę mnie zniesmaczył, bo autorka cytuje wypowiedzi moje i innych ludzi z roku bez zgody.
Właściwie reportażyk powinien wszystkich tych, którzy gender się tak boją, uspokoić. Bo okazuje się, że nie ma się czego bać. W tekście autorka sporo pisze o zajęciach „Oblicza polskiego backlashu”. Backlash to nic innego, jak odrzut związany z oddaniem strzału z broni. Tutaj mamy do czynienia raczej z rykoszetem.

Spada sprzedaż prawicowych tygodników. Najwięcej straciło „Do Rzeczy”

Anna Siek, 20.10.2014
Okładki tygodników - sierpień 2014 rokOkładki tygodników – sierpień 2014 rok (Źródło: Gazeta.pl)
Wakacje skończyły się spadkami sprzedaży tygodników opinii. Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl, jedynymi, którzy zanotowali wzrost sprzedaży, były „Gość Niedzielny” i „Tygodnik Powszechny”. Największy spadek sprzedaży zanotował tygodnik „Do Rzeczy” – blisko 27 proc.
Jak informuje portal Wirtualnemedia.pl. w sierpniu większość tygodników opinii zanotowała spadki sprzedaży. Najwięcej straciły „Do Rzeczy”, „Gazeta Polska” i „W Sieci”. Sprzedaż „Do Rzeczy” spadła o 26,59 proc., a tygodnika „w Sieci” o prawie 21 proc.Nie jest wykluczone, że bardzo duży wpływ na spadki sprzedaży miała podwyżka, bo obie gazety kosztują więcej niż w 2013 roku.

Niezmiennie liderem sprzedaży tygodników jest „Gość Niedzielny”. W sierpniu średnia sprzedaż wyniosła 136 003 egzemplarze. I było to o 1,83 proc. więcej niż przed rokiem. Drugim tygodnikiem, który w sierpniu zanotował wzrost sprzedaży – o 5,36 proc. – był „Tygodnik Powszechny”. Ale mimo to zajmuje ostatnie – dziewiąte – miejsce w zestawieniu tygodników opinii.
Dane dotyczące sprzedaży tygodników opinii przygotował Związek Kontroli Dystrybucji Prasy.

niedziela, 19 października 2014

Idą ruscy! Nie ulęgnę się, będę walczył


Jest orędzie synodu Kościoła. Co w końcu z rozwodnikami i homoseksualistami?

MIEŚ, PAP

Co w końcu z rozwodnikami i homoseksualistami?

Zatroskany papież Franciszek
Zatroskany papież Franciszek (ANDREW MEDICHINI/AP)
- W orędziu synodu biskupów na temat rodziny podkreślono, że Kościół musi być otwarty i nie może nikogo wykluczać. Nie zajęto natomiast żadnego stanowiska wobec omawianej kwestii dopuszczenia do komunii osób rozwiedzionych będących w nowych związkach.

"W czasie pierwszego etapu naszej drogi synodalnej dyskutowaliśmy o duszpasterskim towarzyszeniu i o dostępie do sakramentów rozwodników w nowych związkach" - napisano w przesłaniu ogłoszonym w sobotę w Watykanie. Nie ma w nim żadnego odniesienia do homoseksualistów, choć wcześniej dyskutowano na synodzie o konieczności większego otwarcia wobec nich.

Różne stanowiska wobec rozwiedzionych i homoseksualistów odnotowano natomiast w szeroko dyskutowanym sprawozdaniu z pierwszego tygodnia obrad. Relacja ta wywołała wówczas protesty części hierarchii niezadowolonej z linii zbyt dużego otwarcia czy też, jak mówił arcybiskup Stanisław Gądecki, odejścia od nauczania Jana Pawła II.

Kościół domem otwartym?

"Chrystus pragnie, aby jego Kościół był domem z drzwiami otwartymi zawsze z gościnnością, bez wykluczania kogokolwiek. Jesteśmy dlatego wdzięczni pasterzom, wiernym i wspólnotom gotowym towarzyszyć i brać na swoje barki wewnętrzne i społeczne rany par i rodzin" - głosi orędzie.

Nie odzwierciedla ono żadnych sporów i głębokich podziałów, do jakich doszło na synodzie, gdzie starli się zwolennicy linii otwarcia wobec rozwodników i homoseksualistów z konserwatywnym skrzydłem hierarchii, przeciwnej wszelkim zmianom.

Orędzie nadzwyczajnego synodu 190 biskupów z całego świata na temat rodziny i wyzwań duszpasterskich związanych z ewangelizacją rozpoczynają słowa "uznania i wdzięczności" dla rodzin oraz ich świadectwa "wierności, wiary, nadziei i miłości".

"Także my, pasterze Kościoła, urodziliśmy się i wzrośliśmy w rodzinach, z różnymi ich historiami i wydarzeniami. Jako księża i biskupi spotkaliśmy i żyliśmy obok rodzin, które opowiedziały nam słowami i pokazały czynami liczne splendory, ale także trudy" - zapewnili ojcowie synodalni.

Troska o rodzinę

Następnie podkreślili "wielkie wyzwanie wierności" w miłości małżeńskiej. "Osłabienie wiary i wartości, indywidualizm, zubożenie relacji, stres wynikający z szaleńczego pośpiechu, który lekceważy refleksję, naznaczają także życie rodzinne" - wskazali uczestnicy dwutygodniowych obrad.

Zwrócili uwagę ma liczne kryzysy małżeńskie, do których "często podchodzi się zbyt pospiesznie i bez odwagi cierpliwości, weryfikacji, wzajemnego przebaczenia, pojednania, a także poświęcenia". "W ten sposób upadki te prowadzą do nowych relacji, nowych par, nowych związków i nowych małżeństw, tworząc złożone sytuacje rodzinne, problematyczne dla chrześcijańskiego wyboru" - głosi orędzie.
Winne "perwersyjne systemy"

W dokumencie wskazano na przeżywane przez rodziny trudności ekonomiczne powodowane przez "perwersyjne systemy" i "fetysz pieniądza oraz dyktaturę ekonomii bez oblicza i naprawdę ludzkiego celu". Upokarza to rodziny - ocenili biskupi i położyli nacisk na plagę bezrobocia i dramat rodziców, którzy nie są w stanie zapewnić podstawowych potrzeb swym rodzinom, a także młodych ludzi narażonych na ryzyko ulegania narkotykom i przestępczości.

Przemoc wobec kobiet

Biskupi napisali również: "Myślimy także o kobietach, które doznają przemocy i są wykorzystywane, o handlu ludźmi, o dzieciach i młodzieży - ofiarach nadużyć ze strony tych, którzy mieli ich chronić i zapewnić im wzrost w atmosferze zaufania".

Zgromadzenie biskupów zaapelowało do rządów i organizacji międzynarodowych o krzewienie praw rodziny "dla dobra wspólnego".

Ojcowie synodalni poprosili wiernych, by podążali razem z nimi, oczekując na przyszłoroczne obrady, także poświęcone rodzinie.

Czy ujawnią dokument końcowy?

Jeszcze w sobotę na synodzie ma odbyć się głosowanie nad jego obszernym dokumentem końcowym. Nie jest jeszcze jasne, czy zostanie on ujawniony. Decyzja należy do papieża Franciszka - przypomniał na konferencji prasowej w Watykanie przewodniczący Papieskiej Rady Kultury kardynał Gianfranco Ravasi. Wyjaśnił, że do tej pory Franciszek nie wypowiedział się na ten temat. Dostojnik zauważył, że zgodnie ze "stylem" papieża dokumenty są rozpowszechniane.

Watykaniści nie wykluczają natomiast, że to właśnie tam odnotowane zostaną najbardziej kontrowersyjne kwestie poruszone podczas obrad, które wywołały ogromne zainteresowanie opinii publicznej.

Źródło: http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,102433,16825694,Jest_oredzie_synodu_Kosciola__Co_w_koncu_z_rozwodnikami.html

Zobacz także